Menu

Zoon Politikon

Czyli o polityce przede wszystkim choć nie tylko....

Wpisy otagowane : Kaczynski-Jaroslaw

Wybory prezydenckie 2010 (31) - Dwa słowa po debacie nr 1 i przed debatą nr 2

marchewa79
debata_komorowski_kaczynski     Debaty w formie równoczesnego wywiadu uważam za głupi pomysł. Są jednak niezbędne, kiedy istnieje duże ryzyko, że spotkanie przerodzi się w trywialną pyskówkę. Niestety Jarosław Kaczyński i Bronisław Komorowski udowodnili ze takie ryzyko było wcale realne. Stad decyzja obu sztabów o takim a nie innym kształcie „debaty”. Jak poszło? Poniżej moje opinie w punktach i pokrótce:

1. Kostiumy i zachowanie

     Punkt dla Kaczyńskiego. Mniej gestykulował był spokojniejszy. Nieźle dobrany garnitur z dyskretnie akcentującym żałobę czarnym krawatem. Lepiej podporządkowywał się regułom. Komorowski miał wyraźne trudności z zaakceptowaniem limitu czasu i założenia, aby nie rozmawiać bezpośrednio z oponentem. Sztab nie sprawdził garnituru który niemiłosiernie błyszczał się w ostrym świetle jupiterów.

2. Pytania

     Bardziej do kampanii parlamentarnej niż prezydenckiej. Dobre były tylko te dotyczące Afganistanu. Brak jednego moderatora sprawiał, że w debatę wkradał się chaos czasowy. Poza Olejnik pozostałe dziennikarki straszliwie bez ikry. A gdzie parytet i panowie dziennikarze?

3. Odpowiedzi.

     Równie kiepskie z obydwu stron. Komorowski zwyczajowo miał trudności ze zrozumieniem treści pytań i odpowiedzią na nie. Widać wyraźnie ze trenerzy z PO ponabijali mu głową faktami i liczbami i całą debatę aż huczał od chęci pochwalenia się świeżo zdobytą acz płytką wiedzą. Kaczyński mówił składniej jednak stale w konwencji „my-oni” i uparcie odnosił się do Komorowskiego jako do ekspozytury PO i Tuska. Komorowski z lubością używał frazy „pański rząd” i widać było, że z powodu małego zaangażowania Marszałka w rządy PO Kaczyński niespecjalnie miał pomysł na zrewanżowanie się. Ważne przed kolejna debatą, aby ten sposób odnalazł.

4. Finał debaty

     Dobra wrzutka Komorowskiego. Kaczyński niezbyt udanie zakończył debatę na wizji gestem bezradności. Na przyszłość moja rada dla prezesa PS nie dać się tak łatwo sprowokować. Zwłaszcza, że kwit w ręku Komorowskiego był torpedą raczej małej mocy.

5. Do poprawki:

  • prowadzący (potrzebny jeden moderator),
  • pytania (potrzebne ciekawsze i pilnowanie, aby kandydaci na nie rzeczywiście odpowiadali),
  • scenografia (ruchome tło za kandydatami = oczopląs widza, to nie Teleexpress),
  • trzeba pozbawić kandydatów możliwości bezpośredniej interakcji albo dać im możliwość rzucenia się sobie do gardeł, wariant pośredni jest kiepski.

6. Podsumowując

     Debata nudniejsza od równoległego meczu, który sam w sobie nie był nazbyt ciekawy. Różnice między kandydatami widoczne w charakterach, ale niezbyt w poglądach. A starcie centro-prawicy z prawo-prawicą nie potrafi jakoś we mnie wzbudzić emocji.

Wybory prezydenckie 2010 (22) - Im mniej tym lepiej?

marchewa79
j_kaczynski     Ostatnie sondażowe sukcesy Jarosława Kaczyńskiego zaskakują. I to zaskakują tym bardziej że jeszcze niedawno uważany był on za kandydata niewybieralnego z ogromnym elektoratem negatywnym. Inna sprawa, że sondaże niewiele mówią nam przepływach elektoratu, więc nie wiemy czy zysk kandydata PiS jest osiągnięty kosztem wyborców Bronisława Komorowskiego czy tez osób niezdecydowanych.

     Strategia nieobecności jest podejściem o tyle dobrym ze koncentruje 100% uwagi mediów na kandydacie PO. Jednakże zbyt długa nieobecność może sprawić, że wycofanie kandydata przestanie być kojarzone z żałobą a zacznie z unikaniem walki. Teoretycznie 22 maja PiS planuje start kampanii. Czy jednak do tego czasu uda się Jarosława Kaczyńskiego na tyle oswoić, aby w publicznych wypowiedziach unikał gwałtownych ataków na Platformę? Naczelnym celem PO stanie się wszak sprowokowanie gwałtownej reakcji u kandydata PiSu i pokazanie owych „wilczych zębów”. Będzie to wymagać od niego nie lada dyscypliny, pamiętajmy wszak ze polityczne zaplecze aż wrze od oskarżeń i spiskowych teorii dotyczących katastrofy. „Nowy” Jarosław Kaczyński powinien te reakcje temperować a nie im ulegać. Czy da radę?

     Bronisław Komorowski z kolei traci. To że tracić będzie jest rzeczą naturalną, lider bowiem z samej natury rzeczy narażony jest na największy odpływ głosów. Co bardziej niepokoi to brak pomysłu sztabowców Komorowskiego na kampanię. Kiedy usunięto z równania antykaczyzm nie bardzo wiadomo czym go zastąpić. Brak tutaj pozytywnej wizji Polski (to zresztą niestety immanentna cecha tych wyborów) a właściwie jakiejkolwiek wizji. Z jednej strony chce się pokazać Komorowskiego jako kombatanta walki z PRL z drugiej jako lidera przemian. W tym dwugłosie gubi się sam kandydat. Komorowski w moim przekonaniu nie powinien być promowany na wzór Tuska. Z całym szacunkiem dla Marszałka dynamika nie ta. Kampania powinna uderzyć w cechy osobowościowe i rodzinne, pokazać pretendenta do prezydentury jako ojca gromady dzieci, dziadka, ale też odpowiedzialnego przywódcę. Wobec wycofanej kampanii PiS sztab Komorowskiego ma monopol na definiowanie istotnych zagadnień. I z monopolu tego w ogóle nie korzysta. A może byłoby warto w ramach wyjazdów po kraju odwiedzić szpitale (sprywatyzowane) i przekonywać o konieczności reformy służby zdrowia, odwiedzić budowy stadionów na Euro 2012 i pokazywać, jakim są sukcesem. Może wreszcie warto ruszyć na Orliki? Albo na budowy dróg? Bo odwiedziny w Muzeum Powstania Warszawskiego to droga donikąd. One nie pokażą wyborcy zalet Komorowskiego, a jedynie kolejny hołd złożony pamięci Lecha Kaczyńskiego. Sztab wyborczy kandydata PO jest w głębokiej defensywie i musi szybko odzyskać inicjatywę.

     Przy tej okazji pojawia się pytanie, co zrobić z prezydenturą Lecha Kaczyńskiego. Do jej osiągnięć i klęsk praktycznie nikt się obecnie nie odnosi. To sprawia, że ulega ona swobodnej mitologizacji. PO nie potrafi pokazać porażek ś.p. prezydenta w rezultacie czego, ma się wrażenie jakby ich nie było. Im dłużej PO powstrzymuje proces przypominania dorobku Lecha Kaczyńskiego tym bardziej korzystnie zaczyna ten dorobek wyglądać.

     Pozostają jeszcze debaty telewizyjne. I tu także poważna obawa dotycząca oporu Bronisława Komorowskiego przed radami własnego sztabu. Marszałek w nawiązaniu do najgorszych tradycji Lecha Kaczyńskiego lubi wpadać w tryb profesorski jak gdyby posiadał pełnię wiedzy o świecie. Niestety to dominująca cecha wszystkich polityków i często, tak jak Tuskowi w 2005, trzeba dopiero wyborczej klęski by z nią walczyć. Jarosław Kaczyński jest weteranem debat z 2007 roku, bardzo uzasadniona jest wiec obawa, że z tego starcia Bronisław Komorowski może nie wyjść zwycięsko. A 1995 i 2007 rok pokazały dobitnie znaczenie debat.

Wybory prezydenckie 2010 (13) - Rezurekcja PiS?

marchewa79
Komorowski    Intrygujące scenariusze układa nam życie. Jeszcze pogrzeby ofiar się nie zakończyły, ledwie zdjęto kiry z flag a już rozpoczęła się Wielka Gra o prezydenturę. A ściślej podglebie Wielkiej Gry. Role nawozu dla wszystkich graczy pełni Bronisław Komorowski.

     Komorowski nie ukrywajmy ma pecha. Jeszcze dwa tygodnie temu prezydenturę miał w kieszeni. Pozostało mu jedynie triumfalnie objechać kilka większych miast przed wyborami i czekać aż Lech Kaczyński przy współudziale sprawdzonego duetu Kamieński & Bielan wykończy się sam.
 
     Katastrofa w Smoleńsku jednak zmieniła wszystko. Nagle poczciwina Komorowski stał się dla wszystkich partii wrogiem nr 1. Swoistą piniatą w którą należy maksymalnie mocno walnąć kijem. A ona nie może oddać, bo wiadomo: żałoba, bezczeszczenie pamięci zmarłych etc... Andrzej Olechowsk, który desperacko walczy o przeżycie i rejestrację kandydatury (bariera 100 tyś. głosów może okazać się dla tak „popularnego” kandydata nie do przejścia) i z właściwą sobie erudycja zauważył jak bardzo naganna jest sytuacja, w której Komorowski sprawuje na raz funkcję Marszałka Sejmu i Prezydenta a jeszcze ośmiela się (o zgrozo!) kandydować w wyborach. Trzeba jednak zauważyć, że „przeoczył” co najmniej kilka faktów. Po pierwsze, bowiem Komorowski sprawuje Urząd Prezydenta nie, dlatego że tak chciał a dlatego, że taki jest jego konstytucyjny obowiązek jako Marszałka Sejmu. Trudno sobie teraz wyobrażać bałagan spowodowany koniecznością wyboru nowego Marszałka w złudnym poszukiwaniu czysto teoretycznej zasady fair play. Po drugie sytuacja, w której jeden z pretendentów ogłasza termin wyborów mogłaby być groźna gdyby rzeczywiście miał on realny wybór. Jednak Komorowski ten wybór ma minimalny, zamknięty w zakresie de facto 2 tygodni, sztywno ograniczony przepisami Konstytucji. Ów argument jest wiec zupełnie chybiony.

     Tragikomiczna jest wręcz akcja z podważaniem „prezydenckości” Komorowskiego. A to przemówienia, które wygłasza nie maja dość charyzmy (jego poprzednika widać miały). A to podejmowane lub niepodejmowane decyzje personalne są złe. Najzabawniejsze w tym wszystkim jest namawianie Komorowskiego do zawekowania ustawy o IPN w imię „dziedzictwa” Lecha Kaczyńskiego. Tak jak gdyby ś.p. Prezydentowi chodziło o cokolwiek innego niżeli przedłużenie kadencji politycznego sojusznika, również ś.p. Janusza Kurtki. Komorowski nie powinien rzekomo także wnioskować o obsadzenie stanowiska szefa NBP. Na siłę szuka, więc sposobu by odwlec te ważna wszak kwestię do momentu wyboru nowego Prezydenta. Wszystko to, ponieważ opozycja zaczęła bez pardonu podważać jego kompetencje do podejmowania decyzji. I to decyzji, których de facto nie podejmuje samodzielnie, ale przy współudziale Sejmu i Senatu.

     To wszystko stworzyło mniej lub bardziej iluzoryczna szansę na „reset” wizerunku PiSu. Lech Kaczyński, którego prezydentura w każdym niemal aspekcie zakończyła się spektakularna porażką (Ukraina, Gruzja, „tarcza antyrakietowa”, traktat Lizboński) i który zmierzał do wysokiej i kompromitującej przegranej w jesiennych wyborach, w ciągu kilku dni stał się homerycznym nieomal tragicznym herosem. Teraz PiS usiłuje, na tym nie do końca ukształtowanym micie, opowiedzieć własną historię szlachetnego brata bliźniaka przejmującego porzucone dziedzictwo. Mowa już o „dokończeniu” dzieła brata. W tym sensie katastrofa Smoleńska stała się szansa na rezurekcję konającego pomysłu IV RP.

     Czy to jednak się uda? Czy wystawienie człowieka, który widzi przeciwników jako tych, którzy „stoją tam gdzie stało ZOMO” ma szanse powodzenia? Chwilowe załamanie sondaży wydaje się wskazywać, że tak. Pamiętajmy jednak, że największym zagrożeniem dla tego martyrologicznego planu jest sam Jarosław Kaczyński. On sam nie zmienił się ani trochę i nie do końca wiadomo czy nawet tak wybitni sztabowcy jak Kamieński & Bielan zdołają przez całą kampanie utrzymać go z dala od mikrofonu.


Tekst stanowi głos w naszej blogowej debacie na Forum Debat.

Zapraszam.

© Zoon Politikon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci