Menu

Zoon Politikon

Czyli o polityce przede wszystkim choć nie tylko....

Platforma Obywatelska, wyrób zasmucająco PiSopodobny.

marchewa79
Tusk    Prof. Andrzej Rychard w felietonie dla portalu Wirtualna Polska (Pełen tekst znajdziecie tutaj) wskazał na to co mnie nurtuje od dłuższego czasu, czyli dążenie PO do stania się "lepszym PiSem" zamiast budowy niekoniecznie "nowej" ale zdecydowanie "innej" jakości. Zasmucają i wodzowskie ciągotki Donalda Tuska i wybuchające co jakiś czas wybuchy niewytłumaczalnej sympatii dla działań PiSu ze strony Bronisława Komorowskiego oraz Jana Rokity.

    Zakładając że PO wreszcie okaże się zwycięzcą wyborów z poparciem jakichś 30-32% będzie zmuszona szukać partnera do współrządzenia. Odrzucając Samoobronę i LPR z oczyistych względów, a PSL ze względu na zbyt małą ilość głosów, zostajemy z wyborem między LiDem a PiSem. Tańsza wydaje się koalicja z LiDem, który nie wysunie zbyt wielu rządań pod adresem resortów siłowych, jednak pozostaje problem "prawicowej tożsamości" PO i groźby wyjścia frakcji konserwatywnej z wspominanymi Komorowskim i Rokitą.

    Z kolei sojuszu z PiS duża część elektoratu PO, zwłaszcza o inteligenckiej proweniencji, może nie zrozumieć. Poza tym PiS żądać będzie utrzymania swojej władzy w resortach sprawiedliwości (Ziobro),obrony (pałac prezydencki ze Szczygłą) i MSZ (Fotyga), a na to PO może nie być chętna. Odbędzie się też na pewno bitwa o CBA, podporządkowane bezpośrednio premierowi, które PO musi albo przejąć albo wykastrować, w żadnym wypadku nie pozostawić we władaniu ekipy z PiS.

    Sam Donald Tusk miota się pomiędzy chęcią objęcia po Lechu Kaczyńskim prezydentury a bardziej realną możliwością szybkiego premierostwa. Zdaje sobie jednak sprawę że w Polsce posada Premiera nie jest odskocznią do popularności a najczęściej zgoła przeciwnie. Trzy lata rządów w trudnej koalicji mogą bardzo "zużyć" Tuska, natomiast oddanie władzy komuś innemu stwarza niebezpieczeństwo że w następnej kolejności sięgnie on po władzę w Platformie. Zresztą kierowanie krajem "z tylnego siedzenia" zawsze było bardzo źle odbierane społecznie o czym w 2000 roku przekonał się Marian Krzaklewski.

    Wszystko to sprowadza mnie do cynicznego wniosku że po zdobyciu władzy przez PO niewiele się zmieni. Może znikną z języka rządzących słowa "układ" czy "wrogie media" ale z pewnością nie zastąpi ich dążenie do stworzenia niewygodnych politycznie instytucjonalnych rozwiązań.

Rzeczypospolita nr cztery i pół

marchewa79
Urna wyborcza    "Będą wybory" oświadczył wczoraj w TVP premier Jarosław Kaczyński. Pytanie czy naprawdę będą jeżeli na przyspieszonych wyborach PiS może jedynie stracić. Przez dwa lata partia ta przygotowywała cały system instytucjonalny z myślą o rządzeniu przez najmniej jedną całą a najlepiej dwie kadencje. Takie instrumenty jak CBA, ustawa o państwowym zasobie kadrowym czy nowa instytucja nadzorująca rynek finansowy to nie są działania które podejmuje partia licząca się z oddaniem władzy. Zbyt łatwo bowiem CBA może od jutra zacząć prowadzić śledztwa w sprawie członków PiS, a PZK posłuży do wyrugowania z administracji lojalnych wobec PiS urzędników.

    Czy więc PiS przez dwa lata kręcił sobie powróz na szyję, po to tylko by potulnie oddać go w ręce PO i ew. koalicjanta? Jest to co najmniej dziwne. Może żyją gdzieś w PiS (bo w PO żyją na pewno o czym świadczą ostatnie wypowiedzi posła Komorowskiego) nadzieje na restytucję pomysłu PO-PiS. Pytanie czy podążając logiką PiSu, LiD jako koalicjant nie będzie politycznie "tańszy" w utrzymaniu.

    Dodatkowo nadal w partiach nie widać owej nerwowości towarzyszącej nowym wyborom. Wygląda tak jakby naprawdę nikt w te wybory nie wierzył. Wszyscy wyczekują sierpniowego posiedzenia Sejmu.

    Straszliwie to przypomina 1993 rok. Nawet główni gracze ci sami: PC-PiS, PO-KLD, LiD-SLD i rozsiany wszędzie działacze exZChN. Wtedy też były wybory których nikt nie chciał ale wszyscy myśleli że wygrają. Historia jak widać rzadko naprawdę czegoś uczy...

Wiara i niewiara w (ex)ministra Kaczmarka.

marchewa79
Kaczmarek     Przyznaje że nie wiem jak sytuować postać ministra Kaczmarka w tej tragifarsie jaka rozgrywa się wokół "afery gruntowej". Z jednej strony to człowiek PiSu. Pomimo że formalnie nie był członkiem tej partii zawdzięcza jej najwyższe zaszczyty i stanowiska. W tym kontekście jego postawa to przykład głupiej nielojalności rodem z piaskownicy. Gdyby odszedł cicho miał by jeszcze szansę na powrót, a tak spalił za sobą już wszystkie mosty.

    Z wywiadu dla "Newsweeka" wyłania się jednak także druga strona. Pokazuje człowieka zaszczutego przez niedawnych kompanów w imię gier których reguł on sam zdaje się nie rozumieć. Po prostu stał się czymś co amerykanie nazywają "collateral damage", przypadkową ofiarą wojenki miedzy ministrami Ziobrą a Wassermanem o kontrolę nad aparatem represji.

Niezbyt podoba mi się inwigilowanie żony ministra przez agentów CBA. Chyba nie do tego miała być powołana ta instytucja. Pytanie na ile wywiad ex-ministra jest grą, a na ile prawdziwym obrazem wydarzeń tego możemy nie dowiedzieć się nigdy. Jedno jest pewne taki przyjaciel jak Ziobro to jak armia wrogów.

Chciało by się śledztwa z prawdziwego zdarzenia i jawnego raportu. Niestety komisja śledcza będzie chciała PiS ukrzyżować, a prokuratura póki co zamieść sprawę pod dywan. Polski standard - niestety. Prawdę może odkryją za 50 lat historycy.

Powstanie Warszawskie Show

marchewa79
PMP    Dziś rano słyszałem w PR3 piosenkę powstańczą wykonywaną w skocznych rytmach przez dzieci, śpiewające radośnie o stertach trupów. Wczoraj bodajże dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego mówił o powstaniu jako o największej bitwie IIWŚ (a taki Łuk Kurski czy Monte Cassino że o D-Day juz nie wspomnę to gdzie?). Wszystko to jest dla mnie raczej żenujące a nie przepełniające patriotyczną dumą.

    Polska nie ma szczęścia do świąt narodowych. Najbardziej celebrujemy 11 listopada w którym wszystko (zwłaszcza pogoda) sprzysięga się przeciw organizacji prawdziwie wesołych obchodów. 1 i 3 maja są nazbyt politycznie uwikłane, a dodatkowo długi weekend nie sprzyja pozostawaniu w miastach. Ciekawym i niedowartościowanym świętem jest 15 sierpnia, rocznica Bitwy Warszawskiej 1920, słynnego cudu nad Wisłą. Jest to święto Wojska Polskiego a więc teoretycznie warunki do porządnej parady wojskowej są jak najlepsze. A tym czasem obchody rzadko wykraczają poza smutny standard pierwszomajowej akademii.

    Hucznie obchodzimy za to politycznie lepiej widzianą rocznice wybuchu Powstania. Czy jest to powód do szczególnej wesołości? Na pewno Powstanie było przykładem szaleńczej odwagi skazanej na klęskę. Ale czy ta odwaga zasługuje na to by zadumę przekształcić w wesoły jarmark? Powiedzmy sobie bowiem otwarcie że w każdej poza moralną warstwie Powstanie było straszliwą klęską. Zginął w nim trzon Armii Krajowej, zabito ogrom ludności cywilnej a z Warszawy zrobiono kupę gruzu. Po odarciu Powstania z mitologii pozostaje tylko ta właśnie kupa gruzu.

    Najokrutniejszym z symboli jest tu pomnik Małego Powstańca. Dziecka wysłanego w imię narodowej dumy na rzeź. Przedmiotem sporu jest to czy dzieci brały rzeczywiście w walkach. Bezsporna jest jednak mizeria tak postrzeganej chwały.

Polityczne pocztówki znad krawędzi

marchewa79
Romeczek    Rządzącemu PiSowi udała się ostatnio nie lada sztuczka. Zdołał w przeciągu dwóch tygodni upokorzyć Samoobronę nieomal rzucając Andrzeja Leppera na kolana. Roman Giertych tylko dlatego niknął publicznego upokorzenia, że przezornie udał się na urlop. Natomiast widok obdzieranej z kolejnych przywilejów władzy, łkającej wręcz Samoobrony to coś co na długo pozostanie w pamięci. Andrzej Lepper jest w tej sytuacji zadziwiająco bierny. Może więc dochodzące zewsząd plotki o jego związkach z seksaferą są prawdziwe. Wątek tzw. "afery gruntowej" wydaje się jednak cokolwiek przesadzony. Akcja CBA nie przyniosła rozstrzygnięć, a pytania jak daleko funkcjonariusze tej służby mogą posunąć się w ramach prowokacji pozostaje jak dotąd bez wyraźnej odpowiedzi. Porzucić należy nadzieje na powołanie komisji śledczej mającej wyjaśnić te kwestie. Po aferze Rywina żadna trzeźwo myśląca partia do podobnych harców nie dopuści.

    Co zostawia nas z pytaniem kiedy wybory i czy wybory. Ci którzy pamiętają kilkanaście podejść AWS, UW i SLD do wcześniejszych wyborów wiedzą jak trudne jest zmuszenie jakiegokolwiek ugrupowania do dowolnego poddania się wcześniejszej weryfikacji. Jaki bowiem % posłów może być w miarę pewnych odnowienia mandatu? 10 może 20%. Reszta politycznej pulpy i niczym nie wyróżniających się miernot nigdy do końca nie wie czy uda się przesadzić mur po raz kolejny. A w przypadku porażki rzadko kiedy jest do czego wracać. Ci z prywatnego biznesu może. Natomiast dyrektorowie szkół, szpitali mają już swoich następców którzy łatwo nie oddadzą posad. Pojawia się więc wahanie. Za rok będą wybory do Parlamentu Europejskiego, stanowiące zawsze jakąś, zwłaszcza finansową nadzieję. Ale do tego czasu pozostaje czerstwy chleb przeciętnego Polaka. A tego jak raz było się wśród elit, należy jak ognia unikać. Posłowie ci mają już nawet własna, nader trafną, nazwę - "dietetyczni".

    Takim właśnie sile będzie musiał się przeciwstawić Jarosław Kaczyński gdyby po powrocie z wakacji chciał zarządzić samorozwiązanie Sejmu. Wtedy przekonamy się na ile mity o wewnątrzpartyjnej PiSowskiej dyscyplinie są prawdziwe. Problemem dla PiS może być także utrzymanie zaplecza. PO dysponuje szeregiem "dużych" samorządów (Sejmiki Wojewódzkie, duże miasta) gdzie może "zimować" przegranych działaczy. SLD ma znajome spółki oraz fundacje. Zaplecze PiS stanowi aparat zależny od państwa który zostanie "wyczyszczony" po przegranych wyborach. W miarę zabezpieczone są tylko posady Prezesa NBP i Szefa NIK. Reszta jest labilna. A od tego czy działacze mają z czego żyć wprost zależy trwałość partii. Coraz bowiem mniej jest ideowców a więcej technokratów, także w PiSie. Co gorsza technokraci są skuteczniejsi.

    Pozostają trzy tygodnie urlopu Premiera a potem 22 sierpnia i pierwsze po wakacjach posiedzenie Sejmu. Niestety, czasy w których żyjemy są ciekawe.

© Zoon Politikon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci