Menu

Zoon Politikon

Czyli o polityce przede wszystkim choć nie tylko....

Wpisy otagowane : psl

Partie prywatne

marchewa79

link_AuvAeub2cXnR9Dfu001F2yoQDuPpbSt2,w300h223Dwadzieścia osiem lat od końca PRLu nie doczekaliśmy się stabilnego systemu partyjnego. Nie do końca jest to problem, bo stabilność systemów bywa złudna, czego przykładem są Włochy czy ostatnio Francja. Gorzej jednak, kiedy z 5 partii obecnych w parlamencie trzy są organizacjami w dużej mierze prywatnymi. Nie są lepszą czy gorszą wspólnotą ludzi połączonych podobnymi poglądami i (to w końcu partie) chęcią zdobycia władzy. To wódz i jego kamaryla oraz zestaw tych, którzy załapali się po drodze.

Taki układ jest znakomitym rozwiązaniem w kwestii sprawności organizacyjnej, ponieważ zakłada jeden ośrodek decyzyjny. Partię można na wzór dawnych ustrojów państwowych nazwać patrymonialną, bo w istocie stanowi całkowitą i wyłączną własność lidera. On decyduje o wewnętrznej strukturze i wszystkich nominacjach. Demokracja jest tylko fasadą a wewnątrzpartyjna opozycja ma jedyne wyjście w wypadku konfliktu – opuszczenie organizacji.

Ale są też wady, które zawsze w końcu przewyższają zalety. Partia jest ściśle zależna od postaci lidera, program i działania jest niewolnikiem jego obsesji, poglądów a czasami i chuci. Dodatkowo lider ma zawsze niebezpieczny zwyczaj opierania się w swoich decyzjach na wąskiej grupie przybocznych, którzy szybko budują własne zaplecza i stają się obciążeniem. A wtedy pozostają dwa wyjścia: obrona do upadłego albo usunięcie z organizacji. Szybko zresztą okazuje się, że zmiana w partii jest niemożliwa, bo oznaczałaby zmianę lidera a bez lidera nie ma partii.

Jest to w dużej części opłakany skutek tego jak większość z nas postrzega politykę. Jako grę solistów a nie zespołów. Wygrywał Tusk nie PO, Kaczyński nie PiS. Ta wizja jest w oczywisty sposób błędna i niebezpieczna, ale tak zbudowany jest ludzki umysł. W rzeczywistości liderzy kontrolują tylko ułamek tego, co dzieje się w ich własnym ugrupowaniu, czego boleśnie doświadczała każde z ugrupowań znajdujących się u władzy.  Leszek Miller nie wiedział o Aferze Starachowickiej, Tuska zaskoczyły wydarzenia związane z hazardem a Kaczyńskiego lex Szyszko. Na dłuższą metę wygrywają gracze koncyliacyjni, bo liderowanie wodzowskie ma opłakane skutki. Tusk wyszedł z afery hazardowej obronną ręką, bo zdecydował się na głęboką korektę kadrową jednak na dobra sprawę nikogo z partii nie wyrzucił. Miller kamarylę i kolegów trzymał na stołkach jak długo się dało aż Starachowice i Rywin zepchnęły jego partę w polityczny niebyt.

Mam wrażenie, że owa dominacja partii prywatnych stanowi niechciany skutek naszego ułomnego systemu władzy. Korzenie PiS, PO, Nowoczesnej, Kukiza tkwią w wyborach prezydenckich. Mit przywódczy prezydenckiego stołka jest równie fałszywy, co przemawiający do większości Polaków. A potem zawsze pojawia się pokusa, aby owego „reformatora”, który jest „inny niż wszyscy”. Po czym zawsze jest tak samo.

Czy da się z tego wyjść? Jest tylko jedna metoda sprawdzenia, kiedy lider odchodzi. Taki test kilkakrotnie przeszedł PSL (jakkolwiek ironicznie to brzmi dla wielu najbardziej demokratyczna wewnętrznie partia polityczna w Polsce). Udało się to Platformie, ale z nożem na gardle i nie wiem czy przeżyje kolejną próbę. SLD lidera zmieniało wielokrotnie, ale koszt polityczny jest na tyle duży, że nie do końca jestem pewien czy są to eksperymenty udane (Może poza zamianą Kwaśniewski-Miller).Test oblały Unia Wolności i Samoobrona. Problem dla wielu partii jest taki, że aby wyjść z sondażowej „spirali śmierci” bywa konieczne ojcobójstwo. A i ono nie gwarantuje sukcesu. Aby zacytować klasyka:

„Mówimy - Lenin, a w domyśle -partia,

mówimy - partia, a w domyśle - Lenin.”

Najlepsze dla długoterminowej polityki i górnolotnie mówiąc interesów kraju są partie istniejące długo. Trwale związane łańcuchem interesów społecznych i ekonomicznych z własnym wyborczym zapleczem. Już kilkakrotnie wydawało się, że Polska jest o krok od takiego systemu. Po czym domek z kart znów rozsypywał się. Niestety obecne działania partii rządzącej nie wskazują na to by liczyła się ona z możliwością utraty władzy. Demolowanie porządku konstytucyjnego nie sprzyja trwałości także konstrukcji partyjnych. Warto na końcu przypomnieć, że większość polityków poniosło surową wyborczą odpowiedzialność za własne działania. I że biologia nie ma litości a żaden z wodzów nie jest wieczny.

Panie Waldku Pan Się Nie Boi

marchewa79
     Waldemar Pawlak przestał być Prezesem PSL. Niespodziewanie? Można by odnieść takie wrażenie. Ów szczwany polityczny gracz przeliczył się w liczeniu głosów. Jednak nie wszystko  jest takie proste. Osobiście widzę co najmniej kilka wariantów.

1. (Nie) szczęśliwy wypadek - czyli teoria lansowana w mediach ze zwolennicy Pawlaka chcieli żeby wygrał kilkoma głosami ale się nie doliczyli. Na rzecz tej teorii przemawia zaskoczenie widoczne na twarzy Janusza Piechocińskiego, przeciw mniej niż umiarkowane zaskoczenie widoczne na twarzy Waldemara Pawlaka. Jestem w stanie uwierzyć ze Piechociński wygrał nie spodziewając się tego. Ale czy Pawlak przegrał przypadkiem?

2. Plan wieloletni - a może Waldemar Pawlak jest świadomy postępującego uwiądu własnej partii. Co więcej może przewidywać klęskę w wyborach 2015. A wtedy lepiej być outsiderem z otwartym startem do innych drużyn. Bo PSL za lata u władzy zapewne zapłaci. Owszem ma “żelazny” elektorat ale ten nie młodnieje. A młodzieży w PSL (w rozumieniu ludzi z drugim kompletem uzębienia) jak na lekarstwo. Jeden Kosiniak-Kamysz wiosny nie czyni.

3. Przesilenie - czyli gra na rozpad koalicji i szarpanie się z PO, tyle ze tutaj Piechociński nie jest zawodnikiem który wierzy w inne warianty. Lepszy byłby otwarcie krytyczny Kłopotek. Piechociński ma dość koncyliacyjną naturę więc scenariusz określam jako mniej prawdopodobny.

     Jedna rzecz jest pewna bezwzględnie. Piechociński będzie miał w PSL twardą i zdeterminowaną opozycję. Waldemar Pawlak nie przepuści żadnej okazji by serdecznie ściskając kolegę wbić  mu nóż pod żebra aż po samą rękojeść. Mimo wszystko życzę powodzenia nowemu Prezesowi. A stary poczeka. Kalinowskiego przeczekał, Wojciechowskiego przeczekał to i Piechocińskiego przeczeka.

Kampania wyborcza 2011 (7) - Role już rozdane

marchewa79
     Tocząca się już pełną parą kampania wyborcza jest bardzo niemrawa. Mam wrażenie ze PiS i Po ścigają się w tym jak bardzo nie chcą władzy. PiS widząc za rogiem kryzys, a w dodatku zapętlony z retorykę smoleńsko – nostalgiczną, która najlepiej realizuje się w opozycji, niespecjalnie chcę wygrać, raczej utrzymać stan posiadania. Wskazuje na to brak powrotów z Brukseli (Ziobro, Kurski, Cymański) i homogenizacja potencjalnych posłów. Nie ma żadnych odstępstw od linii partii (może poza Dornem). Zwarta drużyna na opozycyjne lata. Z kryzysem niech się boryka PO. Tylko czy Prezes w 2015 już 66 latek da radę pociągnąć partię? Tylko, co w istocie mu pozostało? I jak bardzo dzisiejsza zwarta drużyna pozostanie zwarta po planowanej, ale jednak porażce?

     Z drugiej strony PO, która z gracją hipopotama balansuje miedzy chęcią obiecywania, (co lubi i potrafi robić) a smutną rzeczywistością powyborczego budżetu. 2012 to karnawał Euro, ale w lipcu będzie po mistrzostwach pozostaną ogromne bezużyteczne stadiony i moralny kac związany z wydaną niepotrzebnie gotówką. Stąd jak PO już obiecuje to nie swoje a europejskie pieniądze. Oby w 2013-14 strumień gotówki ruszył na nowo. Jeżeli nie to czarno widzę losy następcy Tuska (wszak miał on się wycofać, ciekawe czy tej obietnicy dotrzyma).

     SLD też jakieś takie pogodzone z losem. Resztki starego Sojuszu liżą rany i czekają aż wilk przewodnik wykrwawi się w kampanii. Wilk przewodnik tymczasem wszędzie nawstawiał zaufanych i posłusznych, choć niezbyt lotnych zauszników. Nie bardzo zresztą wiadomo, o co gra Napieralski. Z kim chciałby zawiązywać koalicję i na jakich zasadach partycypować we władzy.

     PSL robi na mnie najlepsze wrażenie. Może lata oswajania sprawiły ze pazerność tej partii już nie drażni a niemały podziw budzi przygotowanie Pawlaka na różnych konferencjach prasowych. Nie jest to partia moich marzeń (żadna zresztą nie jest), ale praca nad sobą jest widoczna. Gdyby tylko nie minister Fedak. Choć uczciwie trzeba przyznać, że takie reprezentantki ma każda partia (Pitera, Fotyga, Błochowiak).

     Z partii pozaparlamentarnych wybija się PJN i Palikot. Głównie zresztą totalnym krytykanctwem, które jednak Palikotowi lepiej wychodzi. Bo Palikot to bardziej radykalne SLD a PJN mniej radykalny PiS. A bycie mało radykalnym w kampanii się nie opłaca. Zwłaszcza będąc w opozycji. Reszta partii i partyjek w praktyce nie istnieje. Nie maja ani pieniędzy ani struktur a wyborcy nie pożądają świeżej krwi tak jak dekadę temu.

Wybory prezydenckie 2010 (8) - Co zrobi PSL?

marchewa79
PSL LOGO     Nie ukrywam ze w nadchodzących wyborach prezydenckich intryguje mnie postawa PSL. Nie w tym znaczeniu, że mogłaby wpłynąć na wynik wyborczy, ale roli, jaką w budowaniu pozycji partii maja każde wybory.

     PSL ma kilka opcji. Może wystawić własnego kandydata. Wtedy jednak ryzykuje kiepski wynik wyborczy. W warunkach silnej polaryzacji PiS-PO kandydat środka ma niewielkie szanse nawet na kilkuprocentowy wynik. A wszystko poniżej 5% (próg wyborczy dla partii), stanowić będzie dla ludowców groźną prestiżową porażkę. Nie zapominajmy o możliwych tarciach w koalicji w trakcie kampanii.

     Inny plan to poparcie dla kandydata niezależnego. Tu w grę wchodzi albo osoba związana z PSL (co jednak oznacza zaangażowanie machiny partyjnej w zbieranie podpisów, co oznacza związanie z partia, co oznacza de facto opcję nr 1) lub już istniejącego pretendenta. Gdyby nie otwarty konflikt z PO, to najbezpieczniejszym wyborem byłby Olechowski. Innych alternatyw jednak zdecydowanie brakuje.

     Trzecia opcja to brak kandydata PSL w wyborach. Tu jednak „osierocamy” aparat partyjny zmobilizowany już na wybory samorządowe i pozbawiamy lokalnych polityków okazji do promocji z naszym kandydatem. Można otwarcie i od początku popierać kandydata PO ale to również droga niebezpieczna bo może oznaczać roztopienie się PSL w Platformie i wynik poniżej progu w 2011.

     Jakakolwiek będzie decyzja to osobiście PSLowi nie zazdroszczę. W mojej opinii to może być albo nie być dla tej partii

© Zoon Politikon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci