Menu

Zoon Politikon

Czyli o polityce przede wszystkim choć nie tylko....

Ctrl+C and Ctrl+V

Będziemy kwita

marchewa79
LGW. PetersonPolaka by szlag trafił na myśl o tym, że państwo mu zabiera 80 proc. z jego zarobków i daje to na zasiłki dla dziewięciorga dzieci pakistańskiego imigranta.

- Och! No cóż, ja na to patrzę inaczej. W moim wieku człowiek więcej już myśli o swoich ostatnich chwilach niż o tym, na co by tu wydać pieniądze. Swoje ostatnie chwile zapewne spędzę w szpitalu. W tym szpitalu tyłek mi będzie wycierała pielęgniarka, która raczej nie będzie pochodziła ze starej szwedzkiej rodziny. Bardzo możliwe, że będzie jedną z dziewięciorga dzieci pakistańskiego imigranta. I ja wtedy powiem, że jesteśmy kwita.

Może spróbujcie czasem w Polsce też spoglądać na to z takiej perspektywy - nawet jeśli teraz odnosisz sukces i drażni cię, że państwo zabiera ci pieniądze, żeby pomóc komuś, komu się gorzej powiodło - to przecież nie wiesz, co będzie się z tobą działo za dwadzieścia lat i czy sam wtedy nie będziesz potrzebował pomocy. Tak rozumujemy w Szwecji.

Leif Gustav Willy Persson w rozmowie z Wojciechem Orlińskim

Prawica, Kazio i seks... z bloga WO

marchewa79
Przedni komentarz na blogu Wojciecha Orlińskiego, nieco obsceniczny więc osoby poniżej 18 proszone nie czytanie ;)




PS. I jeszcze jedno, smutne prawaki w zasadzie nigdy się dobrze nie bzykały, dla nich to było poświęcenie dla ratowania substancji narodu, jeszcze RAZ jakieś incydentalne frukta odkrywał, jak to dziewczyny mawiały, "RAZ na jakiś czas", ale większość prawaków spotykała się ze śmiertelnie ponurymi prawaczkami, Eliza Michalik znana z komenderowania, doprowadzała chłopaków do niedyspozycji, a potem przepisywała ich teksty, Pati Kot, mój boże, przecież to jakby z sędzią śledczym, człowiek musi uważać, co mu się wymknie, bo dziewczyna miała podzielną uwagę, no a reszta no to już po prostu jak bzykanie z tą grubą zakonnicą na lekcjach religii trzydzieści lat temu, tylko pomyślisz i już nic z tego, i taki polityk "opowiadał się za ochroną wartości chrześcijańskich w życiu politycznym i społecznym. Jako wiceminister edukacji sprzeciwiał się wprowadzeniu wychowania seksualnego do programów nauczania", współzałożyciel ZChN, Kazio Marcinkiewicz, on naprawdę myślał, że życie jest takie ponure, takie pełne męki i wyrzeczeń, że najpierw 60 lat umartwiania, a potem już emerytura i radio maryja, i nagle jedzie, Londyn, Soho, tłumy, ciuchy, imprezy, Izabel, taka młoda i robi mu jego pierwszego loda w życiu, i on oszalał, on nie wiedział, że tak można, że tak uroczo, za rękę, na trawie w St. James Park, tu Elka 2 z okna patrzy, a tu on, Izabel, bez prokreacji, czysta radość, i łot de fak, o co chodziło w całej tej prawicowej manii...

I tak sobie myślę, że gdyby taki Targalski był jeszcze przystojniejszy, gdyby Jarosław znalazł Miłość Życia, gdyby Cezaremu dziewczyny z marketingu Axela jakoś pomogły przezwyciężyć kłopot, och, nasze życie też rozkwitło tysiącem kwiatów, bo sfrustrowane pół narodu ciągnie nas w jakąś otchłań...

(i przynajmniej jasne jest, czemu w prawackich tabloidach są gołe laski - bo to jedyna okazja, żeby prawaki se pooglądały dziewczyny bez ubrania...)

Ograniczyć spekulację - Jeffrey Sachs dla Polityki

marchewa79
Jeffrey Sachs     To nie był mechanizm rynkowy. Gdy te firmy padają jak muchy, widać to jeszcze lepiej. Rynek nie płaciłby miliardów za tak fatalną pracę. Ale Greenspan, Rubin, Bernanke, Paulson, którzy wywodzili się z tego środowiska, poprzez deregulację coraz mocniej nakręcali ten szalony mechanizm. A prawdziwy fenomen drugiej części epoki Reagana polegał na tym, że nawet po kolejnych kryzysach, bańkach spekulacyjnych, skandalach, nie wytworzyły się mechanizmy samokorekcyjne, które są największą siłą demokratycznego kapitalizmu. Kiedy nadmiernie rosną nierówności, powinien się pojawić jakiś ruch społeczny, który by się domagał ich ograniczenia. Kiedy spekulacja niszczy gospodarkę, powinna się pojawić siła polityczna ograniczająca swobodę spekulantów. Po raz pierwszy w historii Ameryki nic takiego się nie wydarzyło.

Recepta na kryzys - Jarosław Bauc dla Dziennika

marchewa79

BaucJaka jest zatem recepta na rozwiązanie kryzysu?

Powrót do źródeł rynkowej kapitalistycznej gospodarki. Płynne kursy walutowe, głębokie reformy fiskalne, które ograniczą ciężar długu, polityka pieniężna nieskłaniająca do nadmiernego ryzyka i poszanowanie praw własności. Kryzys obecny nie jest bowiem kryzysem liberalnego kapitalizmu jak to się próbuje wmówić. Wręcz odwrotnie. Został spowodowany odstąpieniem od jego reguł zarówno na szczeblu makro, jak i w skali mikro.


Jarosław Bauc dla Dziennika

Śmierć ideologii Miltona Friedmana by Nazgul

marchewa79
Milton Friedman    Szkoła Chicagowska właśnie umarła. Milton Friedman umarł drugi raz. Wszystkie genialne recepty neocons umarły tak jak umarły tak jak wcześniejsze ideologie gospodarcze.

    Na początku był merkantylizm, który umarł gdy okazało się, że autarkia jest bezsensowna a od ceł zyskowniejszy jest wolny handel wybranymi produktami.

    Potem był kapitalizm monopolistyczny w którym państwo budowało, wspierało i opierało się na prywatnych monopolach i trustach. Ten kapitalizm umarł wraz rozwojem małych firm, wojną i buntem pól-niewolniczej siły roboczej. A przede wszystkim wraz z Wielkim Kryzysem.
Następnie nastąpił "New Deal" i Keynesizm wraz ideą interwencji. Wyciągnął świat z kryzysu, rozwinął państwa, odbudował Europę i ... padł pod ciężarem rozdętych wydatków oraz kolejnym kryzysu. Nie potrafił wyjaśnić dostatecznie dobrze jego przyczyn i wyciągnąć z niego gospodarki. (po drodze zmarł komunizm)

    Nastał neokonserwatyzm i monetaryzm wraz fanatycznym poszukiwaczem socjalizmu Friedmanem. Żył niezbyt długo i szczęśliwie a umarł w 2008 n.e.
Co się stało?

    Symptomy choroby były widoczne od dawna...

    Zaczęło się jak zwykle od teorii i naukowców, którzy udowodniali w swoich pracach destruktywność w pełni wolnego rynku oraz nieprawdziwość standardowego myślenia w kategoriach podaż-popyt - szczególnie w sferze waluty, akcji itp. Okazało się, że w pełni wolny rynek byłby destruktywny dla samego siebie.

    Po pierwsze (i tu zgadzali się np. Friedmanem) państwo musi działać antymonopolowo. Bez tego w. rynku nie będzie. Po drugie udowodniono, że (i tu się nie zgadzali) żarówki nie wkręcają się same - tj sama potrzeba rynku nie spowoduje pojawienia się podaży. Dlaczego? Bo produkt aby powstać/sprzedawać się oprócz musi być opłacalny! Ale nie tylko dla niektórych. Musi być opłacalny dla tuzów w tym segmencie rynku. Co z tego, że istnieją spory popyt na np. Windowsy XP/odtwarzacze VHS/TV CTR czy np. jogurty pitne skoro firmy zainwestowały już w nową technologię (Vista/Bluray/LCD/gęste jogurty) i musi się im ona zwrócić?
Tych produktów nie będzie na rynku a konsumenci zostaną zmuszeni do zakupu nowości.

    Po trzecie - podaż i popyt na rynku nie decyduje już o cenie. To , że towar drożeje nie zależy tylko od popytu. Zależy od tego ilu analityków wierzy w to, że zdrożeje. Wystarczy spojrzeć na ropę lub domy. Ropa osiągnęła 200 $ nie dlatego, że byłą tak droga. Tylko dlatego, że analitycy doszli do wniosku, że może zdrożeć do 200$. Więc wygenerowali popyt na weksle na ropę (często na tą wydobytą za pięć lat) . co się stało? Ładunek tankowca zmieniał właściciela po 10 razy a cena rosła. O ile jednak ropa będzie zawsze potrzebna i zakumuluje się jakoś pomimo obniżki to np kredyty na domy mogą stać się absolutnie zbędne i być warte 0. A nawet mniej niż zero - być warte 0 minus sumę kredytu.

    Po czwarte nie regulowany rynek ma tendencję do samo destrukcji kryzysowej (moje określenie) - w teorii - w mniej więcej równych okresach. Niestety w teorii. W rzeczywistości oprócz znanej teorii domina (ala wielki kryzys) działa siła destabilizująca cykl. Po dekoniunkturze nie przychodzi w wcale koniunktura a gwałtowna zwyżka i nowy kryzys. I tak coraz szybciej aż do likwidacji zaufania pomiędzy podmiotami. Dlaczego tak się dzieje?

    Co się stało w 2008 roku?

    Dawno, dawno temu w na początku lat 90. przyszedł na świat mały kryzysik (np bańka internetowa). USA wybrnęło z niego, dzięki swoim neoconskim ekonomistą, którzy zalecili deregulacje rynku oraz zgodnie z doktryna monetaryzmu zjazd stopami kredytowymi. Nagle banki inwestycje dostały sporo gotówki, którą należało obrócić. I jak to banki inwestycyjne zaczęły ją inwestować. kłopot w tym, że gotówki było naprawdę sporo a konkurencja coraz większa. Gdybyśmy byli w XIX wieku a banki były własnością jednego człowieka to nic złego by się nie stało. Ale to już dawna baśń a w nowej tą całą kasą rządzi bezosobowa korporacja, której zarządców interesuje wyłącznie zysk na koniec okresu rozliczeniowego. A więc banki wypuszczały akcje pod kapitał coraz bardziej ryzykownych operacji, rantingerzy poświadczali, że to świetna inwestycja, wiec kasy było coraz większa a zysk na koniec roku pewny. Ale jeszcze by było wszystko ok... gdyby nie nasza szkoła chicagowska w wydaniu praktycyzm - czyli zniesienie regulacji i rynku finansowego do stanu niemal bez ograniczeń oraz zniesienie zakazu łączenia działalności handlowej i inwestycyjnej....

    Wtedy właśnie narodził się sub-prime....

    I tak to się toczyło aż przez całego Busha. Bush zgodnie z noecońską nauką (ta Chicagowska) obniżył podatki, zjechał stopami. A tu nagle... zaczęło pojawiać się widmo recesji. Dolar słabł, ropa drożała a podatki i stopy spadały... banki inwestycyjne miały więc sporo kasy a mało miejsc do inwestowania. I sub-prime stał się idealnym narzędziem. Oczywiście wszyscy wiedzieli, że cześć kredytów nie opłaci się. Ale ten problem rozwiązał sub-prime oferowany przez nowe banki inwestycyjno-handlowe. Część handlowa sprzedawała ryzykowne kredyty a inwestycyjna wypuszczała własne akcje o małym ryzyku. Wszystko się toczyło. Premia na koniec roku była. Do czasu. Aż widmo upadku stało się jasne dla bossów - wtedy uciekli na emerytury. i zostawili syf.

    A teraz mamy kryzys. I musimy ratować grube neocońskie tyłki bo nasze nam droższe.

    Co jest nie tak naszą wielką chicagowską szkołą? Otóż przede wszystkim, padła właśnie idea, że rynek z reguluje się sam. Nie z reguluje się. Zdestruuje do końca. Dlatego ratujemy banki. Nie ratujemy samych instytucji a zaufanie wszystkich podmiotów do siebie.

    Po drugie padł mit, że "właściciel" jakikolwiek on byłby będzie miał na względzie dobro firmy. Bzdura. Firmę można opuścić za 5 12-sta tak jak zrobiono tym razem. Do końca jednak brnięto jednak w większy "zysk na końcu roku" nawet kiedy oczywistym była ostateczna klęska. A po za tym, dobrze , że chociaż właściciel osobowy czasami bywa. Bo zwykle go nie ma a właścicielem jest fundusz inwestycyjny "zysk na końcu roku jest naszym wyłącznym celem".

    Po trzecie padła idea, że deregulacja oznacza zawsze rozwój.

    Po czwarte padł mit o samoregulacji kryzysowej. Gdybyśmy puścili to na żywioł to nic by się nie wyregulowało. Najpierw padły by rzeczone banki. Potem padły by fundusze inwestycyjne oraz firmy w których miały pakiety akcji. Potem banki handlowe. A potem realna gospodarka. Nie dlatego, że przeinwestowała jak w Wielkim Kryzysie. Ale dlatego, że żaden bank nie byłby już wiarygodny a ich własne banki nie mogły by obracać ich własnymi pieniędzmi. Banki zależą od innych banków. Muszą pożyczać od siebie by działać, wypłacać, kredytować itp. Skąd wezną pieniądze skoro nikt nikomu nie ufa? Bo przecież pożyczkobiorca może zaraz upaść i pociągnąć za sobą pożyczkodawcę. A te pociągną za sobą swoich depozytorów.

   Jaka ideologia będzie następna????

Autor: Nazgul
Źródło: forum.polityka.org.pl

© Zoon Politikon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci