Menu

Zoon Politikon

Czyli o polityce przede wszystkim choć nie tylko....

Wpisy otagowane : Polska

Kompleks hmm… narodowy

marchewa79
     Polacy są wszędzie. O tym zaświadczy każdy kto podróżował nieco po świecie. I fakt ze naszych rodaków częściej można w restauracjach uświadczyć w roli obsługi niż gości nie powinien tego faktu przesłaniać.

     Problemem dla mediów jest to kiedy nas nie ma. Na przykład na mundialu nie było naszej drużyny. Erzatzem mieli być Klose i Podolski. Przekomiczne stało się traktowanie dwóch niemieckich piłkarzy z sentymentem odnoszących się do Polski jako Polaków wynajętych do reprezentacji Niemiec. Podobnie było z każdym kto nosił choć nieco polskie nazwisko. I po co? To czy przyszywani Polacy byli na mundialu ani mnie chłodzi ani ziębi. Jeżeli tak żurnalistom zależy to może namówią prezydenta Komorowskiego by całej reprezentacji nadał polskie obywatelstwo. Wtedy będziemy mistrzami świata w piłce nożnej.

     Gorzej kiedy ta mania poszukiwania polskości dotyka tragedii. Media poszukiwały polskich „naszych” ofiar 11 września, tsunami a ostatnio malezyjskiej katastrofy. No i znalazły córkę polskiego emigranta. Po co? Pozwala to się wam dziennikarzyny poczuć lepiej? Leczy jakieś kompleksy? Doprawdy czasami samo opisanie tragedii wystarczy. Nie obchodzi mnie kolor paszportów ofiar.

Zupełnie inny kraj

marchewa79
     Jedną z refleksji, jakie nasunęła mi rewolta na Ukrainie jest spostrzeżenie o różnicy, jaka jest między naszą a ukraińską klasą polityczną. Ostatnio media obiegły zdjęcia Premiera RP palącego na urlopie w Dolomitach cygaro. Oburzenie wywołał fakt, że a) w ogóle ma urlop, gdy kraj w kryzysie, b) spędza go we Włoszech zamiast zasilać kieszenie górali, którzy i tak na niego nie zagłosują i c) pali cygaro, co jest wiadomą oznaką burżujstwa i kułactwa, o czym dowodziła już nawet "Trybuna Ludu" a dziś jej dumny następca dziennik "Fakt".
 
     Na Ukrainie nie ma żadnego zdziwienia, kiedy najbogatszymi osobami w kraju są Prezydent i Premier. A kolejne miejsca w rankingach zajmuje ich potomstwo. Uwłaszczanie się na państwowym to norma. Na Ukrainie nikt nie ścigałby Pawła Piskorskiego o sprzedane antyki. Nikt nie dochodziłby, od kogo Poseł Hoffman pożyczał pieniądze. Zatrudnienie syna Premiera w spółkach Amber Gold byłoby potraktowane, jako oczywistość nie warta gazetowej wzmianki.

     Polska to jednak zupełnie inny kraj. Wschód zaczyna się na linii Bugu. I to jest mentalna i realna przepaść, której (jak pokazuje przykład Rosji) nie zasypią żadne pieniądze. Ukrainy jednak żal.

Ten kraj

marchewa79
     Najgorsze dwa słowa polskiego Internetu, prasy, tv. Przyznaję, że za samo użycie formuły "w tym kraju", będącej niezbędną inwokacją do ogólnego lamentu, pozbawiałbym obywatelstwa. Nie ma "tego kraju" jest nasz kraj, Polska, w której wszyscy żyjemy. Kiedyś, być może taki zbitek miał pokazywać dystans. Dziś nie pokazuje nic oprócz pogardy.

     Widać, że lubimy narzekać na Polskę. W tle zawsze przewija się, jakoś nieprawdopodobnie zakorzeniony w kulturowych genach, mesjanizm. Tak jakby zmiana kraju w bogaty i uczciwy była możliwa pstryknięciem palców, a nie latami ciężkiej pracy. Niestety inwencja wielu krytyków kończy się na diagnozie problemów a recept, poza jakąś mityczną rewolucyjną transformacją i obywatelskim wzburzeniem, nie widać.

     To, że politycy uprawiają krytykę totalną jest skądinąd zrozumiałe. Taka metoda. Gorzej jak zaczynają to robić obywatele. Zbyt łatwo prowadzi to do klisz i stwierdzeń w rodzaju "wszyscy kradną", "kiedy w tym kraju będzie normalnie". To pułapka. Rezultatem nie jest głosowanie w poszukiwaniu najkorzystniejszych rozwiązań, rezultatem jest poszukiwanie populistycznego mesjasza, który cudownie rozmnoży budżetowe środki.

     Nałogowych użytkowników frazy "ten kraj" szczerze zachęcam do emigracji. Tamten kraj musi być przecież lepszy?

Świetlana przyszłość kraju nad Wisłą

marchewa79
     Z Polski jak wynika z ostatniego spisu powszechnego na stałe bądź na trochę, wyjechało po 2004 roku milion mieszkańców. To ogromna liczba? I tak i nie. Ogromna bo prawie każdy z nas ma jakichś znajomych czy rodzinę, którzy żyją i mieszkają za granicą. Nie tak znowu ogromna, bo to zaledwie nieco ponad 2% populacji. Najlepsi? Niewykluczone. Osobiste obserwacje pokazują jednak że niekoniecznie. Owszem wyjechało sporo fachowców. Ale ci akurat najczęściej nie na stałe. Większość to jednak ludzie którzy i w Polsce i na zachodzie skazani byliby na te same, stosunkowo nisko płatne zajęcia. To, że w takiej np. Wielkiej Brytanii termin "nisko płatny" oznacza coś zupełnie innego niż w Polsce jest chyba głównym powodem emigracji. Tak w naszym kraju długo jeszcze nie będzie i wybór życia za granicą jest na pewno ekonomicznie uzasadniony.

     Czy w tej sytuacji można pisać o naszej, polaków świetlanej przyszłości? Przecież lektura każdego bloga, internetowego forum czy komentarzy pod prasowymi artykułami pokazuje jak w kraju jest fatalnie. Nie działają służba zdrowia, koleje, urzędy etc. I jak tu żyć, że o rozwoju i doganianiu zachodu nie wspomnę. A jednak da się!

     Polska awansuje. W każdym aspekcie od PKB na głowę mieszkańca począwszy, poprzez korupcję i przyjazność urzędów. To są tzw. "twarde dane" prowadzone przez wiele instytucji. Jest to proces zbyt wolny w stosunku do oczekiwań ludzi, mających za sąsiada jeden z najlepiej zorganizowanych krajów świata. Ale on następuje. Dodatkowo na naszą korzyść działa nasz ciężar gatunkowy. To właśnie on spowodował, że recesja która zdewastowała strefę Euro w Polsce nawet nie zarysowała powierzchni. Duży rynek wewnętrzny połączył się z błyskawicznym nadrabianiem (niestety głównie na kredyt stąd potężny deficyt) wieloletnich inwestycyjnych opóźnień. Teraz gdy Europa jest w kłopocie nasz rozwój w sporej mierze wynika z aktywowania prostych infrastrukturalnych rezerw. Czegoś czego nie może zrobić ani Grecja ani Hiszpania. Bo te kraje po prostu koleje i autostrady już zbudowały.

     Jest jeszcze ten czynnik X. Co nim jest? To co dalej napisze jest moją opinią ale uważam że uwaga! - Leszek Balcerowicz. Hamowanie jakie urządził polskiej gospodarce w latach 1998-2001 wtedy postrzegane niemal jak gospodarcza zapaść, było szczepionką, jakiej nasze firmy potrzebowały by nauczyć się cykli koniunkturalnych i mentalnie przygotować na gorsze czasy. Dziś wyniesiona z tych czasów lekcja procentuje. Nasze firmy mają w porównaniu z sąsiadami wręcz wyborną kondycję finansową i duże rezerwy gotówki. To zaprocentuje, bo zaprocentować musi.

     Więc, mimo że dzisiaj nie wygląda to dobrze, wierzę że przed nami najlepsza dekada. Zwłaszcza, że mimo ewidentnych słabości naszego rządu (takie np. zwolnienie Streżyńskiej to gorzej niż zbrodnia, to błąd), mamy godną pozazdroszczenia stabilność władzy i mimo wszystko dość konsekwentnie realizowane gospodarcze cele. Do dzieła!

Tajne więzienia

marchewa79
     Wszystko wskazuje ze po 2001 roku nasz rząd oddał amerykanom we władanie kawałek terytorium w ramach "bratniej pomocy" w walce z terroryzmem. A tam amerykanie wyciągali z opornych więźniów zeznania. Co w świetle obowiązujących nas konwencji było nielegalne. Co gorsza wyszło na jaw i mamy problem.

     Osobiście mogę zrozumieć wiernopoddańczy stosunek do amerykanów ówczesnej klasy politycznej, bo widziałem tę solidarnościową euforię po 9/11. Wtedy gdyby amerykanie poprosili o eksterytorialny obszar o powierzchni Puszczy Białowieskiej to by go dostali. Inną natomiast sprawą jest to, czy nasza pomoc ograniczyła się do udostępnienia pomieszczeń i patrzenia w druga stronę, czy też aktywnie pomagaliśmy w wyciąganiu informacji. To pierwsze jest niewątpliwe naganne, ale nie jest problemem dla nas bardziej dla amerykanów. Aktywna pomoc w torturach oznacza jednak prędzej czy później wpadniemy w kłopoty. Tym bardziej, że amerykański wywiad cieknie jak sito i na prawdziwą dyskrecje z tamtej strony nie ma, co liczyć.

     Cała ta sprawa najbardziej dotyka SLD i byłej i aktualnej wierchuszki sojuszu. Miler i Kwaśniewski umoczeni są po samą szyję. Wiedzieć musieli tez raczej kolejni premierzy, (choć gdyby byli inteligentni w ogóle nie zadawaliby pytań). Jest to, więc problem pewnego "amerykańskiego ukąszenia" całej klasy politycznej.  Nie potrafimy stosunków z USA układać na zasadzie, częściowo choćby, partnerskiej. Zbyt łatwo przychodzi nam entuzjastyczna odpowiedź i uczestnictwo w najbardziej nawet kuriozalnych misjach. A im bardziej chcemy pomóc tym Ameryka mniej nas ceni. Stajemy się sojusznikiem najmniej wartościowym, bo darmowym.

     Pora zmienić ten stan. Kwestia amerykańskich więzień jest znakomitą okazją. Myślę, że właściwą polityka byłoby całkowite odtajnienie sprawy z zastrzeżeniem ze wobec przecieków z USA jej dalsze utajnianie nie jest niezbędne a to, co robiliśmy było na prośbę USA i obciąża wyłącznie działania tego kraju. Taki siarczysty dyplomatyczny policzek pozwoli może by nas zaczęto traktować jak partnera a nie czwartorzędnego sługusa.

© Zoon Politikon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci