Menu

Zoon Politikon

Czyli o polityce przede wszystkim choć nie tylko....

Wpisy otagowane : wybory-2011

Kampania wyborcza 2011 (9) - Jak żyć?

marchewa79
     Jeździ Tuskobus po Polsce, równolegle po Polsce pomyka mniej spektakularnie Jarosław Kaczyński. I w zależności od sondaży jeden lub drugi wskazuje na sukces. Taktyka Jarosława Kaczyńskiego jest znana z wcześniejszych wyborów, choć tutaj po raz drugi to on występuje w charakterze „ludzkiej twarzy” przedtem bardzo udanie robił to jego brat. Rolę „pedału gazu” odgrywa środowisko, które można by określić mało gramatycznym terminem gazetopolskopolacy. Tam uprawiana jest nie tyle krytyka rządu, co permanentny atak w całkowitym oderwaniu od jakichkolwiek faktów, co zresztą zauważają już nawet apologeci PiS tacy jak Rafał Ziemkiewicz. Katastrofa smoleńska okazała się dla tego środowiska sposobem na wyjście ze stanu wegetacji. Na dobra sprawę to oni od dawna nadają ton polskiej prawicy. PiS został brutalnie obłupany z niemal wszystkich polityków, którzy wykazywali choćby pozory umiarkowania, a większość dezerterów po Canossie zmuszona została przez Prezesa w zamian za miejsce na listach do bezwzględnego posłuszeństwa i milczenia.  PiS w kampanii 2011 jest ekstraktem tego, czym były rządy tej partii w latach 2005-2007. Trzeba przyznać ze jest to w jakiejś mierze podejście uczciwe.

     Nie trzeba mówić ze Tusk i PO mają gorzej. W polityce zawsze trudniej bronić niż atakować. Dodatkowo Polacy zawsze od 1989 roku głosowali negatywnie, przeciw komuś i czemuś. Nie zapomnę zdziwienia, kiedy w 1997 roku SLD przegrało wybory. Mieli sprawny rząd, niezłe wyniki gospodarcze a zostali pobici przez AWS. Bo niestety w Polsce wielokrotnie same wyniki nie wystarczą. Zawsze więcej jest tych niezadowolonych niż szczęśliwych. PO ma dodatkowo wyjątkowo niewdzięczna sytuację. Praktycznie każdy minister ma większe osiągnięcia od swoich odpowiedników z PiS (co przyznajmy nie jest zadaniem trudnym). Ale ponieważ każde działanie przynosi ze sobą pewien procent błędów to na tle mylących się ministrów Tuska bierni ministrowie Kaczyńskiego wydają się ludźmi sukcesu.  Dlatego Grabarczyk zawsze będzie gorszym ministrem od Polaczka, który głównie unieważniał przetargi. PiS zbudowałby autostrady uczciwiej i taniej, kiedyś…

    Arytmetyka wyborcza jest bezwzględna. Sytuacja polityczna jeszcze bardziej. Przy zapowiadającej się umiarkowanej frekwencji głos oddany na każdą partie inną niż PO oznacza de facto głos oddany na Prawo i Sprawiedliwość. Można oczywiście żyć iluzją, że koalicja z SLD czy Palikotem zagwarantuje większy pluralizm. Jednak z dużo większym prawdopodobieństwem oznaczać to będzie pół roku koalicyjnych sporów i wcześniejsze wybory, w których raczej nie zatriumfuje wymęczona targami PO. A antyklerykalizm? Stary jestem pamiętam jeszcze ataki na kościół SLD w 1993 i 2001 roku. Optyka opozycji i władzy to jednak dwie różne sprawy. Najpoważniejszy w historii RP konflikt z kościołem był dziełem PiSu i dotyczył lustracji księży. Spór o mianowanie biskupa przypominał, przy całej różnicy skali spór o inwestyturę. Kwestia aborcji to w porównaniu z tym były fistaszki. Lewicowcy to dla kościoła przeciwnik znany i oswojony. Dyskomfortem jest prawica, która od czasu do czasu lubi zażądać od hierarchów świadectwa moralności.

    Na koniec symptomatyczny przykład:  wzrost ilości urzędników. Skokowy przyrost za rządów Tuska zawdzięczamy głównie temu że na siłę forsował ustawę, która miała ich ilość mechanicznie ograniczyć. Szefostwo urzędów antycypując skutki ustawy zwiększyło, więc zatrudnienie o 10%. Jarosław Kaczyński nic w sprawie ilości urzędników nie robił, godząc się z jednostajnym powolnym wzrostem zatrudnienia. I tu jest oś wyboru 9 października.  Czy wolimy tych, którzy robią i popełniają błędy czy takich, którzy nie robią nic, całą swoja aktywność koncentrując na aparacie represji.

    Wybór jak widać trudny i nieoczywisty.

Powyborcze scenariusze

marchewa79
     Poniżej kilka wariantów tego, co może nastąpić:

1. Hegemonia PO:

     Zakładamy, że PO wygrywa ze zdecydowana 8-10% przewagą nad PiS i zdobywa ponad 230 mandatów. Scenariusz raczej mało prawdopodobny, oznacza odtworzenie rządu w obecnym kształcie, choć PSL może utracić na rzecz Boniego Ministerstwo Pracy.

2. Odtworzenie koalicji:

     PO wygrywa nieznacznie, ale z PSL i tak wystarcza to do przekroczenia bariery 230 mandatów. Tusk pozostaje premierem a Pawlak wicepremierem. Kosmetyczne zmiany w rodzaju rezygnacji z Pitery czy wymianie Fedak. Zasadniczy rdzeń rządu pozostaje bez zmian. Choć możliwe jest doproszenie do rządu innego mniejszościowego gracza (Palikot, PJN) w celu szachowania PSL o ile oczywiście wejdą do Sejmu.

3. Duża koalicja PO-SLD-PSL:

     Scenariusz niewygodny. Oznacza Napieralskiego w rządzie i nowe resorty, a kto wie czy nie konieczność oddania SLD któregoś z resortów “wielkiej piątki” (finanse, MSWiA, MSZ, gospodarka, skarb). Pozycja PSL maleje, ale samo PSL będzie testować granice ustępstw będąc “języczkiem u wagi”. Wariant trudny, choć nie niemożliwy. Możliwe jest też dołączenie do koalicji małych graczy o ile zaistnieją w Sejmie.

4. Przegrana PO:

     Co oznacza także np. na tyle słaby wynik ze z PSL i SLD nie będzie mowy o koalicji. Możliwy jest oczywiście “rząd fachowców”, ale osobiście raczej mierzyłbym w nowe wybory.  Tusk nie jest zainteresowany mniejszościowym gabinetem a mając sprzyjającego prezydenta może do tych wyborów spokojnie doprowadzić.

5. Zwycięstwo PiS:

     Oznacza raczej pewne nowe wybory. Mało prawdopodobny jest “techniczny” rząd przy wsparciu SLD, dla której to partii podgryzanej przez Palikota jest to ideowe samobójstwo, które zakończy się wymiana przywództwa bądź rozłamem.  Szanse na przekroczenie 230 mandatów ma PiS raczej umiarkowane (delikatnie sprawę ujmując) a zdolność koalicyjną żadną.  Tylko, że scenariusze 3 lub 4 oznaczają w istocie pół roku, (jeśli nie więcej) chaosu w bardzo niespokojnych czasach. Oby się nie spełniły.

Bo wróci PiS, a wtedy nie będzie śmiesznie…

marchewa79
POPIS     Po fali krytyki PO przez media przetacza się fala myśli kontrrewolucyjnej. Jeśli bowiem: „nie PO to co?” zdają się pytać dziennikarze. Znowu przywoływany jest znakomity i nie do obalenia argument że „w porównaniu” przecież PO nie idzie wcale tak źle. Że drogi, że Orliki, że Euro… I jest to argumentacja tyleż prawdziwa co zwodnicza. Legitymizuje bowiem bycie zakładnikiem Platformy. Elektorat PO, ten twardy którego PO nie ceni (bo gdzie pójdzie?) ma knebel na ustach i związane z tyłu ręce. Ale ma też własne hierarchie autorytetów w których minister Rostowski jest jednak niżej niż Leszek Balcerowicz. I trudno dziś nawet najlepszym specom od platformianego PR udowadniać ze jest inaczej.

     Po w pogoni za centrum w pewnym momencie zatraciła kontakt z racjonalistycznym i liberalnym fundamentem. Z nie do końca jasnych przyczyn przerażająco lęka się już nie radykalnych ale jakichkolwiek reform. A zarzadzanie i administracja państwem tak lubiane przez premiera Tuska idą jej tak sobie. Ale o tym cicho sza bo wicie rozumicie jak PiS wygra wybory to będzie wasza V kolumno wina.

     Skoro nie reformy to może rekonstrukcja rządu? Pozbycie się paru zużytych do cna polityków, wycofanie innych na z góry upatrzone pozycje przed wyborami? Ale nie, minister Pitera mimo ze nie robi absolutnie NIC pozostaje niezagrożona, pomimo że mogę zrozumieć obronę ministra Klicha tak zwyczajnie po ludzku to politycznie trzymanie go na stołku po Smoleńsku jest błędem, minister Rostowski może być jednym z najlepszych w Europie ministrów finansów ale budżet dalej ma ogromny deficyt a zjedzono już całkowicie wszelkie rezerwy tę smutną listę można by ciągnąć bez końca.

     Co zaś do PiSu wszyscy widzą obsesje tej partii. Wiadomo że restytucja władzy niczym dobrym dla kraju się  nie skończy. A potem idziemy do sklepu a tam VAT 23%. I nic nie mogę na to poradzić że przypomina mi się reklama z kotkiem i lodówką z kampanii 2005 roku. Może jestem naiwny ale składkę w OFE też traktowałem w jakiejś mierze jako własne oszczędności a nie sposób na lokowanie podatku, którego istnienie zależy od widzimisię rządu. To że w PO jest sporo sierot po AWS nie daje prawa tej partii do demontażu wszystkich reform przez AWS przeprowadzonych. Czy PiS nie zrobił by tego samego? Nie wiem? Pewnie tak ale skoro nie ma ekonomicznej różnicy…

     Mamy jeszcze rzecz jasna SLD. I jak się ma poniżej 20 lat to takie rozwiązanie może się podobać. Ale ja pamiętam i lata 93-97 i 01-05. Nie ma takiej siły która przekonała by mnie do tego że SLD dotrzyma choć jednej obietnicy. Dobrze za to wiem ze pazerność "towarzyszy" na stołki nie tylko równa się tej PO ale wielokrotnie ja przewyższa. Naiwny młodzik który wierzy że SLD przynajmniej "dołoży" kościołowi powinien popatrzeć na dorobek Sojuszu z wspomnianych dwóch kadencji. Nie ma chyba partii bardziej prokościelnej w sensie czysto materialnym niż SLD u steru władzy. W opozycji to inna sprawa. Jedyna zmiana będzie pojawienie się Magdaleny Środy na stanowisku pełnomocnika ds. feminizacji kraju tfu wróć równości płci. Na którym to stanowisku pani "profesor" powróci do przerwanego dzieła drogich wycieczek po Europie i świecie.

     Podsumowując w opinię Hiobów wieszczących katastrofę po przegranych przez PO wyborach nie wierzę. Będzie tak samo może jedynie bardziej patriotycznie i ponuro. Bo chyba nikt nie wierzy w to że PiS jest w stanie, nawet po wygranych wyborach rządzić przez całą kadencję. Nie dajmy się zastraszyć niezależnie od przeszłych zasług straszącego aktualnie autorytetu.

Gry wyborcze

marchewa79
Titanik     Po ponad trzech latach rządów trzeba przyznać, że nie ma takiej rzeczy, której Donald Tusk by nie zrobił dla utrzymania się u władzy. Nie różni się w tym akurat od poprzednika na stanowisku. Różnica jest zwyczajowo w stylu, Tusk świństwa robi z uśmiechem, Kaczyński robił je z zaciśniętymi zębami.

     Taktyka premiera, którą można skrócić do stwierdzenia: zaprzeczać, zaprzeczać a potem zrobić, jest jednak cokolwiek irytująca. Kwestia OFE jest tutaj najlepszym przykładem. Najpierw harcownicy (min. Fedak) wypuścili balon próbny, potem technokraci (Rostowski i Boni) oszacowali rozmiar potrzebnego rabunku by na końcu Premier z uśmiechem zabrał 2/3 i powiedział: nasze!

     Fakt OFE nie zarządzają naszymi pieniędzmi najbardziej efektywnie, fakt jak na jakość swoich usług zdecydowanie za dużo przejadają ale w OFE mamy rzeczywiste pieniądze. Pieniądze, które będzie można w końcu wypłacić. ZUS pieniędzy nie ma, ma jedynie kartkę (system informatyczny), na której zapisane jest ile i komu jest dłużny. To ze Premier Tusk każe dopisać każdemu do stanu konta w ZUS jedno zero nie da ani grosza realnych pieniędzy. Sytuację można porównać do kredytu mieszkaniowego. Spłacając kredyt (oszczędzając w OFE) mamy przynajmniej gwarancję, że po skończeniu oszczędzania otrzymamy mieszkanie. ZUS jest jak wynajem z niejasna obietnicą, że na emeryturze właściciel da nam pomieszkać. Za kilkadziesiąt lat zobaczymy czy będziemy mieć dach nad głową.

     Minister Rostowski w ciągu ostatniego roku wykorzystał każdą księgową sztuczkę w swoim arsenale by dług publiczny nie przekroczył progu 55%. Każdą poza najbardziej trywialną – rzeczywistymi oszczędnościami. Skądinąd wiadomo ze np. budżetu MSZ minister Rostowski będzie bronił jak niepodległości ;). W rezultacie w okresie rządów „liberalnej” PO mamy podwyżkę VAT (nie ostatnia zapewne) likwidację sporej części tego, co było listkiem figowym zasłaniającym brak polityki „prorodzinnej” (program „Rodzina na swoim”, VAT na art. dla dzieci a lada moment po prostu likwidacja ulg na potomstwo). To ostatnie jeszcze liberał mógłby usprawiedliwić, ale tego, że w tym samym czasie wzrastają budżety wszystkich niemal centralnych urzędów i kancelarii darować nie może.

     Wszystko to powinno i mogłoby Stanowic podstawę do punktowania rządu przez opozycję. Ale chyba w jakimś innym kraju. U nas skok na OFE opozycje cieszy a nie jej przeszkadza (w końcu opozycji liberalnej nie mamy więc co się dziwić) a podwyżkę VAT  i tak posłowie odczują dopiero po zakończeniu kadencji.

     I tak nasza PO wraz z Polska niczym „Titanic” płynie ku kolejnej wyborczej wygranej.

© Zoon Politikon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci