Menu

Zoon Politikon

Czyli o polityce przede wszystkim choć nie tylko....

Wpisy otagowane : wybory-2010

Wybory prezydenckie 2010 (32) - Finał?

marchewa79
b_komorowski     Wiemy, kto wygrał, wiemy, kto przegrał. Pozostaje pytanie, co dalej? Bronisław Komorowski nie odniósł tak zdecydowanego sukcesu, na jaki się zapowiadało. Kombinacja katastrofy Smoleńskiej, wizerunkowej przemiany i dobrze prowadzonej kampanii doprowadziły Jarosława Kaczyńskiego tam gdzie chciał - o krok od sukcesu. Zauważalna była ulga u kandydata Prawa i Sprawiedliwości, który tak naprawdę nie był gotów na sukces. Sukces ten pozostawiłby, bowiem partie w sytuacji niezwykle trudnej, bez lidera i wewnętrznie bardzo podzieloną. Szanse na wyborczy sukces nieuchronnie, więc by stopniały.

     Teraz Jarosław Kaczyński jest w ofensywie. Można wreszcie odetchnąć i zrzucić przyciasnawy gorset wyborczej poprawności. Wreszcie wracamy na sprawdzony grunt katastrofy Smoleńskiej, złej PO i spisku mediów. Idealnie zsynchronizował się z Prezesem Janusz Palikom, który możliwe, że dla przykrycia fatalnego wyniku Komorowskiego w jego macierzystym Lublinie, zdecydował się zerwać z konwencja wypowiadania się o ś.p. Lechu Kaczyńskim w samych superlatywach. Wrócił tez do gry Jacek Kurski. Będzie się działo. Możemy zakładać, że kampania samorządowa będzie w 2010 nadzwyczaj ostra.

     Komorowski ma problem. Polityk, który nigdy do tej pory nie był nazbyt samodzielny będzie musiał zacząć się od Tuska odróżniać i przestać być uznawany li tylko na jego ekspozyturę w Pałacu Namiestnikowskim. Dodatkowo Komorowski jest pozbawiony własnego politycznego zaplecza, co może na dobre wyjść rozrośniętej ponad miarę prezydenckiej kancelarii. Brak potrzeby obsadzania różnorakich pociotków stwarza możliwość realnych cięć w zatrudnieniu.

     Problemy Komorowskiego są jednak niczym w porównaniu z tymi Donald Tuska. Jest takie przysłowie o tym by uważać, czego sobie życzymy, bo a nuż się spełni. Dzisiaj Donald Tusk jak żaden polityk po 89 roku ma pełnię władzy. Ogranicza go jedynie PSL. A i to w minimalnym stopniu. Czyli reformy? Nareszcie?

     Cóż na początek spełnienie obietnic wyborczych… Komorowskiego. Pod tym względem wybory były dla kraju większą klęską jak powódź. Zniżki dla studentów, podwyżki dla nauczycieli. Kilkadziesiąt miliardów, których nie mamy i mieć nie będziemy. I równoległa walka z deficytem a przecie Prezydent obiecał ze wcześniejszych emerytur na przykład nie ruszy. Kwadratura koła na własne życzenie. A w perspektywie jeszcze dwie kampanie wyborcze i przewodnictwo w UE. Do roboty!
marchewa79
j_kaczynski     [o Edwardzie Gierku] Działał w takich okolicznościach, jakie wtedy były, ale to, że chciał uczynić z Polski kraj ważny - w tamtym kontekście, w tamtych okolicznościach - to była bardzo dobra strona jego działania, jego osobowości, jego poglądów, wskazująca na to, że był komunistycznym, ale jednak patriotą.



Człowiek się zaczyna zastanawiać kiedy przyjdzie czas aby przeprosić się z innym lewicowym politykiem - Generałem w czarnych okularach? Czyżby PiS na scenie politycznej chciał skonsumować SLD :).

Wiocha Mistewiczowska

marchewa79
eryk_mistewicz     Przy okazji wczorajszej debaty w komentarzach po raz kolejny objawił się „geniusz” „specjalisty od marketingu politycznego” niejakiego Eryka Mistewicza. Od jakichś 2 lat Mistewicz zmienił na tym stanowisku poprzedniego dyżurnego specjalistę, czyli Piotra Tymochowicza. Mistewicz jest „autorem strategii marketingu narracyjnego” (cokolwiek to znaczy). Jeżeli wierzyć jego własnym wypowiedziom (znowu cecha wspólna z Tymochowiczem) nie ma w Rzeczypospolitej polityka, który naszego omnibusa nie prosiłby o poradę. Zrobił nawet to co wszystkim żądnym pieniędzy dyletantom zaleca Francis Wheen czyli napisał książkę w której udziela porad jak robić to co jemu samemu niespecjalnie wychodzi.

     Otóż, z czego chyba niewielu ludzi w Polsce zdaje sobie sprawę, prawdziwi specjaliści od marketingu politycznego działają w cieniu. Zawsze przemawiają za nich wyniki niemal nigdy zaś nie piszą książek o tajnikach własnego zawodu. Karl Rove najwybitniejszy w mojej opinii spin doktor początku XXI wieku, człowiek, który stworzył Georgie W. Busha cały czas pozostawał w cieniu zajmując pozornie mało istotne stanowisko prezydenckiego doradcy. Rove specjalizował się w ostrym i brutalnym uprawianiu polityki jednak niemal nigdy nie ujawniał „kuchni” swojej profesji.

     U nas mamy natomiast do czynienia ze sfera medialnych „wydmuszek” w rodzaju właśnie wskazanego Mistewicza. Dowcip polega na tym że ludzie wierzą w magiczna moc podpisu „specjalista od marketingu politycznego” i rzadko usiłują dowiedzieć się więcej. Co sprzyja ludziom głoszącym farmazony rodem z podręczników dla komiwojażerów za to z odpowiednio poważną mina i dodając modne słowo klucz „narracja” które brzmi ciekawie a co do którego nikt naprawdę nie wie o co chodzi. Ale obecnym w studiu dziennikarzom zawsze głupio się do takiej niewiedzy przyznać.

     Jeżeli więc po raz kolejny po debacie czy wyborach słuchać będziemy „ekspertów” to zwróćmy uwagę czy to naprawdę specjaliści czy też importowany z Francji, nieco obły w kształtach wyrób czekoladopodobny.

Wybory prezydenckie 2010 (31) - Dwa słowa po debacie nr 1 i przed debatą nr 2

marchewa79
debata_komorowski_kaczynski     Debaty w formie równoczesnego wywiadu uważam za głupi pomysł. Są jednak niezbędne, kiedy istnieje duże ryzyko, że spotkanie przerodzi się w trywialną pyskówkę. Niestety Jarosław Kaczyński i Bronisław Komorowski udowodnili ze takie ryzyko było wcale realne. Stad decyzja obu sztabów o takim a nie innym kształcie „debaty”. Jak poszło? Poniżej moje opinie w punktach i pokrótce:

1. Kostiumy i zachowanie

     Punkt dla Kaczyńskiego. Mniej gestykulował był spokojniejszy. Nieźle dobrany garnitur z dyskretnie akcentującym żałobę czarnym krawatem. Lepiej podporządkowywał się regułom. Komorowski miał wyraźne trudności z zaakceptowaniem limitu czasu i założenia, aby nie rozmawiać bezpośrednio z oponentem. Sztab nie sprawdził garnituru który niemiłosiernie błyszczał się w ostrym świetle jupiterów.

2. Pytania

     Bardziej do kampanii parlamentarnej niż prezydenckiej. Dobre były tylko te dotyczące Afganistanu. Brak jednego moderatora sprawiał, że w debatę wkradał się chaos czasowy. Poza Olejnik pozostałe dziennikarki straszliwie bez ikry. A gdzie parytet i panowie dziennikarze?

3. Odpowiedzi.

     Równie kiepskie z obydwu stron. Komorowski zwyczajowo miał trudności ze zrozumieniem treści pytań i odpowiedzią na nie. Widać wyraźnie ze trenerzy z PO ponabijali mu głową faktami i liczbami i całą debatę aż huczał od chęci pochwalenia się świeżo zdobytą acz płytką wiedzą. Kaczyński mówił składniej jednak stale w konwencji „my-oni” i uparcie odnosił się do Komorowskiego jako do ekspozytury PO i Tuska. Komorowski z lubością używał frazy „pański rząd” i widać było, że z powodu małego zaangażowania Marszałka w rządy PO Kaczyński niespecjalnie miał pomysł na zrewanżowanie się. Ważne przed kolejna debatą, aby ten sposób odnalazł.

4. Finał debaty

     Dobra wrzutka Komorowskiego. Kaczyński niezbyt udanie zakończył debatę na wizji gestem bezradności. Na przyszłość moja rada dla prezesa PS nie dać się tak łatwo sprowokować. Zwłaszcza, że kwit w ręku Komorowskiego był torpedą raczej małej mocy.

5. Do poprawki:

  • prowadzący (potrzebny jeden moderator),
  • pytania (potrzebne ciekawsze i pilnowanie, aby kandydaci na nie rzeczywiście odpowiadali),
  • scenografia (ruchome tło za kandydatami = oczopląs widza, to nie Teleexpress),
  • trzeba pozbawić kandydatów możliwości bezpośredniej interakcji albo dać im możliwość rzucenia się sobie do gardeł, wariant pośredni jest kiepski.

6. Podsumowując

     Debata nudniejsza od równoległego meczu, który sam w sobie nie był nazbyt ciekawy. Różnice między kandydatami widoczne w charakterach, ale niezbyt w poglądach. A starcie centro-prawicy z prawo-prawicą nie potrafi jakoś we mnie wzbudzić emocji.

© Zoon Politikon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci