Menu

Zoon Politikon

Czyli o polityce przede wszystkim choć nie tylko....

Europejski rachunek za PiS

marchewa79

split-the-check.0Zwycięstwo Marcone’a we Francji otwiera przed Polską niewesołe perspektywy (oczywiście wygrana nazistki byłaby dziejową katastrofą ale to tylko pokazuje jak źle jest z Polską). I nie chodzi mi o Europę dwóch prędkości, co będzie katastrofą o charakterze strategicznym, jednak rozłożoną w czasie i w sumie łatwą do rozwiązania (przyjęcie Euro). Dużo bardziej przykre będą konsekwencje krótkoterminowe. Dwie najważniejsze to postbrexitowe ciecia budżetu UE oraz swoboda przepływu osób.

Wielka Brytania wybierze jakąś wersję „twardego” wyjścia z UE wiec w kasie unii zabraknie kilkunastu miliardów euro. Konieczne będą cięcia budżetowe lub uzupełnienie środków przez pozostałych członków. Ponieważ w uzupełnienie środków nikt nie wierzy pozostanie dokonanie cięć w funduszach rozwojowych dla nowych krajów. Zgadnijcie, który kraj jest największym beneficjentem…

Druga sprawa jest bardziej przykra. To właściwie dwie sprawy. Zawieszenie swobodnego przepływu osób oraz dyrektywa delegująca pracowników. Swoboda przepływu osób i najazd pracowników z nowej unii dość powszechnie obwiniany jest za wzrost nastrojów entyeuropejskich i m. in. brexit. W tej sytuacji myślę ze realnym będzie wprowadzenie ograniczeń w przepływie pracowników, wstępnie pewnie motywowanych względami bezpieczeństwa. Natomiast delegowanie pracowników i dumping płacowy to jeden z najczęściej podnoszonych przez Francję problemów. Tu również oczekiwałbym pewnego zawieszenia na kilka lat „do uspokojenia sytuacji”.

Oczywiście mądry rząd polski potrafiłby odpowiednimi działaniami dyplomatycznymi zredukować negatywny wpływ podjętych decyzji na nasz kraj, tym bardziej ze ma sojuszników od Czech aż po Chorwację. Ale niestety teraz jesteśmy „czarnym ludem” UE więc nie mamy na co liczyć. Dyplomatołki pod wodzą Waszczykowskiego potrafią tylko krzyczeć. Rachunek zapłacimy wszyscy.

Pacynka chce zmienić regulamin teatrzyku

marchewa79

Przechwytywanie-73Zwierzchnik sił zbrojnych, który z Ministrem Obrony Narodowej rozmawia nie dość, że korespondencyjnie to jeszcze jednostronnie. Strażnik konstytucji, który wielokrotnie ją łamał. Człowiek zamierzający oceniać wartość człowieka przez pryzmat tego, kim byli jego przodkowie. Polityk, którego największą polityczną wartością jest tempo podpisywania dokumentów, których nawet nie czyta.

Ten polityk wpadł na pomysł uchwalenia nowej konstytucji.

Co jeszcze śmieszniejsze on chyba tego pomysłu nie skonsultował z Prezesem. A nie zrobił tego, bo podobno w satyrycznym internetowym serialu wskazywany jest, jako osoba pozbawiona znaczenia i charakteru. Więc kabareciarz Robert Górski wpłynie na kształt ustroju państwa. Życie z PiS po raz kolejny o kilka długości wyprzedziło kabaret.

Czy polska konstytucja wymaga zmian? Wymaga. Jednak problem polega na tym, że to, co oferuje PiS to zawsze zmiany doraźne, pozbawione wizji tego jak powinno wyglądać państwo. Póki żył Lech Kaczyński ustrój miał być prezydencki, po jego śmierci raczej kanclerski (możliwości sterowania z tylnego siedzenia Prezydentem są jednak w teorii mniejsze). Pewnie nawet zapis o ochronie życia „od poczęcia do naturalnej śmierci” nie jest oczywisty, bo przy bezpośrednim stosowaniu konstytucji oznaczałby konieczność ścigania i karania kobiet, które na zabiegi udały się do krajów ościennych. A to może być politycznie niezwykle kosztowne, co udowodniły czarne marsze. Więc raczej nie…

PiS, więc nie ma przemyślanego ani ustroju ani katalogu wartości. A „dyskusja” na te tematy może wielu Polakom niebezpiecznie uświadomić po raz kolejny, jaką to gromadkę indywiduów dopuścili do władzy. Tym bardziej, że puszek Pandory można otworzyć wiele. Już obecne działania PiS niebezpiecznie zachwiały stałością ustroju, PiSowska konstytucja będzie stanowić trudny do ogarnięcia koszmar.

Rządzący zapominają o jednym podstawowym prawie, które zawsze powinno towarzyszyć tworzeniu ustawy zasadniczej. Jej nie tworzy się dla siebie ją tworzy się dla naszych politycznych przeciwników. Zapomnieli o tym rozmontowując kolejne zabezpieczenia, jakie oferowała obecna Konstytucja i nie będą pamiętali tworząc własny projekt. A przecież Ziobrę będą oskarżać ci sami podatni na urok władzy prokuratorzy, jakich dziś nasyła na politycznych przeciwników. Jeśli ma w tej sprawie jakieś wątpliwości krótka rozmowa z partyjnym kolega Piotrowiczem powinna rozwiać je natychmiast. Kto was ochroni towarzysze przed polityczna dintojrą? Kto? Konstytucja to ramy, które maja zapewnić pokojową zmianę władzy i jej sprawne sprawowanie. W momencie, kiedy tworzona jest pod potrzeby rządzących zawsze kończy się fatalnie. Zwłaszcza, kiedy duża część społeczeństwa jest zdecydowanie przeciwna proponowanym rozwiązaniom.

No i pozostaje kwestia tego, co będzie oznaczał negatywny wynik referendum konstytucyjnego? Dymisję Prezydenta? Dymisję rządu? Czy od tak przejdziemy do porządku dziennego i będzie business as usual? Prezydent jest chyba lepszy, kiedy w „Uchu prezesa” popala blanty. Rządzenie mu wyraźnie nie wychodzi.

Francja, ciekawie a kto wie czy nie kontrrewolucyjnie…

marchewa79

french-flagFrancja.  Drugi najważniejszy kraj Unii Europejskiej i podstawowy element jej kręgosłupa.  Ale kraj w kłopotach. Ogromne bezrobocie zwłaszcza wśród młodzieży (oczywiście „ogromne” jak na standardy francuskie) pogrążona w kłopotach gospodarka, problemy z emigrantami z terroryzmem. Wszystko to sprawia, że mimo demokratycznych tradycji Francja jest bardzo podatna na zestawy populistycznych recept. Z naczelnym chłopcem do bicia, czyli Unią Europejską.

Ustrój Francji stanowi oryginalną hybrydę systemu prezydenckiego z parlamentarnym. Odrobine przypomina system polski z Prezydentem pochodzącym z bezpośrednich wyborów, ale pozycja głowy państwa jest silniejsza i to on jest główną postacią egzekutywy. W odróżnieniu od USA zachowano jednak urząd premiera i rząd pochodzi z większości parlamentarnej, co prowadziło już do tego, że zarówno Prezydent i Premier reprezentowali przeciwstawne opcje polityczne (tzw. kohabitacja). Jest to jednak sytuacja rzadka.

Za obecną trudna sytuację polityczną we Francji odpowiedzialne są dwie osoby. To prezydenci były Nicolas Sarkozy i jeszcze urzędujący François Hollande. Pierwszy zastępował ostatniego polityka pokolenia ukształtowanego przez II wojnę światową Jacquesa Chiraca. Budził tym ogromne nadzieje na dokonanie fundamentalnej zmiany we francuskiej polityce. Miał pomóc gospodarce odzyskać konkurencyjność, zmodernizować podejście francuzów do pracy, obniżyć podatki. Zamiast tego cała kadencja była naznaczona jego problemami hmm… miłosnymi. Za co już po jednej kadencji dostał czerwoną kartkę. Zastąpił go kandydat niemożliwy François Hollande. Koszmarnie pozbawiony charyzmy, typ skrupulatnego urzędnika. Ale po wybrykach Sarkozy’ego wydawał się spokojną alternatywą dodatkowo w pakiecie proponował cały szereg populistycznych obietnic na czele z horrendalnym podatkiem dla najbogatszych. Ale jego kadencja okazała się katastrofa na jeszcze większą skalę a naznaczona była (a jakże) kłopotami natury… obyczajowej. Obaj prezydenci niczym pszczółki skoncentrowali swoje urzędowanie na zapylaniu coraz to nowych kwiatków zamiast na pracowitej i mozolnej produkcji miodu. W międzyczasie mieliśmy kryzys światowy, katastrofą strefy euro i wiele innych wydarzeń, które kondycji gospodarki Francji bynajmniej nie poprawiły. Sytuacja gospodarki sąsiednich Niemiec na złość wszystkim była doskonała.

Wszystko to pozwoliło na wyrośnięcie nowego pokolenia francuskich narodowych socjalistów. Starego bezokiego wodza zastąpiła blond córeczka, która pozbyła się z partii, co bardziej krewkich działaczy ciosając ją na tyle żeby w kiepskim oświetleniu swastyki nie rzucały się w oczy. Odniosła duży sukces wzorem ojca wczoraj przechodząc do drugiej tury wyborów. W teorii nie ma większej szansy na sukces, ale te teoretyczne mniemania wielokrotnie zawodziły ostatnimi czasy.

Naprzeciw niej niespodzianka. Dużo większa od samej Le Pen, której triumfu wszyscy się spodziewali. Niespodzianka nazywa się Emmanuel Macron. Kandydat bynajmniej nie spoza establishmentu (były minister gospodarki w socjalistycznym rządzie), ale jednak spoza dwóch największych frakcji francuskiej polityki socjalistów i gaulistów. Najdziwniejsze w tym wszystkim, że Marcon jest bezprzymiotnikowym liberałem. A więc reprezentuje poglądy, które powinny skazywać go na porażkę w świecie zdominowanym przez populistów. Jednak potrafił całkiem nieźle zagospodarować tę nienacjonalistyczną frustrację obecną wśród francuzów. A przy tym jest młody, niegłupi i ma dobry kontakt z ludźmi. Może wygrać.

Logika wskazuje na triumf Marcona. Ale logika zawiodła w W. Brytanii, USA. Więc nie otwierajmy szampanów. Ale dobrze jest wiedzieć, że liberalizm potrafi się odgryźć. Niestety dla Polski wybory we Francji nie oznaczają nic dobrego. Wybór Le Pen byłby katastrofą o trudnych do zmierzenia skutkach. Wybór Marcona oznacza powstanie twardego jądra UE, do którego nikt Polski pisowskiej nie zaprosi.

Najlepszy serial o polityce, o którym pewnie nigdy nie słyszałeś…

marchewa79

Jeśli zapytam was o ulubione seriale polityczne większość zapewne bez zmrużenia okiem wymieni „House of cards” z Kevinem Spacey. Niektórzy być może będą znali brytyjski oryginał. Może kilkoro obejrzało „West wing/Prezydencki poker” lub brytyjskie „The thick of it”. To wszystko znakomite produkcje TV, na które można poświęcić wiele godzin, ale ma się nieodparte wrażenie, że w poszukiwaniu dramaturgii autorzy poświęcili pewien trudno uchwytny realizm polityki w zaciszu gabinetów. Polityki codziennego znoju, kompromisów i niemożności. Bo przecież takiej polityki nie da się przekuć na język telewizji, jest nieatrakcyjna i pozbawiona dynamiki.

Otóż da się. W latach 80 BBC (a jakże) nadawało przez osiem lat serial komediowy „Yes minister/yes prime minister”. I jest to najlepsze zobrazowanie polityki, jakie widziałem do tej pory w dowolnym medium. Co postaram się za chwilę udowodnić.

Fabuła rozpoczyna się banalnie. Partia wygrywa wybory, zasłużony działacz otrzymuje tekę ministra od „administrative affairs” (fikcyjny resort najbardziej zbliżony do polskiego ministerstwa administracji) a do pomocy doświadczonego urzędnika. A cała akcja opiera się na sporach między nimi. Pozornie nudne nieprawdaż?

Może i byłoby nudne gdyby nie dwie rzeczy. Po pierwsze serial stworzyli ludzie mający ogromne doświadczenie z brytyjską polityką i talent pozwalający na stworzenie z niej metafory rządzenia w ogóle. Po drugie wybrano, jako odtwórców głównych ról aktorów absolutnie genialnych. Bardzo łatwo zarówno polityka jak i urzędnika zagrać karykaturalnie lub stereotypowo. Paul Eddington (minister/premier) i Nigel Hawthorne (urzędnik) zrobili o wiele więcej. Stworzyli postacie uniwersalnie ludzkie a zarazem niestroniące od stereotypów.

Mamy, więc ministra (później premiera), który pozornie jest sztampą polityka. Niewiele wie, jeszcze mniej potrafi ma za to wysokie mniemanie o sobie. I aroganckiego urzędnika, snobistycznego, wykształconego takiego, który najchętniej nie robiłby nic a i tak uważa ze to w istocie on kieruje resortem a minister jest tam tylko po to by stwarzać pozory. Pomiędzy nimi dla efektu dramatycznego dodano jeszcze asystenta ministra, który ma permanentny konflikt lojalności zawieszony miedzy swoim pryncypałem a byciem członkiem kasty urzędniczej.

Każdy z nich ma swoje racje. Każdy bywa także małostkowy i trywialny. A w środku między nimi w zaciszu gabinetów cały czas odbywa się walka o realną władzę. I jeszcze najważniejsze, to komedia! Komedia brytyjska! To znaczy, że każdy odcinek skrzy się sarkastycznymi uwagami i bon motami. I jest autentycznie śmieszny w sposób, który nie ma nic wspólnego z rubasznym rechotem. Humor najwyższej próby. Powoli odkrywamy zarówno racje polityka (mającego za sobą vox populi) jak i urzędnika (starającego się utrzymać państwo rozdzierane skrajnie różnymi oczekiwaniami kolejnych rządzących ekip). Sukcesem produkcji jest to, że obie postacie są antypatyczne i sympatyczne w tym samym momencie. Oraz pokazanie polityki, jako starcia racji równorzędnych.

O genialności serialu przekonałem się oglądając wywiad z rzecznikiem prasowym portu lotniczego w Radomiu. Który bez zmrużenia oka zapewniał o doskonałym funkcjonowaniu portu lotniczego, z którego nie latają żadne samoloty. Zapewniał powtarzając niemal, co do joty argumenty z odcinka serialu poświęconego zamykaniu przez ministra szpitala, który nie leczył pacjentów. Zmieniają się jedynie dekoracje, esencja pozostaje taka sama. Brexit, kryzysy międzynarodowe, ministerialne konflikty, to wszystko tam jest. To znak firmowy wielkiej sztuki.

Produkcję zakończyła w końcówce lat 80 choroba Paula Eddingtona. Margaret Thatcher podobno serial uwielbiała a do dziś nie brak przedstawicieli wszystkich rządzących partii w UK uważających, że to nie jest żadna fikcja, ale raczej dokument z kulisów sprawowania władzy. Miłego oglądania.

P.s. Niestety serii nie widziałem w polskim tłumaczeniu wymagana jest, więc znajomość angielskiego.

Idealny polityk prawicowy

marchewa79

zdjecie_20101116162749_854Musiał się w końcu objawić. Objawił się w PiS a jakże. Ot lokalny radny w Bydgoszczy z gębą pełną zwyczajowych frazesów o tradycyjnej roli rodziny, grzecznie chodzący do kościółka pewnie nawet baldachim w procesji nosił.

Prywatnie miał ciekawe metody na aktywność fizyczną. Lubił energię wyładowywać w domu, na dostępnym worku treningowym, żonie. Żona niestety dla bohatera ponagrywała, co bardziej mięsiste kawałki, więc standardowe pójście w zaparte nie wchodzi w grę.

Nawet partia się odcięła, co w sumie dziwi, bo można przecie uznać, że to spisek wrażych sił i zmanipulowane nagrania. Durnie głosujący na PiS uwierzą we wszystko. Zresztą moralność prawicowych polityków od zawsze była moralnością zewnętrzną. Dla innych. My we własnej kaście możemy się rozwodzić, kraść, kazać kochankom robić skrobanki i inne takie. Jesteśmy ponad to. A ciemny lud kupuje. Kupował zawsze.

Nadzieja w tym, że wiele kochanic obecnej władzy ma telefony komórkowe. Niech nagrywają. Jak przyjdzie, co do czego to w świecie prawicowej obłudy i fałszu może to być ich jedyna obrona. Bo nawet ciemny lud ma granice tolerancji. Warto o tym pamiętać panowie rządzący zanim kolejny raz zaświerzbią w domu pięści.

© Zoon Politikon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci