Menu

Zoon Politikon

Czyli o polityce przede wszystkim choć nie tylko....

Kopciuszek

marchewa79

cinderella-e1387094787124Czyżby ta piękna historia kopciuszka w polskiej polityce miała się zakończyć? Wyobraźcie sobie ekranizację tej historii. Nasz kopciuszek pracuje w jakiejś prowincjonalnej aptece gdzie zła kierowniczka zmusza go do sprzątania po reszcie personelu i wyśmiewa się z jego prawicowych poglądów. A wtedy, pewnego dnia do apteki wchodzi książę. Och wzrok spotyka się i już wiedzą, że są dla siebie stworzeni. Książę uwalnia kopciuszka z apteki, a kopciuszek pomaga księciu organizować miesięcznice, komisje, ekspertyzy i strach pomyśleć, w czym tam jeszcze księciu pomaga…

Kiedy towarzysze księcia odzyskują władzę w królestwie jasne jest, że i kopciuszek wraz z księciem dostaną swoja prowincję. No i kopciuszek ma wreszcie okazję do wyrównania sobie za lata krzywd i niedostatków. To on może wreszcie dyrygować tymi aroganckimi generałami. Ma także dostęp do najpiękniejszych karoc a książę słucha rady kopciuszka w każdej sprawie.

Ale zły lud nie rozumie siły związku. A król w swym zamku na górze Nowogrodzkiej wsłuchany w podszepty ludu każe księciu odsunąć kopciuszka. Książę walczy, bo o tę prawdziwą miłość warto walczyć. W końcu bezradny odsyła kopciuszka do najpiękniejszego ze swych pałaców z wysoką gażą.

Ale i to królowi nie wystarcza. Podszepty złego ludu nie słabną i król chce wyrzucić kopciuszka z królestwa. Nie poddawaj się książę. Musisz walczyć o tę miłość. Ta historia nie może nie mieć happy endu.

Smoleńsk Cud, który ocalił PiS

marchewa79

Tu-154-crash-in-smolensk-20100410-10W kwietniu 2010 Prawo i Sprawiedliwość stanęło nad otchłanią. Notowania PO nie chciały spadać, Tusk bił w partię jak w bęben a niepopularny Prezydent wdawał się w kolejne spory z szefem rządu każdy kolejny sromotnie przegrywając. Działania odśrodkowe, które potem dadzą rezultaty w postaci powstania ugrupowań „Polska jest najważniejsza” i „Solidarna Polska” już się rozpoczęły.

Tragedia Smoleńska początkowo była po prostu tragedią. Trzeba było lat pracy by z wypadku komunikacyjnego Smoleńsk stał się tym, czym jest obecnie. Niezbędna była oczywiście domieszka całkowitego braku skrupułów i pewna ilość naprawdę fanatycznych akolitów. To wszystko miał Antoni Macierewicz. Do tego brak piątej klepki, co w obliczu początkowej komiczności owego kultu tylko pomagało przetrwać kpiny i szykany.

Goebbelsowskie zasady o powtarzaniu kłamstwa zadziałały po raz kolejny. Nabożna wiara w to, że przywódcy nie mogą zginąć tak banalnie w katastrofie lotniczej potrafiła, powtarzana nieskończoną ilość razy wniknąć do umysłu bardzo wielu Polaków. Rządząca PO temu religijnemu wręcz fanatyzmowi nie potrafiła się przeciwstawić, nie działały fakty a wyprodukowanie własnego fanatyzmu w kontrze do Smoleńskiego nie było czymś w zasięgu partii o jednak dość racjonalnym charakterze. Rezultat widzimy dziś przy władzy.

I właśnie to zdobycie władzy najboleśniej skrzywdziło smoleński mit. Nagle okazało się, że im bardziej Macierewicz et consortes szukają dowodów nieczystej gry, tym bardziej ich tam nie ma. Co wiarę fanatyków tylko wzmocni, wybije jednak to miękkie podbrzusze nieprzekonanych. A to właśnie ono jest politycznie cenne, bo w poczuciu oszukania może się znowu zacząć pałętać u politycznych adwersarzy. Wielkim mistrzem zakonu smoleńskich fanatyków pozostaje Antoni, co być może najlepiej tłumaczy jego wątpliwej, jakości polityczną samodzielność.

A gdzieś tam w siedzibie partii siedzi brat bliźniak i wspomina tę tajemniczą ostatnią rozmowę. W której zapewne leży klucz do przyczyn wypadku. Prawdy nie poznamy nigdy. Może to i lepiej, bo żadne fakty nie przekonają opętanych. Oni wierzą tylko w parówkowe eksperymenty.

Dlaczego rodacy nie powinni mieć swobodnego dostępu do broni

marchewa79

Ogląda sobie człowiek całkiem miły kanał na YT gdzie ludki latają po lesie i robią biwaki Ekwipunek Dźwigany Codziennie, (który nawiasem mówiąc polecam) a tu rozmowa z człowiekiem walczącym o tym żeby rodacy mieli swobodny dostęp do broni. Organizacja nazywa się „Fundacja AdArma” i sama rozmowa do połowy mniej więcej jest, jak na rozmowę z ludźmi, których określam jako „gun loverów” z racji uczuciowego stosunku do broni palnej, miła dość merytoryczna i mało ideologiczna. Dzieje się tak dopóki dotyczy koncepcji „postrzelania sobie”, która nie jest mi obca i którą w sumie akceptuje i popieram, ot weekendowy wypad na strzelnicę żeby postrzelać sobie, z czego tam dusza zapragnie. Bo to fajna zabawa jest.

Niestety miedzy postrzelaniem do celu a pozwoleniem ludziom na nieograniczone posiadanie w domach i noszenie po mieście broni palnej jest ogromna różnica. A ponieważ finałem działań owego stowarzyszenia ma być przerzucenie na nasz krajowy grunt chorej sytuacji, jaka ma miejsce w USA to już budzi mój zdecydowany i stanowczy sprzeciw.

Czy w Polsce można posiadać legalnie broń palną? Można. Czy jest to łatwe do zrobienia? Niekoniecznie. Czy wykonalne? Jak najbardziej. Nie jest to hobby tanie, nie jest także dzięki bogu powszechne. Ale wszystkie osoby, które znam i które z jakichś względów musiały broń posiadać (przeważnie chodziło o przewożenie większych sum pieniędzy) uzyskały ją bez specjalnych problemów.

Problem pojawia się w kwestii samoobrony. A raczej czegoś, co w polskim prawie nazywamy obroną konieczną.  W rozumowaniu wielu rodaków obrona konieczna nie ma granic. Tzn. że jeżeli ktoś (popularna sytuacja) dał mi w barze w pysk bo nie podobały mu się moje sarkastyczne komentarze, mam pełne prawo dźgnąć go nożem. I w rezultacie posłać na łono Abrahama. Wszak „on zaczął” i „wszyscy widzieli”. Prawo jednak widzi to nieco inaczej i wskazuje, że można przekroczyć granicę obrony koniecznej. I że odpowiedź musi być proporcjonalna do zagrożenia. Brzmi logicznie nieprawdaż? W praktyce jest niestety dużo trudniejsze, co ma związek z dużym skomplikowaniem sytuacji np. wskazanej barowej bójki gdzie zeznania świadków są często sprzeczne a ustalenie obiektywnej wersji zdarzeń nawet w przypadku obrazu z kamery, niemożliwe. Stąd częsta u prokuratorów i sędziów taktyka karania wszystkich zaangażowanych, którą zresztą każdy z nas zna dobrze ze szkoły, gdzie to samo po każdej przepychance robili nauczyciele. Taktyka niezbyt może przyjemna, ale logiczna i skuteczna. Przy awanturze w barze/klubie logiczna reakcja powinna obejmować skierowanie się do drzwi.

Tyle, że jest wiele spraw prostszych. Obejmujących w zasadzie dwa przypadki. Pierwszy to napad chuligański, kiedy nas napada zorganizowana banda tubylców/kiboli/młodzieży. I zmuszeni jesteśmy bronić w najlepszym wypadku uzębienia w gorszym życia swojego i rodziny. Drugi przypadek to napad na nasz dom. Kiedy w obronie mienia zmuszeni jesteśmy obezwładnić napastnika, lub gorzej. Oba przypadki to sytuacje stresowe, kiedy trudno o zastanawianie się nad „proporcjonalnością odpowiedzi”. I kiedy preferujemy wyłączenie napastników z gry każdymi dostępnymi środkami. W prawie anglosaskim funkcjonuje konstrukcja nazywana „stand your ground” zakładająca (w ogromnym uproszczeniu) prawo do ochrony własnej przestrzeni przed stroną atakującą przy użyciu wszelkich dostępnych środków. Taką konstrukcję można by zaimplementować do polskiego prawa. Ale…

Nie będę pytał ile razy was napadano. A jeśli w ogóle to na ile sytuacji mogliście uniknąć np. nie łażąc jak idioci po niebezpiecznej dzielnicy o 3 w nocy. Domniemam, że była to nieduża ilość bądź żadna. Statystyki przestępczości potwierdzają taką tezę. Więc dla 95 jak nie 99% populacji ta dyskusja do końca życia będzie mieć czysto akademicki charakter. Policja widzi to nieco inaczej. Otóż stand your ground oznacza na przykład prawo do bezkarnego zabicia sąsiada tylko, dlatego że wszedł do waszego ogródka po psa. Czuliście się zagrożeni mieliście prawo zadziałać przy użyciu dowolnych środków. Także siekiery. Na podstawie tego samego prawa grupa parunastu krewkich kibiców wykpi się z pobicia was. Wszak to wy ich zaatakowaliście, na co mają wielu świadków a oni tylko się bronili. Każdymi środkami. Więc stand your ground nie jest panaceum a może być gorsze od sytuacji, którą mamy obecnie.

Po tym przydługim, chyba najdłuższym w historii bloga wstępie dotarliśmy wreszcie do kwestii broni. Otóż proszę was o to byście do każdej ze zobrazowanych sytuacji dodali broń palną. Rezultat będzie jeden. Mnóstwo trupów i to najczęściej po tej złej stronie.

Broń palna to fatalne narzędzie do samoobrony. U źródeł jej nieskuteczności leży jej pozorna skuteczność. Bo cóż prostego niż w momencie napadu wyciągnąć pistolet i zastrzelić napastnika/napastników. Tych złudzeń pozbawi was pierwsza wizyta na strzelnicy. Pozornie trafienie w cel odległy o kilka metrów z nowoczesnego pistoletu nie powinno nastręczać trudności. Tak nie jest. Amunicja w kalibrach, jakie pozwalają na obezwładnienie/zabicie napastnika nie jest przyjemna do strzelania i wymaga treningu. A stres potrafi nawet wyszkolonemu żołnierzowi odebrać ¾ umiejętności. Nawet odbezpieczenie broni będzie problemem a zdeterminowany napastnik tę broń może wam zawsze odebrać. Podobnie jak z nożem dla większości ludzi broń palna stanowi czynnik zwiększający a nie zmniejszający zagrożenie.

W domu możemy posiadać broń długą, np. strzelbę.  Łatwiej trafić. Problem w tym, że broń w domu trzeba gdzieś trzymać. Każdy rodzić wie, że trzymanie dostępnej i nabitej strzelby czy pistoletu to proszenie się o nieszczęście. A zabezpieczona i rozładowana broń w sytuacji napadu na dom jest bezużyteczna. Dochodzi oczywiście czynnik psychologiczny, bo broń palna to idealne rozwiązanie dla samobójców i nie wiadomo czy posiadaczowi w chwili życiowego kryzysu nie zaszkodzi bardziej niż potencjalnym agresorom.

Ale to wszystko to banał. Można z tym żyć. Problem w tym, że powszechny dostęp do broni da ją także do ręki każdemu bandycie, kibolowi i internetowemu trollowi. Każdemu człowiekowi z problemami psychicznymi. Wszystkim. Ileż prościej przyjdzie pozyskiwać precjoza od przechodniów przy użyciu broni palnej. Robiąc to łomem ryzykujemy, że trafi się większy i silniejszy. Z „klamką” nie ryzykujemy nic. Nagle z bezpiecznego kraju przerodzimy się w… USA. Nasze dzieci będą mogły być masakrowane w szkołach przez kolegów z depresją (a są nastolatki bez depresji?), napady będą „gorące” (cudowny termin oznaczający w USA, że sprawca poszedł na włam z giwerą zastał lokatora ) a poziom morderstw wzrośnie pod sufit. I tak szybko przez fikcyjne poczucie zagrożenia zapewnimy sobie zagrożenia realne.

Tego właśnie boi się policja. Bo państwowy monopol na przemoc czy chcemy czy nie jest fundamentem państwa prawa. Każda delegacja tego monopolu powinna być dokonywana z niezwykłą ostrożnością.

Organizacje takie jak „Ada Arma” są w swoich działaniach zmierzających do swobodnego dostępu do broni organizacjami szkodliwymi. A przez ten cichy lobbying polityczny nieporównywalnie bardziej niebezpiecznymi od jakichkolwiek terrorystów. „Gun loverom” każde logiczne myślenie będzie zawsze przesłaniać moc odrzutu i zapach smaru do broni. A także marzenie o noszonej przy biodrze „klamce” będące jak tabletka Viagry dla impotenta. Ale nie dajcie się zwieść. Powszechny dostęp do broni społecznie się po prostu nie opłaca. Politykom polecam natomiast kolegów z takich organizacji wywalać za drzwi. Dyskusja nie ma sensu. Co nie zmienia faktu, że postrzelać jest fajnie i można byłoby uczynić nieco by robiło się to łatwiej.

Wpis wyszedł nieco przydługi, a w argumentacji inspirowałem się mocno Jimem Jeffreys’em, co pewnie osoby zorientowane w temacie bez trudu zauważyły. Wpis (żeby była jasność w temacie) nie aspiruje do bycia obiektywnym czy ważenia argumentów. Stanowi pogląd autora na kwestie obrony koniecznej i prawa do posiadania broni. Tyle.

Inne wpisy w temacie:

Policja kontra agresywny obywatel, czyli jak to zrobić w Wielkiej Brytanii a jak nie robić w Polsce.

Gun’s don’t kill people…

Ministerstwo Dziwnych Kroków…

Wiosna ach to ty…

marchewa79

Wiosna%2B2015%2B143Słoneczko przygrzało a w mediach pojawił się drugi sondaż. I te same wyniki. Czy Jarosław Kaczyński tego chce czy nie blamaż z wyborem Tuska stanowił przełom. I to czuć. Zmieniła się narracja. Dotychczasowe wpadki PiS stanowiły osobne wydarzenia. Od kilku tygodni media zaczynają coraz żwawiej przebąkiwać o systemowym problemie. To etap, do którego PO doszła po aferze podsłuchowej i 6 latach rządzenia. PiS władzę sprawuje zaledwie 1,5 roku.

Taka narracja to równia pochyła. Tusk pokazał, że nawet zmiana premiera niewiele daje. Po prostu w pewnym momencie każde działanie rządu stanowi tylko kolejny dowód jego niekompetencji. A tymczasem za miedzą (znowu dzięki Tuskowi) pozbierała się PO. A PiS zapomniał już jak skuteczni w tłuczeniu w Prezesa mogą być ludzie PO, gdy mają władzę na horyzoncie. Teraz powoli i boleśnie się przekonuje.

Sukces PO to sukces Schetyny. Podobno ma charyzmę gumy od majtek (choć nie pomnę kto to powiedział). Trudno o polityka mniej podobnego w PO do Tuska a bardziej do Kaczyńskiego. Ale właśnie to było jak widać partii potrzebne, specyficzna „mądrość etapu” wymuszająca integrację szeregów w sytuacji politycznie krytycznej. Przetrwali. Ba można nawet postawić tezę, że PO jako partia jest silniejsza bo udało się wpuścić sporo świeżej krwi. Brakuje jeszcze, co prawda prawdziwych harcowników wołających o „dorżnięcie watah”, ale nie tracę nadziei, że i tacy się pojawią. Bo teraz rozliczenie PiS nie może być kosmetyczne. I będzie potrzeba do tego prawdziwie bezwzględnych i twardych ludzi.

W oddali gaśnie Nowoczesna. Cóż system zakończył restart i partia liberalna wędruje na tradycyjne pozycje. A one 10% poparcia nie przekraczają. Oczywiście niewątpliwa głupota i bufonada lidera swoje dołożyły, ale bądźmy realistami N. nigdy nie była ofertą dla politycznych sierot po PiS czy Kukizie. Stała się, dużo poniżej własnych ambicji ostrogą, która pogoniła PO do galopu. Rola istotna i potrzebna jednak rozumiem zawód, jaki przezywać będzie w najbliższym czasie wielu działaczy. W teorii trend oczywiście może się odwrócić. Ale wiatr historii dmie w inny żagiel. I na zmianę kierunku się nie zanosi.

Urokliwa niespodzianka to powrót Prezesa na salony. Ewidentnie ruszył ratować sytuację, choć żaden politolog w Polsce nie zna sytuacji, którą udział Jarosława Kaczyńskiego poprawił. Zwłaszcza sondażowej. Ale pomysł zacny i jako klakierowi opozycji wypada mi tylko krzyknąć: tak trzymać Prezesie! Na samo dno! Po drodze mamy kuriozalną wizytę w UK (chyba tylko po to, aby klęskę negocjacji w sprawie emigrantów Tusk mógł zwalić na Prezesa) i żałosne próby odwołania Misiewicza ze stołka za pośrednictwem medialnego grożenia palcem. Na które Antoś tradycyjnie odpowiada innym palcem. Środkowym.

Mam wrażenie, że niedługo zmienimy premiera. Te ostatnie dwa lata (może mniej zależy od szybkości dezintegracji) to może być ostatnia szansa Prezesa na zapisanie się w historii przed emeryturą w jakimś miłym i ciepłym zakładzie karnym. A Beatka seksapil straciła radykalnie. Wiele z niezbędnych wydaje się, zmian w rządzie odwlekanych dalej być nie może, a łatwiej je wykonać wespół ze zmianą premiera. Zresztą trzeba uczciwie przyznać, że ów Titanik na dno winien iść pod wodzą prawdziwego a nie farbowanego kapitana.

Wiosna przyszła, od razu człowiekowi weselej…

Lech Kaczyński Airport, czyli piramida Jarosława

marchewa79

odkryjslaskie_acmszklarski_006Rząd i nadpremier Jarosław nie zwalniają. Odkurzają każdy, najgłupszy pomysł znaleziony w szufladach ministerstw i kierują go do realizacji z entuzjazmem dziecka, które dostaje nową zabawkę.  Ostatnio odnaleziony został koncept centralnego portu lotniczego, czyli gigalotniska między Łodzią a Warszawą. Prawdziwie wielkiej i należycie słomianej inwestycji.

Założenia dotyczące wzrostu ruchu lotniczego i liczby obsługiwanych pasażerów wzięto z sufitu (kto bogatemu zabroni), koszty po prostu wymyślono (port jak uczą rozliczne przykłady będzie pewnie 2x droższy a więc w cenie elektrowni jądrowej na którą wg. tych samych polityków nas nie stać). W okolicy od lotnisk gęsto tylko jakoś latać z nich nie ma komu (pozdrawiamy Radom). Po co to wszystko?

Ano jak wielu podejrzewa ku pamięci. Wreszcie będzie można COŚ nazwać imieniem Lecha Kaczyńskiego. Wreszcie otrzyma godne mauzoleum, odpowiednio kosztowne. I gdyby na tego potworka złożyli się jedynie członkowie i sympatycy rządzącej partii to OK.  Ale niestety groszem sypną wszyscy Polacy. To uspokojenie sumienia prezesa będzie wyjątkowo kosztowne. Oczywiście niektórzy niemało zarobią. Ale trzeba spojrzeć prawdzie w oczy, Polska nie ma potencjału na stworzenie od zera nowego hubu lotniczego w tej skali. Nie mamy dużej własnej linii lotniczej, która by na nim bazowała, nie mamy infrastruktury komunikacyjnej, którą można by do niego podpiąć (autostrada i szybkie koleje).

Miłośnikom słomianych inwestycji radzę się przyjrzeć losom Akademickiego Centrum Medycznego w Zabrzu. Zresztą bez trudu znajdziecie z dwa tuziny PRLowskich przeskalowanych potworków. Może jednak te lata nas czegoś nauczyły. Nie tracę nadziei.

© Zoon Politikon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci