Menu

Zoon Politikon

Czyli o polityce przede wszystkim choć nie tylko....

Po co miastu klub piłkarski?

marchewa79

a8b3677763560Natchnęła mnie do rozważań sytuacja Śląska Wrocław, któremu miasto Wrocław ma dorzucić pieniędzy z miejskiej kasy. Co u wielu wrocławian wzbudziło niemałe wzburzenie.

Sytuacja typowa. Mnóstwo miast posiada takie wątpliwej, jakości „klejnoty”. Sportowo mizerne, ale za to niezwykle kosztowne a sądząc po widowni dość jednak niszowe przedsięwzięcia. W teorii oczywiście to są prywatne firmy nastawione na zysk (zwłaszcza kluby ekstraklasy), ale nie wiem czy w polskiej lidze jakikolwiek klub kiedykolwiek jakiś zysk osiągnął. Właściwie można mieć w ogóle wrażenie, że im większy sukces (awans do wyższej klasy rozgrywek, do rozgrywek międzynarodowych) tym większa tragedia, bo „są konieczne wzmocnienia” etc.

Nikt, kto „zainwestował” (mylne, choć powszechne w kręgach dziennikarskich stwierdzenie powinno być raczej „wyrzucił pieniądze na”) w Polsce w klub piłkarski nie odszedł z interesu z satysfakcją. Jest to raczej historia wieloletnich frustracji, czasami korupcji, wyrzuconych milionów i zastanawiania się nad tym momentem głupoty, kiedy człowieka podkusiło. Trudno się, więc dziwić, że chętnych frajerów coraz bardziej brakuje. Kluby coraz łapczywiej patrzą na miejski mecenat a włodarze wydają się na ów specyficzny urok futbolu całkowicie nieodporni. Mamy, więc pierwszoligowe (błogosławionych ignorantów uświadamiam, że I liga wbrew pozorom nie jest najwyższym poziomem rozgrywek, bo ten nazywa się Ekstraklasą, choć tego ekstra nie sposób znaleźć), drugoligowe i trzecioligowe kluby z ogromnymi stadionami wybudowanymi z publicznych pieniędzy (ileż to żłobków i ileż przedszkoli…), mamy piłkarzy opłacanych niewspółmiernie do wysiłku i rezultatów, mamy „fankluby” terroryzujące wszystkich wokół i funkcjonujące właściwie jak zorganizowane grupy przestępcze. Mamy „szkółki” stanowiące hodowle perspektywicznych dzieciaków niczym koni wyścigowych w nadziei na możliwą wczesną sprzedaż, co bardziej utalentowanych za granicę, zresztą rezultaty ich funkcjonowania są niemal równie mizerne jak poziom.

Nie ma romantycznego „haratania w gałę”. Jest chory system wymuszający coraz większe kontrybucje a wspierający oszustów i bandytów. Dlaczego więc miasta nie zrezygnują? Dlaczego owe kluby i klubiki nie słyszą od prezydentów twardego piłkarskiego „spierdalaj”, gdy kolejny raz przychodzą żebrać po wsparcie? Przecież ci cali wielbiciele futbolu nie mogą stanowić większości mieszkańców, nawet większości chodzących na wybory. Czy klub piłkarski jest na tyle wartościowym elementem tożsamości miasta, że warto w niego wrzucać pieniądze, które mogły być realnie zainwestowane (bez cudzysłowów i ironii) w inne bardziej pożądane przez mieszkańców przedsięwzięcia?

Czekam na odważnych włodarzy, którzy wyeliminują tą patologię.  Ale bez jakichś spektakularnych oczekiwań. Dopóki mieszkańcy będą godzić się żeby zamiast przedszkoli i żłobków miasta budowały stadiony piłkarskie nic się w tej kwestii nie zmieni. Póki klub piłkarski jest tylko dobrowolnym zrzeszeniem lubiących pograć sobie w piłkę ludzi powinien otrzymywać od lokalnych władz wsparcie na takich zasadach jak kluby szachowe czy kajakowe. Kiedy staje się biznesem zatrudniającym zawodowców dla wyniku władze powinny z interesu się wycofać. A że piłka nożna jest biznesem kiepskim… Cóż na całym świecie kiepskie biznesy się zamyka.

© Zoon Politikon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci