Menu

Zoon Politikon

Czyli o polityce przede wszystkim choć nie tylko....

Monsignore

marchewa79

Henryk-Jankowski-e1544206342847„Kler” powoli opuszcza kina a tymczasem na jaw wychodzą coraz ciekawsze elementy biografii duchownych niegdyś znaczących a dziś już od dawna u Abrahama na piwie, (choć w tym wypadku raczej u Belzebuba w kotle).

Prałat Jankowski to postać znacząca. Kiedyś mawiano, że barwna i kontrowersyjna, ale teraz po latach okazało się, że zasługi niespecjalnie są w stanie przykryć ogrom moralnej degrengolady w życiu duchownego. Ów trójmiejski miłośnik wystawnego stylu życia i celebry okazał się nie tylko antysemitą i dupkiem, (o czym wszyscy wiedzieli), ale wieloletnim pedofilem. Żadne tam chwile słabości czy jednorazowe wyskoki. Wieloletni tolerowany przez zwierzchników i ignorowany przez ludzi, którzy go znali proceder.

Sprawa łatwa nie jest. Większość zaangażowanych dawno nie żyje. Ofiary wciąż boją się mówić i trudno je winić, kiedy były ministrant prałata rządzi w tej chwili Gdańskiem a biskupem w mieście jest postać, co najmniej równie nieciekawa. Łatwo można, więc przyjąć optykę „szargania dobrego imienia tych, co nie mogą się bronić”. Tylko, że zbyt wiele rzeczy tutaj po prostu do siebie pasuje. Na szczęście Polska i świat są już w zupełnie innym miejscu niż w czasach, kiedy nasz dzielny papież dbał o to by nad pedofilią panowała zmowa milczenia.

Czy to problem z punktu widzenia kościoła lub władzy? Pozornie nie. Jak już napisałem sprawca dawno nie żyje, większość ofiar można stosunkowo łatwo pozbawić wiarygodności. Ale jest tez inny aspekt. Kolejna publiczna akcja pomoże ujawnić następne przypadki. Ofiary przestaną się bać. A przecież pedofilia w kościele to nie tylko problem sprawców. To tez mechanizm ukrywania spraw, wyciszania i zamiatania pod dywan. Biskupi, służby, prokuratorzy, Watykan. Tu leży problem, nie w tych, którzy upadki, bo tacy, co upadną byli zawsze. Niestety system kościoła katolickiego pozwala im bezpiecznie i bez konsekwencji latami funkcjonować. I z tym należy walczyć przede wszystkim. Za każdym kościelnym pedofilem stoją tysiące ludzi odwracających wzrok i dziesiątki pomagających kamuflować występek. To ich trzeba odnaleźć i ukarać a jeśli się nie da napiętnować.

No a nasz Monsignore ma w Gdańsku pomnik. Który dość ironicznie stanie się chyba pierwszym w Polsce pomnikiem księdza-pedofila. Są głosy, aby pomnik usunąć (i pewnie tak się stanie, bo ludność już zaczyna używać pomnika do wyrażenia sprzeciwu przeciwko postawie duchowieństwa).  Osobiście jestem głęboko przeciwny. Ba uważam, że monument powinien być rozbudowany. Poprzez dodanie schodków i publicznego urynału ponad głową bohatera. Będzie to piękne podsumowanie zarówno życiorysu postaci jak i kościelnej polityki. I jak nie lubię pomników to na tę modernizację nie poskąpiłbym grosza.

(Ludowe) Wojsko Polskie a.d. 2018

marchewa79

d-caJeżeli chcemy zrozumieć to, co dzieje się z polką armią kluczowe są 2 kwestie. Pierwszą jest materiał ludzki, jaki posiada armia w postaci i dowódców. Od lat wszyscy oni są koszmarnie ukierunkowani na trwanie a nie na jakikolwiek rozwój. Jeżeli patrzymy na strukturę naszej armii z punktu widzenia militarnego jest ona pozbawiona jakiegokolwiek sensu. Sens pojawia się, jeżeli popatrzymy na tę strukturę z punktu widzenia etatowo/stołkowego. Wtedy kolejne „dowództwa” bez żołnierzy i „kadrowe” brygady zaczynają być oczywiste. Całą obronę terytorialną można w zasadzie traktować, jako gigantyczny szwindel na etatach. W rezultacie polska niczym USA ma 5 rodzajów sił zbrojnych, bo każdy „rodzaj” to generalski stołek dawany praktycznie gratis.

Kiedy to wojsko ma kupować sprzęt od dystrybutora papieru toaletowego począwszy na systemach przeciwlotniczych skończywszy każdy z tych „dowódców” musi coś wnieść. Powstają, więc wymagania dla producentów gdzieś między kosmicznymi a kabaretowymi. Jeżeli organizowany jest przetarg to już wstępna lektura zamówienia odstrasza większość oferentów.  Ale zawsze wtedy następuje twist. Bo wchodzi tada… polski przemysł zbrojeniowy. Obsadzony pociotkami trwale twierdzi, że każdy! sprzęt wojskowy to oni w trymiga bez licencji zrobią taki, że się zachód może schować.  I taka argumentacja trafia do polityków. Skutek? Korweta Gawron, która stała się patrolowcem za ponad miliard złotych. Ale przykładów jest multum. Od wyposażenia osobistego zaczynając na samochodach terenowych kończąc.

Funkcjonuje to, jako tako tylko do momentu, kiedy nie jest poddane zewnętrznej presji. Bo tu pojawia się problem nr, 2 czyli politycy. Nie od dziś na widok wojskowych każdemu politykowi miękną kolana. I zaczyna wierzyć, że ta nasza banda półamatorów w stalowych hełmach jest równie dobra jak US Army. W końcu niejeden „pokaz dynamiczny” widział. Więc godzi się na udział naszych żołnierzy w misjach stabilizacyjnych. A oni pakują trzydziestoletni sprzęt. I jadą. Cenę za głupotę polityków i oficerów płacą zawsze szeregowi żołnierze. Ci, którzy na własnej skórze przekonują się, że Honker to nie jest „prawie Land Rover” tylko wyklepany złom nieosłaniający nawet przed strzałami z łuku. Gdyby istniała na tym świecie jakaś sprawiedliwość to osoby odpowiedzialne za wyprawę do Afganistanu i Iraku należałoby w całości rozstrzelać. Niestety większość awansowano. A umysłowość głosząca, że Polak nawet „na drzwiach od stodoły” zanotowała kolejny triumf. Tylko ludzi żal.

Cudowną ilustracją powyższego systemu jest polski transporter opancerzony, następca znanego wielu BWP. BWP to zabytek, potrzebujemy je szybko wymienić a zapotrzebowanie jest oceniane na ponad 1000 sztuk. Takich transporterów opancerzonych powstało w latach 90 w Europie kilka. Wszystkie programy przekroczyły zakładany czas i budżet, więc pozyskanie licencji za pół darmo nie jest niewykonalne. Co więc robią Polacy?  Zaczynają od opracowania absurdalnych założeń wśród nich takiego, że to cudowne BWP musi pływać. Musi też przy okazji mieć jakiś pancerz, więc od razu pojawia się kłopot (opancerzenie=masa a rzeczy ciężkie cóż nie pływają raczej toną). Na starcie odpadają, więc niemal wszystkie zagraniczne konstrukcje gdzie wymóg tzw. pływalności musiał ustąpić opancerzeniu. Ale polski przemysł zbrojeniowy mówi „damy radę”. Nie dość, że zmieścimy się w czasie i opracujemy coś, co nie udało się innym to jeszcze w krótkim czasie wyprodukujemy 1000 sztuk. A pomyślcie o potencjale eksportowym… (dla wyjaśnienia potencjał eksportowy jest żaden tak jak wspomniałem na rynku jest kilka nowoczesnych konstrukcji szwedzkich, brytyjskich, hiszpańskich i niemieckich). Rezultat? Póki, co mamy makietę i coś tam na kształt prototypu, co podobno nawet i pływa. W 2020 ma być gotowe do produkcji. Dolary przeciw orzechom, że nie będzie. Przy planowanych mocach produkcyjnych i wytwarzaniu kilkudziesięciu sztuk rocznie armię przezbroimy w 20 lat. O ile w ogóle znajdą się pieniądze. W co wątpię. A w międzyczasie? Czytał ktoś doniesienia z Ukrainy…

Puenta? Nie wiem. Mamy problem. I to nie tylko z synergiczną multiplikacją i nakładaniem się głupoty PiSowców na głupotę zupaków. Mamy problem z wojskiem, jako takim. Jest za tłuste, zbyt dużo oficerów, za mało żołnierzy. Koncentracja na defiladach. Rozwiązania powinny być radykalne. Ale czy ktoś będzie miał odwagę?

P.S. Jednak znalazłem puentę. Jest nią ilustrujące ten tekst foto dowódcy 14 suwalskiego dywizjonu artylerii p-panc. Żywa reklama stanu polskiej armii.

Poprzednie odcinki...

http://zoonpolitikon.blox.pl/2008/04/Ludowe-Wojsko-Polskie-ad-2008.html

http://zoonpolitikon.blox.pl/2010/02/Ludowe-Wojsko-Polskie-ad-2010.html

http://zoonpolitikon.blox.pl/2017/06/Ludowe-Wojsko-Macierewiczowskie-Polskie-AD-2017.html

 

Rychu i Robercik idą, ale czy po władzę?

marchewa79

769f2458a39e9be86f537fe425f9Do eurowyborów coraz bliżej i dwaj gracze sceny politycznej próbują zbudować sobie zaplecze. Troszkę śmiesznie i troszkę strasznie. Robert Biedroń usiłuje wyciągać, kogo się da z lewicowych struktur, co kończy się zwyczajowo werbunkiem jakichś popłuczyn po SLD (jedyni ludzie na lewicy z organizacyjnym doświadczeniem pozwalającym chociażby zarejestrować listę). Z drugiej strony mamy Petru, polityczne zwłoki, które jednak odmawiają odejścia w niebyt. Nowo tworzona partia o dość kabaretowej nazwie „Teraz!”, zawiera głównie obecny owoc westchnień założyciela oraz panią Scheuring-Wielgus. Obie panie ewidentnie zauroczone „Pięknym Rysiem” zdają się nie dostrzegać, że ten sam dzielny założyciel nowoczesnej przed przegranymi wyborami usiłował się ze Schetyną dogadać, za co dziś swoją następczynię notorycznie krytykuje. Prawdziwe szable Petru są raczej jednak iluzoryczne a jego wyprawa na Maderę nieprędko odejdzie w zapomnienie.

Biedroń teoretycznie ma większe szanse. Ale na każdym odcinku zagłaskiwania przez media widać, że Biedroń to raczej taki Petru o dwa lata wcześniejszy. Zdrowy rozsadek powoli ustępuje lustru i wierze we własne ego. W zapomnienie odchodzą momenty, kiedy świeżo upieczony poseł/politolog nie wiedział, kto zasada w prezydium Sejmu. Dziś Biedroń jest krynica mądrości ex cathedra pozując na nowego polskiego Marcona. Takie przeszczepy jednak udają się rzadko zwłaszcza, że niespecjalnie widać, do kogo skierowana ma być polityczne menu Bieronia. Póki, co jest nijakie.

Co gorsza dla obu Panów Tusk zdaje się gotów do powrotu. A ten moment, kiedy zdajemy sobie sprawę że są inne wagi poza muszą a na ring właśnie wlazły king kongi z superciężkiej jest trudny. Choć bezcenny.

Giertych

marchewa79

9b443cc64ee6e6dd0b8305fe7c76b7f9_900„Giertych do wora, wór do jeziora”. Pamiętacie? Lider LPR przybudówkowej partii Radia Maryja, założyciel Młodzieży Wszechpolskiej. Wicepremier. Właściwie nikogo nie zdziwiłoby gdyby w „nowym” PiSowskim rozdaniu objął jakąś ważną tekę.

Ale ponad dekadę po swoich „rządowych” przygodach Giertych został chyba najbardziej prominentnym polskim adwokatem i jednym z najbardziej nieprzejednanych wrogów PiS na polu systemu sprawiedliwości. Ba żeby tylko szczekał, ale on potrafi i ugryźć. Co pokazuje chociażby sprawa KNFu. Który więc Giertych jest prawdziwy? Narodowiec o manieryzmach Frankensteina, czy wyszczekany antyrządowy „papuga”? A może obaj?

Wszak silnie konserwatywnych poglądów politycznych bynajmniej nie zatracił.  Przeszedł za to na pozycje prosystemowe. I polubił się z mediami. Oglądać wywiad z Giertychem w 2006 to był koszmar, w 2018 przyjemność. Ma Giertych pewien rodzaj prawniczo/adwokackiego sprytu, który pomaga mu w zmaganiach z upolitycznioną prokuraturą i sprawia, że sztuczki, które jeszcze do niedawna bym krytykował zyskują pewną… no szlachetność.

Dobrze pamiętać, że ludzie ewoluują a poglądy i zachowania nie są dane raz na zawsze.

Wiejski horror

marchewa79

drunk-drivingZ pochodzenia jestem wieśniakiem. Nie tam małomiasteczkowym jak z piosenek Podsiadły, ale w pełni w młodości ukształtowanym przez wiejską podstawówkę. Na wsi zostawiłem rodzinę i bywam wcale regularnie. Dziś nie chciałbym na nowo podnosić lamentu o wypłukiwaniu ze wsi elit czy wszelkiej maści „pozytywnie zakręconych” odmieńców. To już się stało. Chciałbym chwilę zatrzymać się nad tym, co zostało.

Otóż zawsze, kiedy z tej mojej małej wioseczki wyjeżdżam przed moimi oczami staje horror. Zwłaszcza, kiedy dzieje się to w sobotę lub niedzielę wieczorem. Piesi na poboczach zawsze poruszający się szlaczkiem, samochody prowadzone przez kierowców jadących albo bardzo powoli i oooostrożhnie albo szybko i brawurowo (wypadkowa wieku i formuły znieczulenia ogólnego, tak i na wieś dotarły narkotyki). Policji brak. Na bocznych naprawdę nie stoją.

Wśród mieszkańców pełna tolerancja. Liberalizm dotyczący picia i jeżdżenia zawstydziłby nawet korwinistów. A klanowa obrona recydywistów każdego Afgańczyka. Mój kolega miał wątpliwą przyjemność uczestniczenia w „zdarzeniu drogowym” gdzieś na północnym wschodzie. Sprawca wytoczył się z samochodu w stanie ewidentnego upojenia i jak się okazało nie miał prawa jazdy zabranego za poprzednie wyczyny. Scena, jaka się po tym odbyła z mieszkańcami stającymi w obronie lokalnego amatora drunk&drive sprawiła, że kolega musiał salwować się ucieczką. Powiatowa policja wobec niewielkich w istocie szkód odradziła dalsze procedowanie, spisane zeznanie wystarczyło na wypłatę ubezpieczenia. Kolega ma spokój. Poza spokojem sumienia. Agroturystykę wybito mu do końca życia z głowy.

O tym, że wszyscy wierzący i po niedzielnej mszy nie wspominam. Oczywista, oczywistość. Nawet trawniki wypielęgnowane a domy otynkowane. Ale gdy tylko nadchodzi wieczór i pęka pierwsze pół litra… Szkoda gadać, strach jeździć.

© Zoon Politikon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci