Menu

Zoon Politikon

Czyli o polityce przede wszystkim choć nie tylko....

Wpisy otagowane : nowoczesna

Romantyczny Rysio, PR w czasach politycznego kryzysu

marchewa79

e94704f08f55a45db59e431a41b9Fascynuje mnie kwestia kryzysowego PR. W polityce to absolutnie najtrudniejsze zadanie, czarny szlak dla absolutnych wyczynowców. Ratowanie kariery polityka przyłapanego na zażywaniu narkotyków w dodatku na nagraniu video to coś, co wydaje się niewykonalne. Ale się zdarzało. Mistrzostwo świata kryzysowy polityczny PR osiągnął w USA do tego stopnia, że w ostatnich republikańskich prawyborach konserwatywną stronę partii republikańskiej reprezentowali wielokrotni rozwodnicy i ludzie, którzy własne partnerki zmuszali do aborcji. Wszystko to udało się pozamiatać pod dywan z daleko idącą konsekwencją.

Teraz wróćmy do romantycznego Rysia. Otóż romans Rysia jest symptomatyczny z kilku co najmniej powodów które po kolei postaram się tutaj omówić:

Powód 1 Rysiu uważa, że jego prywatne życie to jego prywatna sprawa. Błąd. Polityk nie ma życia prywatnego. Może z mediami zawalczyć o parasol ochronny dla rodziny, ale nigdy dla niego samego. To naiwność w dodatku naiwność, która od razu czyni go podejrzanym.

Powód 2 Liberalny elektorat nie zwraca uwagi na sprawy obyczajowe. Bzdura. Ludzie są konserwatywni w kwestii zdradzanych żon czy wykorzystywanych kochanek niezależnie od własnych poglądów czy zachowań. Od polityków oczekujemy bycia lepszymi i spełniania wyidealizowanych norm. Zwłaszcza od polityków „flagowych”.

Powód 3 Temat w końcu umrze śmiercią naturalną. Zdarza się w przypadku tematów bez potencjału na „serial” w brukowcach. Ale polityk i jego nowa kochanka to od czasów Isabel i Marcinkiewicza samograj na kilka lat poszturchiwania. „Fakt” z „Super Ekspresem” zadbają o to żeby każde chwila życia Rysia i jego nowej lubej zaowocowała, co najmniej wzmianką.

Powód 4 Gra do przodu. Jak nie można ukryć romansu trzeba go oswoić. Więc rajd po gazetach z pokazem, jaka to wielka miłość. Działa w przypadku celebrytów, których promiskutyzm jest akceptowany i przyjmowany, jako pewna cecha środowiskowa (patrz Zamachowski). Stąd rozwody stanowią środowiskowy koloryt. Politycy mają jednak spełniać zupełnie inne standardy patrz punkt 2.

Jak się z tego wychodzi? Ciężko. Zazwyczaj poprzez najskuteczniejszą z politycznych taktyk: wyznanie winy i pokutę. Jak Petru chciał zdjąć sprawę z afisza powinien rzucić kochanicę przeprosić się z małżonką i wraz z dziećmi na konferencji prasowej zapowiedzieć pozostanie wiernym mężem i ojcem wraz z przeprosinami na własną głupotę. Publiczność lubi takich upadłych bohaterów. Na ile owe powroty i przeprosiny są szczere to inna sprawa.

Wybrał Rysiu taktykę „miłość ci wszystko wybaczy”. Ciekawą, ale taką, która wielokrotnie zawiodła. Na liście ofiar ma Marcinkiewicza, Hollande’a, Sarkozy’ego i wielu innych. Czas pokaże czy agencja PR która mu to doradziła (nie wierzę w samodzielna decyzje o udzieleniu „Wprost” wywiadu) miała rację czy nie. Ja pozostaję w tej kwestii głęboko sceptyczny.

W tym wszystkim najbardziej żal wszystkich, którzy poświęcili dla „Nowoczesnej” energię i czas. Bo zamiast żagla partia ma kotwicę.

Partie prywatne

marchewa79

link_AuvAeub2cXnR9Dfu001F2yoQDuPpbSt2,w300h223Dwadzieścia osiem lat od końca PRLu nie doczekaliśmy się stabilnego systemu partyjnego. Nie do końca jest to problem, bo stabilność systemów bywa złudna, czego przykładem są Włochy czy ostatnio Francja. Gorzej jednak, kiedy z 5 partii obecnych w parlamencie trzy są organizacjami w dużej mierze prywatnymi. Nie są lepszą czy gorszą wspólnotą ludzi połączonych podobnymi poglądami i (to w końcu partie) chęcią zdobycia władzy. To wódz i jego kamaryla oraz zestaw tych, którzy załapali się po drodze.

Taki układ jest znakomitym rozwiązaniem w kwestii sprawności organizacyjnej, ponieważ zakłada jeden ośrodek decyzyjny. Partię można na wzór dawnych ustrojów państwowych nazwać patrymonialną, bo w istocie stanowi całkowitą i wyłączną własność lidera. On decyduje o wewnętrznej strukturze i wszystkich nominacjach. Demokracja jest tylko fasadą a wewnątrzpartyjna opozycja ma jedyne wyjście w wypadku konfliktu – opuszczenie organizacji.

Ale są też wady, które zawsze w końcu przewyższają zalety. Partia jest ściśle zależna od postaci lidera, program i działania jest niewolnikiem jego obsesji, poglądów a czasami i chuci. Dodatkowo lider ma zawsze niebezpieczny zwyczaj opierania się w swoich decyzjach na wąskiej grupie przybocznych, którzy szybko budują własne zaplecza i stają się obciążeniem. A wtedy pozostają dwa wyjścia: obrona do upadłego albo usunięcie z organizacji. Szybko zresztą okazuje się, że zmiana w partii jest niemożliwa, bo oznaczałaby zmianę lidera a bez lidera nie ma partii.

Jest to w dużej części opłakany skutek tego jak większość z nas postrzega politykę. Jako grę solistów a nie zespołów. Wygrywał Tusk nie PO, Kaczyński nie PiS. Ta wizja jest w oczywisty sposób błędna i niebezpieczna, ale tak zbudowany jest ludzki umysł. W rzeczywistości liderzy kontrolują tylko ułamek tego, co dzieje się w ich własnym ugrupowaniu, czego boleśnie doświadczała każde z ugrupowań znajdujących się u władzy.  Leszek Miller nie wiedział o Aferze Starachowickiej, Tuska zaskoczyły wydarzenia związane z hazardem a Kaczyńskiego lex Szyszko. Na dłuższą metę wygrywają gracze koncyliacyjni, bo liderowanie wodzowskie ma opłakane skutki. Tusk wyszedł z afery hazardowej obronną ręką, bo zdecydował się na głęboką korektę kadrową jednak na dobra sprawę nikogo z partii nie wyrzucił. Miller kamarylę i kolegów trzymał na stołkach jak długo się dało aż Starachowice i Rywin zepchnęły jego partę w polityczny niebyt.

Mam wrażenie, że owa dominacja partii prywatnych stanowi niechciany skutek naszego ułomnego systemu władzy. Korzenie PiS, PO, Nowoczesnej, Kukiza tkwią w wyborach prezydenckich. Mit przywódczy prezydenckiego stołka jest równie fałszywy, co przemawiający do większości Polaków. A potem zawsze pojawia się pokusa, aby owego „reformatora”, który jest „inny niż wszyscy”. Po czym zawsze jest tak samo.

Czy da się z tego wyjść? Jest tylko jedna metoda sprawdzenia, kiedy lider odchodzi. Taki test kilkakrotnie przeszedł PSL (jakkolwiek ironicznie to brzmi dla wielu najbardziej demokratyczna wewnętrznie partia polityczna w Polsce). Udało się to Platformie, ale z nożem na gardle i nie wiem czy przeżyje kolejną próbę. SLD lidera zmieniało wielokrotnie, ale koszt polityczny jest na tyle duży, że nie do końca jestem pewien czy są to eksperymenty udane (Może poza zamianą Kwaśniewski-Miller).Test oblały Unia Wolności i Samoobrona. Problem dla wielu partii jest taki, że aby wyjść z sondażowej „spirali śmierci” bywa konieczne ojcobójstwo. A i ono nie gwarantuje sukcesu. Aby zacytować klasyka:

„Mówimy - Lenin, a w domyśle -partia,

mówimy - partia, a w domyśle - Lenin.”

Najlepsze dla długoterminowej polityki i górnolotnie mówiąc interesów kraju są partie istniejące długo. Trwale związane łańcuchem interesów społecznych i ekonomicznych z własnym wyborczym zapleczem. Już kilkakrotnie wydawało się, że Polska jest o krok od takiego systemu. Po czym domek z kart znów rozsypywał się. Niestety obecne działania partii rządzącej nie wskazują na to by liczyła się ona z możliwością utraty władzy. Demolowanie porządku konstytucyjnego nie sprzyja trwałości także konstrukcji partyjnych. Warto na końcu przypomnieć, że większość polityków poniosło surową wyborczą odpowiedzialność za własne działania. I że biologia nie ma litości a żaden z wodzów nie jest wieczny.

Weteranów trochę szkoda

marchewa79

latitude-0131-bullough-blog480Z przyjemnością przeczytałem wywiad z Ludwikiem Dornem. Nie dlatego żebym jakoś specjalnie tęsknił do jego ministerialnych wyczynów, ale lektura rozmowy z człowiekiem inteligentnym i niepozbawionym autorefleksji jest odświerzająca. Dorn ma luksus spojrzenia z zewnątrz bez zaangażowania bezpośredniego w walkę plemienną z PiSem. Jako, że ostatnie wydarzenia pozbawiają mnie tego luksusu w coraz większym stopniu, zmuszony jestem do importu cudzych obserwacji.

Mam trochę żal do polskiej polityki. Zbyt łatwo rezygnujemy z wiedzy i doświadczenia politycznych weteranów którzy z różnych przyczyn znaleźli się „na aucie”. Byli prezydenci jeszcze tam gdzieś egzystują, ale ludzie tacy jak Dorn zostali dość trwale rozjechani przez walec historii. Oglądając ostatnią rozróbę w Sejmie widać sporo młodszych fighterów, ale w rozmowie z każdym z nich szybko wychodzi ta doraźność, kompletny brak spojrzenia o horyzoncie dłuższym niż powiedzmy przyszły tydzień, no w wariancie najbardziej optymistycznym kolejne wybory.

Można zrozumieć (choć nie usprawiedliwić) użyteczność takich postaw w dobie tabloidowych mediów i szybkiego newsa. Ale jakości polityki jako całości to nie poprawia. No i ułatwia przedstawienie każdego sporu jako „wojny o stołki” w kolejnej bardziej brutalnej odmianie. Ani PO ani Nowoczesna nie potrafią pokazać jakiej chcą Polski. Inicjatywę strategiczną wciąż ma PiS a opozycja skazana jest jedynie na reagowanie. Oczywiście PiS o własne nogi się wywraca dość często. Ale jaką alternatywę ma ten umiarkowany wyborca, jaki model Polski ma wybrać? Oferta wskazująca na to że nasi „misiewicze” są lepsi od waszych „misiewiczów” nie wydaje się szczególnie nęcąca. Nawet jeśli w jakimś stopniu prawdziwa.

Brakuje mi zaplecza górnolotnie mówiąc „intelektualnego”. Niby PO jakieś tam instytuty posiada, niby Nowoczesna nad czymś tam obraduje. Ale rezultaty są mizerne. PO odpuszcza nawet własne dość dopracowane projekty (reforma podatkowa, na tyle ciekawa że bez sukcesów implementowana przez PiS), Nowoczesna ugrzęzła w retoryce walki, poza tym sama nie wie jaką partią chce być poza tym ze nie PiSem (apage) i nie PO. Może wspólne stworzenie jakiejś rady mędrców to byłby krok w dobrym kierunku? Jak widać na obrzeżach polityki kręci się sporo niegłupich weteranów. Można przecież wyciągnąć rękę. Większość nie ugryzie.

Mamy w Polsce słabą klasę polityczną. Także dlatego ze w naszej politycznej monokulturze krzyku refleksję pozostawiliśmy głęboko na aucie. O gospodarce mówią albo ekonomiści banków (bo te zatrudniają i płacą ekspertom) albo politycy. Podobnie w wielu innych sprawach. Kompletnie brakuje ludzi którzy potrafiliby zaoferować głębszą analizę sytuacji czy propozycję rozwiązań. Zresztą za co i dlaczego mieli by to robić? A skoro jest jak jest, to i prawo mamy jakie mamy i kadry też idą w stronę biernych, miernych ale przynajmniej wiernych. Bo i skąd wziąć innych?

Podzwonne i powyborcze

marchewa79

cartoon_wing-g-f_the-single-tax-barkPO podobno rządziło fatalnie, tak bardzo że teraz PiS chce wprowadzić sztandarowy projekt podatkowy rządu Ewy Kopacz jako własny nieomal bez poprawek. Trudno o lepszy hołd dla wysiłków Mateusza Szczurka. Troszkę to podzwonne ale jednak.

A tymczasem czeka nas rekonstrukcja rządu. Bo niby ów Misiewicz nie jest istotny i poważnych strat wizerunkowych nie narobił ale CBA rzuciło się na państwowe spółki z entuzjazmem alkoholika w gorzelni. Inna sprawa czy rzuciło się aby coś wykryć? Bo to tylko potwierdziło by że „dojna zmiana” była zmianą na gorsze. A co do rekonstrukcji to tradycyjnie ofiarą ma paść nie Macierewicz a minister Szałamacha. Kowal zawinił, Cygana powiesili.

Ministerstwo finansów latami najważniejszy resort ma pójść w praktyce do likwidacji i zostać przesunięte pod nadzór cudownego dziecka od Power Pointa Mateusza Morawieckiego. Ten już bez przeszkód będzie mógł uprawiać swoje plany i strategie. Ale niech przy tym pamięta że musi na 500 plus grosza nastarczyć. Bo jak nie…

Na przeciwległym biegunie młodzi gniewni (partia Razem) i profesjonaliści w średnim wieku (Nowoczesna.pl) pozbawili się sami dotacji z państwowej kasy. Jest to nawet zabawne bo o ile pospolite Razemowe ruszenie i tak ma więcej niż oczekiwało a ci rozentuzjazmowanie towarzystwo mogło nie przeczytać przepisów o tyle wpadka Petru dowodzi już tylko nędzy kadrowej i organizacyjnej głupoty. Banalne błędy pozbawiły Nowoczesną wielu milionów i został tylko płacz (coś tam co prawda bredzą o odwołaniach do instancji międzynarodowych ale uważam że wątpię). I to partię która cały czas twierdzi że ma pomysł na państwo i będzie nim profesjonalnie zarządzać. Pełen Misiewiczów PiS rozliczyć wybory potrafił. Wnioski wyciągnijcie sami.

P.S. Skarbnikiem partii jest niejaki Michał Pihowicz, i to by było na tyle jeśli chodzi o oskarżenia PiS w kwestii nepotyzmu.

Polityczne doświadczenie osobiste – Nowoczesna

marchewa79

n_0_92_169_400x400_cornersMiałem ostatnio okazję uczestniczyć w otwartych spotkaniach z tzw. VIPami zarówno partii rządzącej jak i partii opozycyjnych (PO i Nowoczesnej). Wszystkie wydały mi się na tyle ciekawe że postanowiłem szerzej podzielić się wrażeniami. Na pierwszy ogień spotkanie z szefem Nowoczesnej Ryszardem Petru.

Zacznijmy od kwestii wizerunkowych. Bez zastrzeżeń. Petru jest medialny i ma obycie telewizyjne, co widać. Mówi składnie, krótkimi zdaniami i często stara się odnosić do przykładów przekładających problemy na codzienne życie. Zdecydowana przewaga na tle reszty opozycji. Byłby nokaut gdyby nie…

Message. Czyli to, co w istocie mówi. A to są komunikaty skoncentrowane na bardzo wąskiej grupie. Rysiu lubi finanse i to widać. Aż za bardzo. Gdy mówi o reformie emerytalnej jest pełen pasji i zaangażowania. Program 500 plus i już mamy wyczuwalną (bardzo!) pogardę dla gorzej zarabiających i niezaradnych. Wrzutki na temat partii Razem i jej anarchistycznych ciągotek właściwie mocno niesmaczne. Tematów światopoglądowych unikał. Lewicowość Nowoczesna oddaje walkowerem. Ton całości niestety mocno lektorski, dużo pouczania. Widać, że Petru i spółka mają większa wiedzę na temat tego jak się rządzi od PiSu i PO. Wszystko to brzmi niebezpiecznie arogancko i co starsi czytelnicy mogą mieć ostre deja vu z czasów nieboszczki Unii Wolności. Swoją drogą Petru na tyle często powołuje się na diagnozy i pomysły Balcerowiczowskiego Forum Odpowiedzialnego Rozwoju, że powinien przynajmniej z raz o nich wspomnieć.

W temacie PO zmiana podejścia. Już nie opozycja podwójna względem rządu i PO a raczej próba wpasowania się w jakiś model kryzysowej koalicyjności. I propozycje podziału łupów, choć mocno zakamuflowane. Nie wiadomo czy to N. słabnie, (choć przechwałki o przechodzeniu całych kół z PO a jakże były) czy też mamy do czynienia z racjonalizmem sytuacji nadzwyczajnej. W kontekście 2018 i wyborów samorządowych odbieram to, jako dobry znak.

Podsumowując chyba jednak Nowoczesna zaczyna grzęznąć w polityce. Jak na partię bazującą na nowości i świeżości robi jej za dużo, jak na potencjalnego dużego gracza do krojenia tortu za mało. Ale to bardzo młode ugrupowanie mające dużo niezużytych twarzy (temat istotny w kontekście spotkania z PO, o którym napisze później). Wiec wszystko jeszcze przed nimi.

© Zoon Politikon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci