Menu

Zoon Politikon

Czyli o polityce przede wszystkim choć nie tylko....

Jeździ Premier po świecie…

marchewa79

death-by-powerpointJeżeli styczeń był miodowym miesiącem dla Mateusza Morawieckiego to luty pokazał dobitnie, że jest to jednak polityk ligi wybitnie prowincjonalnej. Zamiast alternatywy dla drewnianego stylu Beaty Szydło dostaliśmy zadufaną w sobie kopię. Cóż było to do przewidzenia.

Mateusz Morawiecki przypomina mi toutes proportions gardées Radosława Sikorskiego. Obaj są transferami z drugiej strony sceny, choć nie stanowili nigdy polityków PiS czy PO (Sikorski był „niezależnym” ministrem obrony, a Morawiecki „doradcą” Tuska). Obaj dla uwiarygodnienia się mocno gryźli ręce byłych kolegów. Obaj roztaczali nimb fachowości, światowości i profesjonalizmu. I w obu przypadkach cała fachowość okazała się połączeniem wybujałego ego z arogancją i butą.

Zacznijmy od Sikorskiego. Z szefa MONu i Macierewicza stał się szybko jednym z platformianych buldogów. Był nawet jednym z potencjalnych nominatów do prezydentury. Dostał MSZ, w którym zwykł brylować w angielskich płaszczach a sznytu zadawał z prominentną małżonką. Czar pryskał po usłyszeniu jakiejkolwiek wypowiedzi, było nie było oksfordczyka po angielsku. Gorzej, jeśli komuś dane było ministra spotkać osobiście. Wieść gminna niesie, że o ile nie okazywało się należytego uwielbienia nie były to miłe spotkania. No i skończyło się na pożałowania godnych paliwowych geszeftach. Trochę żal, trochę wstyd. Choć polska polityka znała nie takie powroty, więc może nie skreślajmy.

Nasz miłościwie nam panujący premier ulepiony jest z tej samej gliny. PRLowska opozycyjność załatwiła mu start w biznesie, o którym wielu rówieśników mogło tylko pomarzyć. Aż do prezesury banku. Tam radził sobie dobrze, choć okazał się graczem bezwzględnym i niezbyt czułym na ludzką krzywdę (grupowe zwolnienia pracowników, uderzenie w konkurentów w banku). Trudno jednak zaliczyć go do takich tuzów polskiej bankowości jak Bogusław Kott czy Mariusz Łukasiewicz. Ot utalentowany korporacyjny wyrobnik. Natomiast jednego nie można mu odmówić – rozwiniętego ego. W pewnym momencie odżyły w Morawieckim także polityczne ambicje. Ale w odróżnieniu od ojca, który oprócz biografii niewiele posiadał Morawiecki Jr. miał bank. I z pomocą bankowych pieniędzy rozpoczął drogę do serc prawicowych polityków. Po drodze wyplątał się ze współpracy z Tuskiem, którego widocznie uznał za mało perspektywicznego. I zaczął mieć wizje, w których był reinkarnacją Kwiatkowskiego (Sikorski widział w sobie pewnie reinkarnację Becka).

Takich ludzi potrzebował Prezes. Morawiecki był wszak nieskażony praktyką polityczną na jakimkolwiek stołku. Taki człowiek był potrzebny do podżyrowania 500+ czy obniżki wieku emerytalnego. Większość osób mająca, jako takie pojęcie o finansach publicznych niespecjalnie się do tego kwapiła. Morawiecki znowu okazał się bezwzględny i skuteczny. A że była koniunktura to i budżet wytrzymał. Nagroda była sowita. Wszak światowiec i bankowiec był jak znalazł do zastąpienia przaśnej Beatki. Beatkę elektorat kochał, to i nie dziwota, bo żelazny elektorat każdego Prezesowego faworyta pokocha. Chodziło o to by pokochali ci spoza sekty. I tu kolejny sukces, póki co nowego pokochali.

Teraz ze strategiczną misją ruszył nowy najlepszejszy z Premierów za granicę. Miał ratować przed unijnymi sankcjami. O jednym wszak zapomniał. W kraju zostawił PiS ekipę. A nad PiS ekipą nie panuje już nikt. To i nawywijali. Ustawę o IPNie. Teraz zamiast dyplomatycznej ofensywy mamy defensywę. Gafa goni gafę a Premier zamiast światowca sprawia wrażenie pogubionego prowincjusza. Może to zresztą nie tylko wrażenie…

W kraju odzyskiwanie przez PiS spółek z rąk… PiSu idzie za to całkiem sprawnie. Niektóre z tych spółek mają już od wyborów trzeci zarząd, ale któż by się przejmował wszak, kiedy tylu kolegów chce się „sprawdzić w biznesie” nieuniknionym jest to, że niektórzy się nie sprawdzają. I muszą być zastąpieni innymi. Jeszcze lepszymi.

Tylko z bycia nowym Kwiatkowskim niewiele zostało. No może kilka slajdów z Power Pointa i plany nowych portów lotniczych i kolei. Niestety tak jak w Polsce ciemny lud kupuje tak w Brukseli czy Berlinie jakoś nie chcą. I wciąż pytają się o te sądy i trybunały. Nie tylko zresztą oni się pytają i nie tylko o to. Media częściej pytają się o te słynne polskie obozy śmierci a Premier niestety swoją znakomita angielszczyzną tudzież z pomocą tłumacza gogle odpowiada. Lata polityki zagranicznej walą się w gruzy. Ale kto by się przejmował?

I tak w 100 lecie niepodległości doczekaliśmy się tuzów nie na poziomie Piłsudskiego czy Kwiatkowskiego a Składkowskiego czy Sławka. Polacy, naród wspaniały, tylko ludzie…

Dawno, dawno temu – 7 dni świat

marchewa79

uid_e350fa4f156b35f7128e77a0951b81ee1431697280075_width_633_play_0_pos_0_gs_0_height_355Gdybym miał pokazać, dlaczego zrezygnowałem z telewizji a z telewizji publicznej w szczególności to właśnie upadek dobrej publicystyki i ciekawego dokumentu/reportażu byłby głównym powodem. Ostatnio przypadkiem trafiłem na jakąś skrajnie zakażona politykami i ich niekompetencją rozmowę o sprawach międzynarodowych przypomniał mi się nieodżałowany program „7 dni świat”.

„7 dni świat” to był Andrzej Turski. Głos, inteligencja i coś, co dawniej zwano kindersztubą. To on czynił ten program miejscem kulturalnego pokazywania tego, co interesujące na świecie i wykraczające poza nasz grajdół. I ciekawej dyskusji gdzie interlokutora się słucha a nie próbuje przekrzyczeć. Może, dlatego że nie było w tej dyskusji polityków a dziennikarze?

Program nie przeżył pierwszego wejścia PiS do TVP, potem w 2013 próbowano go reaktywować, ale choroba i śmierć Andrzeja Turskiego ostatecznie pogrzebały kwestie reaktywacji. Szkoda. Następców brakuje a jakoś tak czuję, że mądry przewodnik po złożonym świecie wielu młodym ludziom bardzo by się przydał.

A Andrzejowi Turskiemu mimo skomplikowanego życiorysu należałoby się w stolicy jakieś rondo czy placyk. Niestety wszystko wskazuje że jedynym kryterium takich wyróżnień przez lata jeszcze będzie śmierć w wiadomej katastrofie…

21 luty 2018 - smród

marchewa79

pexels-photo-709732Pierwszy dzień obowiązywania ustawy o IPN. Intryguje mnie, na kogo prokuratura rzuci się pierwsza? Donosów będzie, co niemiara. Opozycjo do dzieła. Bo 21 lutego rozpocznie się operetka i kabaret. Ustawa będzie obowiązywać. Tu nie ma aktów wykonawczych. Nic nie podlega złagodzeniu. Lecimy bez trzymanki.

To będą głośne procesy. Będziemy się zastanawiać czy Rembertów był „obozem koncentracyjnym” czy był wystarczająco „polski”. Czy obozy przesiedleńcze dla ludności niemieckiej miały charakter obozów „koncentracyjnych”. Wrócimy do Jedwabnego a wiedzę o heroizmie rodziny Ulmów uzupełnimy wiedzą o postępkach ich sąsiadów. Świat o Polsce dowie się niejednego. Także tego, że w Polsce musisz uważać, o czym mówisz na ulicy. Taka środkowoeuropejska Turcja.

PiS jeszcze żyje w nieświadomości skali g… w jakie wdepnął. Jeszcze smród nie doszedł do nozdrzy z butów. Ale dojdzie. Przed nami marzec 2018. Symbolika gotowa. Szambo wybiło.

Samozaoranie rządzących

marchewa79

pexels-photo-147635Dopiero dzisiaj uświadomiłem sobie pewien fakt. Za ponad miesiąc będziemy obchodzić 50 rocznicę tzw. „wydarzeń marcowych”. Osobie, która odpaliła ten cały burdel z ustawą o IPN należałoby pogratulować kompletnej nieznajomości historii. Bo z perspektywy zagranicy cała sytuacja zaczyna wyglądać tak, że przez ostatnie 50 lat nic się w Polsce nie zmieniło.

Zaletą polskich elit (wiem niemodne słowo) jest to, że przez prawie 30 lat udawało nam się udawać dużo bardziej tolerancyjny kraj niż jesteśmy w rzeczywistości. Kryzys uchodźczy udowodnił, że większość Polaków znakomicie potrafi odnaleźć w sobie rasizm nie mając żadnego kontaktu z murzynem czy arabem. Antysemityzm bez żydów w większości społeczeństwa obecny był od dawna, więc tu naprawdę nic się nie zmieniło. Kluczowa zmiana było to, że te obie narodowe przywary były do 2015 roku zwalczane. PiS zdecydował o tym, że powinny stanowić istotny element polityki państwa.

O fobii uchodźczej już pisałem. Mimo zupełnego niemal braku emigrantów jest w naszym kraju nieprawdopodobnie silna, widoczny znak tego, że kraje homogeniczne kulturowo, jak Polska, są zupełnie nieodporne na ksenofobiczną propagandę. Antysemityzm w Polsce ma niestety dużo głębsze i bardziej niebezpieczne pokłady. Setki lat koegzystencji wytworzyły w Polakach specyficzny wielopokoleniowy rodzaj nienawiści, który mogę porównać tylko do relacji turecko ormiańskich. Znalazł on najpełniejszy wyraz w okresie międzywojennym gdzie pogrobowcy ruchu narodowego i spora część kościoła katolickiego uprawiali propagandę, która naprawdę niewiele różniła się od tej, od której żydzi uciekali zachodnią granicą.

Mieliśmy jednak historyczne szczęście. Największe w XX wiecznej historii narodu. Hitler uznał nas za podludzi. Niewiele lepszych od żydów. Do skremowania w drugiej kolejności. Dlatego nigdy nie podejmowano szerszych prób zaangażowania nas w zorganizowaną kolaborację czy instytucjonalną pomoc w wojnie czy w organizacji holokaustu. I tylko, dlatego dziś premier naszego kraju może przemawiać z moralnych wyżyn, jakie daje mu bycie częścią narodu ofiar a nie katów.

Nie ma większego sensu zastanawiać się, co by było gdyby. Czy Polacy zdaliby egzamin z człowieczeństwa i mimo zachęt szlachetnie odmówili nazistom pomocy. Historia nie działa w taki sposób. Wiemy dość dobrze, co faktycznie robili rodacy podczas holokaustu z własnej można by rzec inicjatywy. Część zdała egzamin z człowieczeństwa, większość pozostawała obojętna, duża część korzystała z okazji. Korzystała na różne sposoby niekoniecznie przynoszące chlubę bytowi, który ustawa o IPN określa „narodem polskim”.

PiS zdecydował się na ciekawy model. Wariację polityki Tureckiej związanej z ludobójstwem Ormian. Zamiast wspierać propagandowo pomoc żydom w czasie okupacji a równolegle badać naukowo przypadki przeciwne, (co z różnym powodzeniem uskuteczniała PO) zdecydował się penalizować każda formę potwierdzania polskiego udziału w holokauście karą do 3 lat więzienia (dla porównania za zabójstwo w afekcie można otrzymać wyrok roku więzienia). Kara za słowo przekroczyła, więc karę za czyn. Jeśli więc przypadkiem wypowiecie się o udziale Polaków w holokauście strategia wymordowania słuchaczy w świetle przepisów polskiego prawa wydaje się całkowicie racjonalną. O stan silnego wzburzenia w takich rozmowach zapewne nie musicie się martwić.

Światu podejście tureckie nie podoba się od lat, polskie też nie zdobyło akceptacji. Zirytował się Izrael, co nie dziwi zwłaszcza, że wielu obywateli Izraela w tym roku obchodzić będzie rocznicę nieco przymusowego wysiedlenia do nowego kraju w 1968 roku. Zresztą tak samo jak w Polsce w Izraelu sytuacja wykorzystana została do rozgrywek wewnętrznych, w których pełnimy rolę „czarnego luda”. Nie to jest jednak istotne. Istotne są dwie kwestie straty wizerunkowe i polityczne na arenie międzynarodowej oraz załamanie polskiej dyplomacji.

Straty wizerunkowe i polityczne oznaczają, że wszystkie wysiłki zmierzające do zapobieżenia obłożenia naszego kraju sankcjami ze strony UE wracają do punktu wyjścia. A Orban zyskuje kolejny argument, aby Polskę „sprzedać” Brukseli. Może wszak na naszym tle posiadając na zapleczu własnych neonaziolków na demokratycznego silnego lidera, który swoich oszołomów trzyma z daleka od ustawodawstwa. Załamanie polskiej dyplomacji od czasów Waszczykowskiego powinno być oczywiste. Ale do niedawna ta dyplomacja w świetle osiągnięcia strategicznych celów NATO i UE wydawała się nieistotna. Ot tyle, co w wewnętrznych gierkach. Nagle jednak okazało się, że warto mieć ambasadora w Izraelu. Chociażby po to żeby skontrować dyplomatyczny gest, kiedy Izrael wezwie swojego do kraju na konsultacje. Co w języku dyplomacji oznaczać będzie tyle, co siarczysty policzek. Polski Premier w reakcji wezwie do siebie pewnie II sekretarza ambasady. Co samo w sobie jest dobrym materiałem na jakąś tragikomedię.

A to wszystko przygrywka. Izrael od dawna ma bardzo silny wpływ na postawę i politykę USA. Rezultatem może być już zupełnie realne wycofanie się USA z wielu zobowiązań o charakterze strategicznym, bądź przeniesienie ich do innych krajów NATO. Zresztą USA, kraj, w którym wolność wypowiedzi jest bardzo silnie chroniona, z powątpiewaniem patrzy na „demokratyczne” kraje, w których można za wygłoszone poglądy trafić na 3 lata do więzienia, jakkolwiek byłyby one nieprawdziwe. A ustawowa chęć do zaocznego skazywania za to cudzoziemców to już jest operetka rodem z Korei Pn. Zresztą wizja przedstawiana w prasie Izraela i USA jest taka: do polskiej szkoły przyjeżdża staruszek z Izraela opowiadać o holokauście. Na spotkaniu mówi, że część rodziny zabili mu polscy chłopi. Dzielni, czujni chłopcy z IPN zamykają go na 3 lata do więzienia. Powiedzcie czy uważacie, że to mało możliwe? Bo ja sadzę, że pod rządami nowej ustawy raczej pewne.

Filozofia ekonomiczna Rafała Wosia (a raczej jej brak)

marchewa79

pexels-photo-209224Ponieważ gazeta.pl zatrudniła w roli publicysty ekonomicznego Rafała Wosia postanowiłem przywitać tego weterana symetryzmu i wielbiciela PiSowskich rozwiązań ekonomicznych tekstem na blogu. Ja tez ekonomistą nie jestem, więc, co mi tam.

Filozofie ekonomiczną Rafała Wosia mogę streścić następującym, porównaniem: umiejętność pływania jest zbędna. Patrzcie jak rząd PiS dobrze radzi sobie w basenie a pływać nie umie. Co prawda (warto zwrócić uwagę, bo te „ubezpieczeniowe zdania” są dla Wosia charakterystyczne) woda w basenie ma 20 cm, bo poprzednicy przez 8 lat wypompowywali, a na świecie w ogóle poziom wody rekordowo niski, ale nie zmienia to faktu, że pływanie, jako metoda utrzymywania się na powierzchni jest przereklamowane. W takiej Szwecji na przykład kładą się na wodzie i pozwalają by ich obmywała, i to działa! Co prawda Brazylia i Wenezuela właśnie się topią, ale to tylko na skutek złych amerykanów, którzy do ich basenów ewidentnie posikują.

Ja tam bym szczerze chciał uwierzyć w cudowność „popytowych” metod w gospodarce. Bo cóż moralnie lepszego niż wyciąganie ludzi z nędzy i zapewnianie im edukacji oraz opieki zdrowotnej. Tudzież wspomaganie wielodzietnych rodzin pięcioma stówami. Ale (to mój wtręt), aby na takie cuda się zdecydować kraj powinien mieć w miarę zrównoważony budżet. I to niezrównoważony w oparciu o ropę kosztującą powyżej 100$ za baryłkę. Przydają się też demokratyczne niezależne i sprawne instytucje, które zapobiegają karnawałom korupcji w rodzaju Olimpiady w Sochi, Rio czy Mundialowi.

Kiedy odwiedzimy Norwegię, zwłaszcza daleką północ w oczy rzuca nam się duża „oszczędność” infrastruktury. Niezbyt rozbudowana sieć dróg, linie kolejowe raczej niskiej przepustowości. Jeśli porównamy to z przepychem naftowego eldorado w Dubaju zaczynamy się zastanawiać czy to z Norwegami czy z Szejkami jest coś nie tak? Jak sądzicie, jeżeli cena ropy będzie dalej spadać, który kraj wyjdzie na tym lepiej Norwegia czy Dubaj? A Dubaj wybrałem celowo, bo wśród naftowych szejkanatów ma on najbardziej zrównoważona gospodarkę bezpośrednio w zasadzie nieopartą na ropie. Ale ten brak zależności to tylko pozór, bo cała ekonomia Dubaju opiera się na obsłudze regionu bogatego w petrodolary. Nie ma petrodolarów nie ma Dubaju, Arabii Saudyjskiej i wielu innych krajów. Tak jak skończył się dobrobyt i programy socjalne w Ameryce Południowej. Na koniec dnia matematyka zawsze wygrywa. Nawet, jeśli w makroekonomii bywa łaskawsza niż w gospodarstwie domowym.

Czy tak chwalone przez Wosia metody gospodarcze PiSu mogą zadziałać? Na krótką metę jak najbardziej. Zawsze, kiedy pompujemy w gospodarkę dużo publicznych pieniędzy ma to dobry krótkotrwały skutek. Kiedy Zyta Gilowska obniżała podatki też pozytywnie wpływało to na rozwój gospodarczy. Tyle, że powstałą i przesuniętą w czasie budżetową dziurę łatała już nie ona a Rostowski. A rachunek za te obniżki widzimy do dziś w postaci 23% Vat na każdym paragonie. I 500+ zobaczymy dokładnie w tym samym miejscu za parę lat.

Kraje skandynawskie prowadziły i prowadzą dość mądrą politykę socjalną. Ale nie jest to w żadnym razie polityka rozdawnicza. To kombinacja wysokich podatków i sprawnych instytucji. Te drugie miłościwie panujący nam rząd demoluje w zastraszającym tempie. Jak pozostaną tylko wysokie podatki to polski biznes ucieknie. Może nie do Szwecji, ale Czechy wydają się już całkiem niezłym rozwiązaniem. Zwłaszcza, kiedy mamy już międzynarodowych odbiorców. I pamiętajmy ze nawet dobre rozwiązania Skandynawii nie ocaliły ani Saaba ani Nokii (tak wiem puryści Finlandia to nie Skandynawia, ale wiecie, o co chodzi). Tak jak nie ocalą ani LOTu ani aut elektrycznych czy centralnych lotnisk. Matematyka.

Rafałowi Wosiowi życzę powodzenia. Polsce życzę innej władzy nawet jakby nie miała być tak szczodra. A nam wszystkim jeszcze paru lat ekonomicznego karnawału. Bo w Wenezueli podobno już nawet żywności brakuje…

© Zoon Politikon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci