Menu

Zoon Politikon

Czyli o polityce przede wszystkim choć nie tylko....

Filmy

Ukryta strategia "Lions for lambs"

marchewa79


Reżyseria:Robert Redford
Scenariusz:Matthew Carnahan

Obsada: Tom Cruise, Meryl Streep, Robert Redford

    Pierwsze skojarzenie po obejrzeniu tego filmu to "Traffic" Soderbergha. Podobnie jak tam mamy do czynienia z wielopłaszczyznowa analizą konkretnego fragmentu amerykańskiej rzeczywistości. Tyle że tym razem to nie są narkotyki ale amerykańskie militarne zaangażowanie za granicą. Za kamerą i przed kamerą stanął nie kto inny a sam niebieskooki Rober Rettford a towarzyszy mu Meryl Streep i Tom Cruise.

    "Ukryta strategia" jest filmem bardzo dobrym. Co prawda o poziom gorszym od "Traffica", ale za to dla nas Polaków w momencie kiedy wraz z amerykanami wojujemy w Afganistanie i Iraku zdecydowanie bliższym i aktualniejszym. Mamy więc w filmie trzy równolegle prowadzone wątki: wywiad starzejącej się dziennikarki (Streep) z ważnym republikańskim senatorem (Cruise), akcje komandosów w Afganistanie i spotkanie starzejącego się profesora ze zdolnym choć leniwym studentem. Wątki sa oczywiście powiązane ale nie zdradzę jak aby nie popsuć niespodzianki.

    Świetne są role Streep i Rettforda przedstawiające różne losy pokolenia "dzieci kwiatów" i buntowników lat 60-tych. Oboje byli kiedyś idealistami ale dziennikarka sprzedała swoje ideały w zamian za pieniądze a profesor udał się na wewnętrzna emigracje próbując, bez większego powodzenia, przekonywać studentów ze świat można i warto zmieniać. Oboje i Rettford i Streep graja tak naprawdę samych siebie i to się przez cały film czuje. Ale najlepszym zaskoczeniem jest rola Cruise'a, który rozwinął postać reeganowskiego wonder boya, którą grał przez całe lata 80-te. To ten sam młody prymus z "Firmy" czy "Koktailu" ale 20 lat później. Bez szlachetnej naiwności, za to z rządzą władzy w oczach. Znakomita jest jego przemowa o tym jak inwazja na Irak uwiodła media. I bezradność z jaką ogłasza kolejną rewelacyjnie beznadziejną strategię mającą dać łatwe i bezkrwawe zwycięstwo.

    W zalewie sequeli, prequeli i superherosów na ekranach "Ukryta strategia" jest jednym z lepszych tytułów, udowadniającym że współczesne kino tworzą nie reżyserzy przed 30 a po 60-tce.

John Cleese 68 lat!

marchewa79
Bartosz Węglarczyk na swoim blogu przypomniał o ważnej dacie dla wszystkich miłośników Monty Pythona i Hotelu Zacisze. 68 urodziny obchodzi John Cleese jeden z filarów grupy. Najlepiej Cleesowi wychodziło zawsze nabijanie się z bufonady władzy, jakże dzisiaj aktualne. Dlatego poniżej jeden z z najlepszych skeczy Pythonów - "Ministerstwo dziwnych kroków".


A ja przy okazji pozwolę sobie tez oddać hołd pamięci Tomka Beksińskiego. To ze Pythoni są tak samo śmieszni w Polsce jak i w UK to w 120% zasługa jego przekładów.

Nowy serial Burn Notice

marchewa79
Burn Notice Wakacje to dla telewizji w USA czas wytężonej pracy nad produkcja nowych seriali i nowych odcinków starych seriali. Niestety oznacza to że na bieżąco puszczane są same powtórki. Czasami jednak zdarza się nowy serial nawet w środku sezonu ogórkowego.

Takim właśnie rodzynkiem jest Burn Notice którego emisję rozpoczęto niedawno w USA. Jako że do polski dotrze on przy dobrych wiatrach za jakieś 2 lata nie pozostaje nic innego jak zdobyć 2 wyemitowane dotychczas odcinki "innymi" metodami ;).

Bohaterem serialu jest szpieg. Poznajemy go podczas misji w Nigerii gdzie wykonuje "nieoficjalne" zlecenie dla CIA. I gdy już transakcja ma zostać sfinalizowana nagle okazuje się że strona amerykańska zadecydowała o wycofaniu się z umowy. Naszemu bohaterowi pobitemu udaje się jednak dotrzeć do Miami gdzie odkrywa że został wyrzucony z pracy, jego konta bankowe zamrożone a przed hotelem czatują agenci FBI.

Serial jakich wiele, powiecie. Pozornie owszem, ale warto dodać że bohater to życiowy nihilista nieustannie komentujący całą sytuację z offu, ma w Miami matkę której nie potrafi odmówić oraz jest biegły w walce wręcz, podsłuchach, bombach etc. To zaczyna się z tego tworzyć całkiem interesująca mieszanka.

Uwielbiam ekranowych cyników, a tutaj mamy szpiegowski odpowiednik Johna Mclane'a ze "Szklanej pułapki". Podobnie zresztą poobijanego od samego początku. Jak mawia główny bohater udane życie rodzinne czyni dobrego szpiega, to paskudne dzieciństwo i spaczona rodzina sprawiają że człowiek zgadza się miesiącami nie oglądać ojczystego kraju.

Polecam wszystkim. Poniżej zwiastun TV




oficjalna strona serialu

serial na IMDB

serial na Wikipedii

Transformers - reklama Citroena za 147 mln $

marchewa79
„Tansformers”
Reż. Michael Bay

http://www.imdb.com/title/tt0418279/

Tym którzy okres pacholęcy przeżywali w latach 80-tych ubiegłego wieku „transformersy” kojarzą się z mityczną superzabawką z niedostępnego zachodu, której cudowność polegała na przekształceniu wehikułu (zazwyczaj jakiegoś wyścigowego samochodu) w robota. Na tymże niedostępnym zachodzie ta zabawka w kolejnych generacjach przez całe dekadę święciła triumfy, a jej pozycją zachwiały dopiero żółwie nija na początku lat 90-tych.

Fenomen transformersów bierze się stąd że była to pierwsza zabawka tworząca część całego medialnego kompleksu z własnym komiksowym wydawnictwem i własną promocyjną kreskówką. Oba te twory miały w istocie tylko jeden cel: sprzedać jak najwięcej ładnie opakowanych plastikowych zabawek transformujących się robotów. Kreskówka miała jednak kilka cech dodatkowych. Była jedną z pierwszych w których zrezygnowano z nieokazywania przemocy. Przemoc i wojna tworzyły naczelną część akcji.

Film „Transformers” jest kolejną w tym roku, po animowanej pozycji „Wojownicze Żółwie Nija”, próbą powrotu do popularnych bajek z lat 80 i 90. Głównym adresatem tych powrotów jest pokolenie dzisiejszych 30-latków, którzy z sentymentu dla czasów swojego dzieciństwa winni tłumnie odwiedzić kina.

Jednak sam sentyment nie wystarczy by przyciągnąć generacje wychowaną na coraz wymyślniejszych grach komputerowych do kin. Nie jest takim magnesem także fabuła, która jest prosta jak przysłowiowa budowa cepa i opiera się na walce zgodnej z manichejskim podziałem złych robotów (deceptikonów) z dobrymi (autobotami). Potrzeba jeszcze co najmniej 2 rzeczy: ładnych dziewcząt efektów specjalnych.

Pierwszy element zapewniają dwie młode i nieopatrzone gwiazdeczki Megan Fox (szatynka) i Rachel Taylor (blond). Hasają one przez cały film bez ładu i składu, oraz wpływu na fabułę w kusych wdziankach i ogólnie jest ładnie. Akcentem komediowym jest to, że Pani Taylor gra (a jakże ;) ) superinteligentnego naukowca (na szpilkach non stop).

Co do drugiego elementu to jest jeszcze lepiej. Efektów (jeśli wierzyć imdb.com) jest jeszcze więcej niż we „Władcy Pierścieni”. Film kosztował 147 mln. $ i to widać. Roboty ładnie się błyszczą i jedyni rozczarowani to Citroen która ten motyw w reklamówce wykorzystała już rok temu, kiedy jeszcze nikomu się nie kojarzył.

Niestety jak już omówimy kobitki i efekty a przejdziemy do fabuły, a raczej jej braku to mizeria filmu wyziera w całej okazałości. Film odziedziczył całą głupotę i infantylność kreskówki dla sześcioletnich chłopców i nie zmienia tego nawet sporadyczny żart słowny. Michael Bay który kiedyś robił teledyski, a teraz jest specem od kina akcji („Twierdza”, „Armagedon” to właśnie jego dzieła) słynie z tego że potrafi zrobić hit z każdej chały przy użyciu wspomnianych wyżej kobitek i efektów. Tutaj jednak poszło mu bardzo tak sobie.

Iść więc do kina czy nie iść? Z dzieciakami nie bardzo, bo film jest brutalny w bynajmniej nie umownej formie i mog im potem w nocy towarzyszyć koszmary. Z kobietą? Też nie bo co powie wasza Pani jak weźmiecie ją na ponad 2h film gdzie są tylko samochody, roboty i kobitki. Wychodzi że na upartego można iść samemu. Ale moim zdaniem lepiej obejrzeć w domu.

Ryś na miarę naszych możliwości.

marchewa79

Rys okladkaPolska 2007
Reżyseria: Stanisław Tym;

Scenariusz: Stanisław Tym;

Zdjęcia: Marian Prokop;

Muzyka: Piotr Rubik

Występują: Stanisław Tym, Krzysztof Kowalewski, Zofia Merle, Krzysztof Globisz, Waldemar Wilkołak, Marta Lipińska, Eryk Lubos, Karina Seweryn, Janusz Rewiński, Krystyna Feldman, Marek Piwowski, Joanna Szczepkowska, Anna Przybylska, Krystyna Janda, Agata Buzek



    Film „Ryś” Stanisława Tyma nieźle mnie skonfundował. Idąc do kina spodziewałem się klęski totalnej. Nie te czasy i nie ten reżyser, aby powtórzyć klimat znany z „Misia”. Z drugiej jednak strony sequel „Misia”, czyli „Rozmowy kontrolowane”, nakręcone już po upadku PRL, są równie dobre, jeśli nie lepsze niż pierwowzór Barei. Po wyjściu z kina wiem ze nie jest tak źle jak się obawiałem, jest jednak zdecydowanie gorzej niż być mogło.

Filmy Stanisława Barei posiadały mniej lub bardziej wyraźną fabułę, najczęściej dość prostą, do której reżyser przy współudziale indywidualności w rodzaju Tyma, czy Dobrowolskiego doklejał poszczególne skecze. W „Rozmowach kontrolowanych” Sylwester Chęciński fabułę uwypuklił jeszcze bardziej. „Ryś” fabułę odsuwa zdecydowanie na drugi a nawet trzeci plan. Film przegrał tu z kabaretem. Całość przypomina 140 minutowy program estradowy zagrany w plenerze.

Humor w „Rysiu” jest ogromnie nierówny. SA tu skecze genialne (np. wicepremier opisujący rozwój kraju), są przeciętne a są i takie reprezentujące wręcz kloaczny poziom (np. licytowanie się rozmiarem wibratora). Reżyseria Tyma to jednak duży minus filmu. Zabrakło ręki doświadczonego filmowca, który dokonałby cięć w scenariuszu eliminując wpadki.

Na plus filmu należy poczytać przewijający się korowód gwiazd. Damy polskiego kina (Janda, Tyszkiewicz) zagrały epizody sprzątaczek, pojawia się (nareszcie!!) w epizodzie Jan Kobuszewski. Wielbiciele kabaretu również mają, kogo oglądać.

Czy warto, więc iść na „Rysia” do kina? Sądzę, że tak. Mimo tego, że np. Krzysztof Kłopotowski w „Rzeczpospolitej” dopatruje się w filmie pochwały polskiej bylejakości rodem z PRL, która nie przystaje do III (IV?) RP. W końcu „Ryś” to „Miś” na miarę naszych czasów i możliwości.

© Zoon Politikon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci