Menu

Zoon Politikon

Czyli o polityce przede wszystkim choć nie tylko....

Lewica, której nie ma

marchewa79

imageStali czytelnicy bloga zauważyli pewnie, że dość często powracam do tematu lewicy w różnych aspektach, co najczęściej kończy się kolejną kpiącą połajanką dla kolegów z partii „Osobno”. Ma to wiele przyczyn także taką, że za młodu całkiem z tą opcją sympatyzowałem i do dziś mi trochę zostało. Nie w kategorii obsesyjnego współczucia biedzie,  ale wierze w to, że pomaganie ludziom w wyciąganiu się z dołka zaowocuje lepszym społeczeństwem dla wszystkich. A jeśli to oznacza wyższe podatki jest to cena, jaką zapłacić warto.

Po tym nieco przydługim wstępie przejdźmy do meritum dzisiejszej notki. Dlaczego nie ma w Polsce silnej lewicy? I to takiej lewicy razemkowej przecież w kraju gdzie Palikot antyklerykalnym programem zdobywał ponad milion wyborców powinna być. Jedno z wyjaśnień, jakie nasunęło mi się ostatnio jest takie, że lewicowość w Polsce zabiła… Unia Europejska.

Tak, ta sama ukochana UE, która tak dba o demokratyczne standardy. Otóż w 2004 roku UE otwarła granice. I to był ten moment, kiedy małomiasteczkowi i wiejscy „lewacy” zagłosowali nogami. Bo o ile bycie lewicowcem w większym mieście jest możliwe, czasami nawet (patrz ruchy miejskie) można czegoś dokonać to w mniejszych ośrodkach oznacza to codzienna walkę z rzeczywistością. Rzeczywistością, która potrafi zgnoić twoje dziecko, którego nie posyłasz na religię, udowodnić ci, że jakiekolwiek pozytywne sformułowania o „ciapatych” czy „pedałach” mogą prowadzić do uszczerbku na zdrowiu, wreszcie rzeczywistością, która ludziom o odmiennych poglądach czy stylu życia po prostu nie oferuje pracy. Spora, więc część „Lewaków” także mentalnych wybrała już nie wewnętrzną (na tej byli cały czas), ale zwyczajną emigrację. Ci ludzie przez lata nie tylko stanowili elektorat różnych lewicowych inicjatyw, oni w szkołach, w pracy promowali inne sposoby myślenia o rzeczywistości. Za co im się dostawało. Tych ludzi już ponad dekadę brakuje. Nie ma nikogo, kto by położył tamę dla ksenofobiczno/patriotycznego renesansu wśród młodzieży, nikogo, kto wykpiłby tematy wypracowań w rodzaju „Napisz, kto był dla ciebie największym autorytetem i uzasadnij, dlaczego był nim Papież Jan Paweł II”. Ot mamy prawicową monokulturę w różnych odcieniach. Prowincję lewica oddała walkowerem, bo jej żołnierze uciekli do lepszych krajów.

Oczywiście w końcu, także i na prowincji przyjdzie odbicie. W krainie prawicowej monokultury narośnie bunt. Ale ci przyszli buntownicy mają w tej chwili po kilka lat. Na ich działania przyjdzie jeszcze poczekać pokolenie. Obecna młodzież (a to właśnie ona zawsze była podstawą lewicowości) jest dla razemków et consortes raczej stracona.

A w UK, Holandii czy Niemczech jest masa Polaków, którzy opuścili prowincję na rzecz świata, w którym nikt nie mówi jak masz żyć. Nasza strata, zysk innych krajów. I żal, że tamę narodowemu-socjalizmowi na prowincji niespecjalnie ma, kto stawiać. Tym samym konflikt światopoglądowo-klasowy stał się konfliktem geograficznym. Nie żeby nas to różniło od reszty świata, ale jednak tych fajnych wyjechanych ludzi szkoda.

P.s. Tezę wpisu oparłem na osobistych doświadczeniach, być może macie inne chętnie posłucham.

Gratulacje Kukizowcy, postrzelajmy sobie.

marchewa79

5bcab031b92b703fdc85817b69a6c001--girl-guns-tactical-gearW USA dzień, jak co dzień. Starszy Pan czuł się nieco smutny, więc z hotelowego okna wygarnął z posiadanej broni do gości koncertu odbywającego się obok. Rezultat? 50 zabitych, 200 rannych, (więc pewnie wynik ulegnie poprawie) i jak dotąd najkrwawsza strzelanina w kraju, który z miłości do broni uczynił religię.

Senior nie strzelał do tłumu z pistoletu a z czegoś, co media określają, jako broń automatyczna a co pewnie oznacza pochodną karabinu M16/AR15 broni niezwykle popularnej w USA. „Idealna” do domowej samoobrony, bo przy praktycznej szybkostrzelności rzędu 700 strzałów na minutę do opróżnienia 30 nabojowego magazynka wystarczy jedno ściśnięcie spustu.  Sprzeczki sąsiedzkie rozwiązuje w okamgnieniu.

Tak wygląda moi drodzy swobodny dostęp do broni w praktyce. Wasz sąsiad w depresji piorący do ludzi z wojskowego karabinu. Warto? Poczujecie się bezpieczniej?

Inne moje notki w temacie:

Dlaczego rodacy nie powinni mieć swobodnego dostępu do broni

Norweskie refleksje, na szybko i mało dogłębnie

Gun’s don’t kill people…

Ministerstwo Dziwnych Kroków…

Pułapka turystyki

marchewa79

Jesie%C5%84-nad-Ba%C5%82tykiemJeżeli spojrzymy na listę najszybciej wyludniających się miast w Polsce zaskakująco wiele znajdziemy tam miast, które można by określić turystycznymi kurortami. Od Władysławowa, przez Karpacz i Sopot mimo niewątpliwej atrakcyjności lokalizacji mało, kto chce się tam przeprowadzać a młodzi lawinowo uciekają. Dlaczego?

Być może odpowiedzią jest właśnie turystyka. Na całym świecie skoncentrowanie na działalności turystycznej niejako z automatu oznacza niechętny stosunek do wszelkich innych form aktywności mogących zakłócić dobrostan gości. Głównie do usług i przemysłu. Duże ośrodki miejskie mogą posiadać zdywersyfikowaną ofertę, niestety miasta średniej wielkości już niekoniecznie, a małe w ogóle.

Z turystyki korzystają przede wszystkim ci posiadający majątek, który może pracować. A więc właściciele ziemi, hoteli, pensjonatów czy restauracji. Stosunkowo niewielka część populacji każdej miejscowości. Reszta w poszukiwaniu dochodów musi znaleźć normalną płatną pracę na etat. Niestety turystyka płaci słabo i sezonowo. Więc jeśli młody człowiek z Władysławowa niedziedziczący pensjonatu po rodzicach liczy na jakąś przyszłość nie leży ona we Władysławowie.

Niestety lokalni włodarze nie dostrzegają tej zależności, większość upaja się prawdziwą bądź urojoną „atrakcyjnością turystyczną” miejscowości. I to mimo faktu, że sezon turystyczny w najlepszym wypadku w Polsce trwa zaledwie kilka miesięcy. Turystyka stanowi kluczowy element strategii promocyjnych i na jej rzecz kieruje się w kraju niemałe fundusze.

Moja rada dla wszystkich mieszkańców, w wyborach samorządowych popierajcie tych, którzy przyszłość waszej miejscowości widzą w zakładach usługowych i fabrykach. Jak ognia unikajcie wszystkich przekonanych, że Polska i Europa dostrzegą to ukryte piękno i zaczną walić tysiącami w poszukiwaniu spokoju i piękna dzikiej przyrody. Bo nawet jak walą we Władysławowie to zwykli mieszkańcy (poza nielicznymi wyjątkami) mają z tego jeden wielki guzik. I masowo uciekają, czemu trudno się dziwić.

Dziennikarze pseudoopozycyjni

marchewa79

u220T0k

uwaga wulgaryzmy bo autor był nieco zirytowany

Adrianek w rozpaczliwym poszukiwaniu tożsamości poza PiSem próbuje przepchać lekko przypudrowane ustawy o sądach (teraz nie Ziobro tylko on wszystkich tam pomianuje). Zaprasza na konsultacje wszystkie kluby opozycyjne PO nie przychodzi i kto dostaje po głowie? Nowoczesna i PO. I to nie w „Gazecie Polskiej” czy „Do Rzeczy”. Równo i na odlew piorą dziennikarze „Wyborczej”. A ja się kurwa pytam, za co?

To już kochamy Adrianka? Tego samego Adrianka, który potulnie po nocach zaprzysięgał sędziów Trybunału kładąc podwaliny pod totalne rozpieprzenie polskiego systemu prawnego, którego to rozpieprzenia właściwie nie da się w żaden sensowny sposób naprawić? Tego samego Adrianka, który miliony polskich emerytów wpędzi w nędzę, bo nie mógł powstrzymać się przed obniżeniem wieku emerytalnego. Tego samego Adrianka, który pokazał setkom tysięcy frankowiczów fakolca, bo już jest po wyborach a te miliardy poszły na pińćset z plusem. Tego Adrianka?

Weźcie się w te głupie łby stuknijcie żurnaliści od Michnika/Kurskiego. Każdy kompromis z władzą tę władzę wzmacnia. Naprawdę liczycie, że rozegracie Kaczyńskiego paktując z jego marionetkami? Ani Petru ani Schetyna w to nie wierzą. I wiecie co? Mają 100% racji. Za chwilę wszystkie lokalne dzienniki z niemieckich rąk przejdą w „niezależne” (oczywiście a jakże za państwową kasę, tak się kradnie w wielkim stylu!) i będziecie mieli na ulicach samą „Gazetę Polską”. Zgłaszacie akces? O to chodzi?

Czas kompromisów skończył się dawno temu. Wojna jest i tak też trzeba działać. Robienie dobrze Adriankowi może tylko PiSowi pomóc a nie zaszkodzić. Więc, po co podejmować takie działania. Totalna opozycja jest totalna w rządowej propagandzie. Czas by stała się taką w rzeczywistości.

Andżela po raz czwarty

marchewa79

merkelposterroadNiemcy po raz czwarty zaufali Angeli Merkel. Oczywiście nie bezwarunkowo i bezproblemowo jednakże sądząc po minach tych, którzy jeszcze rok temu wieszczyli porażkę na fali szalejących w Europie populizmów brak niespodzianki jest tu jednak niespodzianką.

Jaka jest tajemnica tej córki wschodnioniemieckiego pastora? Upór, cierpliwość, stateczność a może wszystko po trochu. Wiele wskazuje na to, że Pani Kanclerz staje się jednym z nielicznych symboli starej Europy zdolnych do postawienia pewnej zapory populizmowi.

Zaraz, zaraz powiecie a historyczny sukces AfD? Niewątpliwy i… potrzebny. Dostarczający alibi dla każdej koalicji. I znacznie mniejszy niż mógłby się wydawać. Po fali migracyjnej wydawało się, że AfD może naprawdę namieszać. Ale Niemcy to nie Grecja, Włochy czy Francja. A AfD pozostaje partią frustracji Ossich, która jest zresztą frustracja w dużej mierze usprawiedliwioną zważywszy na to, co działo i dzieje się po zjednoczeniu. Tym bardziej, że emigracja w dawnej NRD to jednak wciąż mentalne novum i decyzje Pani Kanclerz tam właśnie odbierane są bardziej surowo.

Co to oznacza dla nas? Dla PiSu kłopoty. Silniejsza integracja niemiecko/francuska stanie się faktem a Polska utraci rolę istotnego gracza w UE. Być może na stałe. W najbliższych latach można się spodziewać dalszej integracji fiskalnej strefy euro w kierunku pociągnięcia przez Niemcy i północ Francji i południa. Francja pozostaje kluczem. Jeżeli Marcon rozrusza gospodarkę i przytnie, choć częściowo, rozbudowany socjał możemy się spodziewać istotnego postępu w kooperacji i współdziałaniu a także gospodarczej ekspansji obu krajów.

Jeżeli Polska zmieni kierunek polityki zagranicznej, przyjmie euro to możemy stać się trzecim graczem. Bo ani Włochy ani Hiszpania nie mają ku temu geopolitycznych predyspozycji. Niestety z obecnym rządem prowadzącym politykę, która można określić, jako katastrofalną i ministrem spraw zagranicznych będącym jednym z najsłabszych członków rządu raczej nie ma na to realnych szans. Ale Merkel przeczekała już silniejszych polityków niż Kaczyński. A Polska od wielu lat staje się dla Niemiec podstawowym gospodarczym zapleczem. Co zresztą wszystkich, którzy znają gospodarcze powiązania trwające setki lat, nie powinno dziwić.

Niemcom wypada pogratulować i życzyć powodzenia. Troszkę też może pozazdrościć…

© Zoon Politikon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci