Menu

Zoon Politikon

Czyli o polityce przede wszystkim choć nie tylko....

Wpisy otagowane : prawo

Co wam drzewa zawiniły, czyli co by tu jeszcze spieprzyć

marchewa79

tree-stmpWiększość Polaków początek roku przywitał w nowej rzeczywistości. Choć ponury obraz tej rzeczywistości w pełni ujawni się dopiero wiosną. Otóż masowo po zmianie przepisów, kto żyw wycina z własnych działek drzewa. „Bo mu wolno. Bo ma prawo.”

Dlaczego teraz? Otóż dobra zmiana ma wiele niespodziewanych aspektów. Wśród nich niejakiego Szyszkę, co to został ministrem d.s. (dewastacji) środowiska. Ów Szyszko wespół z partyjnymi kolegami zmienił przepisy, jakie od dawna były solą w oku każdego właściciela ziemi. Zmienił tak jak potrafi, nieudolnie, bezrefleksyjnie. Skutek? To, co miało pomóc właścicielom małych działek, którzy mieli problemy z wycięciem pojedynczych drzew pod budowę domków jednorodzinnych w rzeczywistości pomogło deweloperom w destrukcji całych hektarów drzewostanów w duszących się smogiem miastach.

Ponieważ głupota tej decyzji jest niezaprzeczalna a katastrofalne skutki widoczne, chciałbym się przy okazji zastanowić nad rzeczą szerszą. Czyli tym, co różni polityczny liberalizm od leseferyzmu. Opinia publiczna całkiem wydawałoby się racjonalnie zakłada, że skoro kupiłem kawał terenu, płace zań podatki to furda ludziom od tego, co na tym terenie robię. Co jest założeniem logicznym i leseferystycznym z założenia. Państwo powinno trzymać się z daleka od mojej ziemi a mi przysługuje prawo do robienia na niej, co chcę i jej bezwzględnej obrony.

Większość z nas szybko dostrzeże wady tego rozwiązania. Otóż, jeśli nasz sąsiad posiadający obok naszego domu spłachetek terenu zechciałby utworzyć tam intratne biznesowo składowisko odpadów nuklearnych to jednak zapewne chcielibyśmy mieć coś do powiedzenia. Docieramy do fundamentalnej zasady liberalizmu. Otóż moja wolność kończy się tam gdzie szkodzi ona innym.

Ale taką szkodę można też w przypadku przestrzeni różnie definiować. Jeżeli nasze przykładowe odpady radioaktywne będą przeciekać to mamy do czynienia ze szkodą bezpośrednią (choć wtedy najczęściej jest już za późno). Jeżeli jednak owe odpady trzymane są w ołowianych beczkach w betonowym bunkrze to oddziaływanie bezpośrednie jest minimalne. Mamy, więc do czynienia ze szkodą jedynie in potentia. Czy mamy w tej sytuacji prawo interweniować w trosce o zdrowie i życie skoro, przynajmniej teoretycznie, jest ono bezpośrednio niezagrożone?

Sytuacja staje się jeszcze bardziej złożona, kiedy zaczynamy mieć do czynienia z przedmiotami trudniej mierzalnymi jak estetyka czy walory przyrodnicze a wiec wspomniane na starcie drzewa. To, że sąsiad ma dom, który niezbyt pasuje do otoczenia nie dowodzi jeszcze tego, że ktoś ponosi na tym mierzalną szkodę, podobnie jak fakt, że wytnie parę drzewek, które tworzyły ładny widok z naszego okna albo zamiast trawnika stworzy plac z betonowej kostki.

Dla rozstrzygania takich właśnie sytuacji jest Państwo. To ono właśnie określa zestaw pisanych reguł współżycia społecznego, bo czym innym w końcu jest prawo. Określają one rzeczy oczywiste (jak to, że nie powinniśmy się wzajemnie zabijać czy okradać), mniej oczywiste (jak wiek, w którym możemy pić alkohol, czy też zawierać związki małżeńskie) i zupełnie nieoczywiste (jak kolor dachówek i kształt naszego nowo budowanego domu i to czy możemy wyciąć nasze własne drzewo). Większość z tego robi w poszukiwaniu jakiegoś racjonalnego kompromisu, który sprawia, że każdy w Państwie czuje się podmiotem a nie przedmiotem i czuje, że ma wpływ nie tylko na to, jakie ma w domu żaluzje, ale także na to jak będzie wyglądać okolica, w której żyje (a więc np. czy pod oknami nie przebiegnie autostrada albo nie pojawi się przemysłowa rzeźnia).

Owo dążenie do kompromisu sprawia niestety, że często proces inwestycyjny zajmuje dużo więcej czasu niż powinien i kosztuje znacznie więcej. A także stwarza pole do nadużyć (najbardziej znane są liczne grupy pseudoekologów blokujących inwestycje). Ale mimo wszystko to proces bardzo cenny i ważny. Fatalna decyzja ministra Szyszki i jego kolegów pozwala dostrzec z przerażająca jasnością, co dzieje się wtedy, kiedy ów proces jest wyeliminowany. Obywatel staje się jedynie pionkiem w grze urzędników i biznesu. Grze, w której zawsze liczy się tylko niski koszt i wysoki zysk.

Odpowiedzialnym za te fatalne zmiany w prawie życzę wszystkiego najgorszego. A za dwa lata śpiesząc na wybory spójrzmy na kikuty w miejscach gdzie kiedyś rosły piękne drzewa i podziękujmy. Tak jak tylko wkurzony obywatel potrafi.

Ustawa aborcyjna wygodne ciepłe kapcie polskości

marchewa79
     W Sejmie, jak to zwykle bywa przed wyborami, pojawiły się dwa przeciwstawne projekty ustaw aborcyjnych. Obywatelski zakazujący wszystkiego i SLD-wski na wszystko pozwalający. Obydwa projekty nie maja żadnych szans na akceptacje, ale pozwolą na pokazanie PiSowi i części PO swoją miłość do Kościoła oraz SLD i części PO swoje przywiązanie do liberalizmu obyczajowego. A wszystko zostanie po staremu. Dlaczego? Ponieważ ustawa antyaborcyjna, jak mało które prawo, stanowi egzemplifikacje naszego narodowego sposobu zarządzania problemami.

     Mamy, więc twarde i surowe prawo. Mamy tez listę wyjątków, co do których nie ma większego sporu (gwałt, uszkodzenie płodu). Prawo jest surowe, ale nie na tyle by przeciętny wiejski katolik ze „zhańbioną” córką, czy tez przeciętna korporacyjna cichodajka nie mogli po cichu za granicą za rozsądna cenę pozbyć się problemu. W praktyce, więc prawo jest nic nie wartym świstkiem papieru. Oczywiście biedota, której nie stać na skrobakową wycieczkę do UE czy na Białoruś jest pokrzywdzona, ale realnie przecież nikt biedota się nie przejmuje. Od czasu do czasu jedynie jest jakaś sprawa typu Alicji Tysiąc ale to traktujmy jako niewielka rekompensatę dla tych których nie stać na „zagraniczne” rozwiązania.

     Taka właśnie jest Polska. Kraj surowego prawa, którego nikt nie przestrzega. Co gorsza wiadomo już w momencie ustalania, że nikt przestrzegać go nie będzie. Zasadę pozorowania prawa w mojej opinii powinniśmy sobie wpisać do Konstytucji. W końcu było nie było fundament ustrojowy kraju. I dlatego zmiany ustawy antyaborcyjnej nie będzie. Fundamenty ustrojowe nie są wszak czymś co można traktować lekko.

     A Grzegorz Napieralski ciągle myśli że na aborcji politycznie coś ugra. Oj Grzesiu jak ty nas Polaków nie rozumiesz

© Zoon Politikon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci