Menu

Zoon Politikon

Czyli o polityce przede wszystkim choć nie tylko....

Wpisy otagowane : kryzys

Budowlanka nad przepaścią?

marchewa79
     Czy pisanie o rzeczach innych niż Euro nie jest przypadkiem pozbawione sensu? Może jednak spróbujmy. Na początek o bankructwach w budowlance.

     Wszystko wskazuje na to ze większość polskich dużych a wraz z nimi ogrom małych firm budowlanych znajduje się na krawędzi bankructwa. Złożyło się na to wiele przyczyn nie zawsze kontrolowalnych.
  1. Prawo zamówień publicznych – ze względów antykorupcyjnych PZP stawia na cenę, jako podstawowe (co nie znaczy ze jedyne) kryterium wyboru wykonawcy. Rezultatem, czego nietrudno się domyślić, było zaniżanie tej ceny. W pierwszej kolejności formy rezygnowały z jakichkolwiek „buforów bezpieczeństwa” i po prostu zakładały stałą cenę materiałów budowlanych, dalej już szło umyślne nastawienie na nie płacenie podwykonawcom. Rozwiązanie? Łatwego nie ma. Można zmniejszyć rolę ceny w PZP, rezultat: tajemnicze wygrane firm w oparciu o inne kryterium niż cena (np. posiadanie własnych ciężarówek, fabryki betonu etc.). Obecne przetargi uwzględniają kryterium doświadczenia i braku zaległości w ZUS i to nie pomaga. Być może należałoby stworzyć rejestr wykonawców i punktować ich za dobrze wykonane prace a do kontraktów brać tylko firmy z określonym dorobkiem?
  2. Zmiany cen surowców – czyli uboczny skutek inwestycyjnego boomu. Niby trzeba je uwzględniać, ale czy nie warto postarać się o odpowiednie klauzule zwiększające wartość kontraktów, jeżeli np. wartość cen wzrośnie powyżej określonego poziomu. Albo żądać od wykonawcy ubezpieczenia na tę okoliczność?
  3. Łupienie podwykonawców – nie do uniknięcia. Tu opcje są dwie. Albo żądamy wykonawstwa au bloc przez jedną firmę (mało możliwe) albo zabezpieczamy podwykonawców tworząc ich rejestr i monitorując płatności z uwzględnieniem zarejestrowanych podwykonawców. Tyle że znowu zadanie rynku przejmuje administracja.
  4. Tajemnicze spółki -  model DSS. Czy tego rodzaju wydmuszek, o których pisze prasa naprawdę nie da się usunąć z gry? Być może, jeżeli i tak polegamy na podwykonawcach (uwaga liberałowie zasłonić oczy i zatkać nos, bo będzie zalatywać siarką) państwo powinno przejąć obowiązki podmiotu głównego? Ale znowu wymagać to będzie zluzowania PZP a skutki mogą być takie jak pokazane w pkt. 1.
  5. Tempo – i znowu wracamy do UE i Euro. Czy trzeba było się tak spieszyć? A1 dokończymy po Euro i kłopoty tam jakby mniejsze, (choć może tylko odroczone). Do zastanowienia się. Deadline’y muszą być, ale czy w rok da się zbudować autostradę?
     Kończąc nie spodziewam się kryzysu w branży. Ale tąpniecie będzie. Uczymy się, poprawimy co trzeba, zrobimy lepiej. A cośmy wybudowali to nasze.

Świetlana przyszłość kraju nad Wisłą

marchewa79
     Z Polski jak wynika z ostatniego spisu powszechnego na stałe bądź na trochę, wyjechało po 2004 roku milion mieszkańców. To ogromna liczba? I tak i nie. Ogromna bo prawie każdy z nas ma jakichś znajomych czy rodzinę, którzy żyją i mieszkają za granicą. Nie tak znowu ogromna, bo to zaledwie nieco ponad 2% populacji. Najlepsi? Niewykluczone. Osobiste obserwacje pokazują jednak że niekoniecznie. Owszem wyjechało sporo fachowców. Ale ci akurat najczęściej nie na stałe. Większość to jednak ludzie którzy i w Polsce i na zachodzie skazani byliby na te same, stosunkowo nisko płatne zajęcia. To, że w takiej np. Wielkiej Brytanii termin "nisko płatny" oznacza coś zupełnie innego niż w Polsce jest chyba głównym powodem emigracji. Tak w naszym kraju długo jeszcze nie będzie i wybór życia za granicą jest na pewno ekonomicznie uzasadniony.

     Czy w tej sytuacji można pisać o naszej, polaków świetlanej przyszłości? Przecież lektura każdego bloga, internetowego forum czy komentarzy pod prasowymi artykułami pokazuje jak w kraju jest fatalnie. Nie działają służba zdrowia, koleje, urzędy etc. I jak tu żyć, że o rozwoju i doganianiu zachodu nie wspomnę. A jednak da się!

     Polska awansuje. W każdym aspekcie od PKB na głowę mieszkańca począwszy, poprzez korupcję i przyjazność urzędów. To są tzw. "twarde dane" prowadzone przez wiele instytucji. Jest to proces zbyt wolny w stosunku do oczekiwań ludzi, mających za sąsiada jeden z najlepiej zorganizowanych krajów świata. Ale on następuje. Dodatkowo na naszą korzyść działa nasz ciężar gatunkowy. To właśnie on spowodował, że recesja która zdewastowała strefę Euro w Polsce nawet nie zarysowała powierzchni. Duży rynek wewnętrzny połączył się z błyskawicznym nadrabianiem (niestety głównie na kredyt stąd potężny deficyt) wieloletnich inwestycyjnych opóźnień. Teraz gdy Europa jest w kłopocie nasz rozwój w sporej mierze wynika z aktywowania prostych infrastrukturalnych rezerw. Czegoś czego nie może zrobić ani Grecja ani Hiszpania. Bo te kraje po prostu koleje i autostrady już zbudowały.

     Jest jeszcze ten czynnik X. Co nim jest? To co dalej napisze jest moją opinią ale uważam że uwaga! - Leszek Balcerowicz. Hamowanie jakie urządził polskiej gospodarce w latach 1998-2001 wtedy postrzegane niemal jak gospodarcza zapaść, było szczepionką, jakiej nasze firmy potrzebowały by nauczyć się cykli koniunkturalnych i mentalnie przygotować na gorsze czasy. Dziś wyniesiona z tych czasów lekcja procentuje. Nasze firmy mają w porównaniu z sąsiadami wręcz wyborną kondycję finansową i duże rezerwy gotówki. To zaprocentuje, bo zaprocentować musi.

     Więc, mimo że dzisiaj nie wygląda to dobrze, wierzę że przed nami najlepsza dekada. Zwłaszcza, że mimo ewidentnych słabości naszego rządu (takie np. zwolnienie Streżyńskiej to gorzej niż zbrodnia, to błąd), mamy godną pozazdroszczenia stabilność władzy i mimo wszystko dość konsekwentnie realizowane gospodarcze cele. Do dzieła!

Eurokryzys – amerykańskie korzenie

marchewa79
     Strefa Euro posiada dług publiczny na poziomie 86% PKB. USA "zaledwie" 94%. A jednak w ostatnim roku słowo "kryzys" kojarzono bez wyjątku z krajami europy. Agencje ratingowe (bez wyjątku amerykańskie) obniżały kolejnym krajom euro landu oceny wiarygodności. Niby w przypadku Grecji sprawa jest jasna. Ale już atak na Francję czy Włochy nie jest tak oczywisty.

     Jeszcze kilka lat temu dolar tracił na wartości a euro zwyżkowało. Powoli stawało się globalną "marką niemiecką".  Raperzy na teledyskach zaczęli zamiast dolarów szastać zwitkami euro banknotów a kilka niezbyt przychylnych USA krajów przemyśliwało zastąpienie w obrocie naftowym euro przez dolara. To USA lawinowo zadłużało się na wojnę w Iraku. Dług euro strefy był duży, ale pod kontrolą.
 
     Dowcip polegał na tym, że duże europejskie banki powoli i zręcznie gnurane były w bezwartościowych papierach dłużnych z USA. Były gnurane, bo agencje ratingowe dawały tymże arcydziełom finansowej inżynierii najwyższe oceny. Tąpnięcie po upadku Lehman Brothers umoczyło państwa w długach banków. To jednak dalej lokowało nie tylko euro strefę, ale i całą unię w o niebo lepszej sytuacji niż USA realizujące kosztowny program reformy zdrowotnej i zaangażowane w dwie równoległe wojny.

     Wtedy poszła Grecja. Nie żeby stanowiło to jakąś niespodziankę. Grecy oszukując UE zawsze stanowili "miękkie podbrzusze". Ale ratingi rozpoczęto na wyścigi obniżać całemu południu i umoczonym po kryzysie Irlandczykom nadając im mało romantyczną nazwę P.I.G.S. Rozhuśtano rynek walutowy i rynek handlu długiem państwowym. Nawet Niemcy mają problemy ze sprzedażą obligacji. USA takich problemów nie ma. Choć obiektywnie rzecz biorąc gospodarka UE pozostaje bez porównania atrakcyjniejsza od amerykańskiej. Kiedy USA angażuje się w niepotrzebne wojny UE inwestuje pieniądze w nowych członków i ekologię. Nie trzeba wybitnego logika by wskazać, że perspektywy Unii w następnej dekadzie są znacznie lepsze od Stanów Zjednoczonych. Na razie ratuje wszystko magiczna waluta światowa $. Jak długo?

     UE jest w kryzysie, ale znacznie płytszym niż się wydaje. To tylko kwestia przekroczenia Rubikonu. Powstrzymania turbo spekulacji przez podatek od transakcji finansowych, zrównoważenia budżetów (w UE jest to w mojej opinii możliwe w USA pozbawione szans), zwiększenia roli banku centralnego.  I delikatnego acz stanowczego wyzwolenia się spod władzy ratingowych gigantów, których oceny więcej niż z ekonomią mają wspólnego z psychologią tłumu.

Odwrót globalizacji

marchewa79
       Wiele się mówi i pisze o bogactwie Chin. O ilościach rezerw finansowych i gotówki, jaką posiada ten kraj. Równolegle mamy do czynienia z ogromnymi problemami strefy euro i lawinowo rosnącym zadłużeniem USA. Jedno nie istnieje bez drugiego. Majątek Chin w ogromnej mierze wziął swój początek w nierównowadze w wymianie handlowej z USA i Europą. Ten brak balansu finansowany był przez Europę i USA w sporej mierze długiem. Ale tak jak w wierszyku „Tatarzyn za łeb trzyma”. Ani USA ani Europa nie potrzebują ani Chin ani pozostałych krajów rozwijających się. Obydwa potężne bloki mogą bardzo szybko odtworzyć na miejscu przeniesiona na daleki wschód produkcję. Ale czy taki manewr przeżyją kraje rozwijające się? Owszem mają ogromne rezerwy. Tylko czego? Obligacji nominowanych w euro i dolarach. Mogą za to kupić europejskie towary ale już niekoniecznie firmy (to da się łatwo zablokować przy użyciu odpowiednich przepisów) czy ziemię lub nieruchomości.

    Pierwsze oznaki strachu już widać. Chiny dążą do wyrównania bilansu wymiany handlowej z USA i Europą do bezpiecznego poziomu. Ale to praca na dekady. A tymczasem za rogiem może czaić się największy kryzys globalizacyjny. WTO zliberalizowała wymianę handlową na świecie. Ale nie jest to proces nieodwracalny. Renta płacona przez kraje rozwinięte na rzecz dawnego III świata staje się zbyt dużym obciążeniem. Dzisiaj pytanie o rzeczywiste skutki migracji pracy i kapitału na daleki wschód są aktualne jak nigdy.

     Chiny, Brazylia, Indie potrzebują zachodu niczym powietrza. Zachód ich nie potrzebuje, bo poza tanią siłą roboczą wciąż mają niewiele do zaoferowania. A wszystko, co oferują można znaleźć na miejscu. Nadchodzi czas wyrównywania bilansów. Albo restytucji barier. To jest dla mnie esencja obecnej zmiany. Kryzys euro to tylko wstęp.

Polak nie umie udawać Greka

marchewa79
     Z fascynacją przeczytałem dyskusję Pacewicz-Milewicz o sytuacji w Grecji. Bo też tak jak Pani Ewa Milewicz nie do końca rozumiem, o co grekom chodzi. Ani dlaczego uważają ze strajk jest lekarstwem na kryzys gospodarczy.

     Jest takie przysłowie ze syty głodnego nigdy nie zrozumie. I faktycznie zachowania Greków, od rządu począwszy na obywatelach skończywszy są rzeczywistością, której nie ogarniam. Najpierw była tłusta dekada, z olimpiadą, strefą euro i oszukiwaniem wszystkich kreatywną księgowością. Teraz przyszło zapłacić rachunek. Tyle ze w większości płacą go inni członkowie strefy euro. Ale Grekom to nie wystarcza. Teraz w referendum opowiedzą się za, lub przeciw dalszym oszczędnościom. Zrobi to naród, w którym oszukiwanie na podatkach jest narodowym sportem. Już do rangi dowcipów  urastają greckie statystyki motoryzacyjne dotyczące aut luksusowych czy przydomowych basenów. A mnie to wszystko i tak wydaje się mniej dokuczliwe niż nasze wielkie "schładzanie" lat 1998-2002. I nie rozumiem i zrozumieć nie potrafię, dlaczego Grecy nie potrafią zaakceptować tego ze życie ponad stan się skończyło. Że aby tak dostatnio egzystować trzeba jednak od czasu do czasu produkować i sprzedawać rzeczy inne niż piękne plaże i bogatą historię.

     Niemcy i Francuzi, którzy w większości wyłożyli pieniądze na ratowanie tego surrealistycznego kraju przed nagłym upadkiem przecierają oczy ze zdumienia. Nie dość że sami muszą się a konto Grecji zadłużać to jeszcze grecka klasa polityczna wespół ze społeczeństwem chce się teraz zadeklarować w zasadzie nieodpowiedzialna za własne czyny. Bo przecież wyrzeczenia mogą ponosić Irlandczycy, ale nie Grecy. Zaiste naród wybrany.

     Istnieje taki poziom gangreny przy którym nie pozostaje nic innego niż amputacja. Europa może żyć z 9 palcami. Czy Grecja (gratulujemy zakupu nowych czołgów i fregat) może żyć bez Europy? Przekonamy się.

© Zoon Politikon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci