Menu

Zoon Politikon

Czyli o polityce przede wszystkim choć nie tylko....

Wpisy otagowane : UK

Brexit, przerwana pogoń za zajączkiem

marchewa79

Screen-shot-2013-12-27-at-11.58.00

Co wiemy po dwóch tygodniach po referendum? Po kolei…

  1. Brexitu nikt nie chciał. Nie chciał go Johnson, dla którego miał być dźwignią w walce o przywództwo u torysów. Nie chciał go Farrage, bo bez UE jego partia straciła sens istnienia. Nie chcieli go Brytyjczycy, bo chodziło jedynie by powiedzieć głośne „dość” establishmentowi.
  2. Brexit przeorał brytyjską politykę w sposób, który można porównać jedynie do II Wojny Światowej. Wszystkie partie liczące się w wyścigu o władzę albo zmieniają przywódców albo pogrążone są w kryzysie, który najprawdopodobniej doprowadzi do ich zmiany. Jeśli deklaracje niektórych torysów czy laburzystów brać na poważnie obie partie są na krawędzi rozpadu. Zrezygnował Premier. Uciekli obaj przywódcy frakcji pro Brexitowej.
  3. Na krawędzi rozpadu jest także Wielka Brytania. Nieoczekiwanym sojusznikiem integralności UK jest Hiszpania, która wie, że rozwód UK ze Szkocją i przyjęcie tej do UE doprowadzi do secesji Katalonii. Ale gdyby nadać sytuacji znamiona wyjątkowości to, kto wie? Nieco mniejszy problem ma Irlandia Północna, bo tu możemy mieć do czynienia ze zjednoczeniem. Więc na froncie irlandzkim jest ciszej, ale tam sytuacja może być realnie dużo bardziej niebezpieczna.
  4. Królowa się boi. Realny koniec monarchii zapukał do drzwi wraz z groźbą secesji szkotów. Tylko naiwni wątpią w to, że zarówno Kanada, jak i Australia z Nową Zelandią kontynuowałyby sentymentalny związek z koroną po secesji. Stąd wizyta w królowej w Szkocji miała znamiona desperacji.
  5. UK gra na zwłokę. Chce uspokoić nastroje i ogarnąć polityczny bardak w kraju. Rozpoczynają się tez podchody do zanegowania referendum. Tyle, że frekwencja była wysoka a wynik wyraźny. Zignorowanie go to postępowanie samobójcze politycznie. Ale nie zignorowanie tego wyniku może mieć podobny rezultat. Wybór Zofii jak mawiają amerykanie.
  6. 50 to magiczny przepis, bo niczym gilotyna daje dwa lata na wyjście. Tworząc go myślano raczej pewnie o Grecji niż o UK, ale jest jak jest. Cała brytyjska klasa polityczna jest przerażona nieuchronnością wysłania listu rozpoczynającego brexitową procedurę. Tusk, co prawda uspokaja (taka jego rola), ale Junicker nie ma wątpliwości. Będzie bolało i ma boleć.
  7. Scenariusze:
    1. Szybkie wyjście – list wysyłamy jesienią a w 2018 już GB jest poza UE. Zalety – logiczność, czytelność dla wyborcy, szybkość. Wady – UE zaproponuje katorżnicze warunki, cena za dostęp do wspólnego rynku będzie kosmicznie wysoka.
    2. Wolne wyjście – bez art. 50, za porozumieniem stron z końcem 7 latki budżetowej. Zalety – mniej chaosu, możliwe lepsze negocjacje, możliwość uspokojenia sytuacji politycznej. Wady – zwiększa ryzyko kolejnych exitów dla UE i niepotrzebnie rozmydla proces.
    3. Nie wychodzimy, bo parlament – parlament odrzuca wynik referendum i bierze na siebie odpowiedzialność za pozostanie w UE. Zalety – natychmiastowe uspokojenie sytuacji, stabilizacja waluty. Wady – samobójstwo zbiorowe klasy politycznej. UKIP może realnie wygrać wybory.
    4. Nie wychodzimy by ocalić jedność królestwa – Szkoci dostają gwarancję pozostania w UE w zamian za brak secesji przez 10-20 lat. W teorii opinia publiczna gotowa jest „kupić” taką wymianę. Tylko czy ktoś ja potrafi „sprzedać”? Zalety – patrz wyżej. Wady – wymaga współpracy Szkotów no i charyzmatycznego polityka gotowego firmować ów pomysł.
    5. Nie wychodzimy bo drugie referendum – pomysł stosowany wcześniej wielokrotnie. Zalety – sprawdzone rozwiązanie. Wady – rozmydlamy znaczenie społecznego wyboru, prowokujemy kolejne referenda „sondażowe” w innych krajach UE. No i zawsze może być 2x tak i co wtedy?

Paskudny kac po Brexicie

marchewa79

Brytyjczycy zdecydowali. Chcą wyjść z UE. Nie była to wygrana wątpliwa (48/52 przy 70% frekwencji) więc decyzja jest bardzo trudna do podważenia. Tyle faktów dalej zaczyna się coś na kształt tragikomedii.

Otóż jest to jeden z niewielu w polityce przypadków kompletnego zaskoczenia rezultatem. I to nie tylko przez stronę proeuropejską. Także znaczna część polityków konserwatywnych którzy rozpętali kampanię antyunijną z Borisem Johnsonem na czele wydaje się być szczerze zaskoczona uzyskanym sukcesem. Coś co miało tylko taktycznie pomóc podważyć przywództwo Camerona w partii, okazało się koszmarną puszką Pandory. Niesamowite jest oglądanie w BBC brytyjskich polityków spanikowanych nie na żarty perspektywą kraju poza UE i przerażonych tym jaką piekielnie skomplikowaną sprawą będzie rozwód. A jest jeszcze opieka nad dziećmi (dostęp do jednolitego rynku) za co trzeba będzie zapłacić alimenty (składka która paradoksalnie może nawet wzrosnąć po Brexicie). Trzeba też widzieć brytyjskich dziennikarzy którzy mówią „sprawdzam” kolejnym Brexitowym hasłom: „Czy będą dodatkowe środki na służbę zdrowia?”; „Nic takiego nie twierdziliśmy”; „Przecież wypisaliście to wielkimi literami na autobusie!”.

Brytyjska klasa polityczna ma poczucie popełniania straszliwego błędu. Każdy przepytywany polityk robi kwaśną minę i mówi „trzeba zjeść tę żabę”. Jest tez oczywiście UKIP i Nigel Farrage którzy promienieją. Ale już teraz widać że UKIP może intensywnie podgryźć konserwatystów w kolejnych wyborach. A to jest cena której partia Borisowi Johnsonowi chyba nie jest gotowa wybaczyć. Z kolei w Labour mamy do czynienia z regularnym rokoszem przeciw Jeremy Corbyn’owi który jest oskarżany o brak zaangażowania w kampanię. Labour ma powody do paniki bo exodus Szkocji, coraz bardziej prawdopodobny, może tę partie pozbawić ogromnej części mandatów w Izbie Gmin. O dziwo o rozpadzie UK póki co wspominano rzadko jakby bojąc się nawet sugerować możliwą secesję Szkocji i Irlandii Pn.

Przedmiotem sporu jest tryb wystąpienia z UE, termin a także kalendarz i to kto ma ten exodus wynegocjować. Już teraz mówi się o twardych warunkach, a stwierdzenia polityków proBrexitowych o tym że UE i eurokratom nie będzie się opłacał odwet na Zjednoczonym Królestwie wydają się pobożnymi życzeniami. Zwłaszcza wobec dążenia Junickera do „jak najszybszego załatwienia sprawy” zapewne po to aby osobiście mógł on dopilnować twardych warunków rozwodu. Priorytetem Brytyjczyków wydaje się natomiast spowolnienie biegu wydarzeń. Po pierwsze by kryzys w obu partiach udało się jakoś rozwiązać. Po drugie by opanować chęć Szkotów do kolejnego referendum i rozpoczęcia procesu rozpadu UK. Po trzecie wreszcie aby osłabić radykałów z UKIPu i zwalić na nich przynajmniej część politycznej ceny za secesję. Bo najgorszy z możliwych scenariuszy to przebiegunowanie brytyjskiej (choć wtedy już pewnie anglo-walijskiej) sceny politycznej podobne do tego gdy odeszli wigowie i pojawiła się na ich miejsce Labour. To oznaczało by bowiem katastrofę o niewyobrażalnych dla UK rozmiarach.

Poboczną ofiarą Brexitu będą Polacy. W jakimś stopniu już się zaczęło choć obecność Polaków w kampanii była tylko wirtualna. Jednak to my przeprowadziliśmy prawdziwą inwazję na UK i to my a nie „Pakis” czy sikhowie okazaliśmy się prawdziwym zagrożeniem dla klasy średniej. Polaków w UK trudno odróżnić od Brytyjczyków więc dyskryminacja na rynku pracy jest bez porównania większym wyzwaniem niż dotychczasowych kolorowych emigrantów. Mają Polscy emigranci dość wysoki średni poziom wykształcenia co sprawia że w wielu zawodach przesuwają się po kolejnych szczeblach kariery zajmując niemało niższych i średnich stanowisk kierowniczych. Polacy inwestują w wykształcenie dzieci i mają wysokie oczekiwania od brytyjskich szkół. W przyszłości dzieci emigracji będą zapewne zajmować te miejsca na Oxfordzie czy Cambridge jakie do tej pory zajmowała brytyjska klasa średnia. Jest więc polonia kijem w szprychach mechanizmu klasowej reprodukcji i jak żadna inna mniejszość zagraża brytyjskiej „way of life”. To czyni z Polaków wroga brytyjskich nacjonalistów nr 1. Muzułmanin może i od czasu do czasu się wysadzi ale można go łatwo odróżnić i zamknąć w getcie na przedmieściach. Z Polakami zrobić tego nie sposób.

W kolejnych wpisach postaram się przedstawić możliwe scenariusze wyjścia z sytuacji jak i też cenę jaką zapłaci za Brexit tak UK jak i UE.

Ps. Ostatnio ze zdumieniem odkryłem że mieszam angielskie (UK) i polskie (UE) akronimy. I zgadzam się że to błąd ale używanie ZK czy EU będzie jednak IMHO mniej czytelne więc proszę purystów o wybaczenie.

© Zoon Politikon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci