Menu

Zoon Politikon

Czyli o polityce przede wszystkim choć nie tylko....

Anna Fotyga - święta krowa?

marchewa79
AF    Kolejny polityk zapłacił stanowiskiem za krytykę minister spraw zagranicznych Anny Fotygi. Daniel Pawłowiec z LPR wiceminister w Urzędzie Komitetu Integracji Europejskiej zapytał się o faktyczne wyniki szczytu UE i... natychmiast został wylany. Jest kolejna po panu Zaleskim i w jakimś stopniu Sikorskim ofiara miłości braci K. do pani minister.

    Gdybyż pani Anna Fotyga była genialnym choć kontrowersyjnym dyplomatą to można byłoby ową desperacką obronę zrozumieć. Tym czasem znakiem jej rządów w MSZ jest strach i nijakość. Pani minister boi się dwóch rzeczy: podejmowania jakichkolwiek decyzji poza personalnymi in minus oraz własnych pracowników. Kumulacją tych obu lęków oraz faktu ze jedyna obecna przesłanką dla zatrudnienia w MSZ jest wieloletnia znajomość z braćmi K., stał się szereg wakatów w ogromnej ilości polskich ambasad za granicą. Trudno dziś znaleźć ambasadę w której szefowałby ambasador a nie radca czy sekretarz. Wakaty obejmowały nawet strategiczne Waszyngton czy Brukselę. A odwołani ambasadorowie, na własne nieszczęście znający więcej języków od własnej minister, zajmowali synekurki w MSZowskich działach analiz.

    Mimo wszystkich swoich wad minister trwa. Kiedyś pojawiały się jeszcze plotki o jej dymisji i zastąpieniu przez posła Zaleskiego ale od czasu ostatecznego i nieodwołalnego zakończenia znajomości z Zalewskim przez Prezydenta, pozycja Fotygi jest niezagrożona. Miłość Lecha Kaczyńskiego do tej byłej (mizernej) europarlamentarzystki wykracza poza granice politycznej racjonalności. Nie wiem jak ta Pani zasłużyła się obecnie nam panującemu Prezydentowi (choć niejedno przychodzi do głowy ;) ) ale jej ministrowanie od dawna zagraża polskiej racji stanu i stanowi najlepszy przykład na uwielbienie braci K. dla miernot w każdym zakresie. Szefem przygotowań do EURO 2012 została ex sekretarka Lecha, tylko czekać aż stanowiska dostaną szofer i kucharka. Tylko dla nowego zięcia z SLD roboty póki co brak.

Kaczmarskiego autoportret z kanalią

marchewa79
    Piosenki Jacka Kaczmarskiego polubiłem kilka lat temu. Pierwsza wpadła mi w ręce płyta "Krzyk" potem było "Muzeum" i jakoś poszło ;) Zawsze uważałem że lubiłem artystę w taki sposób w jaki on sam chciał być lubiany, nie jako barda solidarnościowej rewolucji, ale jako śpiewającego poetę. Wiadomość o chorobie i śmierci przyjąłem ze smutkiem świadom że dalszych świetnych płyt, rozprawiających się z tym co w nas Polakach małe i wielkie, nie będzie. A żal w tak ciekawych czasach.

   Ostatnio w świetle jupiterów pojawiła się córka Kaczmarskiego - Patrycja. Pokazała wielu fanom twórczości jak mały niestety był jako człowiek. Trawiony chorobą alkoholową, pogrążony w kolejnych depresjach i o zgrozo często stosujący fizyczną przemoc wobec własnej rodziny.

    Długo zastanawiałem się czy ta świadomość czyni go w moich oczach gorszym artystą? Doszedłem do wniosku że nie. Niestety wielu ludzi sztuki (Wysocki, Nochawica czy Dostojewski) boryka się z podobnymi kłopotami. Może to wynik większej wrażliwości na świat? Nie wiem.

    Natomiast z tym że Kaczmarski był damskim bokserem pogodzić się nie mogę i to zmieniło mój stosunek do jego śmierci. Dla mnie istnieje fundamentalna różnica między własną autodestrukcją a krzywdzeniem innych w sposób bezpośredni, przy użyciu pięści. Rak nie był dla Kaczmarskiego nieszczęściem, był zasłużoną karą dla skurwysyna który w nim siedział. Pozostaje żałować że to bydle zdychało tak krótko. Ogromny żal że wraz z tą gnidą musiał zginąć genialny artysta.

    Ciekawa jest dzisiejsza sława jego córki. Z jednej strony pokazuje ciemne strony ojca, i słusznie. Z drugiej świeci w jakimś stopniu, jego odbitą sławą, co w zdawaniu egzaminów do PWST nie będzie bynajmniej przeszkodą a wręcz odwrotnie. Oby tylko nie skończyło się to wszystko w "Tańcu z gwiazdami".

Będą wybory przyjdzie odszczekać :(

marchewa79
    Ciekawe czy ostatnie posunięcia Premiera to tylko strategiczna gra na ostateczne upokorzenie przeciwników czy też rzeczywiście wybory odbędą się we wrześniu. Wielokrotnie dawałem swój wyraz niewierze że jakakolwiek polska partia będzie potrafiła dobrowolnie zrezygnować ze zdobytej władzy. W tej chwili widzę jednak szansę na to że premier mnie zaskoczy. Jeżeli tak to wyrazy najwyższego szacunku.
    Jednak na drodze planom może stanąć własna partia, która jeszcze nie nacieszyła się władzą. Jeszcze są stołki do zdobycia, nie mówiąc już o resortach "odzyskanych" od Samoobrony i LPR. Czy Jarosław Kaczyński jest na przełamanie tego oporu wystarczająco silny? W końcu obecna konstytucja, jak udowodniły to rządy Buzka czy Belki, stwarza znakomite możliwości trwania do końca kadencji w mniejszościowym rządzie.

Rewelacyjna reklama piwa Guinness

marchewa79
W ostatniej polityce Kot Przybora (człowiek który wymyślił reklamy plusa z Mumio) wskazał poniższą reklamę jako swoisty ideał.



Rzeczywiście znakomita. Kiedy takie w Polsce ?

Przypadek Cezarego Michalskiego

marchewa79
    Cezary Michalski jest w obecnej prasie dziennikarzem nietypowym. Dzisiaj media dzielą się niestety na bezwzględnych apologetów obecnej władzy lub jej nieopanowanych krytyków. Michalski wraz z kilkoma kolegami z "Dziennika" starał się taktować rządzących ze specyficzną mieszaniną krytycznej życzliwości. Do czasu.

Zanim trafił Michalski do "Dziennika" błąkał się po różnych gazetach o mniej lub bardziej prawicowym charakterze. Był dziennikarzem Wołkowego "Życia" i TV Puls. Przejawiał się także jako niezależny komentator. Zaczynał swój medialny żywot w środowisku Walendziakowych pampersów. Środowisko to ciężko przeżyło rozwód Michalskiego, który (jeżeli wierzyć "Polityce") stał się pierwszym zetknięciem katolickich idealistów z prawdziwym życiem.

W "Dzienniku" stał się Cezary M. podstawową płaczką po POPiSie legitymizującą jednocześnie, choć z obrzydzeniem, wszystkie postępki nowej władzy. Aż tu tydzień temu ciekawostka. Żal po POPiSie zastąpił żal do PiSu o nieczytelna grę polityczna której nikt nie może już zrozumieć.

Dla mnie to ciekawy przypadek gdy przerzedzają się szeregi "apologetów mniejszych" nowej władzy. Ludzi którzy byli nie tyle za PiS co przeciw SLD, a teraz coraz głośniej sygnalizują deja vu starych czasów. "Apologeci więksi" w postaci "Gazety Polskiej" trzymają się póki co mocno. Natomiast utrata tego umiarkowanego głosu oznacza kres procesu zamykania PiSu w prawicowym gettcie z którego ruch do centrum jest tak utrudniony, że wręcz nieprawdopodobny. Procesu który zapoczątkowało utrącenie Marcinkiewicza. PiS z centroprawicy staje się prawicą. A to do politycznej egzystencji może być dużo za mało.

© Zoon Politikon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci