Menu

Zoon Politikon

Czyli o polityce przede wszystkim choć nie tylko....

Wpisy otagowane : kosciol

Zdrowie tolerancyjnych biskupów, strzemiennego.

marchewa79
     Ksiądz Lemański ma racje irytując się zachowaniem arcybiskupa Hosera. Wszak kościół powinien być miejscem gdzie wybacza się wszelkie przewiny. Oczywiście łatwiej wybaczyć "standardowe" przewiny współbraci w typie pedofilii czy alkoholizmu. Nie ukrywajmy jednak, że otwarta krytyka władz kościelnych ma większą wagę niż te drobne słabostki. Mimo wszystko arcybiskup mógł kazać niepokornemu klesze np. poleżeć krzyżem.
 
     O ile bardziej tolerancyjnie na północy. W takiej diecezji pelplińskiej mieli "trunkownego" księdza. Zresztą, kto po trudach pracy duszpasterskiej nie lubi walnąć kielicha. Toteż lokalni biskupi wykazywali pełne zrozumienie. A jak ksiądz wypił kielicha to ożywała w nim żyłka rajdowca. Niestety podróż pod prąd na drodze szybkiego ruchu spowodowała, że Bóg Ojciec zdecydował się na wcześniejsze odwołanie kapłana z funkcji niestety wraz z biednym młodym chłopakiem, który robił tutaj za instrument opatrzności, ale gdzie wióry rąbią itd. Dziś rodzina zabitego młodziana wykazuje się zaiste mało chrześcijańska postawą, zamierzając w świeckich sądach szukać zadośćuczynienia. No jak tak można? Chodzi nam jednak o to by zwrócić uwagę na ten aspekt tolerancji i miłosierdzia tak silnie obecny w pelplińskiej diecezji.

     Prezes Kaczyński mówił kiedyś, że ZChN jest najszybszą droga do dechrystianizacji Polski. Okrutnie Pan Jarosław nie docenił biskupów. Robią, co mogą.

Liberalizacja kościoła – polityka samobójcza

marchewa79
     Śmieszą mnie wezwania polskich liberałów (w większości zresztą dumnie obnoszących się ze swoim ateizmem tudzież agnostycyzmem) do tego by kościół katolicki się zmienił. Przytulił lesbijski i gejów, pożenił księży, dopuścił wiernych do zarządzania parafią i w ogóle był taki bardziej świecki a możliwie mniej kościelny.

     Patrząc na to wszystko z punktu widzenia kościoła katolickiego jest to polityka nie tyle głupia, co autodestrukcyjna. Aby się o tym przekonać wystarczy się udać za zachodnią czy północną granicę i odwiedzić dowolny z krajów protestanckich. Kościoły protestanckie najpierw oddały niezależność na rzecz trwałych związków z państwem. W kolejnym kroku porzuciły ortodoksję (wszak w XX wieku była już passe) na rzecz polityki tolerancji i swobody opartej na zasadzie "Bóg kocha wszystkich". Gdzieś po drodze jednak stała się rzecz nieoczekiwana, odpadli wierni. Skoro za brak uczestnictwa w kościele nie groziły sankcje ani państwowe ani społeczne a "Bóg kochał wszystkich" to sami przyznacie, że odmrażanie sobie tyłka na cotygodniowej mszy i słuchanie coraz mniej przekonujących kapłanów przestało mieć sens. Protestanci utracili poczucie moralnej wyższości, wszystko stało się negocjowalne. Po drodze rozsypała się organizacja i infrastruktura. Dziś w Oslo czy Kopenhadze napotykając kościół nie zastanawiamy się "katolicki czy protestancki", ale raczej "pizzeria czy dyskoteka".

     Katolicy, mimo reform II soboru Watykańskiego, zachowali wszystko to, czego pozbawili się protestanci. Silną autonomię, twarde zasady (nie ma znaczenia słuszne czy nie) i społeczne a w wielu krajach także instytucjonalne mechanizmy naganiające i wychowujące trzódkę. Kościół katolicki to silny partner do negocjacji, obficie obdarzony dobrem doczesnym i potrafiący je utrzymać. Potrafi także dyscyplinować kadrę, utrzymał przekonanie wiernych o moralnej wyższości, ma zaplecze w polityce. Jest partnerem, z którym trzeba się liczyć w dodatku takim, z którym państwom funkcjonującym coraz bardziej na korporacyjnych zasadach po prostu dobrze się dogaduje.

     A teraz kościół miałby to wszystko porzucić na rzecz niepewnego bytu opartego o hasło "postęp". To, co w rezultacie stanie się na pewno, to utrata części wiernych. I to tych najwartościowszych organizacyjnie czy finansowo. O ile liberałom mogą nie pasować, co bardziej radykalni katolicy w rodzaju Tomasza Terlikowskiego czy popierające "Radio Maryja" babcie, to oni właśnie gwarantują kościołowi stałe dochody i organizacyjną siłę. W zamian oczekują jedynie trzymania się tradycji i tylko takich zmian, jakie są niezbędne. Kościół może przegrywać bitwy polityczne (aborcja, związki partnerskie) i pewnie w końcu je przegra, ale nie może stracić poparcia swojego twardego rdzenia. To, bowiem skutkuje upadkiem struktury i w dalszej perspektywie dyskoteką zamiast lokalnej parafii.

     Najlepszym, dla samego kościoła, nowym papieżem nie będzie, więc reformator i liberał, ale twardy konserwatysta, który zdyscyplinuje strukturę i utwardzi politykę. Nie jest to może dobra wiadomość dla tych, którzy widzą w kościele musical "Jesus Christ Superstar", ale z punktu widzenia przetrwania i rozwoju instytucji najlepsze wyjście.

© Zoon Politikon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci