Menu

Zoon Politikon

Czyli o polityce przede wszystkim choć nie tylko....

Wiosna ach to ty…

marchewa79

Wiosna%2B2015%2B143Słoneczko przygrzało a w mediach pojawił się drugi sondaż. I te same wyniki. Czy Jarosław Kaczyński tego chce czy nie blamaż z wyborem Tuska stanowił przełom. I to czuć. Zmieniła się narracja. Dotychczasowe wpadki PiS stanowiły osobne wydarzenia. Od kilku tygodni media zaczynają coraz żwawiej przebąkiwać o systemowym problemie. To etap, do którego PO doszła po aferze podsłuchowej i 6 latach rządzenia. PiS władzę sprawuje zaledwie 1,5 roku.

Taka narracja to równia pochyła. Tusk pokazał, że nawet zmiana premiera niewiele daje. Po prostu w pewnym momencie każde działanie rządu stanowi tylko kolejny dowód jego niekompetencji. A tymczasem za miedzą (znowu dzięki Tuskowi) pozbierała się PO. A PiS zapomniał już jak skuteczni w tłuczeniu w Prezesa mogą być ludzie PO, gdy mają władzę na horyzoncie. Teraz powoli i boleśnie się przekonuje.

Sukces PO to sukces Schetyny. Podobno ma charyzmę gumy od majtek (choć nie pomnę kto to powiedział). Trudno o polityka mniej podobnego w PO do Tuska a bardziej do Kaczyńskiego. Ale właśnie to było jak widać partii potrzebne, specyficzna „mądrość etapu” wymuszająca integrację szeregów w sytuacji politycznie krytycznej. Przetrwali. Ba można nawet postawić tezę, że PO jako partia jest silniejsza bo udało się wpuścić sporo świeżej krwi. Brakuje jeszcze, co prawda prawdziwych harcowników wołających o „dorżnięcie watah”, ale nie tracę nadziei, że i tacy się pojawią. Bo teraz rozliczenie PiS nie może być kosmetyczne. I będzie potrzeba do tego prawdziwie bezwzględnych i twardych ludzi.

W oddali gaśnie Nowoczesna. Cóż system zakończył restart i partia liberalna wędruje na tradycyjne pozycje. A one 10% poparcia nie przekraczają. Oczywiście niewątpliwa głupota i bufonada lidera swoje dołożyły, ale bądźmy realistami N. nigdy nie była ofertą dla politycznych sierot po PiS czy Kukizie. Stała się, dużo poniżej własnych ambicji ostrogą, która pogoniła PO do galopu. Rola istotna i potrzebna jednak rozumiem zawód, jaki przezywać będzie w najbliższym czasie wielu działaczy. W teorii trend oczywiście może się odwrócić. Ale wiatr historii dmie w inny żagiel. I na zmianę kierunku się nie zanosi.

Urokliwa niespodzianka to powrót Prezesa na salony. Ewidentnie ruszył ratować sytuację, choć żaden politolog w Polsce nie zna sytuacji, którą udział Jarosława Kaczyńskiego poprawił. Zwłaszcza sondażowej. Ale pomysł zacny i jako klakierowi opozycji wypada mi tylko krzyknąć: tak trzymać Prezesie! Na samo dno! Po drodze mamy kuriozalną wizytę w UK (chyba tylko po to, aby klęskę negocjacji w sprawie emigrantów Tusk mógł zwalić na Prezesa) i żałosne próby odwołania Misiewicza ze stołka za pośrednictwem medialnego grożenia palcem. Na które Antoś tradycyjnie odpowiada innym palcem. Środkowym.

Mam wrażenie, że niedługo zmienimy premiera. Te ostatnie dwa lata (może mniej zależy od szybkości dezintegracji) to może być ostatnia szansa Prezesa na zapisanie się w historii przed emeryturą w jakimś miłym i ciepłym zakładzie karnym. A Beatka seksapil straciła radykalnie. Wiele z niezbędnych wydaje się, zmian w rządzie odwlekanych dalej być nie może, a łatwiej je wykonać wespół ze zmianą premiera. Zresztą trzeba uczciwie przyznać, że ów Titanik na dno winien iść pod wodzą prawdziwego a nie farbowanego kapitana.

Wiosna przyszła, od razu człowiekowi weselej…

Lech Kaczyński Airport, czyli piramida Jarosława

marchewa79

odkryjslaskie_acmszklarski_006Rząd i nadpremier Jarosław nie zwalniają. Odkurzają każdy, najgłupszy pomysł znaleziony w szufladach ministerstw i kierują go do realizacji z entuzjazmem dziecka, które dostaje nową zabawkę.  Ostatnio odnaleziony został koncept centralnego portu lotniczego, czyli gigalotniska między Łodzią a Warszawą. Prawdziwie wielkiej i należycie słomianej inwestycji.

Założenia dotyczące wzrostu ruchu lotniczego i liczby obsługiwanych pasażerów wzięto z sufitu (kto bogatemu zabroni), koszty po prostu wymyślono (port jak uczą rozliczne przykłady będzie pewnie 2x droższy a więc w cenie elektrowni jądrowej na którą wg. tych samych polityków nas nie stać). W okolicy od lotnisk gęsto tylko jakoś latać z nich nie ma komu (pozdrawiamy Radom). Po co to wszystko?

Ano jak wielu podejrzewa ku pamięci. Wreszcie będzie można COŚ nazwać imieniem Lecha Kaczyńskiego. Wreszcie otrzyma godne mauzoleum, odpowiednio kosztowne. I gdyby na tego potworka złożyli się jedynie członkowie i sympatycy rządzącej partii to OK.  Ale niestety groszem sypną wszyscy Polacy. To uspokojenie sumienia prezesa będzie wyjątkowo kosztowne. Oczywiście niektórzy niemało zarobią. Ale trzeba spojrzeć prawdzie w oczy, Polska nie ma potencjału na stworzenie od zera nowego hubu lotniczego w tej skali. Nie mamy dużej własnej linii lotniczej, która by na nim bazowała, nie mamy infrastruktury komunikacyjnej, którą można by do niego podpiąć (autostrada i szybkie koleje).

Miłośnikom słomianych inwestycji radzę się przyjrzeć losom Akademickiego Centrum Medycznego w Zabrzu. Zresztą bez trudu znajdziecie z dwa tuziny PRLowskich przeskalowanych potworków. Może jednak te lata nas czegoś nauczyły. Nie tracę nadziei.

Wojciech Młynarski 1941-2017

marchewa79

JKruk_20120329_MLYNARSKI_WOJCIECH_BUSKO_IMG_3420Na pewno poza Jackiem Kaczmarskim mój ulubiony piosenkarz do skupionego słuchania. O ile jednak Kaczmarskiego warto słuchać z Wikipedią i atlasem sztuki do Młynarskiego wystraszało jedynie umiłowanie polszczyzny. Bo był wirtuozem tego języka. Bynajmniej nie jedynym ani ostatnim, ale jednym z największych. W tym jednak chyba deklasował Kaczmarskiego, którego utwory nie mają tej samej lekkości, choć i tu mogła decydować tematyka.

Mistrz bon motu, metafory, którego fragmenty piosenek na trwałe zrosły się z językiem i kulturą. Absolutnie!, wypadałoby powiedzieć. No i wnikliwy obserwator. Same jego utwory polityczne to temat na niejeden doktorat.

Warto też wspomnieć na koniec, że jeszcze jedno podobieństwo łączy go z Kaczmarskim. Delikatnie rzecz biorąc umiarkowanie udane życie prywatne. Ale jak i w przypadku Kaczmarskiego wolę w nim widzieć artystę a nie człowieka.

Polska straciła wieszcza. Zasugerowałbym Wawel, ale chyba sam poeta nie byłby zachwycony towarzystwem.

Gnicie

marchewa79

101_0860Zbutwiałe drzewo może wyglądać na najsilniejsze w lesie. Zgnilizna atakuje od środka, rozkłada pień, a drzewo może być kruche niczym szklany posążek. Dowiadujemy się, kiedy je ścinamy, zmienia się kolor trocin, niezawodna wskazówka dla każdego drwala ze trzeba uważać, albo kiedy łamie je wichura. Zmiana obciążeń sprawia, że pozornie rozłożysta sosna czy dąb łamią się w pewnym momencie jak zapałki.

Przydługa metafora? Jednak potrzebna. Dziś widzimy PiS silnym, ale procesy gnilne są już bardzo zaawansowane. Ślady może jeszcze nie są oczywiste. Tu zrezygnuje świeżo wyłoniona prezes, tam poleci za szemrane biznesy jakiś zarządzik. Nie o jednostkowe przypadki tu chodzi a o skalę. I to właśnie skala mówi nam, że nie będzie powolnego upadku. Prezes nie panuje nad załogą. Rzucane tu i ówdzie krytyczne uwagi nie budzą żadnej reakcji. Misiu dalej harcuje w MONie, Szyszko robi kolejne geszefty. Niby usuwalni, ale jednak nieusuwalni, bo niezbędni.  Zgnilizna opanowuje kolejne słoje. Lista nieusuwalnych rośnie z dnia na dzień. Donoszenie SB – ot słabość młodości. Pazerność na pieniądze - słuszna chęć bycia godnie wynagradzanym za ciężką pracę. Bizantyjskie rajdy w kawalkadach – ot niezbędny przywilej zapracowanej władzy, która musi zdążyć z kruchty do Prezesa.

Trwa praca by jednak wybory wygrać poprzez zmianę reguł. Nic nowego. Ot kolejna próba manipulacji wykonywana przez ludzi pozbawionych talentu do tego rodzaju subtelnej gry. Tymczasem poparcie stanęło w miejscu. A zsumowana opozycja już teraz może nieźle namieszać. Upadek drzewa nie musi być powolny. Załamanie może przyjść nagle. I Prezes nie potrafi przewidzieć, która z kropel przeleje czarę goryczy.

Rozkład postępuje.

Niepełnosprytni

marchewa79

18095737Pamiętam z „Listów do Hrabiego” Krzysztofa Daukszewicza historię o człowieku, co „oszukał nawet tramwaj” gdyż „kupił bilet a poszedł piechotą”. Cała historyjka przypomina mi się przy okazji gry? PiSu zmierzającej do zablokowania reelekcji Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej.

Właściwie gra nie jest PiSowska a jest jedynie Jarosława Kaczyńskiego. Stwierdzenie, że ten ma na punkcie Tuska obsesję jest niedopowiedzeniem. Środki, po jakie sięgnął tak dalece wykraczają poza polityczną logikę, że pozostają raczej w sferze zagadnień psychiatrii. Wytłumaczenie tego wymagało by odpowiedzenia sobie na pytanie podstawowe: po co?

Tusk jak się do niedawna wydawało mimo braku poparcia własnego kraju reelekcję miał w kieszeni. Podchody Prezesa w rodzaju zagrożenia wydaniem listu gończego, (co właściwie kojarzy się z Turcją a nie ze standardami UE) raczej mu pomagały niż szkodziły. Brakowało tez kontrkandydatów. Więc w teorii PiS powinien pigułkę przełknąć, a nawet wydawało się, że Tusk poza krajem jest dla partii wygodniejszy, jako dyżurny „chłopiec do bicia”.

Takie złudzenia okazały się naiwne. Choć pomysł na wyeliminowanie Tuska, jaki wybrano jest cokolwiek karkołomny. Otóż PiS wystawił innego kandydata, którym jest (były już, o czym za chwilę) europarlamentarzysta PO Jacek Saryusz-Wolski. Ciekawe, że spośród tuzów własnej europarlamentarnej reprezentacji (nazwiska takie jak: Fotyga, Czarnecki, Karski, Krasnodębski, Kuźmiuk, Gosiewska, Legutko) zdecydowano się sięgnąć po osobę z partii opozycyjnej. Złośliwy mógłby stwierdzić, że to, dlatego że żaden z wzmiankowanych europosłów nie potrafi złożyć zdania w łobcym jenzyku, ale to przecie nieprawda, bo Richard Henry Czarnecki angielszczyznę ma znośną, co w licznych partiach, jakie reprezentował nie raz udowadniał. Widać więc że PiS wyboru nie miał bo jego drużyna to w UE margines marginesów.

Sam Saryusz-Wolski pozostaje enigmą. Zeszmacił się nagle w grę mogły, więc wchodzić albo judaszowe srebrniki, (kto wie czy Waszczykowski jadąc walczyć o jego wybór nie szykuje swojego następcy) lub inne okoliczności (jakaś zagubiona teczuszka w IPN?). Oczywiście nie można też wykluczyć osobistych ambicji, świat pełen jest zużytych polityków, co to buławę marszałkowską noszą w plecaku, więc może o to chodziło. Jednak ewidentne dowody ręcznego sterowania wskazują, że jednak bardziej o dwa pierwsze przypadki. Sam pomysł jest na tyle głupi a realizacja na tyle karkołomna, że uczestnictwo w podobnej komedii to raczej nie jest początek a raczej koniec międzynarodowej kariery.

Zastanawiałem się ostatnio czy znam precedens na arenie międzynarodowej demokratycznego kraju, który tak aktywnie zwalcza własnego reprezentanta. Nie znam. Sekretarzem NATO jest polityk opozycyjnej partii niż rządząca w Norwegii, szef Komisji Europejskiej reprezentuje opozycyjna partię w stosunku do rządzącej w Luksemburgu.  Jest to, więc raczej norma niż wyjątek. Polska kraj prowadzący aktywną politykę zwalczającą własnego rodaka to nie tylko europejskie, ale i światowe kuriozum.  Ale to, co w demokracjach jest kuriozum w demokraturach (Rosja czy Turcja) jest normą.

Donaldowi Tuskowi pozostaje życzyć powodzenia. Będzie go potrzebował. PiSowi tradycyjnie życzę porażki, bo w tym wypadku porażka PiS będzie polskim sukcesem. Saryuszowi-Wolskiemu natomiast warto przypomnieć, że Judasze nie kończą dobrze. Nawet w polityce.

© Zoon Politikon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci