Menu

Zoon Politikon

Czyli o polityce przede wszystkim choć nie tylko....

Neoliberałowie kontra lewaki, zaklęty krąg ekonomicznej debaty

marchewa79

david-argumentDyskusja o modelu ekonomicznym polski od lat zeszła na poziom prymitywnych epitetów. Z jednej strony mamy mitycznego neoliberała, który chciałby wszystko sprywatyzować i zderegulować. Z drugiej równie legendarnego lewaka dążącego do tego, aby wszystko upaństwowić i obłożyć gęstą siecią przepisów równie skomplikowanych, co absurdalnych.

Partie miotają się miedzy tymi dwoma epitetami. I każda raz to zostaje neoliberalna raz lewacka (wyjątki w rodzaju konsekwentnie lewackiej partii Razem na razie pomińmy). Brakuje racjonalnej dyskusji na temat tego, który model działa lepiej i w jakiej sytuacji. Bo gospodarka zawsze stanowić będzie system mieszany.

Problem w tym, że obydwie strony sporu, dla odczarowania pejoratywnych skojarzeń nazwijmy je pozytywnie wolnościową i opiekuńczą mają swoje racje. Ale obie utkwiły w podstawowym błędzie, jaki znowu na własne potrzeby nazywam argumentem holistycznym. Otóż skoro pomysł wolnościowy czy opiekuńczy nie działa, (czyli sprecyzujmy nie przynosi zaplanowanych przez autorów rezultatów) oznacza to nie to ze wadliwy jest pomysł, ale to, że cała gospodarka w niewystarczającym stopniu jest opiekuńcza czy wolnościowa. Bo dążymy do idealnego typu czy to doskonałej konkurencji czy pełnego wellfare state.

Od zawsze brakuje racjonalności. Poszukiwania balansu między efektywnością, (w której kierunek wolnościowy jest lepszy) a społeczną stabilnością (gdzie bryluje kierunek opiekuńczy). To nie jest w żadnym wypadku specyfika polska, raczej trend światowy. Ale to zaspawanie się na ekonomicznych i politycznych fundamentach zabija racjonalna dyskusję. W dodatku popularność rozwiązań wolnościowych i opiekuńczych jest ściśle skorelowana z etapem cyklu koniunkturalnego. Tak zresztą działa psychologia, że w trudnych czasach pas się zaciska a w dobrych popuszcza. Choć już, co najmniej od czasów Keynes’a istnieją wskazania, że takie działania nie muszą przynosić najlepszych rezultatów.

Dlaczego o tym piszę? Bo spór wolnościowo/opiekuńczy to spór, który będzie stanowił mocny podział dla opozycji wobec obecnie rządzących. Szczególnie dobrze widać to, kiedy Platforma próbuje pożenić własne wolnościowe tradycje (główny ekonomista z kręgu FOR) z utrzymaniem wielu opiekuńczych programów obecnej władzy. Zgrzyty są nieuniknione i prowadzą do absurdalnych deklaracji np. pana Żakowskiego, że od takiej PO to on woli PiS (ale to nie pierwsza absurdalna deklaracja tego autora).

Logika podpowiada, że Polska powinna osiągnąć jak największe tempo rozwoju gospodarczego, aby szybko nadrobić dystans do bogatej części Unii i wreszcie do interesu dopłacać zamiast być jego beneficjentem, (co stanowi ekonomiczny odpowiednik zajęcia miejsca w wygodnym fotelu i zapalenia cygara). Ale wysokie tempo ma swoją cenę, którą wolnościowcy pomijają w swoich analizach, bo ona nie jest ceną ekonomiczną. To cena społeczna. Posługując się przykładem z życia w rodzinie moich przyjaciół dwoje dzieci zdecydowało się na emigrację jedno do UK drugie do Niemiec. Zarabiają tam bardzo dobrze są w stanie znacząco pomagać wcale przecież nie najbiedniejszym rodzicom. Z rozmów wynika, że są szczęśliwi a w Polsce mieli problem ze znalezieniem początkowo jakiejkolwiek później finansowo satysfakcjonującej pracy. Ekonomicznie to sytuacja typu win/win dla obu krajów.

Tyle teorii. W praktyce moi znajomi żyją wciąż w poczuciu winy, że są gorsi, bo nie poradzili obie w kraju, rodzice są zawiedzeni, bo ich wnuki nie dość, że są daleko i rzadko je widują to jeszcze polski powoli przestaje być ich pierwszym językiem. Rosną obawy o pomoc na starość, wali się cała siatka społecznych zależności i wsparcia. Poziom frustracji jest wielokrotnie większy niż wynikałoby to z trzymanej na użytek zewnętrzny „gęby” ludzi szczęśliwych i zadowolonych.

Można oczywiście powiedzieć, że państwu nic do tego, bo żadna ze stron sytuacji nie wyciąga rączki po państwową pomoc. Ale też zostaje grupa ludzi, którzy każdą informację o polskim sukcesie przyjmują jak policzek, bo co to za sukces skoro wnuki widzą raz w roku w wakacje. Bardzo łatwo zagospodarować te frustrację. Dużo trudniej ją rozładować. Ona nie ma ekonomicznego wymiaru, tabelki jej nie widzą. Ale jest rzeczywista.

Problemem sporu jest od zawsze to, że wolnościowcy widzą cyfry a nie ludzi, natomiast tym opiekuńczym wydaje się, że cyfry nie istnieją. Ale te istnieją, co zabójczo skutecznie pokazują takie państwa jak Wenezuela, Argentyna czy Grecja. Ideałem jest państwo, które opiekując się obywatelem pozostawia mu jednak dużą swobodę działania. Łupi bardzo, ale nie za bardzo. No i zostawia w nas wszystkich przekonanie, że każda zabrana złotówka służy w jakiejś mierze dobru wspólnemu.  

Tylko czy znacie taki kraj?

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • starszy58

    Emigracja Ekonomiczna ma niewiele wspólnego z systemem gospodarczym. To funkcja swobody przepływu osób i możliwego do osiągnięcia przeciętnego dochodu. Tyle tylko, że gospodarki wolnorynkowe ściągają ludzi o duszach pionierów, od czego robią się jeszcze bogatsze.
    Po korekcie chadeckiej dobrym przykładem balansu opiekuńczo wolnorynkowego są Niemcy. Generalnie Welfare State z trwale zrównoważonym budżetem jest OK z definicji.

© Zoon Politikon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci