Menu

Zoon Politikon

Czyli o polityce przede wszystkim choć nie tylko....

Becia won

marchewa79

Szydło Kaczyński #dobre 2 lata

„Na często zadawane pytanie, czy do (…) musiało dojść, jest tylko jedna logiczna odpowiedź. Widocznie musiało, skoro doszło"

Rozmowy kontrolowane

Po wielotygodniowym spektaklu spekulacji i hipotez Pani Premier wieczorkiem udała się do siedziby Partii na Nowogrodzką gdzie na ręce Prezesa pokornie i bez zbytecznych gestów złożyła dymisję. Już wracając współpracownicy przypomnieli jej (ani chybi po lekturze wpisów na Twitterze), że formalnie to właściwie dymisje to ona powinna złożyć Prezydentowi, ale nasza dzielna matka polka od pińćset z plusem nie okazała zbytniego zażenowania. Obojętnością doświadczonej kurtyzany, która niejedno w życiu widziała i ma świadomość swojej roli oraz tego, że za zbytnie opory alfons potrafi przylać. Prezydent też jakoś specjalnie się nie przejął, co wskazuje, że i on ma poczucie ponurej rzeczywistości.

Namaszczony następcą jest niejaki Morawiecki, niegdyś doradca Tuska (a co tam trzeba z lubością przypominać) obecnie mistrz Power Pointa i (główne we własnym przekonaniu) następca Eugeniusza Kwiatkowskiego. Jeszcze wcześniej dumny i sowicie opłacany namiestnik obcego kapitału w roli prezesa banku. W tej roli należycie usłużny i bezwzględnie skuteczny. Trzeba też przyznać, że mimo młodego wieku udało mu się nawet nieco podziałać w opozycji, co jego poprzedniczce nawet w latach 80 nie przyszło do głowy. No, ale mając takiego rodzica jak Kornel Morawiecki trudno zachować podobna neutralność. Trzeba jednak przyznać, że wśród kolegów partyjnych, u których karta opozycyjna jest raczej rzadkością (a czasami tę opozycję aktywnie zwalczali) stanowi pewien ewenement.

Naturalnym pytaniem, jakie się pojawia jest „po co”? W normalnych partiach politycznych Premiera w trakcie kadencji wymienia się tylko w dwóch przypadkach. Oczywistym, czyli śmierci lub choroby. I tym mniej oczywistym, czyli przegranych wyborach na szefa partii. Bo, o czym zdarza nam się zapominać w cywilizowanych demokracjach premier i szef partii rządzącej to jedno i to samo. Na to pytanie o logiczną odpowiedź trudno. Najlepszą wydaje się teza o walkach frakcyjnych. Po prostu frakcja starej Pani Premier przegrała z frakcją nowego Pana Premiera. Ewentualnie sam Prezes niczym leśniczy chciał pogonić towarzystwo. Otwarta jest kwestia długiego „grillowania” ustępującej Szydło. Ani to ładnie nie wyglądało ani było dobrym sygnałem. Cele musiały więc dalece wykraczać poza kwestie PR. Najbliższe miesiące pokażą pewnie bliżej jak wyglądały kulisy tej kolejnej, jeszcze lepszej zmiany.

Pytanie czy wraz z premierem zmieni się rząd. I tu odpowiedź jest zaskakująca, otóż podobno nie. Mimo tego ze nowy wyszczekany korpoludek na stołku ma zmienić nasz wizerunek w UE zostawiamy takich tytanów intelektu jak Macierewicz, Waszczykowski czy Szyszko. A co tam. I tu już w ogóle logika wysiadła z pociągu. Czy Prezes w ogóle wie, w co gra Prezes?

Na koniec zostaje ostatnia marionetka, czyli Prezydent. Już dawno minęły czasy „błogosławionego łona” dzisiaj coraz częściej bywa „sprzedawczykiem”. Czy nasza panna nikt wytarguje przynajmniej usunięcie Macierewicza? Wątpię.

Odchodzącym i przychodzącym w świątecznym duchu życzę wszystkiego najgorszego. Naprawdę okropnych rzeczy. Oby Polska odpłaciła wam wszystkim tym, czym przez wieki odpłacała wszystkim zdrajcom, targowiczanom i volksdeutschom.

PoNowoczesna, czyli ojcobójstwo z samobójstwem w komplecie – ad vocem

marchewa79

Ryszard_Petru_Nowoczesna_Sejm_2015Ponieważ w poprzednim tekście poświęconym wynikom wyborów w partii na N. pojawił się szereg ważkich uwag a komentarze w bloxie niezbyt pozwalają na szersze wypowiedzi postanowiłem skorzystać z tego, że to w końcu mój blog i ustosunkować się do kilku zagadnień poruszonych w komentarzach.  

  1. Problem z Petru – postanowiłem tezę o możliwości zagospodarowania „ojca założyciela” Nowoczesnej przez PO. Teza zyskała sporo wątpiących przeciwników. Postaram się lepiej umotywować na historycznym przykładzie. „Przewrót pałacowy” w Nowoczesnej nosi sporo podobieństw z wyborami w Unii Wolności po ustąpieniu Balcerowicza. Wtedy stołek przewodniczącego wygrał nieznacznie Bronisław Geremek. Była to jednak gorzka wygrana. Bo swojego kontrkandydata, niejakiego Tuska, Geremek nie tylko pokonał on go publicznie upokorzył. Jego i wszystkich jego zwolenników. Zlekceważył to jak istotna, zwłaszcza wśród młodych działaczy była grupa liberałów kojarzona z Tuskiem. Zlekceważył też samego Tuska (to akurat w polskiej polityce częsta postawa ;)). Skutek? Powstanie PO i szybka i gwałtowna polityczna śmierć UW. Co do rejterad „ojców założycieli” to znakomitym przykładem jest Maciej Płażyński (dla młodszych czytelników on wraz z Donaldem Tuskiem i Andrzejem Olechowskim zakładał PO) który w końcu wylądował w PiSie. Myślę, że niewiele osób niezajmujących się zawodowo polityką jest w stanie zrozumieć skalę upokorzenia, jakie Pani Lubnauer (celowo bądź nie) zgotowała założycielowi partii i jego zwolennikom. To już chodzi o rzeczy inne niż kwestia wygranych czy przegranych wyborów tu chodzi o psychologię. Nie twierdzę, że Petru wyląduje w PO. Twierdzę, że głupotą ze strony Schetyny byłoby przynajmniej nie podjęcie próby skapitalizowania tego faktu.
  1. Strategia PO kontra strategia Nowoczesnej – czyli o słynnym Schetynowskim czekaniu. Tezę również wypadałoby rozwinąć. To, że PO i N. walczą o podobny, (ale nie o ten sam) elektorat to truizm. Warto jednak zauważyć dwie różne strategie będące rezultatem różnych zasobów i pozycji startowej. PO posiadała po przegranych wyborach zasoby w postaci pieniędzy i działaczy oraz stabilną pozycję. To, czego nie posiadała to poparcie, które odbierała jej w sporej części Nowoczesna. Nowy przewodniczący zdecydował się na strategie długoterminową a więc po pierwsze uspokoić własne szeregi. Pozbyć się tych, których nie można zatrzymać, zatrzymać tych, którzy są na tyle ważni, że ich odejście mogłoby wywołać wrażenie rozpadu (Kopacz). Po drugie prowadzić działania skierowane na wybory samorządowe gdzie te zasoby może w pełni wykorzystać. N. Skazana była na inna strategię. Ona musiała szybkim uderzeniem niejako zająć miejsce PO na scenie politycznej, i zrobić to zanim stopnieje zaliczka nowości z wyborów. I była o krok od sukcesu. Ale ostatecznie to się nie udało. Madera nie była przyczyną, to stało się już wcześniej. Błędem była „wybredność” N. która nie chciała korzystać z osobowych transferów. Oczywiście ci działacze to w sporej mierze pazerne łajzy. Ale także zawodowcy potrafiący stworzyć i utrzymać lokalne struktury. Nowoczesnej zabrakło sierżantów i kaprali. A przecież przed wyborami samorządowymi to podstawa. Na to wszystko nałożyła się tragedia utraty dotacji. Rezultatem jest to, co mamy dzisiaj. N. miała swoje 5 minut i ogromna szansę na sukces. Nie skorzystała i wątpliwe, że pojawi się kolejne okienko. PO jak ZSRR w 41 przetrwała Moskwę i mogła rozpocząć powolny kontratak. I teraz przewagę zdobywa dzięki tym rzeczom, za które krytykują ją działacze Nowoczesnej, czyli zasobom i lokalnym strukturom.
  2. Przepływy elektoratów PO i N. – istnieją i są oczywiste. Tzn. wskaźnik korelacji jest wysoki. Natomiast problemem jest próg wyborczy, bo jeśli notowania N. zaczną spadać poniżej tego progu to ludziom włączy się głosowanie strategiczne w obawie przed zmarnowaniem głosu i mamy równię pochyłą.
  3. Nieuchronność koalicji N./PO – w polityce nie ma rzeczy nieuchronnych. Oczywiście efekt synergii występuje. Kwestia Trzaskowskiego dobitnie pokazała jak jest on duży. Problem polega na tym żeby ustalić zasady dzielenia fruktów w taki sposób, aby spełniał zasadę kompromisu tzn. „sytuacji, która nie satysfakcjonuje nikogo, ale wyposaża wszystkich w przekonanie, że pozostałym też się dostało”. Czy to będzie możliwe z nową przewodniczącą desperacko walczącą o pozycję i spłacającą długi partyjnym koteriom, które ją poparły? Na to pytanie musicie odpowiedzieć sobie sami.

Przy okazji wskazuję na ciekawy kierunek zastosowany przez Schetynę, czyli stosowanie użyjmy angielskiego terminu proxies. To powtórzenie metody Duda/Szydło i jeżeli konsekwentnie realizowane może Prezesowi przysporzyć niemało zmartwień. Ewidentnie widać, że pretensja do PO ma charakter osobowy a nie ogólny i wymiana (nawet, jeśli pozorowana) ludzi startujących na stanowisko Premiera czy Prezydenta może okazać się zbawienna.

Tyle odpowiedzi w tym specyficzny follow up’ie do poprzedniego tekstu. Mam nadzieję, że pewne rzeczy wyjaśniłem. Póki, co temat osobistego pastwienia się nad N. uważam za zamknięty. Wracajmy do PiSu…

Aha no i wypadałoby polecić tekst Nudniejszego z jego blogu, który pokazuje o wiele bardziej romantyczne i entuzjastyczne podejście do tematu.

PoNowoczesna, czyli ojcobójstwo z samobójstwem w komplecie

marchewa79

cc33e25de29c26a379b858999e2e1b6dPrzyznaję, że nie doceniłem powagi sytuacji w Nowoczesnej. Z jednaj strony wiadomo było, że Piękny Rysio swoim sposobem zarządzania nie zdobywa tam przyjaciół. Z drugiej jednak nigdy naprawdę nie wierzyłem, że ta zbieranina niezadowolonych sierot po PO na tyle mocno wierzy w to, że są w stanie funkcjonować bez charyzmatycznego lidera. Widać wierzą, bo następczyni niejaka Pani Lubnauer nadzwyczajną charyzmą nie grzeszy. Dodatkowo to była działaczka Unii Demokratycznej i Demokratów.pl a jeżeli z czegoś te partie słynęły to z wyborczej przeciwskuteczności i specyficznej pretensji do świata i elektoratu, który złośliwie nie chciał ich popierać.

Petru miał i ma swoje wady, ale podobnie jak taki np. Wałęsa to jest marka. Czytelny drogowskaz dla tych jeszcze popierających Nowoczesną w zakresie głównego kierunku reprezentowanych poglądów. I zarazem darmowy czas antenowy wraz z gwarancją zainteresowania. Poza tym ojciec założyciel, bez którego ta partia w istocie nie istnieje. Nie bez znaczenia jest to, że to dobry mówca łatwo łapiący kontakt z publicznością. Ma wszystkie te cechy, których jego następczyni brakuje. Wielokrotnie rechotałem z wodzowskich struktur polskich partii politycznych i bycia przez Nowoczesną właściwie patrymonium Petru. Dziś, kiedy to patrymonium wybiło się na samodzielność ewidentnie widać jak niewiele tam jest poza założycielem. A pamiętajmy, że to założyciel trzyma detonator. Jeżeli Petru np. przejdzie do PO (jak nowa przewodnicząca go nie udobrucha to kto wie?) gdzie np. dostanie od Schetyny wiceprzewodniczącego to jego byłej partii nic nie uratuje, bo połowa działaczy pójdzie za nim. I to będzie koniec N. Oczywiście starsi obserwatorzy polskiej polityki mogą mieć ostre deja vu z sytuacji Geremek-Tusk z Unii Demokratycznej, ale nie uprzedzajmy faktów.

Całość wydarzeń jest triumfem strategii Schetyny. Czyli siedzenia nad rzeką a trup Rysia przypłynie. No i przypłynął. Teraz jest czas wielkoduszności. Dodatkowo ostatni ruch w postaci wspólnego poparcia dla Trzaskowskiego w Warszawie był po prostu politycznie dobry. Premia „zjednoczeniowa” była aż nazbyt widoczna tak w sondażach jak i opinii publicznej. A najbardziej w przerażeniu PiSu. Dziś odkręcanie dealu przez nowa przewodniczącą, (która sama ma mizerne notowania w Łodzi) pokaże tylko jej małostkowość i dalej okaleczy ledwie dychające ugrupowanie.

No i można tak po ludzku Petru współczuć. Wyciągnął z niebytu na piedestały dwie kobitki a te z wdzięczności: jedna wsadziła na skarbnika partii nieudolnego męża, co kosztowało miliony dotacji a druga wygryzła z przewodniczenia własnej partii. Feminizm w polityce ma być może przyszłość, ale bywa niesłychanie kosztowny.

Odchodząca pamięć

marchewa79

KolumbowieZmarła niedawno Alina Janowska uświadomiła mi coś, co kołatało się w głowie przy oglądaniu różnego typu prawicowo/propagandowych seriali i filmów typu „Czas Honoru” czy „Historia Roja”. Otóż nowe pokolenie odbiorców urodzonych po 89 roku jest pierwszym, którzy niemal nie mieli do czynienia z ludźmi, którzy wojnę przeżyli. Prawdziwe pokolenie czasu pokoju.

Ja jestem dekadę starszy i moi dziadkowie zapomnianą książkę „Kolumbowie” odbierali w dużej kwestii autobiograficznie. To była ich pamięć. I to pamięć w dużej mierze traumatyczna. Nie pamiętam żadnego momentu, który sugerowałby, że wojna jest świetną „męską” zabawą. Jeżeli przyjrzymy się PRLowskiej popkulturze i kulturze w ogóle to również nie mamy takiego poczucia. Nawet uważani za propagandową agitkę „Czterej pancerni” zawierają niemało scen tragicznych a bohaterowie nie są niezniszczalni. Moja ulubiona scena z „Kolumbów” serialu telewizyjnego to rozmowa o zwalczaniu przez AK nielegalnych bimbrowni. Owszem to był fragment, który na pewno zadawalał PRLowskiego cenzora, ale tez gorzka prawda o walce podziemnej, która potrzebowała pieniędzy, które to środki w jakiś sposób należało pozyskiwać. Dziś nasi podziemnie herosi bez wyjątku prawi i sprawiedliwi, że aż się zbiera na wymioty.

Pokolenie wojny robiło filmy o wojnie, które pokazywały skalę ich przeżyć. Zarówno „Kanał” jak i „Pianista” to osobiste świadectwa ludzi, którzy przedstawiane i opisywane zdarzenia widzieli i pamiętali. Wojnę z opowieści znało także pokolenie ich synów a potem wnucząt. Dzisiaj na scenę wkraczają prawnuki. Wojna ze zbiorowej tragedii staje się komiksem. Wesołą przygodą. Budujemy muzea, które z powstania warszawskiego robią disnejland a młodzież kupuje to pełnymi garściami. Dramat kampanii wrześniowej sprowadzony zostaje do koszulki z obroną Wizny.

Ponad pół wieku pokoju i spokoju w Europie wzięło się w sporej mierze z przerażenia, jakie ogarnęło cały kontynent po tej bezprecedensowej sześcioletniej rzezi. Przerażenie mija. A mnie cierpnie skóra.

© Zoon Politikon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci