Menu

Zoon Politikon

Czyli o polityce przede wszystkim choć nie tylko....

Wpisy otagowane : nowoczesna

PoNowoczesna, czyli ojcobójstwo z samobójstwem w komplecie – ad vocem

marchewa79

Ryszard_Petru_Nowoczesna_Sejm_2015Ponieważ w poprzednim tekście poświęconym wynikom wyborów w partii na N. pojawił się szereg ważkich uwag a komentarze w bloxie niezbyt pozwalają na szersze wypowiedzi postanowiłem skorzystać z tego, że to w końcu mój blog i ustosunkować się do kilku zagadnień poruszonych w komentarzach.  

  1. Problem z Petru – postanowiłem tezę o możliwości zagospodarowania „ojca założyciela” Nowoczesnej przez PO. Teza zyskała sporo wątpiących przeciwników. Postaram się lepiej umotywować na historycznym przykładzie. „Przewrót pałacowy” w Nowoczesnej nosi sporo podobieństw z wyborami w Unii Wolności po ustąpieniu Balcerowicza. Wtedy stołek przewodniczącego wygrał nieznacznie Bronisław Geremek. Była to jednak gorzka wygrana. Bo swojego kontrkandydata, niejakiego Tuska, Geremek nie tylko pokonał on go publicznie upokorzył. Jego i wszystkich jego zwolenników. Zlekceważył to jak istotna, zwłaszcza wśród młodych działaczy była grupa liberałów kojarzona z Tuskiem. Zlekceważył też samego Tuska (to akurat w polskiej polityce częsta postawa ;)). Skutek? Powstanie PO i szybka i gwałtowna polityczna śmierć UW. Co do rejterad „ojców założycieli” to znakomitym przykładem jest Maciej Płażyński (dla młodszych czytelników on wraz z Donaldem Tuskiem i Andrzejem Olechowskim zakładał PO) który w końcu wylądował w PiSie. Myślę, że niewiele osób niezajmujących się zawodowo polityką jest w stanie zrozumieć skalę upokorzenia, jakie Pani Lubnauer (celowo bądź nie) zgotowała założycielowi partii i jego zwolennikom. To już chodzi o rzeczy inne niż kwestia wygranych czy przegranych wyborów tu chodzi o psychologię. Nie twierdzę, że Petru wyląduje w PO. Twierdzę, że głupotą ze strony Schetyny byłoby przynajmniej nie podjęcie próby skapitalizowania tego faktu.
  1. Strategia PO kontra strategia Nowoczesnej – czyli o słynnym Schetynowskim czekaniu. Tezę również wypadałoby rozwinąć. To, że PO i N. walczą o podobny, (ale nie o ten sam) elektorat to truizm. Warto jednak zauważyć dwie różne strategie będące rezultatem różnych zasobów i pozycji startowej. PO posiadała po przegranych wyborach zasoby w postaci pieniędzy i działaczy oraz stabilną pozycję. To, czego nie posiadała to poparcie, które odbierała jej w sporej części Nowoczesna. Nowy przewodniczący zdecydował się na strategie długoterminową a więc po pierwsze uspokoić własne szeregi. Pozbyć się tych, których nie można zatrzymać, zatrzymać tych, którzy są na tyle ważni, że ich odejście mogłoby wywołać wrażenie rozpadu (Kopacz). Po drugie prowadzić działania skierowane na wybory samorządowe gdzie te zasoby może w pełni wykorzystać. N. Skazana była na inna strategię. Ona musiała szybkim uderzeniem niejako zająć miejsce PO na scenie politycznej, i zrobić to zanim stopnieje zaliczka nowości z wyborów. I była o krok od sukcesu. Ale ostatecznie to się nie udało. Madera nie była przyczyną, to stało się już wcześniej. Błędem była „wybredność” N. która nie chciała korzystać z osobowych transferów. Oczywiście ci działacze to w sporej mierze pazerne łajzy. Ale także zawodowcy potrafiący stworzyć i utrzymać lokalne struktury. Nowoczesnej zabrakło sierżantów i kaprali. A przecież przed wyborami samorządowymi to podstawa. Na to wszystko nałożyła się tragedia utraty dotacji. Rezultatem jest to, co mamy dzisiaj. N. miała swoje 5 minut i ogromna szansę na sukces. Nie skorzystała i wątpliwe, że pojawi się kolejne okienko. PO jak ZSRR w 41 przetrwała Moskwę i mogła rozpocząć powolny kontratak. I teraz przewagę zdobywa dzięki tym rzeczom, za które krytykują ją działacze Nowoczesnej, czyli zasobom i lokalnym strukturom.
  2. Przepływy elektoratów PO i N. – istnieją i są oczywiste. Tzn. wskaźnik korelacji jest wysoki. Natomiast problemem jest próg wyborczy, bo jeśli notowania N. zaczną spadać poniżej tego progu to ludziom włączy się głosowanie strategiczne w obawie przed zmarnowaniem głosu i mamy równię pochyłą.
  3. Nieuchronność koalicji N./PO – w polityce nie ma rzeczy nieuchronnych. Oczywiście efekt synergii występuje. Kwestia Trzaskowskiego dobitnie pokazała jak jest on duży. Problem polega na tym żeby ustalić zasady dzielenia fruktów w taki sposób, aby spełniał zasadę kompromisu tzn. „sytuacji, która nie satysfakcjonuje nikogo, ale wyposaża wszystkich w przekonanie, że pozostałym też się dostało”. Czy to będzie możliwe z nową przewodniczącą desperacko walczącą o pozycję i spłacającą długi partyjnym koteriom, które ją poparły? Na to pytanie musicie odpowiedzieć sobie sami.

Przy okazji wskazuję na ciekawy kierunek zastosowany przez Schetynę, czyli stosowanie użyjmy angielskiego terminu proxies. To powtórzenie metody Duda/Szydło i jeżeli konsekwentnie realizowane może Prezesowi przysporzyć niemało zmartwień. Ewidentnie widać, że pretensja do PO ma charakter osobowy a nie ogólny i wymiana (nawet, jeśli pozorowana) ludzi startujących na stanowisko Premiera czy Prezydenta może okazać się zbawienna.

Tyle odpowiedzi w tym specyficzny follow up’ie do poprzedniego tekstu. Mam nadzieję, że pewne rzeczy wyjaśniłem. Póki, co temat osobistego pastwienia się nad N. uważam za zamknięty. Wracajmy do PiSu…

Aha no i wypadałoby polecić tekst Nudniejszego z jego blogu, który pokazuje o wiele bardziej romantyczne i entuzjastyczne podejście do tematu.

PoNowoczesna, czyli ojcobójstwo z samobójstwem w komplecie

marchewa79

cc33e25de29c26a379b858999e2e1b6dPrzyznaję, że nie doceniłem powagi sytuacji w Nowoczesnej. Z jednaj strony wiadomo było, że Piękny Rysio swoim sposobem zarządzania nie zdobywa tam przyjaciół. Z drugiej jednak nigdy naprawdę nie wierzyłem, że ta zbieranina niezadowolonych sierot po PO na tyle mocno wierzy w to, że są w stanie funkcjonować bez charyzmatycznego lidera. Widać wierzą, bo następczyni niejaka Pani Lubnauer nadzwyczajną charyzmą nie grzeszy. Dodatkowo to była działaczka Unii Demokratycznej i Demokratów.pl a jeżeli z czegoś te partie słynęły to z wyborczej przeciwskuteczności i specyficznej pretensji do świata i elektoratu, który złośliwie nie chciał ich popierać.

Petru miał i ma swoje wady, ale podobnie jak taki np. Wałęsa to jest marka. Czytelny drogowskaz dla tych jeszcze popierających Nowoczesną w zakresie głównego kierunku reprezentowanych poglądów. I zarazem darmowy czas antenowy wraz z gwarancją zainteresowania. Poza tym ojciec założyciel, bez którego ta partia w istocie nie istnieje. Nie bez znaczenia jest to, że to dobry mówca łatwo łapiący kontakt z publicznością. Ma wszystkie te cechy, których jego następczyni brakuje. Wielokrotnie rechotałem z wodzowskich struktur polskich partii politycznych i bycia przez Nowoczesną właściwie patrymonium Petru. Dziś, kiedy to patrymonium wybiło się na samodzielność ewidentnie widać jak niewiele tam jest poza założycielem. A pamiętajmy, że to założyciel trzyma detonator. Jeżeli Petru np. przejdzie do PO (jak nowa przewodnicząca go nie udobrucha to kto wie?) gdzie np. dostanie od Schetyny wiceprzewodniczącego to jego byłej partii nic nie uratuje, bo połowa działaczy pójdzie za nim. I to będzie koniec N. Oczywiście starsi obserwatorzy polskiej polityki mogą mieć ostre deja vu z sytuacji Geremek-Tusk z Unii Demokratycznej, ale nie uprzedzajmy faktów.

Całość wydarzeń jest triumfem strategii Schetyny. Czyli siedzenia nad rzeką a trup Rysia przypłynie. No i przypłynął. Teraz jest czas wielkoduszności. Dodatkowo ostatni ruch w postaci wspólnego poparcia dla Trzaskowskiego w Warszawie był po prostu politycznie dobry. Premia „zjednoczeniowa” była aż nazbyt widoczna tak w sondażach jak i opinii publicznej. A najbardziej w przerażeniu PiSu. Dziś odkręcanie dealu przez nowa przewodniczącą, (która sama ma mizerne notowania w Łodzi) pokaże tylko jej małostkowość i dalej okaleczy ledwie dychające ugrupowanie.

No i można tak po ludzku Petru współczuć. Wyciągnął z niebytu na piedestały dwie kobitki a te z wdzięczności: jedna wsadziła na skarbnika partii nieudolnego męża, co kosztowało miliony dotacji a druga wygryzła z przewodniczenia własnej partii. Feminizm w polityce ma być może przyszłość, ale bywa niesłychanie kosztowny.

PO, jak zmienić partię ludzi sytych

marchewa79

Posypaly-sie-memy-po-trzesieniu-w-rzadzieNie da się ukryć, że w ostatnich latach PO obrosła tłuszczem. Lata u władzy przyciągnęły do partii zdecydowanie więcej oportunistów niż ideowców a same kanały mobilności w partii zaczęły się zatykać aż do poziomu zawału. Zawał nazywał się Nowoczesna i jest tematem na inną dyskusję. Teraz jednak wróćmy do PO. Parafrazując hasło partii, którą zajmowałem się na blogu wczoraj: czy inna PO jest możliwa? I czy jest potrzebna?

PO i PSL to jedyne w miarę „normalne” partie w Polsce. Normalne w takim sensie, że reprezentują coś więcej niż tylko zespół „wódz i jego drużyna”. Swoją drogą wykpiwany PSL okazuje się być jedna z najbardziej pluralistycznych wewnętrznie partii, która potrafiła wymienić kilkukrotnie lidera nawet w trakcie rządzenia i za każdym razem nie powodowało to ani rozłamu ani załamania. Ale to temat na inną notkę. Wróćmy do PO. Otóż PO w 2015 składało się niemal z samych „tłustych kotów”, którzy przez dwie rządowe i niekiedy cztery samorządowe kadencje zapomnieli jak to jest być głodnym. Dla partii to był i jest ogromny problem. Zamiast walki o władze zaczęła tonąć w małych geszeftach (patrz Sikorski i machloje na paliwie) oraz wzajemnej niechęci a wręcz nienawiści wielu działaczy.

Ewa Kopacz nie dała rady. Z wielu przyczyn, z których najważniejszą jest to, że jest ona politykiem rządowym a nie partyjnym. Dziś pewnie nie bez satysfakcji patrzy jak w tę samą pułapkę wpada Beata Szydło. Tusk natomiast PO osierocił w sposób bezprecedensowy tak przerywając wzajemne sieci powiązań ze partia jak się wydaje do dziś nie może się z sytuacji otrząsnąć. Rezultatem słabości Kopacz i absencji Tuska był rok 2015. A także to, co mamy dziś.

Trzeba sobie jasno powiedzieć: kalendarz wyborczy PO nie sprzyjał. Nastąpiła powtórka z roku, 2005 kiedy korelacja wyborów prezydenckich i parlamentarnych pozwoliła PiS zgarnąć całą pulę jednocześnie nie dając przeciwnikom szansy na wyhamowanie politycznej dynamiki wydarzeń. Ale też PO A.D. 2015 była partią słabą. Koszmarne przywiązanie do retoryki „anty-PiS” i brak jakiegokolwiek pozytywnego przekazu oraz kiepscy liderzy sprawiły, że polityczna próżnia wokół PO zaczęła się wypełniać nowymi groźnymi bytami. Co gorsza zarówno Kukiz jak i Nowoczesna oparte były o mało zużytych i politycznie i medialnie przywódców stanowiących osobowościową dominantę tak nad Komorowskim jak i Kopacz. Przywiązanie PO do oszczędnościowych strategii z lat kryzysu gospodarczego również okazało się tyleż szlachetne, co samobójcze.

Powyborcze PO trafiło w całości w ręce Grzegorza Schetyny. Jest takie angielskie słowo „henchman”, które oddaje rolę, jaką miał Schetyna za czasów rządów Tuska. Był on odpowiedzialny za partyjną dyscyplinę i większość „trudnych” porządkowych decyzji. Problemem Schetyny od zawsze była nijakość. Nie jest osobą o wybitnej publicznej charyzmie a w dodatku jego w istocie koncyliacyjny sposób zarządzania i rozwiązywania problemów jest efektywny, ale słabo wygląda w TV. Publiczne spektakle upokarzania realizowane przez Tuska, (których sam Schetyna przy okazji afery hazardowej został ofiarą) były w sensie komunikatu PR dużo bardziej produktywne. Jednocześnie to wszystko utrudnia „ściągnięcie cugli” w PO. Terenowe struktury dalej pozostają mało mobilne i koncentrują się na walce o (tym razem samorządowe) stołki. Stanowiska okupują partyjni emeryci, których już dawno powinno się odesłać na zieloną trawkę a dopływ świeżej krwi ogranicza się do nominowanych poselskich asystentów tudzież rodziny działaczy. W tej sytuacji „kryterium uliczne” wygrywają zbierani ad hoc w Internecie młodzi ludzie a obecność wśród nich polityków PO w krawatach i garniturach oraz niemal bez wyjątku dojrzałym wieku wywołuje uśmiech politowania. Na linię frontu medialnego idą z małymi wyjątkami, sami partyjni weterani ludzie obecni w polityce nierzadko od lat 90 ubiegłego wieku. Konkurencja oferuje więcej nowych twarzy. Może nie bardziej kompetentnych, ale na pewno mniej zgranych.

Jak w tej sytuacji reagować? Można oczywiście wybrać strategie cierpliwości i czekać aż ciało przeciwnika spłynie rzeką. I taka strategia ma swoje silne strony i rezultaty (patrz upadek Petru czy konflikt Duda-rząd). Nie daje ona jednak gwarancji, że to PO a nie np. Kukiz stanie się beneficjentem kolejnej politycznej zmiany. Zwłaszcza, że lokalne struktury w przeddzień wyborów samorządowych w wielu miejscach pozostają koszmarne. Wydaje się, że partia potrzebuje dopływu świeżej krwi w trybie nagłym. Ale na to gdzie szukać chętnych do transfuzji jeszcze trzeba będzie sobie odpowiedzieć.

Z drugiej strony PO zawodzi także w roli anty-PiSu. Po odsunięciu Stefana Niesiołowskiego nie ma w partii prawdziwych anty-PiSowskich radykałów. Nie takich mówiących o rozliczeniu PiS a o eradykacji tej partii z polityki. W kilka takich „pistoletów” warto byłoby zainwestować. Bo to one powinny gwarantować, że nie powtórzy się scenariusz „hodowania PiS” realizowany przez Tuska.

Czy PO może mieć ofertę polityczną np. dla KODu? Czy potrafi wciągnąć do poważnej polityki przynajmniej część owej rozpolitykowanej młodzieży chodzącej na protesty? Od odpowiedzi na to pytanie będzie zależeć być albo nie być Platformy.

Romantyczny Rysio, PR w czasach politycznego kryzysu

marchewa79

e94704f08f55a45db59e431a41b9Fascynuje mnie kwestia kryzysowego PR. W polityce to absolutnie najtrudniejsze zadanie, czarny szlak dla absolutnych wyczynowców. Ratowanie kariery polityka przyłapanego na zażywaniu narkotyków w dodatku na nagraniu video to coś, co wydaje się niewykonalne. Ale się zdarzało. Mistrzostwo świata kryzysowy polityczny PR osiągnął w USA do tego stopnia, że w ostatnich republikańskich prawyborach konserwatywną stronę partii republikańskiej reprezentowali wielokrotni rozwodnicy i ludzie, którzy własne partnerki zmuszali do aborcji. Wszystko to udało się pozamiatać pod dywan z daleko idącą konsekwencją.

Teraz wróćmy do romantycznego Rysia. Otóż romans Rysia jest symptomatyczny z kilku co najmniej powodów które po kolei postaram się tutaj omówić:

Powód 1 Rysiu uważa, że jego prywatne życie to jego prywatna sprawa. Błąd. Polityk nie ma życia prywatnego. Może z mediami zawalczyć o parasol ochronny dla rodziny, ale nigdy dla niego samego. To naiwność w dodatku naiwność, która od razu czyni go podejrzanym.

Powód 2 Liberalny elektorat nie zwraca uwagi na sprawy obyczajowe. Bzdura. Ludzie są konserwatywni w kwestii zdradzanych żon czy wykorzystywanych kochanek niezależnie od własnych poglądów czy zachowań. Od polityków oczekujemy bycia lepszymi i spełniania wyidealizowanych norm. Zwłaszcza od polityków „flagowych”.

Powód 3 Temat w końcu umrze śmiercią naturalną. Zdarza się w przypadku tematów bez potencjału na „serial” w brukowcach. Ale polityk i jego nowa kochanka to od czasów Isabel i Marcinkiewicza samograj na kilka lat poszturchiwania. „Fakt” z „Super Ekspresem” zadbają o to żeby każde chwila życia Rysia i jego nowej lubej zaowocowała, co najmniej wzmianką.

Powód 4 Gra do przodu. Jak nie można ukryć romansu trzeba go oswoić. Więc rajd po gazetach z pokazem, jaka to wielka miłość. Działa w przypadku celebrytów, których promiskutyzm jest akceptowany i przyjmowany, jako pewna cecha środowiskowa (patrz Zamachowski). Stąd rozwody stanowią środowiskowy koloryt. Politycy mają jednak spełniać zupełnie inne standardy patrz punkt 2.

Jak się z tego wychodzi? Ciężko. Zazwyczaj poprzez najskuteczniejszą z politycznych taktyk: wyznanie winy i pokutę. Jak Petru chciał zdjąć sprawę z afisza powinien rzucić kochanicę przeprosić się z małżonką i wraz z dziećmi na konferencji prasowej zapowiedzieć pozostanie wiernym mężem i ojcem wraz z przeprosinami na własną głupotę. Publiczność lubi takich upadłych bohaterów. Na ile owe powroty i przeprosiny są szczere to inna sprawa.

Wybrał Rysiu taktykę „miłość ci wszystko wybaczy”. Ciekawą, ale taką, która wielokrotnie zawiodła. Na liście ofiar ma Marcinkiewicza, Hollande’a, Sarkozy’ego i wielu innych. Czas pokaże czy agencja PR która mu to doradziła (nie wierzę w samodzielna decyzje o udzieleniu „Wprost” wywiadu) miała rację czy nie. Ja pozostaję w tej kwestii głęboko sceptyczny.

W tym wszystkim najbardziej żal wszystkich, którzy poświęcili dla „Nowoczesnej” energię i czas. Bo zamiast żagla partia ma kotwicę.

Partie prywatne

marchewa79

link_AuvAeub2cXnR9Dfu001F2yoQDuPpbSt2,w300h223Dwadzieścia osiem lat od końca PRLu nie doczekaliśmy się stabilnego systemu partyjnego. Nie do końca jest to problem, bo stabilność systemów bywa złudna, czego przykładem są Włochy czy ostatnio Francja. Gorzej jednak, kiedy z 5 partii obecnych w parlamencie trzy są organizacjami w dużej mierze prywatnymi. Nie są lepszą czy gorszą wspólnotą ludzi połączonych podobnymi poglądami i (to w końcu partie) chęcią zdobycia władzy. To wódz i jego kamaryla oraz zestaw tych, którzy załapali się po drodze.

Taki układ jest znakomitym rozwiązaniem w kwestii sprawności organizacyjnej, ponieważ zakłada jeden ośrodek decyzyjny. Partię można na wzór dawnych ustrojów państwowych nazwać patrymonialną, bo w istocie stanowi całkowitą i wyłączną własność lidera. On decyduje o wewnętrznej strukturze i wszystkich nominacjach. Demokracja jest tylko fasadą a wewnątrzpartyjna opozycja ma jedyne wyjście w wypadku konfliktu – opuszczenie organizacji.

Ale są też wady, które zawsze w końcu przewyższają zalety. Partia jest ściśle zależna od postaci lidera, program i działania jest niewolnikiem jego obsesji, poglądów a czasami i chuci. Dodatkowo lider ma zawsze niebezpieczny zwyczaj opierania się w swoich decyzjach na wąskiej grupie przybocznych, którzy szybko budują własne zaplecza i stają się obciążeniem. A wtedy pozostają dwa wyjścia: obrona do upadłego albo usunięcie z organizacji. Szybko zresztą okazuje się, że zmiana w partii jest niemożliwa, bo oznaczałaby zmianę lidera a bez lidera nie ma partii.

Jest to w dużej części opłakany skutek tego jak większość z nas postrzega politykę. Jako grę solistów a nie zespołów. Wygrywał Tusk nie PO, Kaczyński nie PiS. Ta wizja jest w oczywisty sposób błędna i niebezpieczna, ale tak zbudowany jest ludzki umysł. W rzeczywistości liderzy kontrolują tylko ułamek tego, co dzieje się w ich własnym ugrupowaniu, czego boleśnie doświadczała każde z ugrupowań znajdujących się u władzy.  Leszek Miller nie wiedział o Aferze Starachowickiej, Tuska zaskoczyły wydarzenia związane z hazardem a Kaczyńskiego lex Szyszko. Na dłuższą metę wygrywają gracze koncyliacyjni, bo liderowanie wodzowskie ma opłakane skutki. Tusk wyszedł z afery hazardowej obronną ręką, bo zdecydował się na głęboką korektę kadrową jednak na dobra sprawę nikogo z partii nie wyrzucił. Miller kamarylę i kolegów trzymał na stołkach jak długo się dało aż Starachowice i Rywin zepchnęły jego partę w polityczny niebyt.

Mam wrażenie, że owa dominacja partii prywatnych stanowi niechciany skutek naszego ułomnego systemu władzy. Korzenie PiS, PO, Nowoczesnej, Kukiza tkwią w wyborach prezydenckich. Mit przywódczy prezydenckiego stołka jest równie fałszywy, co przemawiający do większości Polaków. A potem zawsze pojawia się pokusa, aby owego „reformatora”, który jest „inny niż wszyscy”. Po czym zawsze jest tak samo.

Czy da się z tego wyjść? Jest tylko jedna metoda sprawdzenia, kiedy lider odchodzi. Taki test kilkakrotnie przeszedł PSL (jakkolwiek ironicznie to brzmi dla wielu najbardziej demokratyczna wewnętrznie partia polityczna w Polsce). Udało się to Platformie, ale z nożem na gardle i nie wiem czy przeżyje kolejną próbę. SLD lidera zmieniało wielokrotnie, ale koszt polityczny jest na tyle duży, że nie do końca jestem pewien czy są to eksperymenty udane (Może poza zamianą Kwaśniewski-Miller).Test oblały Unia Wolności i Samoobrona. Problem dla wielu partii jest taki, że aby wyjść z sondażowej „spirali śmierci” bywa konieczne ojcobójstwo. A i ono nie gwarantuje sukcesu. Aby zacytować klasyka:

„Mówimy - Lenin, a w domyśle -partia,

mówimy - partia, a w domyśle - Lenin.”

Najlepsze dla długoterminowej polityki i górnolotnie mówiąc interesów kraju są partie istniejące długo. Trwale związane łańcuchem interesów społecznych i ekonomicznych z własnym wyborczym zapleczem. Już kilkakrotnie wydawało się, że Polska jest o krok od takiego systemu. Po czym domek z kart znów rozsypywał się. Niestety obecne działania partii rządzącej nie wskazują na to by liczyła się ona z możliwością utraty władzy. Demolowanie porządku konstytucyjnego nie sprzyja trwałości także konstrukcji partyjnych. Warto na końcu przypomnieć, że większość polityków poniosło surową wyborczą odpowiedzialność za własne działania. I że biologia nie ma litości a żaden z wodzów nie jest wieczny.

© Zoon Politikon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci