Menu

Zoon Politikon

Czyli o polityce przede wszystkim choć nie tylko....

Wpisy otagowane : edukacja

I śmieszno i straszno…

marchewa79

mid_44243IV RP w ofensywie. I mamy to, co zazwyczaj, czyli tragikomedię. Gdyby nie to że realnie kosztuje nas to pieniądze, pozycję międzynarodową i Zdewastowane ludzkie życiorysy można by siadać i boki zrywać. Bo na przykład…

… 500 plus okazało się być „na kredyt”. I to nie jest opinia opozycji, ale nowego delfina PiSu imć Morawieckiego Jr.  Nie wiem czy podziwiać za trafność oceny, (choć stwierdzanie truizmów to żadna analityka) czy ganić za to że tak późno. Ale nie bójmy się jak delfinek zajuma, kasę z OFE to kredytu na dłużej starczy.

TVP 2 będzie mieć nowego szefa. Podobno ma nim być zasłużony dla obu reżimów „satyryk” Marcin Wolski. Poprzedni szef zaparkował oglądalność TVP2 na samym dnie, nowy mam nadzieję rekord poprawi. Dramat polega na tym, że jestem na tyle wiekowy, że pamiętam czasy, kiedy i Wolski i Pietrzak byli zabawni.  Problem polega na tym, że oni sami już chyba nie pamiętają. Wszystko to stwarza nadzieję, że po zakończeniu dojnej zmiany z TV publiczną będzie wreszcie można zrobić to, co powinno się zrobić lata temu. Zlikwidować.

Tymczasem w polskim radio, a detaliczniej w radiowej Trójce wybitny prawicowy bajarz i powieściopisarz Bronisław Wildstein rozpoczął czytanie własnej autobiografii. Niestety historia heroicznych zmagań towarzysza Bronka z PRL na emigracji we Francji i tego jak cierpiał za miliony wzorem Mickiewicza i Norwida napisana jest tym samym językiem jak jego poprzednie wiekopomne dzieło „Dolina nicości”. Co sprawia, że lektura dla niektórych może być doświadczeniem bolesnym i traumatycznym. Nie każdy wszak może być tym Norwidem.

Minister i premier in spe Gliński dzielnie walczy z Muzeum II WŚ w Gdańsku. Poprosił kolegów o krytyczne recenzje przedsięwzięcia. Po lekturze okazało się, że wojna w muzeum pokazana została, jako tragedia. W ogóle pominięto element radosnej zabawy, jaki przecież oczywisty jest dla każdego prawicowego publicysty, którego wychował i Kloss i „Czterej pancerni”. A muzeum ma być o tym, że wojna jest cool i pozwala na należyte kształtowanie postaw patriotycznych, bo jak się ma „VISa na Tygrysa” to postawa patriotyczna jest jedynym, co pozostaje.

Ministra od edukacji po ujawnieniu swych planów restytucji szkoły z PRL cały czas zapewnia, że żaden nauczyciel roboty nie straci a cała reforma będzie w gratisie. Cud, że jeszcze nie założyła zwiększenia wpływów budżetowych po jej przeprowadzeniu, ale poczekajmy. Na razie przeoczyła blisko 200 kościelnych gimnazjów, które trzeba będzie zlikwidować. A są w tym kraju siły potężniejsze nawet od sentymentu do PRL i kota Prezesa.

Gdzieś tam w oddali działacze „pro-life” zbierają podpisy pod ustawą, która zrobi z Polski taliban Europy, pociotki PiSowców opanowują resztki nieopanowanych spółek i spółeczek a Prezesa ku zaskoczeniu wszystkich znowu wybrano na Prezesa (nie spodziewał się).  Życie toczy się dalej i jeszcze nie odpadają koła. Ale wózek się chyboce. Zakończymy wieszczem prawdziwym:

 „Panie! Najmędrszy z profesorów!
Chciej przyjąć wniosek mój paniczny:
Zachowaj nas od Nikiforów
W dziedzinach pozaartystycznych!”

Edukacja naszej ludowej, socjalistycznej ojczyzny, czyli jak rozpieprzyć w drzazgi i nic nie zbudować.

marchewa79

Obchody_22lipca_PRL_0.previewTrudno o lepszą demonstrację ideowego postkomunizmu niż plany reformy edukacji. Właściwie Pani minister oszczędziłaby wszystkim mnóstwo czasu gdyby głośno oświadczyła, że wracamy do lat 70-tych. Ale przecież jak na każdej akademii ku czci socjalistycznej ojczyzny należało głupocie zbudować odpowiednia dramaturgię. Wiec rozprawianie nad tym jak PiS chce rozpieprzyć w drzazgi jeden z najlepszych systemów edukacyjnych w Europie.

Czy Polacy narzekają na swój system edukacji? Oczywiście, wszyscy i na okrągło.  Czy to oznacza, że mamy zły system edukacji? Na pewno w odczuciu wielu te dwie rzeczy są tożsame. Ale to nie prawda. Te same narzekania słychać, bowiem jak Europa długa i szeroka. Jeden z niewielu obiektywnych wskaźników do pomiaru, jakości to testy PISA a te wypadają rewelacyjnie stawiając polskich uczniów w nie tylko europejskiej, ale i światowej elicie. Te testy prowadzone wg jednolitej metodologii pozwalają na rzeczywiste porównanie tego jak przygotowani są poszczególni uczniowie. Skąd, więc ten sentyment?

Ja jestem dzieckiem PRLowskiej szkoły powszechnej. Czyli właśnie tego marzenia, o jakim mówi nam towarzyszka minister i które chce restytuować. PRLowska szkoła powszechna była powszechna z konieczności. Szkół prywatnych nie było, więc edukacja łączyła ze sobą wszystkie warstwy społeczne. Dzieci inteligencji chodziły z dziećmi robotników i rolników. Tylko ze nie wynikało to z polityki edukacyjnej, ale stanowiło rezultat panującego ustroju. Dziś tych ograniczeń nie ma i duża część zamożniejszych rodziców wyprowadza dzieci poza państwowy system edukacji. Również sam system znacząco się zróżnicował. Lista lepszych i gorszych szkół zaczyna się już od podstawówek a rodzice robią, co mogą, aby dziecko trafiło do tej „lepszej” raczej niż gorszej szkoły. Testy dają czytelne wskazanie, jakości placówek, ale też, co ważne (i co sporo samorządów robi) pozwalają w najgorszych wdrożyć programy naprawcze realnie podnosząc, jakość kształcenia.

PRL charakteryzowała bezwzględna rejonizacja. Szkołę warunkowało miejsce urodzenia i meldunek a meldunku nie zmieniało się tak łatwo jak dziś. Dzieci utrzymywano w posłuszeństwie z jednej strony powszechnie i legalnie stosowana przemocą (bicie linijką czy kary „na czci” w postaci szerokiego repertuaru publicznych upokorzeń były powszechne) a z drugiej mechanizmem eliminacji dzieci „niedostosowanych” do rozbudowanej sieci „specjalnych” placówek. Po ośmioletniej podstawówce młodzież była już mniej więcej przesortowana. Mało, kto jednak przeskakiwał ograniczenia własnego społecznego kapitału. Dzieci robotników w swojej masie trafiały do fabryk, potomstwo inteligencji na studia.  Nawet władzy ta reprodukcja się nie podobała stąd punkty za pochodzenie po PRLowsku prymitywny mechanizm tego, co na zachodzie nazywa się „pozytywna dyskryminacją”.

Reforma AWSu wprowadzająca gimnazja była próbą stworzenia innego systemu. Wzorowane na systemach zachodnich gimnazja zostały „czarnym ludem” całego procesu. Grupujące młodzież w rzekomo „najtrudniejszym wieku” miały stać się siedliskiem patologii i występku. Dane statystyczne tego faktu nie potwierdzały, ale jak już wskazano przy testach PISA, kiedy fakty zderzają się z „publicznym przekonaniem” to nie mają szans.

Na tą sytuacje wszedł PiS. Partia neoPRLowska, która zarówno w gospodarce jak i innych sferach za cel postawiła sobie restytucję gierkowskiej polski ludowej we wszystkich przejawach (z napompowanym długiem publicznym łącznie). Zanegowanie obniżonego wieku szkolnego było oczywistością z racji bliskich powiązań miedzy partią a „działaczami społecznymi”, którzy zajmowali się sabotowaniem reformy. Towarzyszka minister postanowiła jednak pójść o krok dalej i cofnąć czas. 8 klasowa podstawówka i 4 letnie liceum, „jak za Gierka”.

Całość ma być wdrożona w rok. Koszty? Ogromne, ale kto by się przejmował. Większość pójdzie w samorządy. Tysiące zwolnionych nauczycieli, nowe programy, których na pewno nie uda się opracować na czas.  A apogeum chaosu nastąpi w 2018 i 19 roku. Wiec jest nadzieja, że Prezes zapędy reformatorskie swojej hunwejbinki powstrzyma.  Tylko czy zechce? Przecież finansowa racjonalność nigdy nie była w PRL priorytetem. Czy tow. Gierek przejmował się błahostkami?

Płaczki filozoficzne okiem humanisty

marchewa79
     Uniwersytet w Białymstoku zlikwidował studia filozoficzne czyniąc tym samym "niebezpieczny precedens" w skali kraju. Na humanistów uniwersyteckich wszelkiej maści padł blady strach. Co zrobili? Podnieśli, jakość kształcenia? Zaczęli zachęcać do wyboru tego kierunku studiów? Skądże znowu. Napisali za to prześliczny list do minister nauki. List jest tragikomiczny. Bo profesura w klasycznym biblijnym ujęciu, winy szuka wszędzie tylko nie na własnym podwórku. Treść listu z takim zohydzeniem wspomina o oczekiwaniu od uczelni dostosowania swojej oferty do rynku pracy jak gdyby chodziło o wprowadzenie cenzury i prohibitów w bibliotekach, a nie trywialne nauczanie języków i minimów pracy w zespole, oraz tego żeby absolwent nie truchlał na pytanie o znajomość arkusza kalkulacyjnego.

     Kolejny raz "humaniści" w walce o własny klanowy interes profesorskich klik wytaczają argumenty o upadku zachodniej cywilizacji. Cudowne jest stwierdzenie: "Gani się uniwersytet za to, że nie jest pokornie dostosowany do realiów polskiego rynku pracy. Tenże rynek pracy, który wypchnął dwa miliony ludzi z kraju, a mimo to wciąż 13,5 proc. skazuje na bezrobocie, jest strukturalnie chory - a zatem wymaga nie tyle dostosowania się do niego, ile strukturalnej przebudowy." Które sugeruje niemal demiurgiczny wpływ, jaki ma Państwo na rynek pracy. Taki wpływ Państwo miało w czasach młodości sygnatariuszy listu i niestety rudymentarna wiedza ekonomiczna kadry profesorskiej zatrzymała się na tym etapie, lat 70 i 80. Dla niektórych źródłem przyspieszonej edukacji ekonomicznej staja się dzieci i wnuki, te jednak wielu zapobiegliwych profesorów pousadzało "w zawodzie" tworząc powszechnie znane sieci wzajemnych powiązań, niczym pajęczyna oplatające wszystkie polskie uczelnie. W tym sensie likwidacja filozofii stanowi wstęp do uderzenia w byt wielu pokoleń polskich pracowników uniwersyteckich, (bo naukowcami trudno to towarzystwo nazwać) a list krzyk rozpaczy ludzi funkcjonujących w bańce poza rzeczywistością kraju, w którym żyją.

     Podstawowym zadaniem wszelkiej edukacji jest zaspakajanie potrzeb rynku pracy. Kropka. Inne zadania mogą stanowić uzupełnienie tego celu, ale nie mogą go zastąpić.  Bo filozof pracujący na sklepowej kasie to po prostu katastrofalnie zła alokacja zasobów. Zasobów, które w tym samym czasie mogły być wykorzystane na wykształcenie wykwalifikowanego robotnika czy inżyniera. W dodatku owoc tej humanistycznej edukacji będzie zawsze pracownikiem sfrustrowanym, bo profesura poświęciła 5 lat studiów na wmawianie mu, że stworzony jest do celów wyższych niż prymitywna praca zarobkowa. Wybór emigracji jest, więc krokiem logicznym, bo to samo podawanie w barze piwa jest w UK warte czterokrotnie większych pieniędzy i zostawia wiele więcej czasu na pozbawione frustracji kontemplowanie złożonej struktury rzeczywistości.

     Niestety z punktu widzenia Państwa, które finansuje w Polsce studia wyższe, kształcenie kadr na uniwersytetach na potrzeby gastronomii i logistyki Zjednoczonego Królestwa nie jest rozwiązaniem optymalnym. Państwo wolałoby, aby ci sami ludzie poświęcali swój czas i energię na prace w kraju. Co gorsza dla samych filozofów, owi młodzi ludzie wydają się to przekonanie podzielać, tłumnie wybierając raczej kierunki techniczne. Ale rozwiązaniem tego problemu nie jest finansowanie etatów profesorskich, z których nic nie ma.

     Humanistyka to w dzisiejszym szkolnictwie wyższym ornament. Ten ornament można i powinno się to czynić, dodawać w charakterze przyprawy do innych kierunków studiów. Ale egzystencja humanistyki w samodzielnej formie na dotychczasowych warunkach nie ma racji bytu. A to oznacza redukcje i zwolnienia. Filozofia wbrew obawom profesury przetrwa. Ale nie, jako kierunek, na jakim rocznie w Polsce kształci się ponad tysiąc studentów. Mierzyłbym raczej w liczby bliższe 30-50 absolwentom w całej Polsce. To dotyczy także pozostałej części humanistyki, choć nie w tak radykalnej formie. Szkolnictwo wyższe po ćwierćwieczu dogoniła rzeczywistość. I kopnęła w przyrodzenie. A to boli. Ale ten ból na dłuższą metę pomaga.

© Zoon Politikon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci