Menu

Zoon Politikon

Czyli o polityce przede wszystkim choć nie tylko....

Varia

Dawno, dawno temu – 7 dni świat

marchewa79

uid_e350fa4f156b35f7128e77a0951b81ee1431697280075_width_633_play_0_pos_0_gs_0_height_355Gdybym miał pokazać, dlaczego zrezygnowałem z telewizji a z telewizji publicznej w szczególności to właśnie upadek dobrej publicystyki i ciekawego dokumentu/reportażu byłby głównym powodem. Ostatnio przypadkiem trafiłem na jakąś skrajnie zakażona politykami i ich niekompetencją rozmowę o sprawach międzynarodowych przypomniał mi się nieodżałowany program „7 dni świat”.

„7 dni świat” to był Andrzej Turski. Głos, inteligencja i coś, co dawniej zwano kindersztubą. To on czynił ten program miejscem kulturalnego pokazywania tego, co interesujące na świecie i wykraczające poza nasz grajdół. I ciekawej dyskusji gdzie interlokutora się słucha a nie próbuje przekrzyczeć. Może, dlatego że nie było w tej dyskusji polityków a dziennikarze?

Program nie przeżył pierwszego wejścia PiS do TVP, potem w 2013 próbowano go reaktywować, ale choroba i śmierć Andrzeja Turskiego ostatecznie pogrzebały kwestie reaktywacji. Szkoda. Następców brakuje a jakoś tak czuję, że mądry przewodnik po złożonym świecie wielu młodym ludziom bardzo by się przydał.

A Andrzejowi Turskiemu mimo skomplikowanego życiorysu należałoby się w stolicy jakieś rondo czy placyk. Niestety wszystko wskazuje że jedynym kryterium takich wyróżnień przez lata jeszcze będzie śmierć w wiadomej katastrofie…

Czy Owsiak jest potrzebny, czyli problem od rufy strony

marchewa79

DSC06892(1)Urok naszej obecnej sytuacji polega na tym, że krytyka WOŚP i Owsiaka zaczyna być zupełnie idiotyczna. I to krytyka tak prawicowa (zabrać serduszka ze sprzętu, kupić ten sprzęt za publiczna kasę) jak i schadenfreude uwagi celebrytów, którzy niby to popierają, ale wkurza ich to, że taka akcja jest w ogóle potrzebna. Wszystko to sprowadza się jednak to tego samego. Co powinno państwo a co mogą obywatele. W teorii państwo za nasze podatki powinno zapewnić wysoki standard opieki medycznej. Ale państwo ma wiele innych wydatków, więc na wysoki standard, (który przeciętny Słowianin obejrzał w amerykańskiej TV w postaci pojedynczych pokoi i zaangażowanych lekarzy) najczęściej nie starcza. Tym, którzy opiekę zdrowotną znają lepiej i widzieli ją za granica wiedzą, że na taki standard w istocie nie starcza nigdzie. Różnice są tak w wydatkach względnych jak i bezwzględnych i tym gdzie te pieniądze są skierowane. Ale w każdym kraju na świecie mają miejsce zbiórki środków na leczenie tak indywidualnych przypadków jak i o charakterze bardziej systemowym.

Działalność charytatywna ma nad Państwem ogromną przewagę. Jest nią lepsza oddolna świadomość potrzeb i dużo wyższe zaangażowanie ludzi. Pieniądze, co roku zbierane przez WOŚP to na poziomie resortu zdrowia fistaszki. Ale mają tę unikalną właściwość, że dzięki pracy wolontariuszy i zaangażowaniu samych lekarzy potrafią trafić w miejsca krytyczne. To zwiększa ich moc oddziaływania wielokrotnie. Dlatego polski pacjent serduszka na sprzęcie ogląda wiele częściej niż wskazywałyby na to proste statystyki. Dlatego też często państwa rozwinięte dają takim fundacjom jak WOŚP część własnych pieniędzy, bo wierzą, że te fundacje wydadzą je efektywniej niż administracja, (która dodajmy też ma swoje koszty i nie miejmy złudzeń, że każda zł na ubezpieczenie zdrowotne w 100% dotrze do pacjenta z powrotem), nie dzieje się tak bez nadzoru, ale korzystają obie strony.

Dlatego wszelkie żale do WOŚP o to, że wzmacnia niemoc polskiego systemu opieki zdrowotnej są po prostu głupie. Cudownie, że udało się stworzyć alternatywny kanał pieniędzy, który wchodzi do systemu tam gdzie kanały oficjalne często nie dają rady. Moja rada dla każdych rządzących jest następująca – dołóżcie Owsiakowi kasę. Zebrał 40 milionów dołóżcie drugie tyle. To dalej w budżecie na zdrowie będą fistaszki. Ale fistaszki dobrze wydane. A dodatkowo urzędnicy ministerialni będą mogli sobie popatrzeć jak się tę kasę wydaje. Efekt mnożnikowy będzie na pewno lepszy niż przepchanie tego przez NFZ.

P.S. Szczególnie niesamowici przy okazji WOSP są bracia Karnowscy i Minister Patryk Jaki. Niby się człowiek do bucerii i głupoty akolitów PiS przyzwyczaił, ale i tak potrafi ona zaskoczyć.

2018 Blogów rok ostatni?

marchewa79

image-76084-2012-10-08Przy zbliżającym się nowym roku chciałbym poruszyć temat, który nurtuje mnie od pewnego czasu dość mocno. Jestem blogerem leciwym, bo ze stażem od 2006 roku. I widziałem zarówno wzrost tego medium jak i jego powolne wygasanie. Nie wiem czy przyszły rok nie będzie dla wielu z nas końcem przygody.

Blogi zaczynały się, jako nieco egzaltowane pamiętniki gimnazjalistek. Później przyszli celebryci i „polityczne” zagłębia jak Salon 24 i jego wszelkiej maści odszczepy. Wkrótce dołączyły platformy przy portalach takie jak blox, na którym czytacie ten tekst. Niestety blogi od początku niosły w sobie ziarno zagłady, jako medium tekstowe a wraz ze wzrostem przepustowości łącz rosło znaczenie obrazu i dźwięku. Blogerów zastępowali „jutuberzy” a także Facebook i Twitter. Z biegiem czasu zostało niewielu muszkieterów, którym chce się popełnić tekst dłuższy niż pół strony A4.

Za co lubię blogi? Za anonimowość, bo oddzielają treść od autora. Pozwalają na koncentrację, na jakości tego, co czytamy a nie na tym, kogo czytamy. Za otwartość. Na blogu dużo trudniej na stworzenie „info buble”, jakie są normą na Facebooku. Tam poruszasz się wśród tej samej sieczki ludzi o zbliżonych poglądach Z biegiem czasu zaczyna wydawać ci się, że cała Polska to skupisko przyjaznych światu liberałów. A potem PiS wygrywa wybory… Za pojemność, bo pozwalają pisać dużo. Za to, że przyciągają ciekawych ludzi, z którymi możesz się zapoznać bez konieczności sztucznego „zapraszania do znajomych”. I za wiele innych rzeczy.

Ale to wszystko pieśń przeszłości. Tak jak Myspace niegdysiejszy rywal Facebooka. Ot notka na marginesie dynamicznej historii sieci. Co mnie skłoniło do takich wniosków? Otóż Onet zamknął swój serwis blogowy. Niekoniecznie najlepszy moim zdaniem, ale z paroma ciekawymi autorami (dobrze, że się uratowałeś Pilastrze). Tylko czekać jak pozostałe platformy zrobią to samo. Blox od lat się nie rozwija i brak poprawy nawet najprostszych błędów niemłodego interfejsu. Agora pewnie już niedługo wyciągnie wtyczkę.

Pozostaje przygotować się na nieuchronne. Nie, nie zamykam bloga bo jednak przywiązałem się do tego tuzina czytelników przez lata ;) Natomiast powoli będę przygotowywał się do migracji. Szukam dobrych rad, co do kierunku i nowej platformy. A wielu blogów i blogerów po prostu mi szkoda. Debata publiczna w czasach świetności blogów wydawała mi się po prostu lepsza od tej z Twittera i Facebooka.

Epitafium dla Berniego

marchewa79

Bernard_Francis_Law

To będzie dziwna notka. Wyrażająca satysfakcję z przeniesienia się pewnego osobnika do krainy wiecznych łowów. Ale i osobnik nielichy. Bernard Law, bo o nim mowa dużą część swojej kościelnej kariery poświęcił na ukrywaniu miłości swoich kolegów do dzieci.  A księża w USA dzieci kochali, choć miłość ta miała wymiar mocno fizyczny. Dzielny kardynał Law pomagał w ukryciu setek przypadków podobnych zachowań. To, co zrobił tak głęboko przeorało kościół katolicki w USA, że skojarzenie ksiądz-pedofil jest tam wszechobecne tak w mediach jak i kulturze.

Grzechy są znane, ale nie było ani kary ani pokuty. Watykan rządzony w tym czasie przez najlepszego z Papieży wyciągnął pomocną dłoń. Ostatnią prostą zamiast w więzieniu Supermax przeżył kardynał w zacisznych wnętrzach papieskiej stolicy. Ale kostucha przychodzi po każdego a piekło czeka.

Hipokryzja Hollywood?

marchewa79

hashtag-metoo-zalewa-facebooka-o-co-w-nim-chodzi_59e61e8aAkcja „#Me Too” stanowiąca pokłosie skandalu obyczajowego z Harveyem Weinsteinem ważnym producentem filmowym jest trudna do obiektywnego opisu. Zarówno jej zwolennicy jak i przeciwnicy popadają w histerię i hipokryzję. Zwolennicy wskazują na pokazanie gigantycznej skali molestowania seksualnego wobec kobiet (i nie tylko jak pokazuje przykład Kevina Spacey) oraz tego, że usługi seksualne bywają często ceną kariery. Przeciwnicy kontrargumentują, że cała akcja błyskawicznie stała się własną karykaturą a seksualne qui pro quo w Hollywood praktykowano od początków przemysłu filmowego a korzyści odnosiły obie strony.

I problem polega na tym, że obie strony mogą mieć rację w równym stopniu. Niestety granice stosunków damsko-męskich (i nie tylko dodajmy kolejny raz dla porządku) są płynne i nie tak łatwo jest postawić chiński mur miedzy uprzejmością, flirtem a molestowaniem. Tym bardziej, że ofiary i „ofiary” mają tendencję do przypominania sobie w/w wydarzeń całe lata po ich wystąpieniu, kiedy zarówno kontekst jak i same zachowania stają się tylko wspominkową opowieścią. Patrząc na całość zagadnienia z punktu widzenia takiego np. prezesa firmy czy szefa działu kadr staje się przed wyborem hiperregulacji stosunków międzyludzkich w formie regulaminów wewnętrznych zachowań (i potencjalną koniecznością zwolnienia pół firmy po każdej integracyjnej imprezie) albo pozostawienia kwestii inteligencji i taktowi samych pracowników, których to cech zresztą zawsze w pewnym momencie zabraknie.

Czy kwestia zbyt prowokacyjnego stroju w pracy nie istnieje? Czy każda biografia gwiazd Hollywood tzw. „złotej ery” nie zawiera sugestii a często wręcz wspomnień wymiany angażu w zamiast za seksualne przysługi? Oczywiście, że to zachowania moralnie naganne, ale przecież każda z pań będących obiektem awansów producenta filmowego mogła w dowolnym momencie powiedzieć „nie”. Ale to „nie” ma swoją cenę i o wielu takich aktorkach dziś pewnie nie pamiętamy, bo w słynnych filmach nie zagrały. Czy więc zalewanie Internetu falą relacji z przedawnionych zachowań, z których wiele w dodatku nie miało kryminalnego charakteru pomaga sprawie? Trochę jak z odśnieżaniem dachów, każdy to robił rok po katastrofie w Katowicach potem wszystko wróciło do „normy”.

Smutna konkluzja z postępków producenta filmowego i sporej części innych afer jest taka, że bogatym i potężnym wolno więcej. Zdecydowanie więcej. Tak było niestety zawsze. A awans społeczny w każdej sferze wymaga zaakceptowania przynajmniej w części tej reguły. Ceną bywa przygięcie karku, ale też bywa cena znacznie wyższa. Pozostaje pytanie o to czy było warto ją zapłacić? Odpowiedź każdy musi znaleźć samodzielnie.

© Zoon Politikon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci