Menu

Zoon Politikon

Czyli o polityce przede wszystkim choć nie tylko....

A za oceanem

marchewa79

trump-impeachmentPółmetek prezydentury Trumpa zbliża się wielkimi krokami. Tym większymi, że ostatnie miesiące przyniosły w sporej mierze demontaż systemu, którego USA w ostatnich latach było największym beneficjentem. I nie do końca można zrozumieć powody.

Otóż prezydent dość przypadkowo i doraźnie (za pomocą instrumentów władzy wykonawczej) zaczął nakładać karne cła na dużą część handlu zagranicznego USA z resztą świata. W nie do końca jasnej nadziei na uratowanie resztek własnego przemysłu ciężkiego i wzmocnienia rodzimego przemysłu samochodowego usiłuje Trump cofnąć ostatnie kilka dekad globalizacji.

Czy USA na globalizacji traci? Na papierze jak najbardziej. Właściwie od połowy lat 70 USA więcej kupują niż sprzedają. Dlaczego? Otóż USA ma gigantyczny handicap w postaci bycia emitentem światowej waluty. To carte blanche na zadłużanie się, ponieważ nie ma żadnego ryzyka niewypłacalności (USA może po prosty wydrukować pieniądz na spłatę swoich długów). Problemem USA jest to, na co te pieniądze wydaje. Otóż wydaje je w ogromnej mierze na zbrojenia i działania wojenne. Dwa rozgrzebane konflikty zbrojne w Iraku i Afganistanie pociągnęły za sobą tak gigantyczne wydatki, że obydwa te kraje powinny zostać wykatapultowane do światowej gospodarczej elity. Zamiast tego są zrujnowaną strefa wojny a USA wikła się w kolejne konflikty asymetryczne w Libii, Syrii, Jemenie… Miejsca trudno zliczyć. Utrzymywanie w gotowości gigantycznej armii i floty oraz jej stała modernizacja również kosztuje. Oczywiście jest to warunek tego, że na świecie jest pax americana, który jest także podstawą globalizacji. To USA zawdzięczamy, że na Morzu Chińskim i Pacyfiku za łby nie wzięły się Chiny, Tajwan, obie Koreę czy Wietnam. Zawsze istnieje ryzyko, że przyjdzie leśniczy i wyrzuci partyzantów z lasu. Ale bycie leśniczym kosztuje. Do tej pory amerykańska klasa polityczna przyjmowała bezdyskusyjnie, że cena, jaką jest globalna supremacja wojskowa jest cena warta do zapłacenia za gospodarcze korzyści. Donald Trump zanegował tą politykę. Gospodarczo Trump jest izolacjonistą, co akurat USA nie rokuje zbyt dobrze, bo przejście z globalizacji rozwijanej przez pół wieku na izolacjonizm jest może możliwe, ale na pewno będzie niezwykle kosztowne. Tym bardziej, że równolegle przepchnięto w USA znaczące obniżki podatków, które kolejny raz powiększą i tak wyśrubowany deficyt. Towarzyszące tym podwyżkom redukcje wydatków ominęły oczywiście budżet wojskowy jednak nie ominęły wydatków infrastrukturalnych i zabezpieczenia socjalnego a więc rzeczy, które teoretycznie zwolenników Trumpa obchodzić powinny najbardziej. Nie jest to jednak pierwszy przypadek tego, że prezydent USA mówi jedno a robi zupełnie, co innego.

USA realizuje więc instrumenty pochodzące z dwu zupełnie różnych politycznych repertuarów. Obniżki podatków to alfabet reaganomiki i polityki „skapywania” bogactwa. Ta wiecznie żywa koncepcja została już w praktyce zdezawuowana tyle razy, że aż wstyd wspominać. Z kolei izolacjonizm to repertuar amerykańskiego nowego populizmu. O ile jednak bonusy podatkowe adresowane były do środowisk biznesowych (skorzystali a jakże najbogatsi w tym właściciele Amazona, Facebooka i Appla) o tyle retorsje dla działań izolacjonistycznych wprost szkodzą pozycji międzynarodowych amerykańskich koncernów. Podstawą ich bogactwa jest, bowiem uprzywilejowana pozycja prawna, jaką posiadają w wielu krajach będąca zasługą przywilejów uzyskanych jeszcze przez Billa Clintona. Te wszystkie przywileje dla amerykańskiej gospodarki elektronicznej mogą zniknąć. A Facebook czy Google poddane restrykcjom związanym chociażby z odpowiedzialnością za słowo mogą bardzo szybko stracić pozycje rynkowych monopolistów. O tym jak kruchy jest sukces ekonomii dzielenia przekonuje się obecnie Uber czy AirBNB. A dolina krzemowa to duża część amerykańskiego PKB. I to część dysponująca miliardami wolnej gotówki. Która to gotówka może łatwo spłynąć i spływa do kieszeni politycznych przeciwników urzędującego prezydenta.

Poza tym geopolitycznym aspektem są też jeszcze prawne kłopoty głowy państwa. Śledztwo FBI ujawniło poziom zaangażowania Rosji w wyborach 2016 roku oraz powiązań z rodziną i współpracownikami Donalda Trumpa. Mimo braku „dymiącej broni” poziom nieścisłości i krzywoprzysięstwa jest na tyle duży, że w przypadku zwycięstwa demokratów w wyborach na jesieni odwołanie prezydenta w drodze impeachmentu wydaje się bardzo prawdopodobne. A przyparty do muru Trump na pewno będzie nieprzewidywalny. Zwłaszcza, że spora część jego zwolenników wydaje się impregnowana tak na fakty jak i na logikę. Wiele wskazuje, że duża część „starej” partii republikańskiej dostrzegła niebezpieczeństwo i czeka na możliwość odcięcia się od Trumpa na szerszą skalę. Nie należy, więc wykluczać poparcia impeachmentu nawet przez część republikanów.

Ciekawe czasy nastały w Ameryce. Niestety.

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Naz] *.centertel.pl

    Powiedz mi Marchewa, na czym polega ta fascynacja Trumpem wśród pl prawicowych publicystów. Gość jest ewidentnie prorosyjski, jego ludzie to klienci ruskiej ambasady. A tu pełna miłość? Aż tak daleko sięga ideologiczne wyparcie?

© Zoon Politikon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci