Menu

Zoon Politikon

Czyli o polityce przede wszystkim choć nie tylko....

Redemokratyzacja kraju, wyzwanie czy beznadziejna walka

marchewa79

576cb32f05aae_louisetteOglądając ostatnio TVP, co jest dość masochistyczną formą spędzania wolnego czasu zacząłem się zastanawiać nie w temacie życia po PiSie ale w ogóle funkcjonowania państwa po zakończeniu takiego okresu rządów jaki ma np. Fidesz na Węgrzech.

Zmiany, jakie w rzeczywistości prawno-ustrojowej Węgier dokonała partia rządząca są zmianami dość fundamentalnymi. Węgry z państwa z pluralistyczną demokracją zostały przekształcone w system, w którym jedna partia zdominowała całość władzy. Członkostwo w UE póki, co broni Węgry przed przekształceniem się w pełną „demokraturę” typu putinowskiego, bo do tego niezbędne jest fałszowanie wyborów. Ale zdecydowana większość instrumentów władzy została skoncentrowana w rękach urzędującego premiera oraz powiązanej z nim nomenklatury i oligarchów.

W teorii jednak istnieje opcja wyjścia kraju spod władzy Orbana. Duży skandal lub tąpnięcie gospodarcze może spowodować, że jakaś opozycyjna koalicja przejmie od Fideszu władzę. Fascynujące pytanie brzmi: co wtedy?

Otóż przywrócenie pluralistycznej demokracji w sytuacji istnienia w systemie partii, która nie akceptuje założeń systemu jest delikatnie mówiąc naiwne. Można być pewnym ze powstały system przegrane ugrupowanie znakomicie rozegra przeciw niemu samemu. Bo skoro zastępujemy media zwasalizowane i generujące tylko przyjazne władzy komunikaty przez media pluralistyczne, które oprócz krytyki opozycji skrytykują tez i władzę, nieuchronnie ustawiamy się na przegranej pozycji. „Przeszłość” z jednym, spójnym, propagandowym przekazem zawsze będzie wyglądać lepiej od rozedrganej, pluralistycznej teraźniejszości. I w ten sposób partia, która władzę utraciła może ją bardzo szybko odzyskać.

Druga kwestia to ludzie. Nie ma prostych sposobów na deoligarchizację kraju. Stworzeni przez rządzących bonzowie nie oddadzą ani władzy ani finansowej pozycji z dobrej woli po przegranych wyborach. Oczywiście z czasem, bez dostępu do państwowych pieniędzy fortuny uschną wzorem polskich niegdysiejszych potentatów. Ale to wymaga czasu, a czas jest luksusem, którego nowa władza może nie mieć.

Prostszym wariantem byłoby zbudowanie demokratury au rebours, czyli niejako przejęcie struktur od poprzedników. Tylko, że poprzednicy opierają się na silnej, jednoosobowej władzy a opozycja stanowi zazwyczaj dość mało spójną mieszankę zróżnicowanych ugrupowań, których głównym klejem jest niechęć do partii rządzącej. No i jaką właściwie motywację ma mieć nowa władza, aby odejść od stworzonych autorytarnych struktur, które są przecież łatwiejsze do zarządzania od rozedrganej pluralistycznej demokracji. Demokracji dodajmy, której nie sposób zabezpieczyć, bo Węgry są przykładem, że każdy prawny bezpiecznik da się wymontować, akt prawny zmienić a ludzi odwołać.

Czy jest dobre wyjście? Nie wiem. Do tej pory zachodnie demokracje opierały się na dość absolutnej wierze w struktury. Tzn. system mógł być zmieniany, ale zgodnie z logiką całego systemu. I przy wykorzystaniu wbudowanych mechanizmów. Węgry czy Polska to przykład zhackowanych demokracji. Przeprowadzane zmiany są wykonywane na granicy dopuszczalnego prawa, cały czas w obrębie „szarej strefy” legalizmu. To czyni ich demontaż bardzo trudnym bez wykorzystania podobnych mechanizmów tudzież bez całkowitego restartu systemu. A zdobycie legitymizacji społecznej na taki „restart” jest w praktyce niemożliwe.

To jest największa z win Fideszu czy PiSu. Nie zabicie demokracji, ale pozbawienie jej możliwości samoleczenia. Demokracja pozbawiona bezpieczników, instytucji gwarantujących określoną bezwładność władzy czy w końcu nieuchronnie praktycznej możliwości zmiany rządów staje się demokracją fasadową.

Wujek dobra rada

marchewa79

VwO1xt-v_400x400Właściwie każdy krytyczny dla opozycji komentarz (i autor tego tekstu nie jest wyjątkiem) kończy się zestawem dobrych rad jak tu dowalić PiSowi tak, że mu w piety pójdzie. I gdyby tak Schetyna z Lubenauerową i Czarzastym posłuchali to już by mieli z 70% poparcia. Tylko jest jeden problem: kogo mają słuchać? Bo rady wzajemnie sprzeczne. „Kochajcie lewicę i dowalajcie kościołowi”, „nie porzucajcie konserwatystów”, „zniechęceni liberałowie to klucz do sukcesu”.

Mam apel. Jak to drodzy moi takie proste wygrać wybory to śmiało. Przecież skoro wasze rady są tak skuteczne to wzorem Petru czy Kukiza same sukcesy przed wami. Bo przecież wystarczy…

Takich wujków dobra rad z tego, co mnie pamięć nie myli nie, kto inny jak Jarosław Kaczyński miał przez 8 lat mnóstwo. Niektórych nawet słuchał, prawda, że na lekach, ale jednak. Kluczem do sukcesu okazała się jednak przede wszystkim jedna cecha, której odmówić mu nie sposób. Wytrwałość. Bo nie wiem czy pamiętacie, jaka była, co druga rada dawana Kaczyńskiemu? Otóż było to stwierdzenie, że powinien ustąpić miejsca młodszym i ładniejszym. Łatwiejszym do zaakceptowania przez „centrowy elektorat”. Posłuchał? Ziobry zapytajcie.

Czy w polityce istnieją złote i szybkie recepty? Nie. Przynajmniej nie takie pozbawione rozlewu krwi. Demokratyczna polityka wymaga czasu. A największym wrogiem PiSu jest niestety nie opozycja a sam PiS. Czasami wbrew sobie trzeba pozwolić PiSowcom się rozegrać. Bo oczywiście protesty są potrzebne. Ale potrzebne jest też miejsce dla władzy, aby się zużyła. By w naturalny sposób zaczęła ludziom uwierać. Także tym, którzy latami ja lojalnie popierali. Myślenie, że władza padnie, bo pokrzyczymy konstytucja albo zapowiemy wypowiedzenie konkordatu jest naiwne.  Władza jak zwykle przewróci się o własne nogi. Pytanie tylko czy potrwa to równie długo jak na Węgrzech?

Pożegnanie Biedronia

marchewa79

Robert_Biedro%C5%84_Sejm_2014Po przedłużonym okresie hamletyzowania Robert Biedroń podobno podjął wreszcie decyzję o porzuceniu prowincjonalnego Słupska i powrocie do kosmopolitycznej Warszawy w nadziei na stworzenie nowej siły politycznej, która nareszcie skończy z duopolem PO/PiS.

Szkoda.

Słupsk podał Biedroniowi rękę. Podał ją w momencie, kiedy ten był jedynie kolorową popłuczyną po Ruchu Palikota. Biedroń okazał się wyborem wcale niezłym i rozwój Słupska rzeczywiście ruszył z kopyta. Ile w tym osobistej zasługi Biedronia, ile mizerii jego poprzedników, ile dobrego doboru współpracowników a ile w końcu po prostu dobrej koniunktury w Polsce i Europie to będzie raczej trudno ustalić, ale rzeczywiście w Słupsku pojawiła się nowa jakość.

Tyle, że tradycyjnie wielu lewicowych klakierów zaczęło upatrywać w Biedroniu lewicowego mesjasza. To jeszcze nie tragedia. Tragedią jest to, że on sam w te pochlebstwa uwierzył. Miał Biedroń szansę w krajowej polityce namieszać. Ale za cztery lata. Po dwóch dobrych kadencjach w Słupsku mógłby do krajowej polityki wejść z tarczą i kto wie rzeczywiście stać się na przykład pierwszym gejem prezydentem. Wybrał inaczej. Moim zdaniem dodatkowo wybrał źle.

Jedyna szansą dla ruchów politycznych o charyzmatycznym charakterze opartych na przywódcy są wybory prezydenckie. Pokazał to rok 2000 z Olechowskim, pokazał także 2015 z Petru i Kukizem. Wybory prezydenckie w PL mamy za 2 lata. A teraz (co już pokazały niektóre prawicowe szczujnie) Biedroń wystawia się na strzał. Powolna i bezwzględna obróbka w TVP może nawet lewicowego mesjasza ukrzyżować. Poza tym biedroniowe zaplecze jest hmm… wirtualne. Wiecznie skłócone ruchy miejsko-osobne koncentrują się raczej na kawiarnianych dyskusjach niż realnej polityce a ze Słupska rasowego zaplecza raczej się nie wyniesie. Akces Nowackiej do PO niezbicie pokazał że lewicowość w Polsce to jest fajna koncepcja ale politycznie i tak zawsze lądujemy z towarzyszami z SLD. Może za pół roku rozżalonemu Biedroniowi czy to Schetyna czy Czarzasty podadzą rączkę, kto wie. Wiele zależy od tego jak bardzo będzie po nich jeździł.

Oczywiście jest jeszcze szansa, że Ruch Biedronia się uda i stworzy realną trzecią siłę. Ale historia uczy, że bez kapitału i nośnych, oryginalnych haseł szanse są umiarkowane. Uważam, więc że wątpię. I tylko Słupska w tym wszystkim żal. Bo tęczowy Biedroń nadawał jednak miastu europejskiego sznytu.

Dwa warianty reformy, czyli w oczekiwaniu na cud

marchewa79

religion-marriage_at_cana-red_wine-bible_stories-miracles-jesus-jbwn69_lowPremier w swojej niezgłębionej mądrości zapowiedział, że plan kolejnego etapu reformy emerytalnej zrealizuje. Tym razem nazywać ma się to Pracownicze Plany Kapitałowe i w telegraficznym skrócie być takim OFE bis ino, że bliżej firm, co zapewne każdy właściciel firmy z sektora małych i średnich przywita z radością, jako że, na co jak, na co ale na ocean dodatkowej biurokracji może liczyć. Dlaczego premier to robi? Mam dwa pomysły a do was apeluję o wybranie tego, który akurat pasuje.

Wariant pierwszy, zatroskany. Otóż premier dobry ojciec (tudzież syn, bo Ojciec wszak siedzi na Nowogrodzkiej) oddał nas Polaków w opiekę czarnej madonnie. Ma zapewne nadzieję, że owa boska interwencja pomoże w wycieczce na niebiańskie pastwiska rodaków po osiągnięciu wieku emerytalnego. Póki, co dba o to, aby służba zdrowia dołożyła swoją cegiełkę. Niestety mimo wysiłków rządu rodacy w dalszym ciągu nie chcą umierać na tyle wcześnie by nie drenować z trudem pozyskanych dla ZUSu funduszy. Istnieje tedy obawa, że pieniędzy na emerytury, nawet skromne nie wystarczy a pomoc czarnej madonny może okazać się niewystarczająca. Trzeba tedy zmusić rodaków, aby odkładali więcej. Wszystko to z troski o to by w ogóle mieli oni jeszcze, co jeść. Plan szlachetny i nie nowy. Kiedyś nazywało to się OFE i zadziałało… no chyba wszyscy pamiętamy jak zadziałało. Teraz idzie nowe lepsze i… nasze.

A teraz pora na wariant cyniczny. Otóż OFE mimo dobrych chęci dzięki szeregowi kompromisów okazało się niezłym szwindlem. Za sowita prowizję towarzystwa zarządzały portfelem złożonym w większości z obligacji rządowych i giełdowych blue chipów w dużej części będących zresztą firmami państwowymi. Czy zaskoczy was, że spora część polityków reformatorskiego rządu znalazła w OFE bezpieczną przystań? I ten złoty interes mocno przetrzebili Tusk z Rostowskim. Co branży finansowo ubezpieczeniowej nie mogło się spodobać. Dzisiaj mamy repetę w postaci PFE. I zgadnijcie, kto tam znajdzie bezpieczna przystań i szczerozłote spadochrony? Teoretycznie wprowadzanie reformy podwyższającej składki i obniżającej pensję w 2019 jest pomysłem dość samobójczym. Ale to pomysł ubezpieczeniowy. Ubezpiecza on stołki dla wynajętych hunwejbinów dobrej zmiany w razie gdyby geniusz prezesa zadziałał w zwyczajowej postaci 27:1.

W wariancie idealnym taki projekt powinien być ponadpolityczny i oparty na realnych szacunkach. Ale niestety twarde dane prowadzą nas w niebezpieczne miejsca. Bo wskazują na niezbędność podniesienia i wyrównania wieku emerytalnego.  To jedyne realne lekarstwo na biedaemerytury. Niestety lekarstwo, którego ludzie uparcie odmawiają ze względu na bardzo gorzki smak. Pozostaje, więc zabawa w iluzję. I przepychanie problemu w przyszłość. W nadziei, że znowu przyjdą tacy, co posprzątają. Bo rozdawnicza impreza jest fajna o ile inni płacą rachunki. Niestety czarne madonny od zawsze najbardziej pomagają tym co pomagają sobie sami.

© Zoon Politikon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci