Menu

Zoon Politikon

Czyli o polityce przede wszystkim choć nie tylko....

Żelazna (?) logika Schetyny

marchewa79

Grzegorz_Schetyna_(cropped)Trochę Grzegorz wszystkich zaszokował wywiadem w propisowskim (choć kochającym Prezesa  jedynie na 99,999999% więc w towarzystwie raczej uważanym za umiarkowane) pisemku „Do Rzeczy”. A cóż Grzesiu takiego powiedział? Otóż Uwaga! Oświadczył bez ogródek, że PO jest partią konserwatywno-liberalną.

No szok! O żesz jak ja się nie spodziewałem. I chyba spora część publicystów nie spodziewała się takoż. No, bo w końcu skąd mogliby wiedzieć, że w Parlamencie Europejskim (to tam gdzie mają te bizantyjskie diety a i tak wszyscy kantują na delegacjach) od dawna PO jest we frakcji chadeckiej. I posiada wcale rozbudowany kontyngent działaczy o należytej swiętojebliwości. Ale w jakimś niezrozumiałym dla mnie przeświadczeniu części mediów PO stało się ersatzem dawnego SLD. A to przecież od początku do końca nieprawda.

Cały numer Schetyny jest wynikiem zimnych kalkulacji. Wyścieła on kołderkę dla tej zawiedzionej warstwy tych, co to chcieli „dać szansę PiSowi” a teraz powoli odkrywają ze bardziej niż o 500+ Prezesowi i kolegom chodziło o akcję Koryto+. Lewicowy elektorat jest dla Schetyny zbyt kosztowny, bo walcząc o niego ryzykuje rozłam w partii dużo poważniejszy niż odejście paru sfochanych weteranów. Poza tym ukłony w stronę lewicy robi Nowoczesna a Grzesiu bez ogródek wpycha konkurencję w pojedynki z niespodziewanie podnoszącym łeb SLD czy też wiecznie niezdecydowaną „Razem”.

Nie znaczy to, że lewicowość PO nie jest potrzebna. Ona będzie potrzebna, ale bardziej w charakterze młota i koalicjanta. Bo jakoś tak ostatnio nie mam wątpliwości, że za chwilę czeka nas potężny przechył wahadła światopoglądowego i kościół dostanie po łapkach. A wtedy Schetyna będzie mógł tylko z uśmiechem rozkładać ręce i mówić że on jest dobrym katolikiem ale wicie, rozumicie koalicjant…

Póki, co więc gra Grzesiu swoją „long game”. I jeśli wierzyć sondażom gra w nią niegłupio. Bo wiele wskazuje na to, że najlepszym sposobem na PiS jest cierpliwie czekać. A czekać Grzesiu potrafi jak nikt inny w polskiej polityce.

Złom z konieczności

marchewa79

Trafił ostatnio przed niemiec-pa-akaa-jak-sprzedawaa-bartek-pa-akaa-jak-odpalia-dmoje oczy wykres sprzedaży nowych samochodów. Żenada jak na 40 milionowy kraj. Troszkę ponad 350 tyś nowych aut.  Ale już blisko 800 tyś używanych. To, że jeździmy autami raczej sędziwymi nie pozostawia wątpliwości. Z początku chodziło pewnie o to żeby zmotoryzować Polskę, potem o to by mogła jeździć czymkolwiek. Bo rzeczywistość jest raczej smutna.

Nowe auto średniej klasy to między 50 a 70 tysięcy. Nawet jakbym chciał spłacać przez 3 lata to (zakładamy nieistniejący kredyt z zerową wpłatą własną i takimż oprocentowaniem) rata będzie oscylować między 1,5 a 2 tysiącami złotych.  Nie stać mnie. Nie tak znowu wiele więcej kosztuje mnie mieszkanie. A nie zarabiam najgorzej. Żona takoż. Przy zarobkach w okolicy najniższej krajowej posiadanie jakiegokolwiek nowego auta jest raczej w kategorii fikcji. A auto jest potrzebne. W wielu regionach Polski transport publiczny nie istnieje. Więc albo auto, albo powrót do czasów powojennych z 30 kilometrowymi wycieczkami na rowerze do powiatowego szpitala.

Więc sprowadzamy. Z biedy, choć raczej z ubóstwa. Jest to oczywiście ubóstwo względne, (bo punktem porównania jest bogaty zachód), co nie czyni go mniej odczuwalnym. Skala importu jest potężna jednak ten import odbywa się w przedziale cenowym na kieszeń przeciętnego Polaka. Wiec auto musi kosztować jakieś 25% pierwotnej salonowej ceny. Wiele samochodów ten poziom osiąga dekadę po wyprodukowaniu. Lub wcześniej, jeśli uczestniczyły w poważnej drogowej kolizji. Państwo pomaga jak może. Przeglądy to fikcja, opłaty za rejestrację są stosunkowo niewielkie a o spaliny i spełniane normy czystości euro nikt już nawet nie pyta.

Jest tez strefa aut socjalnych. Na prowincji rządzą modele, jakie kolekcjonerzy określają mianem youngtimerów. Nie rzadko pełnoletnie a czasami i starsze Volkswageny, Ople, Fordy. Samochody w stanie technicznej agonii, ale dające radę dowieść do sklepu, szpitala, odwieźć na dyskotekę. A czasami do kostnicy, kiedy młodzież w Golfie II na łysych oponach jesienią nie da rady wziąć zakrętu setką jak to wcześniej zobaczyła na filmie.

Czasami tylko bogaty zachód się dziwi, bo w państwach porównywalnej wielkości (Hiszpania) rejestruje się, co roku milion nowych aut. U nas trzykrotnie mniej. Niestety podobne rozbieżności są w wysokości średniej płacy w naszych krajach, dużo mniejsze natomiast w cenach samochodów.

Nie ukrywam ze marzy mi się, że kiedyś (po odchowaniu dzieci?) w przypływie szaleństwa nabędę nowe auto z salonu. Choć nie wiem czy doczekam…

Dziwny rok, dziwnego prezydenta

marchewa79

d71fe45c4a9c5fbbac8527441cb60f4bAndrzej Duda krakus, prawnik, prezydent. Po roku trudno uwierzyć, że którykolwiek z tych przymiotów w ogóle go dotyczy. Na pewno ludzi obserwujących politykę nasz bohater zaskoczył. Pozycja Prezydenta do tej pory stwarzała dość unikalną okazję do bycia nieco ponad bieżącą polityką. Nawet, jeśli dotychczasowi prezydenci do tej polityki wkraczali robili to okazjonalnie (wyjątkiem był Lech Wałęsa funkcjonujący jednakowoż w zupełnie innej rzeczywistości ustrojowej). Dlatego wydawało się, że pomimo niespodziewanego wyboru nowy prezydent zacznie być w PiS pewnym alternatywnym ośrodkiem wpływów w stosunku do Prezesa. Stało się dokładnie na odwrót, Andrzej Duda stał się najbardziej oddanym, bezrefleksyjnym i ochoczym żołnierzem Jarosława Kaczyńskiego. Ze wszystkimi tego stanu konsekwencjami.

Otrzymaliśmy, więc po roku prezydenturę właściwie tylko teoretyczną. Koncentruje się ona na obsłudze planów rządu (nad wyraz zresztą sprawnej) i realizacji programu stopniowego demontażu niezależnych od PiS instytucji. Prezydentowi Konstytucja przypisuje rolę jej strażnika Andrzej Duda niestety jest tym rodzajem strażnika, który nie tylko chronionych dóbr nie chroni, ale też pomaga w ich rabunku. Co może, (choć oczywiście nie musi) spotkać się z przykrymi konsekwencjami w wypadku utraty parlamentarnej większości.  

W kwestii realizacji wyborczych deklaracji mamy 50/50. Wydaje się, że uda się obniżyć wiek emerytalny, natomiast całkowitą klęską zakończyła się kwestia kredytów frankowych. Obniżka wieku emerytalnego całkiem logicznie uznawana jest za jedną z głupszych decyzji PiSu, ponieważ obiektywnie jego podwyższenie było i jest potrzebne a cenę polityczną zapłaciła już PO. A wczesna obniżka może wprowadzić PiS w pogłębiającą się spiralę deficytu (tu uwaga: zakładamy w partii rządzącej logikę i dbałość o interesy kraju, a ta teza nie znajduje jak na razie potwierdzenia).

Kredyty frankowe póki, co odłożono ad acta. Zaproponowana ustawa jest listkiem figowym, który nie rozwiązuje żadnego z problemów związanych z niestabilna sytuacją międzynarodową, ale przynajmniej nie rozwala w drzazgi systemu bankowego. Politycznie ma to znamiona logiki, bo „frankowcy” to nie jest elektorat PiSowski natomiast z punktu widzenia reelekcji Dudy będzie miało fatalne następstwa.

Pozostały 4 lata prezydentury. To bardzo długo. Jarosław Kaczyński jest dziś dziarskim 67 latkiem dźwigać będzie wtedy już siódmy krzyżyk. Otwartym pozostaje pytanie o trwałość projektu politycznego, dla którego Andrzej Duda poświęcił karierę. Dzisiejsze decyzje rządzących wskazują, że w ogóle nie przyjmują oni do wiadomości tego ze kiedyś mogą znaleźć się w opozycji. Wymontowywane są kolejne bezpieczniki, co może doprowadzić do tego, że następcy PiS zrobią pełny i bezwzględny użytek ze stworzonego instrumentarium. Jak pokazuje obecna tranzycja lojalność aparatu państwowego jest labilna i za kilka lat dzisiejsi nominaci zamienią się w psy gończe nowych panów. A PiS dba o to by kły owych psów pozostawały ostre.

Andrzej Duda zadał instytucji prezydentury w Polsce ciężkie rany. Nie wykluczam, że z tych ciosów już się nie podniesie. Bo jeśli mam wybór pomiędzy żyrandolem a Andrzejem Dudą to wybaczcie, ale już chyba tańszy jest jakiś (choćby importowany) monarcha. I to chyba jest jedyny trwały owoc roku prezydentury, przekonanie nawet najbardziej zapamiętałego republikanina, że monarchia nie jest takim znowu głupim pomysłem.

Potrząsanie workiem ze szczurami

marchewa79

ratsMetafora z któregoś z artykułów z tygodnika „Polityka” o tym, że Jarosław Kaczyński traktuje partię jak worek ze szczurami. Kiedy jest za spokojnie i szczury wzajemnie się nie zagryzają workiem należy „potrząsnąć”. Kwestia odwołania/nie odwołania Prezesa Kurskiego stanowi praktyczną ilustrację. Choć rzymianie nazywali te samą zasadę divide et impera to nic nie zmienia się w kwestii środków a styl… no cóż nie jest antyczny raczej po słowiańsku przaśny.

Swoja drogą czekam na kastrację Morawieckiego, który zaczął chyba zanadto jak na skalę Prezesa obrastać w piórka. Na razie jest potrzebny, jako straszak dla rozlicznych ambitnych podgryzaczy jednak użyteczność w PiS mierzy się w dziwnej skali a więc jeszcze kilka wywiadów, w których wicepremier nie będzie ukrywał swoich ambicji jakiś sondaż, w którym okaże się popularniejszy od Prezesa (a o to nietrudno) i już kolejna publiczna egzekucja będzie kwestią czasu.

Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że rządzącym kończy się paliwo. Nie do końca rozumiem przepychanie na siłę masy drogich budżetowo projektów (np. obniżenie wieku emerytalnego, reformy edukacji i służby zdrowia) w dodatku piekielnie ryzykownych organizacyjnie na tym etapie rządzenia. Apogeum reformatorskiego burdelu przypadnie na wybory. A grzebanie w edukacji i (zwłaszcza) w służbie zdrowia może mieć dla partii skutki terminalne. Oczywiście można założyć, że projekty odniosą sukces. Ale po 89 roku każda zmiana w służbie zdrowia generowała więcej strat niż zysków, więc plan ministra Radziwiłła raczej nie będzie inny. Czy Prezes ma jakiś strategiczny plan obejmujące dziedziny niezwiązane z pozyskaniem i utrzymywaniem władzy? Z prowincji tego planu nie widać.

Jak już pisałem wcześniej od jakichś trzech miesięcy widać też niewesołą sytuację sondażową rządzących. Oczywiście póki, co to nic groźnego, ale sam fakt, że pojawiają się badania z wynikiem PiS poniżej 30% i narastająca negatywna dynamika nie dają dobrych perspektyw. PiS pewne nadzieje może lokować w komisji Amber Gold jednak mam wrażenie, że ta komisja jest właśnie sposobem na pogrzebanie partii. W aferze zaangażowania PO jest w istocie straszliwie mało a „nadmuchiwanie” sprawy może wywołać efekt odwrotny od zamierzonego. Poza tym czy politycy PiS zastanowili się nad tym, że cała komisja może stać się w istocie jedną wielka promocją Tuska i jego ekipy. Zwłaszcza, że z upływem czasu owe „winy Tuska” będą blaknąć a wiele z nich rządzący zdążyli już powtórzyć. Natomiast kierunek, jaki w tej komisji obierze Nowoczesna może być dla dalszych losów partii ciekawy. Zbyt ochocze dołączenie do PiSowskiego polowania na czarownice może stać się problemem tożsamościowym i wizerunkowym. Bo w spolaryzowanym świecie najgorzej jest siedzieć okrakiem na barykadzie.

Globalizacyjna grawitacja

marchewa79

54512-1884-15Wszyscy znamy tę historię. Brazylijski prezydent Lula wyciąga tysiące z biedy dzięki programom socjalnym, Hugo Chavez może i był dyktatorem, ale jego osiągnięcia na polu wyrównywania szans uboższych mieszkańców Wenezueli są niewątpliwe. Władimir Putin autokrata, ale postawił Rosję na nogi i zbudował od nowa jej globalną pozycję.

Ładne i nieprawdziwe. Nafta była droga i tyle. Dywidendy starczyło nie tylko by się nachapać, ale zostało dość, aby skorzystali mieszkańcy. Dziś po naftowym eldorado pozostały wspomnienia. I rzeczywistość testuje, co tak naprawdę „zbudowali” światli przywódcy. A nie są to wyniki nadmiernie optymistyczne. Wenezuela zdycha malowniczo i brutalnie. Hiperinflacja w kraju, który nie produkuje już w zasadzie niczego poza surową ropa, której nikt nie chce. Z surowcowej hossy pozostał kac gigant i niezapłacone rachunki. Poziom morderstw przeraża a kraj pogrążył się w anarchii.

W Rio Igrzyska, ale także korupcja, która rozniosła na strzępy dziedzictwo Luli i jego następczyni. Ilość pieniędzy maleje a rachunki za mundial i olimpiadę rosną. Niewiele pozostałe ze snów o potędze zwłaszcza, że te były napędzane nie wydajnością pracy a surowcowym narkotykiem. Biedni odkrywają ze po tych wszystkich „programach” oni dalej są biedni a zarobili politycy, którzy byli ich pomysłodawcami. Kraj stoi na krawędzi społecznej rewolty.

I wreszcie Rosja Agresywna, pijana swoją odtworzoną potęgą i iluzją odbudowy ZSRR. Kraj, którego wszyscy się boja i nikt nie szanuje. A w dodatku również kraj w dużej części zbankrutowany jednak w odróżnieniu od poprzedników posiadacz potężnych zasobów broni nuklearnej, które są niczym Joker i sprawiają ze zawsze świat wyciągnie pomocną dłoń.

Surowcowa hossa była dla wszystkich tych krajów jak wygrana w totolotka. W teorii pozwalała nadrobić dekady zapóźnienia i wskoczyć na wyższy poziom rozwoju. To gówniana teoria. Jej akolici zawsze przywołują te same przykłady Japonii czy Korei zapominając, że żaden z tych krajów surowców nie ma a ich dobrobyt wypracowała mrówcza i katorżnicza praca obywateli.  Ta praca pozwoliła skorzystać z wielu szans, jakie stworzyło otwarcie światowych rynków i toczące się w okolicy wojny zastępcze.

Tak działa świat. Niestety nie ma dróg na skróty. Zawsze jest to samo: sprawne instytucje, sprawna administracja, proste prawo. Oczywiście każdy polityk będzie wam wmawiał, że jest inaczej. Skłamie. Dobrobyt w naszym kraju będziemy budować my, nasze dzieci i nasze wnuki. I być może nasze styrane prawnuki darzą radę przystanąć na chwilę i porozkoszować się dogonieniem zachodu. Ale i to nie jest pewne. Jak pokazuje Wenezuela ostry spór z ekonomiczną grawitacja zawsze kończy się paskudnym plaśnięciem i mokrą plama na chodniku.

© Zoon Politikon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci