Menu

Zoon Politikon

Czyli o polityce przede wszystkim choć nie tylko....

Wpisy otagowane : USA

Trump - problem Ameryki, problem świata

marchewa79

TRUMP-TOWER-HOTEL-000066298215-4201-300x336Nieprzewidywalność. Najgorsza z możliwych cech w polityce. I dominująca cecha osobowości Donalda Trumpa. Poprzedników ograniczała ideologia. Zasady. A nowy prezydent USA z jednej strony spełnia wszystkie mokre fantazje alterglobalistów zrywając kolejne umowy o wolnym handlu z drugiej aktywnie podważa fundamenty amerykańskiej dominacji w świecie. Wszystko to w rażącej sprzeczności z działaniami i programem Partii Republikańskiej. Którą ma gdzieś.

 Bo Trump jest republikaninem tylko pozornie. Nie ma specjalnego szacunku ani dla historii ani dla pryncypiów partii. Niektóre może doraźnie popierać (aborcja), ale oczekiwanie, że w jakimkolwiek stopniu uzależni od nich swoje decyzje jest naiwne. To pełną gębą populista wyczuwający nastroje tłumu i dostosowujący do nich swoje działania.

 Obecnie trwa testowanie granic władzy nowego prezydenta. Tego, co może zrobić za pomocą rozporządzeń/dekretów (Executive Orders). A może sporo. Na przykład zakazać wjazdu muzułmanom. Oczywiście nie wszystkim. Tylko tym z krajów biednych i ze złym PRem. Reszcie, tych z bogatych krajów zatoki, którzy np odpowiadają za zamachy z 11 września (Saudyjczycy) lub są cennymi regionalnymi sojusznikami (Egipcjanie) w żadnym wypadku nie ogranicza się prawa wjazdu. Ot logika.

 Problem Trumpa pojawi się już wkrótce z innej strony. Otóż atutem Trumpa w biznesie było jego nazwisko. Firmowało na całym świecie hotele, szkoły i przedsięwzięcia biznesowe. Teraz to nazwisko stanie się celem. Jak zareaguje, kiedy celem staną się jego hotele? Ile będzie wart Trump, kiedy ta marka zamiast być synonimem nowobogackiego bling, bling oznaczać będzie cel dla każdego szalonego terrorysty w okolicy? Populizm Trumpa może mu wkrótce zacząć wystawiać wysokie rachunki.

 Jest, więc nowy Prezydent niewygodny dla prawie wszystkich. Dla liberalnych demokratów jest nieomal antychrystem, chodzącą reprezentacją najgorszego prawicowego populizmu. W dodatku konsekwentną i bezkompromisową. Dla Republikanów to człowiek spoza elit partyjnych, nieobliczalny i w wielu decyzjach niedający się kontrolować. Zwłaszcza w decyzjach szkodzących biznesowi czy uderzających w sektor militarny. Poglądy międzynarodowe ma archaiczne nie tyle XX, co XIX wieczne i stanowi reinkarnację szczerego izolacjonisty. Także a może przede wszystkim gospodarczego, co stanowi jawną sprzeczność z ostatnimi 70 latami amerykańskiej polityki zagranicznej i budzi wątpliwości czy wygrana w wyborach daje mandat do tak głębokiej rewizji.

 Stajemy przed dwiema opcjami. W pierwszej nowy prezydent zostanie szybko utemperowany przez własny establishment partyjny.  I z pewnymi problemami będzie to jednak “business as usual”. Druga, bardziej prawdopodobna, zakłada szybki konflikt z własnym politycznym zapleczem o nieprzewidywalnych konsekwencjach. A pamiętajmy, że w rezerwie jest dużo bardziej “klasyczny” w poglądach wiceprezydent Pence. Co otwiera ciekawe opcje w najbliższych latach.

 Wszystko to nie jest bez wpływu na losy Polski. Nowe izolacjonistyczne USA może zechcieć wycofać z Europy tak nuklearny jak i konwencjonalny parasol. A bez tych gwarancji bezpieczeństwa świat może stać się nam bardzo, ale to bardzo nieprzyjazny. Pozostaje, więc mieć nadzieję na hamujące zdolności republikanów, bo niewiele innych opcji nam pozostaje.

Gun’s don’t kill people…

marchewa79
     W USA po staremu. Przejmujemy się masakrą w Norwegii, ale to, że w stanach jakiś chory psychicznie człowiek postrzelał do dzieci to przecież nie jest jakaś sensacja. To dzień, jak co dzień.

     Piękny kraj, w którym każdy może kupić broń. Ty oczywiście też możesz kupić. I twój sąsiad, który być może jest w 100% normalny. Albo to świr, który dla rozrywki pójdzie do podstawówki twoich dzieci sobie postrzelać. Tudzież gość, który chce ci zabrać portfel. W Polsce góra dostaniesz po mordzie w USA napadanie ludzi bez broni wydaje się ciężkim frajerstwem.

     Niedawno oglądałem jeden internetowych felietonów pana Kolonko. Kiedyś jego latanie po stanach i pokazywanie ciekawostek było nawet zabawne. Teraz, kiedy z kaznodziejskim zacięciem tłumaczy, dlaczego amerykanie tak kochają broń ze strzelać uczą nawet kilkuletnie dzieci, wydaje się jedynie słowiańską karykaturą prymitywnego republikańskiego redneck’a.

     Broń nie zabija ludzi na tej samej zasadzie jak nie zabija ich palenie (tylko rak), wypadki lotnicze (tylko pęd i grawitacja) czy obżarstwo (tylko zawały). Tylko dzieciaków szkoda. Ale rodzicom amerykańscy Kolonkowie sprzedadzą trade Mark amerykańskiego NRA (związku posiadaczy broni): "Gun’s don’t kill people…".

Pierwszy wtorek po pierwszym poniedziałku

marchewa79
     Wybory prezydenckie w USA już jutro. Trzeba przyznać ze kadencja Obamy zleciała błyskawicznie. Pierwszy czarnoskóry prezydent obejmował urząd w najgorszym momencie od ponad pół wieku. Gospodarka na krawędzi katastrofy, lawinowo wzrastające zadłużenie i niezwykle agresywna opozycja. I trzeba Barackowi Obamie przyznać, że nie tylko przetrwał, ale i udało mu się nawet zrealizować co nieco z własnego wyborczego programu. Co prawda większość w Kongresie szybko stracił a opozycja stała się zdecydowanie agresywniejsza niż za czasów Clintona czy Busha ale nie psuje to nadzwyczajnie obrazu prezydentury.

     Obama potrafił zakończyć wiele z „odziedziczonych” po poprzedniku spraw. Wycofał się z Iraku, rozwiązał sprawę Bin Ladena, zaczął proces redukcji deficytu, (chociaż tutaj mógł zrobić o wiele więcej). Ma też jednak za sobą wiele porażek. Jego reformy są połowiczne, wzrost gospodarczy rachityczny a rynki finansowe dalej poza jakąkolwiek kontrolą. Tylko czy USA mają alternatywę?

     Mitt Romney. Najlepszy z kiepskich. Kandydat bez właściwości. Demokraci mieli swojego Romneya w 2004 roku nazywał się John Kerry i podobnie jak dzisiejszy faworyt republikanów był kandydatem tylko teoretycznie idealnym. Kerry i Romney to istoty politycznie bez właściwości. Nie chodzi o brak siły charakteru czy zdolności przewodzenia, bo te marketing polityczny potrafi doskonale zamarkować. Chodzi o życie tak pozbawione przeszkód, że wręcz nierzeczywiste. Kerry był urzeczywistnieniem „złotego chłopca” ameryki lat 60 i 70. Studia, Wietnam na ochotnika, odznaczenia, powrót, załamanie nerwowe, ślub z dziedziczką wielkiej fortuny. Romney to dziecko amerykańskiej arystokracji z Nowej Anglii. Pierwszy milion dostał od taty i miał talent do ich pomnażania (cóż zresztą, jako mormon miałby innego robić z pieniędzmi). Niespecjalnie lubi się też swoimi dochodami dzielić z państwem. Tyle. Całe życie w dwóch zdaniach. Kiedy w 2008 startowali Obama i McCain to byli kandydaci realni do bólu. McCain z epopeją w obozie jenieckim w Wietnamie, tak nieszablonowy ze jego własna partia ledwo go tolerowała i Obama, chodzące milti-kulti człowiek wychowywany w tylu miejscach ze pytanie o jego rzeczywiste miejsce pochodzenia do dziś nastręcza niemało problemów.

     Dzisiaj to Obama ma za sobą „prezydenckość”, Romney jest challengerem, co w USA daje mu nikłą szansę na sukces. W XX wieku urzędującego prezydenta reelekcji pozbawili jedynie Ronald Reagan, Franklin D. Roosevelt,  Woodrow Wilson ale to byli giganci swoich czasów (uważny czytelnik zauważy brak Jimmiego Cartera ale pokonanie Forda nie było dla mnie pozbawieniem reelekcji gdyż elekcji nie było). Ale spór o role władzy w społeczeństwie podzielił amerykanów bardzo głęboko. Republikanie przesunęli się niezwykle mocno na pozycje konserwatywne i nie bardzo widać strategie walki o bardziej centrowy elektorat. Obama poza kwestią własnej reelekcji chciałby sobie załatwić przewagę w Kongresie, bez której czekają go co najmniej 2 lata brutalnego kopania po kostkach. Dodatkowo powtórzenie duetu Obama-Biden nie stwarza otwarcia dla demokratów na 2016 rok. Romney to efemeryda, ale prawybory zostawiły republikanów z co najmniej kilkoma alternatywami.

     Będzie ciekawie.

Ameryka

marchewa79
       Wiecie, co to jest CAR-15. Skrócona wersja karabinu M-16 znanego z wojny w Wietnamie. Jedyne 700$. Taniej niż iPhone. Broń niespecjalnie nadaje się do czegokolwiek innego niż zabijanie ludzi i to na dystansach, na których trudno mówić o samoobronie (chyba, że atakuje nas pluton wojska). Takiej właśnie broni użył sprawca masakry w amerykańskim kinie.

     Pomyśleli byście, że to łatwy dostęp do naprawdę wyrafinowanej broni odpowiada za to że ulubionym sposobem radzenia sobie z problemami psychicznymi przez amerykanów jest strzelanie do innych ludzi. Ale tu się mylicie. Odpowiada film „Mroczny rycerz powstaje” i jego twórcy. Bo w końcu w filmie podobno była scena strzelaniny w kinie. Więc to logiczne żeby nie powiedzieć elementarne. Ameryka. Choć nie tylko.

      To, że takie strzelaniny idą w USA w dziesiątki a broń, w którą w reszcie świata posiada jedynie wojsko można wyposażyć się na każdym rogu ulicy po prostu nie ma związku. To nie broń zabija, to ludzie zabijają. A jankesi po prostu lubią sobie od czasu do czasu postrzelać. Taki pionierski duch. Więc i ta masakra jest w jakimś sensie wyrazem pionierskiego ducha ameryki.

       Jest takie stare przysłowie „temu, który jako jedyne dostępne narzędzie posiada młotek- wszystkie problemy jawią się w głowie, jako gwoździe”. Wielu amerykanów posiada CAR-15. I rozwiązuje swoje problemy. Ot lokalna specyfika.

Eurokryzys – amerykańskie korzenie

marchewa79
     Strefa Euro posiada dług publiczny na poziomie 86% PKB. USA "zaledwie" 94%. A jednak w ostatnim roku słowo "kryzys" kojarzono bez wyjątku z krajami europy. Agencje ratingowe (bez wyjątku amerykańskie) obniżały kolejnym krajom euro landu oceny wiarygodności. Niby w przypadku Grecji sprawa jest jasna. Ale już atak na Francję czy Włochy nie jest tak oczywisty.

     Jeszcze kilka lat temu dolar tracił na wartości a euro zwyżkowało. Powoli stawało się globalną "marką niemiecką".  Raperzy na teledyskach zaczęli zamiast dolarów szastać zwitkami euro banknotów a kilka niezbyt przychylnych USA krajów przemyśliwało zastąpienie w obrocie naftowym euro przez dolara. To USA lawinowo zadłużało się na wojnę w Iraku. Dług euro strefy był duży, ale pod kontrolą.
 
     Dowcip polegał na tym, że duże europejskie banki powoli i zręcznie gnurane były w bezwartościowych papierach dłużnych z USA. Były gnurane, bo agencje ratingowe dawały tymże arcydziełom finansowej inżynierii najwyższe oceny. Tąpnięcie po upadku Lehman Brothers umoczyło państwa w długach banków. To jednak dalej lokowało nie tylko euro strefę, ale i całą unię w o niebo lepszej sytuacji niż USA realizujące kosztowny program reformy zdrowotnej i zaangażowane w dwie równoległe wojny.

     Wtedy poszła Grecja. Nie żeby stanowiło to jakąś niespodziankę. Grecy oszukując UE zawsze stanowili "miękkie podbrzusze". Ale ratingi rozpoczęto na wyścigi obniżać całemu południu i umoczonym po kryzysie Irlandczykom nadając im mało romantyczną nazwę P.I.G.S. Rozhuśtano rynek walutowy i rynek handlu długiem państwowym. Nawet Niemcy mają problemy ze sprzedażą obligacji. USA takich problemów nie ma. Choć obiektywnie rzecz biorąc gospodarka UE pozostaje bez porównania atrakcyjniejsza od amerykańskiej. Kiedy USA angażuje się w niepotrzebne wojny UE inwestuje pieniądze w nowych członków i ekologię. Nie trzeba wybitnego logika by wskazać, że perspektywy Unii w następnej dekadzie są znacznie lepsze od Stanów Zjednoczonych. Na razie ratuje wszystko magiczna waluta światowa $. Jak długo?

     UE jest w kryzysie, ale znacznie płytszym niż się wydaje. To tylko kwestia przekroczenia Rubikonu. Powstrzymania turbo spekulacji przez podatek od transakcji finansowych, zrównoważenia budżetów (w UE jest to w mojej opinii możliwe w USA pozbawione szans), zwiększenia roli banku centralnego.  I delikatnego acz stanowczego wyzwolenia się spod władzy ratingowych gigantów, których oceny więcej niż z ekonomią mają wspólnego z psychologią tłumu.

© Zoon Politikon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci