Menu

Zoon Politikon

Czyli o polityce przede wszystkim choć nie tylko....

Wszystko

PO, jak zmienić partię ludzi sytych

marchewa79

Posypaly-sie-memy-po-trzesieniu-w-rzadzieNie da się ukryć, że w ostatnich latach PO obrosła tłuszczem. Lata u władzy przyciągnęły do partii zdecydowanie więcej oportunistów niż ideowców a same kanały mobilności w partii zaczęły się zatykać aż do poziomu zawału. Zawał nazywał się Nowoczesna i jest tematem na inną dyskusję. Teraz jednak wróćmy do PO. Parafrazując hasło partii, którą zajmowałem się na blogu wczoraj: czy inna PO jest możliwa? I czy jest potrzebna?

PO i PSL to jedyne w miarę „normalne” partie w Polsce. Normalne w takim sensie, że reprezentują coś więcej niż tylko zespół „wódz i jego drużyna”. Swoją drogą wykpiwany PSL okazuje się być jedna z najbardziej pluralistycznych wewnętrznie partii, która potrafiła wymienić kilkukrotnie lidera nawet w trakcie rządzenia i za każdym razem nie powodowało to ani rozłamu ani załamania. Ale to temat na inną notkę. Wróćmy do PO. Otóż PO w 2015 składało się niemal z samych „tłustych kotów”, którzy przez dwie rządowe i niekiedy cztery samorządowe kadencje zapomnieli jak to jest być głodnym. Dla partii to był i jest ogromny problem. Zamiast walki o władze zaczęła tonąć w małych geszeftach (patrz Sikorski i machloje na paliwie) oraz wzajemnej niechęci a wręcz nienawiści wielu działaczy.

Ewa Kopacz nie dała rady. Z wielu przyczyn, z których najważniejszą jest to, że jest ona politykiem rządowym a nie partyjnym. Dziś pewnie nie bez satysfakcji patrzy jak w tę samą pułapkę wpada Beata Szydło. Tusk natomiast PO osierocił w sposób bezprecedensowy tak przerywając wzajemne sieci powiązań ze partia jak się wydaje do dziś nie może się z sytuacji otrząsnąć. Rezultatem słabości Kopacz i absencji Tuska był rok 2015. A także to, co mamy dziś.

Trzeba sobie jasno powiedzieć: kalendarz wyborczy PO nie sprzyjał. Nastąpiła powtórka z roku, 2005 kiedy korelacja wyborów prezydenckich i parlamentarnych pozwoliła PiS zgarnąć całą pulę jednocześnie nie dając przeciwnikom szansy na wyhamowanie politycznej dynamiki wydarzeń. Ale też PO A.D. 2015 była partią słabą. Koszmarne przywiązanie do retoryki „anty-PiS” i brak jakiegokolwiek pozytywnego przekazu oraz kiepscy liderzy sprawiły, że polityczna próżnia wokół PO zaczęła się wypełniać nowymi groźnymi bytami. Co gorsza zarówno Kukiz jak i Nowoczesna oparte były o mało zużytych i politycznie i medialnie przywódców stanowiących osobowościową dominantę tak nad Komorowskim jak i Kopacz. Przywiązanie PO do oszczędnościowych strategii z lat kryzysu gospodarczego również okazało się tyleż szlachetne, co samobójcze.

Powyborcze PO trafiło w całości w ręce Grzegorza Schetyny. Jest takie angielskie słowo „henchman”, które oddaje rolę, jaką miał Schetyna za czasów rządów Tuska. Był on odpowiedzialny za partyjną dyscyplinę i większość „trudnych” porządkowych decyzji. Problemem Schetyny od zawsze była nijakość. Nie jest osobą o wybitnej publicznej charyzmie a w dodatku jego w istocie koncyliacyjny sposób zarządzania i rozwiązywania problemów jest efektywny, ale słabo wygląda w TV. Publiczne spektakle upokarzania realizowane przez Tuska, (których sam Schetyna przy okazji afery hazardowej został ofiarą) były w sensie komunikatu PR dużo bardziej produktywne. Jednocześnie to wszystko utrudnia „ściągnięcie cugli” w PO. Terenowe struktury dalej pozostają mało mobilne i koncentrują się na walce o (tym razem samorządowe) stołki. Stanowiska okupują partyjni emeryci, których już dawno powinno się odesłać na zieloną trawkę a dopływ świeżej krwi ogranicza się do nominowanych poselskich asystentów tudzież rodziny działaczy. W tej sytuacji „kryterium uliczne” wygrywają zbierani ad hoc w Internecie młodzi ludzie a obecność wśród nich polityków PO w krawatach i garniturach oraz niemal bez wyjątku dojrzałym wieku wywołuje uśmiech politowania. Na linię frontu medialnego idą z małymi wyjątkami, sami partyjni weterani ludzie obecni w polityce nierzadko od lat 90 ubiegłego wieku. Konkurencja oferuje więcej nowych twarzy. Może nie bardziej kompetentnych, ale na pewno mniej zgranych.

Jak w tej sytuacji reagować? Można oczywiście wybrać strategie cierpliwości i czekać aż ciało przeciwnika spłynie rzeką. I taka strategia ma swoje silne strony i rezultaty (patrz upadek Petru czy konflikt Duda-rząd). Nie daje ona jednak gwarancji, że to PO a nie np. Kukiz stanie się beneficjentem kolejnej politycznej zmiany. Zwłaszcza, że lokalne struktury w przeddzień wyborów samorządowych w wielu miejscach pozostają koszmarne. Wydaje się, że partia potrzebuje dopływu świeżej krwi w trybie nagłym. Ale na to gdzie szukać chętnych do transfuzji jeszcze trzeba będzie sobie odpowiedzieć.

Z drugiej strony PO zawodzi także w roli anty-PiSu. Po odsunięciu Stefana Niesiołowskiego nie ma w partii prawdziwych anty-PiSowskich radykałów. Nie takich mówiących o rozliczeniu PiS a o eradykacji tej partii z polityki. W kilka takich „pistoletów” warto byłoby zainwestować. Bo to one powinny gwarantować, że nie powtórzy się scenariusz „hodowania PiS” realizowany przez Tuska.

Czy PO może mieć ofertę polityczną np. dla KODu? Czy potrafi wciągnąć do poważnej polityki przynajmniej część owej rozpolitykowanej młodzieży chodzącej na protesty? Od odpowiedzi na to pytanie będzie zależeć być albo nie być Platformy.

Razem, łowienie w morzu bez ryb

marchewa79

Political%2BCompass%2BchartNiby żal kopać leżącego, ale ponieważ Grzesiem Schetyną póki, co zajmują się jego partyjni koledzy w postaci Radosława Sikorskiego (lwowski żulik to zdaje się ostatnie modne określenie) a liczni akolici tej naszej kanapowej partyjki, co rusz przeprowadzają wywiady z Zandbergami et consortes to postanowiłem, że napiszę nieco o tym, dlaczego Razemki nawet w najbardziej sprzyjających okolicznościach nie mają, co liczyć na znaczący wynik. Z góry uprzedzam, że będę stosował znaczne uproszczenia.

Jednym z popularniejszych podziałów politycznych poglądów wyborców jest podział oparty o dwie osie: gospodarczą i światopoglądową. W ramach tej pierwszej na jednym końcu mamy liberałów gospodarczych aż do skrajnej leseferystycznej postaci (LG) na drugim opcję socjalną w skrajnych przypadkach zahaczającą o komunizm (SG). W kwestii światopoglądowej także mamy liberałów których zdaniem jedynym ograniczeniem w zachowaniach jest nie czynienie krzywdy i zgoda stron (LS) z drugiej konserwatystów chcących uregulować kwestie obyczajowe na poziomie nieomal prawa szariatu (KS). To oczywiście postawy skrajne a między nimi jest całe spektrum poglądów i zachowań. Mamy, więc do czynienia z jakby czterema grupami poglądów łączących w różnym stopniu te poglądy. Dla potrzeb wywodu określimy je, jako: bezprzymiotnikowych liberałów (LG-LS), konserwatywnych liberałów, (LG-KS), konserwatywnych socjalistów (SG-KS) i postępowych socjalistów (SG-LS).

Tyle przydługiego wstępu. Każda partia stara się na tym dwuwymiarowym polu gdzieś umieścić czy to swoim programem czy (częściej) poglądami i postawą liderów i polityków. Ale potencjalni wyborcy nie są rozłożeni równo. Od dawna na podstawie sondaży i wyników wyborów można zaobserwować silne przesunięcie wyborców w kierunku konserwatyzmu obyczajowego i nieznaczne przesunięcie w kierunku socjalizmu gospodarczego. Nietrudno, więc zauważyć, że ilość wyborców, których można by zidentyfikować, jako postępowi socjaliści jest najmniejsza. Empirycznie nie przekracza ona w porywach 6-8% a jest pewnie w praktyce znacznie mniejsza.

Ujmując to inaczej Polacy zainteresowani transferami socjalnymi są jednocześnie grupą silnie konserwatywną obyczajowo, wierzącą i przywiązaną do symboli i tradycji. Na zmianę tego stanu rzeczy społeczeństwa zachodnie potrzebowały pokoleń i wieloletniego oszustwa polegającego na tym, że partie specjalistyczne na zachodzie realizowały postępową światopoglądowo agendę wbrew własnej politycznej bazie. Mogły tak robić, bo pole konserwatywnego socjalizmu było silnie kojarzone z faszyzmem/nazizmem i przez wiele lat na zachodzie po prostu nie było ugrupowań odwołujących się do tego zlepku wartości (znowu konieczne silne uproszczenie). W Polsce PiS bardzo swobodnie operuje na tym poletku, kiedyś zresztą były na nim w sporej mierze i PO i SLD.

Oferta Razem, więc w nieunikniony sposób trafia w próżnię. Elektorat wielkomiejski w większości zrażać będzie socjalny charakter partii a ten uboższy, prowincjonalny obyczajowa swoboda i stawianie na jednej szali i 500+ i praw LGBT do adopcji dzieci. Wszystko to prowadzi partię wprost na kanapę. Bo w stawie, w którym chcą łowić, ryb nie ma i nie będzie. Żadne nawet najszlachetniejsze przekonania i zwyczaje tego nie zmienią. Może zmieni czas. Ale wątpię czy sama partia i jej działacze doczekają tej zmiany.

Niewygodna prawda awansu społecznego

marchewa79

SOCIAL-MOBILITY-1-PB0027-1el2y65Zetknąłem się ostatnio z ciekawą refleksją na temat społecznej mobilności. Otóż ta winda społecznego awansu działa w obie strony. Aby ktoś z klasy niższej dostał się do klasy średniej ktoś z klasy średniej musi spaść do klasy niższej. A deklasacja to chyba jeden z najpoważniejszych lęków społecznych i instrumentów politycznych.

Łatwo obronić tezę głoszącą, że Brexit jak i wygrana Trumpa były odroczonym rezultatem masowej deklasacji ludności robotniczej w wielu obszarach USA i Wielkiej Brytanii. Ludzie, którzy w latach 50 i 60 zostali podniesieni do klasy średniej tak w sensie materialnym jak i pozycji społecznej po migracji produkcji za granicę masowo z powrotem znaleźli się w pozycji społecznej, jaką posiadali ich rodzice. Co gorsza ta deklasacja o podłożu geograficznym w dużym stopniu dotknęła także kolejne pokolenia. W tym samym czasie awans w metropoliach przeżywały dzieci emigrantów, bardzo często odmienne nie tylko kulturowo, ale i rasowo. Bilans w sensie kraju nie zmienił się znacząco, ale dystrybucja geograficzna już tak.

Obrona przed deklasacją jest, więc jedna z podstawowych ambicji ludności w Europie Zachodniej. Tworzy się ukryte bariery dla emigrantów bazujące na pochodzeniu czy kolorze skóry. Wspomaga się własnych potomków systemem znajomości i zależności nazwanym dla niepoznaki „networkingiem” społecznym. Bo walka o pozycje społeczną jest niestety grą o sumie zerowej i to jest ta niewygodna prawda społecznego awansu. Ktoś musi przegrać. I to jest także prawda, która przez najbliższe pokolenia rządzić będzie polityką (a może po prostu rządziła od zawsze). Vox populi jest tam gdzie frustracja i ból a one są tam gdzie mamy do czynienia z deklasacją i wszystkimi pokrewnymi zjawiskami. To ból utraty a biedę zawsze bardziej będą przeżywać ci, którzy zasmakowali (względnego) dobrobytu.

Czy jest wyjście? W teorii drabina klasowa nie musi być piramidą, w warunkach automatyzacji produkcji nawet nie powinna. Ale inna rzecz zabezpieczać klasę niższą przed niedostatkiem przez np. dochód podstawowy a inna utrzymywać masy niepotrzebnych ludzi w obrębie klasy średniej. A pamiętajmy, że klasa średnia autoidentyfikowana jest zawsze w odniesieniu do czegoś i jej „nadęcie” też będzie odbierane, jako relatywna deklasacja.

Łatwych wyjść nie ma, ale problem wakacyjnie ciekawy.

Menel a światopogląd

marchewa79

menel_strzegomRobiąc zakupy w jednym z marketów zaczepił mnie przedstawiciel „alternatywnego stylu życia” nieco wulgarnie zwany menelem. Aura, jaką wokół siebie roztaczał w temperaturze ponad 30 stopni cóż… zapierała dech w piersiach, szybko więc pośpieszyłem z drobnym datkiem w zamian za odprowadzenie koszyka. Datek ów sądząc po wybitnie alkoholowym elemencie aury spożytkowany został wkrótce na płynną formę posiłku zawierająca w sobie niemało alkoholu etylowego. Ot codzienność wielu polskich miast. Mnie jednak spotkanie skłoniło do rozważań światopoglądowych.

Menel to przypadek graniczny. Człowiek żyjący poza społeczeństwem, jego zobowiązaniami i koniecznościami. Podstawowym pytaniem jest to jak człowiek zostaje „menelem”. W teorii każdy z nas może przy splocie niekorzystnych okoliczności stracić dach nad głową, dochód i znaleźć się na ulicy. Rozmowy z ludźmi zawodowo zajmującymi się problemem pokazują, że jednak nasi menele w sporej mierze własnym skłonnościom do różnego rodzaju używek zapewniają tak brak schronienia jak i utrudniony powrót do normalnego życia. Każdej zimy masa bezdomnych wybiera potencjalne zamarznięcie zamiast pobytu w schronisku i jako powód podaje wymóg całkowitej abstynencji.

Społecznie możemy podejść do menela na trzy sposoby. Neutralnie ignorując problem i wspomagając od czasu do czasu drobnym datkiem, tudzież oddając jakieś wsparcie żywnościowe przed sklepem.  Możemy jednak podejść pozytywnie i stwierdzić, że żadna osoba nie powinna być bezdomna (zwłaszcza w rozwiniętym państwie i XXI wieku) a więc uruchomić systemowe działania podobne do tych z PRL mające zapewnić zatrudnienie i dach nad głową dla każdego. Możemy wreszcie podejść negatywnie i postawić sobie za cel wyplenienie bezdomnych z przestrzeni wspólnych, z których nie będąc podatnikami nie powinni mieć prawa korzystać. Żebranie czy pomieszkiwanie w ogródkach działkowych możemy potraktować, jako formę przemocy wywieranej na praworządnych obywatelach i dążyć do ukarania winnych.

Intrygujące dla mnie jest to, że o ile postawa neutralna akceptuje status quo polegające na tym, że w istocie nie widzimy problemu i bazujemy na organizacjach charytatywnych dla jego utrzymania w określonych granicach o tyle postawy pozytywna i negatywna lądują aparat państwowy w dokładnie tym samym miejscu. Konieczne okazuje się zastosowanie legitymizowanej państwowo przemocy do zmuszenia ludzi do rzeczy, na które ci nie mają wcale ochoty.  Czy Policja będzie meneli zwozić do ośrodków resocjalizacyjnych, (czyli de facto więzień) czy też wywozić na przedmieścia, aby zapijali się na śmierć poza wzrokiem praworządnych obywateli na pewno nie będzie tego robić za zgodą i przy współpracy zainteresowanych. W ten oto sposób tak prawicowy radykał jak i współczujący socjalista lądują po tej samej stronie policyjnej pały. To paradoks, który bardzo dobrze pokazuje, na jakie manowce prowadzą nawet najbardziej szlachetne idee.

Póki, co ani przymusowa resocjalizacja (i trzeźwienie) ani szwadrony śmierci nam nie grożą. Wybieramy wariant obojętności, który jest wygodny o tyle ze stanowi nieustanną motywację dla wszystkich, aby jednak zasuwali w kieracie. Bo zawsze jest ryzyko zastania menelem. Menel stanowi, więc społecznie wygodny instrument dyscyplinujący. To jednak Polska, kraj względnie zamożny, ale tez zimny gdzie przetrwanie na ulicy wymaga zimą jednak sporych umiejętności i determinacji. W południowej Europie rzecz ma się z goła inaczej. Tam przetrwanie w miastach jest dużo łatwiejsze, klimat łagodniejszy a dodatkowo istnieją masy napływających emigrantów. Wzrasta, więc także zainteresowanie wariantami radykalnymi. Pozbywanie się bezdomnych z ulic stanowiło wszak obowiązkowy element repertuaru każdej niemal dyktatury. I kto wie czy temat nie powróci.

Tyle nieco swobodnych wywodów zainspirowanych spotkaniem przed sklepem.

Bez hamulców

marchewa79

stopping-without-brakesPiS właśnie wywalił z samochodu o nazwie Polska hamulce. Uznał je za niepotrzebne wszak w PiSie sami „dobrzy kierowcy”. Być może wy znacie partię złożoną w 100% z ludzi prawych i uczciwych ja niespecjalnie. Oczywiście przez najbliższe 2 lata PiS będzie miał spokój i swobodę w realizacji najbardziej nawet szalonych pomysłów. Nagroda za bezwzględność i konsekwencję.

Ta machina jednak zadziała tylko tak długo jak PiS będzie u władzy. Bo największym bezpiecznikiem demokracji są wybory. A ta banda liberałów ze świeczkami na ulicach to a i owszem ciepłe kluchy. Do czasu. Gniew tych, którzy nie chcą do Rosji ustrojowo i mentalnie, potrafi być potężny. Więc jeszcze nie liczyłbym na miejscu PiSowskich towarzyszy tych profitów. Gra się jeszcze nie skończyła.

© Zoon Politikon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci