Menu

Zoon Politikon

Czyli o polityce przede wszystkim choć nie tylko....

Wpisy otagowane : projekt-debata

Emerytury, dozyjemy?

marchewa79
Politycy mają skłonność do myślenia o następnych wyborach, a nie o następnym pokoleniu.
Ronald Reagan

     Patrząc na Polskę z perspektywy tu i teraz trudno zrozumieć aferę o kwestie emerytalne. 20 czy 30 latek koncentruje się raczej na przeżyciu do pierwszego, tudzież znalezieniu jakiejkolwiek pracy.

     W jego własnym przekonaniu szanse, że dożyje jakiejkolwiek emerytury są nadzwyczaj umiarkowane. Przyszłość widzi raczej na zasadzie osiołka, któremu politycy przed oczyma majtają zawieszoną na sznurku marchewką, której jednakowoż nie będzie mu dane zjeść. Ma rację?

     To, co mamy obecnie to wariacja na temat systemu wymyślonego przez Bismarcka w czasach, kiedy ludzie żyli średnio po 40 lat a emerytura przysługiwała im około 70-tki. Jak sami widzicie taki wariant nie generował szczególnie dużych kosztów. Niestety dla rządów a na szczęście dla obywateli średnia długość życia po II WŚ przegoniła wiek emerytalny. A to już oznaczało, że emeryturę otrzyma niemal każdy. I system zbankrutował. Oczywiście zbankrutował w stylu Lehman Brothers a więc zobowiązania przejęło państwo i zaczęło do interesu dokładać. Niemało. Skąd zaczęło dokładać? Z podatków oczywiście. Ludzie zrobili, więc to co robi każdy człowiek przygnieciony garbem świadczeń dla państwa. Przycięli największe koszty. Przestali rodzić i utrzymywać dzieci. Ludzi było mniej, obciążenia większe, a więc ludzi było jeszcze mniej. I mamy dzień dzisiejszy.

     W międzyczasie rząd Buzka spróbował przynajmniej częściowo oprzeć wypłaty emerytur o wpłacany na specjalny fundusz kapitał. Pomysł jest teoretycznie niezły, tak jak niezłe są wyliczenia procentu składanego u sprzedawcy polis na życie. To, czego wam nie mówi to to ze większość zysku zeżre inflacja i że grając na giełdzie można także stracić. A najgorsze, że każdy rząd widząc taką leżąca górę gotówki będzie odczuwał silną, bardzo silną pokusę, której może nie zdołać (patrz Węgry) przezwyciężyć.

     Co zostaje? Ano to, co najmniej przyjemne. Koledzy i koleżanki 20 i 30 latkowie. Wiele wskazuje że statystycznie znacząca większość z nas dociągnie do 90-tki. Wiem, wiem to dzisiaj jest czysta abstrakcja. Ale w rządowej praktyce wielkich liczb to katastrofa. Dzieci nie mamy, bo za drogo wychodzi (za vat na pieluchy uniżenie dziękuje, Panie Premierze) a jak już mamy to po 1. A system nie da rady. Więc trzeba dłużej pracować. Przyjdzie pewnie do 75 roku życia.

     Co w zamian? Otóż zestarzejecie się później. Aktywność jest najlepszym z leków na starość. Nawet aktywność wymuszona ekonomiczną koniecznością. Będzie także więcej pracy. A emerytura będzie wyższa.

     Czy warto? To nie jest kwestia wyboru tylko biologii. Po prostu musimy. I pewnie będziemy musieli wiek emerytalny podnosić dalej. Ale to cena dwóch dekad życia więcej. Myślę, że warto ją zapłacić.

    Tekst powstał w ramach debaty na blogu debat.

    Zapraszam do dyskusji!

Bez bilbordów bez reklam, straszna kampania…

marchewa79
Truman triumph     Wygląda na to ze PO z nowo utworzonym PJNem dokonała niemożliwego. Położyła zaporę między partiami a lwią częścią płatnej reklamy wyborczej. Dokonano usunięcia samych najsmaczniejszych kąsków płatnej reklamy w tv i radiu oraz wielkoformatowych bilbordów. Wszystko to potencjalnie może wrzucić kampanię wyborczą na zupełnie nowe tory.

Dlaczego?

     Jak całe zło tego świata telewizyjne spoty wyborcze i reklama zewnętrzna przyszła do nas z ameryki. Zaczęło się z tego co pamiętam od kampanii Eisenhowera. Jeszcze jego poprzednik Harry Truman przejechał cały kraj wszerz i wzdłuż pociągiem wygrywając wybory rzutem na taśmę wbrew niekorzystnym sondażom. Następca Eisenhowera J.F.Kennedy swój wybór zawdzięczał już telewizji. Amerykanie do dziś tego rynku praktycznie nie regulują wymagają jedynie jednoznacznego podpisania się pod komunikatem. Rezultatem są kampanie o takim stopniu brutalności ze nasz „dziadek z Wermachtu” czy „Mordo ty moja” stanowią rozczulający pokaz kurtuazji. Telewizji i bilbordów używa się nie bez powodu. Działają i to działają potężnie. Budżety na te środki przekazu mogą stanowić 80-90% całości środków na kampanię. Co się z nimi teraz stanie?

Rezultaty.

     Partie postawione pod ścianą będą szukać alternatyw. Ulotek będzie w tym roku nie tysiące a miliony. Swoją działkę dostanie Internet, a masy „wolontariuszy” rusza z agitacją na internetowe fora. Miasta zalepią w jeszcze większym stopniu niewielkie plakaty za to w ogromnej ilości. Najważniejsze jednak stanie się w tv.  Skoro nie ma możliwości kupienia czasu antenowego trzeba będzie go zdobyć. Każda minuta w programie publicystycznym w tv stanie się na wagę złota. A wszystkie starcia będą się odbywały na śmierć i życie. Znakomicie gdyby rezultatem było przynajmniej częściowe zwiększenie poza telewizyjnej aktywności polityków. By ci wzorem Harrego Trumana ruszyli w Polskę na spotkania z elektoratem.  Na te pytania odpowie dopiero życie. To co się uda na pewno to powstrzymanie lawinowego wzrostu nakładów na kampanię i skierowania ich strumienia z wolontariuszy na profesjonalistów, droższych ale bardziej skutecznych.

Na zakończenie i jako memento

     Fragment książki Neil’a Postmana „Zabawic się na śmierć”:

     Pierwsza z siedmiu słynnych debat miedzy Abrahamem Lincolnem a Stephenem a Douglasem odbyła się 21 sierpnia 1858 roku w Ottawie w stanie Illinois. Douglas, zgodnie z zawartą między nimi umową, mówił jako pierwszy przez godzinę; odpowiedź Lincolna trwała półtorej godziny; z kolei Douglas przez pół godziny ustosunkowywał się do odpowiedzi Lincolna. (…) Czy istnieje jakiekolwiek audytorium złożone z dzisiejszych Amerykanów, które zniosłoby siedmiogodzinna rozmowę? Albo pięciogodzinną?

Tekst powstał w ramach Debaty na Blogu Debat.

Zapraszamy do udziału!

© Zoon Politikon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci