Menu

Zoon Politikon

Czyli o polityce przede wszystkim choć nie tylko....

Dawno, dawno temu – 7 dni świat

marchewa79

uid_e350fa4f156b35f7128e77a0951b81ee1431697280075_width_633_play_0_pos_0_gs_0_height_355Gdybym miał pokazać, dlaczego zrezygnowałem z telewizji a z telewizji publicznej w szczególności to właśnie upadek dobrej publicystyki i ciekawego dokumentu/reportażu byłby głównym powodem. Ostatnio przypadkiem trafiłem na jakąś skrajnie zakażona politykami i ich niekompetencją rozmowę o sprawach międzynarodowych przypomniał mi się nieodżałowany program „7 dni świat”.

„7 dni świat” to był Andrzej Turski. Głos, inteligencja i coś, co dawniej zwano kindersztubą. To on czynił ten program miejscem kulturalnego pokazywania tego, co interesujące na świecie i wykraczające poza nasz grajdół. I ciekawej dyskusji gdzie interlokutora się słucha a nie próbuje przekrzyczeć. Może, dlatego że nie było w tej dyskusji polityków a dziennikarze?

Program nie przeżył pierwszego wejścia PiS do TVP, potem w 2013 próbowano go reaktywować, ale choroba i śmierć Andrzeja Turskiego ostatecznie pogrzebały kwestie reaktywacji. Szkoda. Następców brakuje a jakoś tak czuję, że mądry przewodnik po złożonym świecie wielu młodym ludziom bardzo by się przydał.

A Andrzejowi Turskiemu mimo skomplikowanego życiorysu należałoby się w stolicy jakieś rondo czy placyk. Niestety wszystko wskazuje że jedynym kryterium takich wyróżnień przez lata jeszcze będzie śmierć w wiadomej katastrofie…

21 luty 2018 - smród

marchewa79

pexels-photo-709732Pierwszy dzień obowiązywania ustawy o IPN. Intryguje mnie, na kogo prokuratura rzuci się pierwsza? Donosów będzie, co niemiara. Opozycjo do dzieła. Bo 21 lutego rozpocznie się operetka i kabaret. Ustawa będzie obowiązywać. Tu nie ma aktów wykonawczych. Nic nie podlega złagodzeniu. Lecimy bez trzymanki.

To będą głośne procesy. Będziemy się zastanawiać czy Rembertów był „obozem koncentracyjnym” czy był wystarczająco „polski”. Czy obozy przesiedleńcze dla ludności niemieckiej miały charakter obozów „koncentracyjnych”. Wrócimy do Jedwabnego a wiedzę o heroizmie rodziny Ulmów uzupełnimy wiedzą o postępkach ich sąsiadów. Świat o Polsce dowie się niejednego. Także tego, że w Polsce musisz uważać, o czym mówisz na ulicy. Taka środkowoeuropejska Turcja.

PiS jeszcze żyje w nieświadomości skali g… w jakie wdepnął. Jeszcze smród nie doszedł do nozdrzy z butów. Ale dojdzie. Przed nami marzec 2018. Symbolika gotowa. Szambo wybiło.

Samozaoranie rządzących

marchewa79

pexels-photo-147635Dopiero dzisiaj uświadomiłem sobie pewien fakt. Za ponad miesiąc będziemy obchodzić 50 rocznicę tzw. „wydarzeń marcowych”. Osobie, która odpaliła ten cały burdel z ustawą o IPN należałoby pogratulować kompletnej nieznajomości historii. Bo z perspektywy zagranicy cała sytuacja zaczyna wyglądać tak, że przez ostatnie 50 lat nic się w Polsce nie zmieniło.

Zaletą polskich elit (wiem niemodne słowo) jest to, że przez prawie 30 lat udawało nam się udawać dużo bardziej tolerancyjny kraj niż jesteśmy w rzeczywistości. Kryzys uchodźczy udowodnił, że większość Polaków znakomicie potrafi odnaleźć w sobie rasizm nie mając żadnego kontaktu z murzynem czy arabem. Antysemityzm bez żydów w większości społeczeństwa obecny był od dawna, więc tu naprawdę nic się nie zmieniło. Kluczowa zmiana było to, że te obie narodowe przywary były do 2015 roku zwalczane. PiS zdecydował o tym, że powinny stanowić istotny element polityki państwa.

O fobii uchodźczej już pisałem. Mimo zupełnego niemal braku emigrantów jest w naszym kraju nieprawdopodobnie silna, widoczny znak tego, że kraje homogeniczne kulturowo, jak Polska, są zupełnie nieodporne na ksenofobiczną propagandę. Antysemityzm w Polsce ma niestety dużo głębsze i bardziej niebezpieczne pokłady. Setki lat koegzystencji wytworzyły w Polakach specyficzny wielopokoleniowy rodzaj nienawiści, który mogę porównać tylko do relacji turecko ormiańskich. Znalazł on najpełniejszy wyraz w okresie międzywojennym gdzie pogrobowcy ruchu narodowego i spora część kościoła katolickiego uprawiali propagandę, która naprawdę niewiele różniła się od tej, od której żydzi uciekali zachodnią granicą.

Mieliśmy jednak historyczne szczęście. Największe w XX wiecznej historii narodu. Hitler uznał nas za podludzi. Niewiele lepszych od żydów. Do skremowania w drugiej kolejności. Dlatego nigdy nie podejmowano szerszych prób zaangażowania nas w zorganizowaną kolaborację czy instytucjonalną pomoc w wojnie czy w organizacji holokaustu. I tylko, dlatego dziś premier naszego kraju może przemawiać z moralnych wyżyn, jakie daje mu bycie częścią narodu ofiar a nie katów.

Nie ma większego sensu zastanawiać się, co by było gdyby. Czy Polacy zdaliby egzamin z człowieczeństwa i mimo zachęt szlachetnie odmówili nazistom pomocy. Historia nie działa w taki sposób. Wiemy dość dobrze, co faktycznie robili rodacy podczas holokaustu z własnej można by rzec inicjatywy. Część zdała egzamin z człowieczeństwa, większość pozostawała obojętna, duża część korzystała z okazji. Korzystała na różne sposoby niekoniecznie przynoszące chlubę bytowi, który ustawa o IPN określa „narodem polskim”.

PiS zdecydował się na ciekawy model. Wariację polityki Tureckiej związanej z ludobójstwem Ormian. Zamiast wspierać propagandowo pomoc żydom w czasie okupacji a równolegle badać naukowo przypadki przeciwne, (co z różnym powodzeniem uskuteczniała PO) zdecydował się penalizować każda formę potwierdzania polskiego udziału w holokauście karą do 3 lat więzienia (dla porównania za zabójstwo w afekcie można otrzymać wyrok roku więzienia). Kara za słowo przekroczyła, więc karę za czyn. Jeśli więc przypadkiem wypowiecie się o udziale Polaków w holokauście strategia wymordowania słuchaczy w świetle przepisów polskiego prawa wydaje się całkowicie racjonalną. O stan silnego wzburzenia w takich rozmowach zapewne nie musicie się martwić.

Światu podejście tureckie nie podoba się od lat, polskie też nie zdobyło akceptacji. Zirytował się Izrael, co nie dziwi zwłaszcza, że wielu obywateli Izraela w tym roku obchodzić będzie rocznicę nieco przymusowego wysiedlenia do nowego kraju w 1968 roku. Zresztą tak samo jak w Polsce w Izraelu sytuacja wykorzystana została do rozgrywek wewnętrznych, w których pełnimy rolę „czarnego luda”. Nie to jest jednak istotne. Istotne są dwie kwestie straty wizerunkowe i polityczne na arenie międzynarodowej oraz załamanie polskiej dyplomacji.

Straty wizerunkowe i polityczne oznaczają, że wszystkie wysiłki zmierzające do zapobieżenia obłożenia naszego kraju sankcjami ze strony UE wracają do punktu wyjścia. A Orban zyskuje kolejny argument, aby Polskę „sprzedać” Brukseli. Może wszak na naszym tle posiadając na zapleczu własnych neonaziolków na demokratycznego silnego lidera, który swoich oszołomów trzyma z daleka od ustawodawstwa. Załamanie polskiej dyplomacji od czasów Waszczykowskiego powinno być oczywiste. Ale do niedawna ta dyplomacja w świetle osiągnięcia strategicznych celów NATO i UE wydawała się nieistotna. Ot tyle, co w wewnętrznych gierkach. Nagle jednak okazało się, że warto mieć ambasadora w Izraelu. Chociażby po to żeby skontrować dyplomatyczny gest, kiedy Izrael wezwie swojego do kraju na konsultacje. Co w języku dyplomacji oznaczać będzie tyle, co siarczysty policzek. Polski Premier w reakcji wezwie do siebie pewnie II sekretarza ambasady. Co samo w sobie jest dobrym materiałem na jakąś tragikomedię.

A to wszystko przygrywka. Izrael od dawna ma bardzo silny wpływ na postawę i politykę USA. Rezultatem może być już zupełnie realne wycofanie się USA z wielu zobowiązań o charakterze strategicznym, bądź przeniesienie ich do innych krajów NATO. Zresztą USA, kraj, w którym wolność wypowiedzi jest bardzo silnie chroniona, z powątpiewaniem patrzy na „demokratyczne” kraje, w których można za wygłoszone poglądy trafić na 3 lata do więzienia, jakkolwiek byłyby one nieprawdziwe. A ustawowa chęć do zaocznego skazywania za to cudzoziemców to już jest operetka rodem z Korei Pn. Zresztą wizja przedstawiana w prasie Izraela i USA jest taka: do polskiej szkoły przyjeżdża staruszek z Izraela opowiadać o holokauście. Na spotkaniu mówi, że część rodziny zabili mu polscy chłopi. Dzielni, czujni chłopcy z IPN zamykają go na 3 lata do więzienia. Powiedzcie czy uważacie, że to mało możliwe? Bo ja sadzę, że pod rządami nowej ustawy raczej pewne.

Filozofia ekonomiczna Rafała Wosia (a raczej jej brak)

marchewa79

pexels-photo-209224Ponieważ gazeta.pl zatrudniła w roli publicysty ekonomicznego Rafała Wosia postanowiłem przywitać tego weterana symetryzmu i wielbiciela PiSowskich rozwiązań ekonomicznych tekstem na blogu. Ja tez ekonomistą nie jestem, więc, co mi tam.

Filozofie ekonomiczną Rafała Wosia mogę streścić następującym, porównaniem: umiejętność pływania jest zbędna. Patrzcie jak rząd PiS dobrze radzi sobie w basenie a pływać nie umie. Co prawda (warto zwrócić uwagę, bo te „ubezpieczeniowe zdania” są dla Wosia charakterystyczne) woda w basenie ma 20 cm, bo poprzednicy przez 8 lat wypompowywali, a na świecie w ogóle poziom wody rekordowo niski, ale nie zmienia to faktu, że pływanie, jako metoda utrzymywania się na powierzchni jest przereklamowane. W takiej Szwecji na przykład kładą się na wodzie i pozwalają by ich obmywała, i to działa! Co prawda Brazylia i Wenezuela właśnie się topią, ale to tylko na skutek złych amerykanów, którzy do ich basenów ewidentnie posikują.

Ja tam bym szczerze chciał uwierzyć w cudowność „popytowych” metod w gospodarce. Bo cóż moralnie lepszego niż wyciąganie ludzi z nędzy i zapewnianie im edukacji oraz opieki zdrowotnej. Tudzież wspomaganie wielodzietnych rodzin pięcioma stówami. Ale (to mój wtręt), aby na takie cuda się zdecydować kraj powinien mieć w miarę zrównoważony budżet. I to niezrównoważony w oparciu o ropę kosztującą powyżej 100$ za baryłkę. Przydają się też demokratyczne niezależne i sprawne instytucje, które zapobiegają karnawałom korupcji w rodzaju Olimpiady w Sochi, Rio czy Mundialowi.

Kiedy odwiedzimy Norwegię, zwłaszcza daleką północ w oczy rzuca nam się duża „oszczędność” infrastruktury. Niezbyt rozbudowana sieć dróg, linie kolejowe raczej niskiej przepustowości. Jeśli porównamy to z przepychem naftowego eldorado w Dubaju zaczynamy się zastanawiać czy to z Norwegami czy z Szejkami jest coś nie tak? Jak sądzicie, jeżeli cena ropy będzie dalej spadać, który kraj wyjdzie na tym lepiej Norwegia czy Dubaj? A Dubaj wybrałem celowo, bo wśród naftowych szejkanatów ma on najbardziej zrównoważona gospodarkę bezpośrednio w zasadzie nieopartą na ropie. Ale ten brak zależności to tylko pozór, bo cała ekonomia Dubaju opiera się na obsłudze regionu bogatego w petrodolary. Nie ma petrodolarów nie ma Dubaju, Arabii Saudyjskiej i wielu innych krajów. Tak jak skończył się dobrobyt i programy socjalne w Ameryce Południowej. Na koniec dnia matematyka zawsze wygrywa. Nawet, jeśli w makroekonomii bywa łaskawsza niż w gospodarstwie domowym.

Czy tak chwalone przez Wosia metody gospodarcze PiSu mogą zadziałać? Na krótką metę jak najbardziej. Zawsze, kiedy pompujemy w gospodarkę dużo publicznych pieniędzy ma to dobry krótkotrwały skutek. Kiedy Zyta Gilowska obniżała podatki też pozytywnie wpływało to na rozwój gospodarczy. Tyle, że powstałą i przesuniętą w czasie budżetową dziurę łatała już nie ona a Rostowski. A rachunek za te obniżki widzimy do dziś w postaci 23% Vat na każdym paragonie. I 500+ zobaczymy dokładnie w tym samym miejscu za parę lat.

Kraje skandynawskie prowadziły i prowadzą dość mądrą politykę socjalną. Ale nie jest to w żadnym razie polityka rozdawnicza. To kombinacja wysokich podatków i sprawnych instytucji. Te drugie miłościwie panujący nam rząd demoluje w zastraszającym tempie. Jak pozostaną tylko wysokie podatki to polski biznes ucieknie. Może nie do Szwecji, ale Czechy wydają się już całkiem niezłym rozwiązaniem. Zwłaszcza, kiedy mamy już międzynarodowych odbiorców. I pamiętajmy ze nawet dobre rozwiązania Skandynawii nie ocaliły ani Saaba ani Nokii (tak wiem puryści Finlandia to nie Skandynawia, ale wiecie, o co chodzi). Tak jak nie ocalą ani LOTu ani aut elektrycznych czy centralnych lotnisk. Matematyka.

Rafałowi Wosiowi życzę powodzenia. Polsce życzę innej władzy nawet jakby nie miała być tak szczodra. A nam wszystkim jeszcze paru lat ekonomicznego karnawału. Bo w Wenezueli podobno już nawet żywności brakuje…

Sprawczość, czyli w poszukiwaniu źródła PiSowskiej magii

marchewa79

pexels-photo-278965W oderwaniu od kolejnych meldunków jak to miłościwie nam panujący narodowi socjaliści w taki czy inny sposób „zaorali” opozycję, które to meldunki najczęściej składają różnej maści Rejtani, zastanówmy się nieco bardziej ogólnie gdzie leży tajemnica sukcesów Prezesa i co zdecydowanie ważniejsze, czy da się im przeciwdziałać.

Otóż stawiam tezę, że podstawową przyczyną utrzymującego się wysokiego poparcia dla PiS jest coś, co dla potrzeb niniejszego tekstu określimy mianem „sprawczości”. Czyli czego? Otóż bezwzględnej wbrew prawu i (często) logice realizacji własnych celów politycznych.

Jak to się zaczęło? Otóż PO w toku kampanii 2015 szła ostrożnie z deklaracjami. Jak to partia rządząca zamierzająca utrzymać władzę, która z każdej obietnicy będzie rozliczona. Dodatkowo mentalnie PO obciążało 8 lat rządzenia w stanie permanentnego budżetowego kryzysu i oszczędzania każdej złotówki, co czyniono tak aby suweren broń boże się nie zorientował (stąd między innymi problemy w służbie zdrowia i opt outy). PiS w 2015 nie miał nic do stracenia. Wystawił pionki (Duda i Szydło) i zaczął obiecywać. 500+ i wycofanie podwyższenia wieku emerytalnego. I wygrał. Oczywiście nie tylko to zdecydowało o sukcesie. Ale miało znaczący wpływ.

Po wygranych wyborach wielu komentatorów (w tym i piszący te słowa) spodziewało się dyskretnego zamiecenia pomysłów pod dywan. Tak stało się w 2005 roku, kiedy Zyta Gilowska mocno pilnowała budżetu i jedyne, na co pozwoliła to skierowana do osób dobrze zarabiających obniżka i uproszczenie podatków. Tym razem miało być inaczej. Rząd zdegradował ministra finansów do pozycji głównego księgowego i postawił na stołek osobę bez doświadczenia i wiedzy ekonomicznej. I zaczął realizować obietnice. Co przyznajmy po 89 roku stanowiło niemałą niespodziankę. Dlaczego tak postąpiono? Otóż PO oddała PiSowi rozwijająca się gospodarkę i budżet w niezłym stanie. W kasie było dość pieniędzy na kilka pierwszych rat za nowe projekty. Więc Prezes zaryzykował. A grał i gra wysoko. Wprowadzono do budżetu wydatki stałe na kilkadziesiąt miliardów. I zaczęto się modlić o cud. I cud przyszedł. Z zagranicy. Dobra światowa koniunktura pozwoliła gospodarce wytrzymać. Na razie. To dało asumpt do podważenia uczciwości oszczędnościowych zastrzeżeń PO. Mit sprawczości narodził się.

Mit powstrzymały kolejne brutalne rozgrywki. Trybunał konstytucyjny, prokuratura, sądy. Wszystko to dało się załatwić bardziej stopniowo, łagodniej. Wyniki byłyby te same. Ale styl miał znaczenie dla mitu sprawczości. PiS stworzył narrację partii tych, co mogą. Nie grzęzną w debatach i konsultacjach. Po prostu ich nie robią. Dieu et mon droit jak to drzewiej mawiano. Każda wygrana wojna umacniała przesłanie. I przesłanie domagało się kolejnych wojen. Ale, co ważne wojen wygranych. Aż nadeszła klęska brukselska. 27:1 dla Tuska.

To było jedyne zachwianie notowań. Jedyny oddech dla opozycji. Nie, dlatego że naród znowu pokochał Tuska. Chodziło o to, że PiS PRZEGRAŁ. Nie był już niepokonany. Prezes zadbał żeby wpadki nie powtórzyć. Arenę krajową skontrolował kompletnie. Na zagranicę wymienił Premiera. Morawiecki miał dopilnować, aby 27: 1 się nie powtórzyło. Zwłaszcza, że po drodze podpadliśmy Unii naprawdę i zanosi się na dotkliwe unijne sankcje. I tu leży tajemnica tego jak PiSowi dołożyć. A raczej jak dołoży sobie sam. Bo narracja sprawczości jak mit macho wymaga nieustannego potwierdzania. Tu nigdy nie jest się bezpiecznym.

Szansa dla opozycji nie leży w kraju. Tu Prezes ma wszystkie karty. A kryterium uliczne okazuje się kosztowne organizacyjne i nie do utrzymania na dłuższą metę. Kolejne histerie łamania prawa zużyły do cna „wysoka nutę” elit. A lud widzi, że realnie niewiele się dzieje. Histeria nie odpowiada rzeczywistości, na ulicach nie ma czołgów, do ludzi ikt nie strzela. Katastrofalne skutki instytucjonalne rozwiązań są nieodczuwalne dla obywateli.

Ale jest zagranica. A kryteria sprawczości są takie same. Każda przegrana czy to realna (sankcje UE) czy symboliczna (spór o przepisy z Izraelem) ma doniosłe znaczenie. Nie, dlatego że powoduje skutki finansowe, to ma znaczenie dla rządu. Ona powoduje rysy na wizerunku partii macho. Wizerunku, który dla PiS stał się wszystkim. Skoro dla polepszenia notowań w UE Prezes poświęcił najzacieklejszych hunwejbinów z Macierewiczem na czele to i on zdaje sobie z tego sprawę. Pytanie czy wizerunkowe straty ostatnich kilku lat da się odkręcić. Zwłaszcza, że co rusz pojawiają się nowe płaszczyzny problemów. Trudno przewidzieć jak bardzo poobijany wyjdzie PiS ze sporu z Unią. Zwłaszcza wśród tego labilnego elektoratu. Warto jednak zauważyć, że po raz kolejny jest nadzieja dla opozycji na złapanie drugiego oddechu. Wystarczy tylko się zjednoczyć. Oby dali radę.

© Zoon Politikon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci