Menu

Zoon Politikon

Czyli o polityce przede wszystkim choć nie tylko....

Wpisy otagowane : rostowski

Jak pomóc rodzicom żeby jeszcze coś z nich zostało?

marchewa79
     Po Euro premier zabrał się za podwyżki obciążeń. Nie będę już zadawał pytań w rodzaju "a może by tak najpierw zredukować wydatki". Po prostu wychodzi, że się nie da i tyle. Ani KRUS ani mundurowi nie przyjdą na odsiecz budżetowi. Muszą to zrobić internauci i rodziny z dziećmi. Jak tradycja to tradycja.

     Minister Rostowski to człowiek, który może rozumie rynki finansowe, ale już swoich przyszywanych rodaków niekoniecznie. Ani osobista pozycja finansowa, ani wychowanie nie wyposażyły go w ten rodzaj empatii, który umożliwiałby zrozumienie ludzi, dla których te marne troszkę ponad 1000 zł ulgi na dziecko to są jednak jakieś pieniądze. Za to jest pani poseł Kidawa-Błońska bodajże, która z takim rozmachem wskazywała zalety, jakimi będzie podniesienie ulgi na 3cie dziecko i dalsze. Trzeba być naprawdę wrednym sceptykiem by zacząć zastanawiać się skąd rodzina posiadająca 3, 4, 5 i więcej dzieci ma wziąć pieniądze, aby z takiej ulgi w ogóle skorzystać. Wielodzietna rodzina o dochodach przekraczających 100 000 zł. Osobiście nie znam. Ale jak widać nie obracam się w kręgach, w których obracają się posłowie i posłanki PO (tu małe olśnienie przecież w rodzinie mama i tata mogą być posłami PO właśnie). Tak o to powstało prawo genialne w swej trosce o ubogich, którzy jednakowoż niespecjalnie będą mogli z niego skorzystać.

     Tak sobie myślę, że ujemny przyrost naturalny przy tej trosce państwa o rodziców z dziećmi mamy zapewniony. Mi póki, co starania o powiększenie rodziny Premier i minister Rostowski wybijają z głowy dość skutecznie.

Nic niestosownego

marchewa79
Rostowski     …najwięcej zainwestowałem w to, co nazywam czwartym filarem, czyli w edukację dzieci i w dobre stosunki z nimi. Jest to najlepszy "fundusz emerytalny", bo wymyślony przez Pana Boga. Tak w 2009 roku wypowiadał się minister Rostowski. Jak widać mówił prawdę bo kiedy jedno z jego dzieci skończyło studia, to w celu zwiększenia swojego zwrotu na inwestycji "polecił" (ciśnie się na usta słowo „załatwił” ale to chyba nie w tym rządzie co? ;) ) córce posadę w rządowej administracji. Oczywiście córka ministra nie może zhańbić się stanowiskiem młodszego referenta, dlatego kolega Radosław Sikorki zgodnie ze szlachetną brytyjską tradycją popierania rodzin kolegów z Country Club’u zatrudnił ją na stanowisku doradcy. MSZ wszak ma „kiepskich tłumaczy angielskiego”.

     Ani CBA ani najgłupsza minister w rządzie Tuska, czyli pseudo ekspert od korupcji Julia Pitera problemu nie dostrzegają. Bo przecież kumoterstwo i nepotyzm to nie korupcja. To po prostu sposób, w jaki gentlemani Sikorki i Rostowski załatwiają sprawy. Za jakiś czas może okazać się, że któraś z pociech Sikorskiego jest mniej lotna a wtedy pozycja doradcy w Ministerstwie Finansów będzie jak znalazł.

     Czym jest taki detal w porównaniu z dziurą budżetową czy aferą hazardową, ktoś mógłby zapytać. Pozornie racja, bo tutaj tracimy tylko kilkadziesiąt tysięcy a tam miliony. Jednak sprawa latorośli Rostowskiego jest znacząca. Pokazuje ona całkowity rozkład moralnego i racjonalnego kompasu u dwóch ministrów z "pierwszej linii" rządu Tuska. Nie wierzę, że Rostowski nie mógł załatwić (znowu to piękne słowo, które nas dziś prześladuje) córuni stażu w jakiejś renomowanej firmie. Ale poproszenie Radzia o przysługę wydawało mu się pewnie prostsze i mniej kosztowne. To, że zapłacimy za to wszyscy go nie obchodzi.

     Z wielu bilionów zł długu, jakie wygenerował minister finansów podczas swojego urzędowania kilkanaście tysięcy to pensja jego córki. Domagam się zwrotu tego zobowiązania. A latorośl? Niech wzorem wielu gorzej urodzonych rodaków szuka swoich szans na wyspach.

© Zoon Politikon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci