Menu

Zoon Politikon

Czyli o polityce przede wszystkim choć nie tylko....

Wpisy otagowane : deficyt-budzetowy

Militaria – jak USA mają nie mieć długów?

marchewa79
     Czytam sobie ostatnio o modernizacji armii USA. I równocześnie o trwających rokowaniach dotyczących poziomu deficytu. Przyznam, że nie mogę przestać się dziwić. Nie dość, że armia USA jest najpotężniejsza na świecie, ma najlepsze uzbrojenie to jeszcze bardzo intensywnie pracuje nad jego modernizacją. Zapomnijcie o programach zbrojeniowych Rosji, Chin czy UE, to w Stanach Zjednoczonych pracuje się obecnie nad najbardziej zaawansowanym uzbrojeniem. Tylko po co?

     Zacznijmy od lotnictwa. Na skutek intensywnego użytkowania (wojny) sprzęt US Air Force szybko się zużywa. Do tego stopnia, że niedawno po kilku wypadkach USAF uziemiało całą flotę samolotów F-15. Pomimo, że podstawowe konstrukcje samolotów (F-15, F-16, A-10) pochodzą z lat 60 i 70-tych wciąż dobrze wypełniają zadania i są stale modernizowane. Ambitne założenia postawione przed ich następcami powodują lawinowy wzrost kosztów programów i tak różnice w cenie stają się zastraszające. Nowy F-22 Raptor (ciężki wielozadaniowy myśliwiec) kosztuje 150 mln $ sztuka. Samolot, który ma zastąpić, F-15 Eagle kosztuje ok. 30 mln $ (wszystkie dane za wiki). Łatwo obliczyć, że za jeden F-22 mamy 5 F-15. Ale można jeszcze „lepiej” bo F-22 przynajmniej już lata. Kilkanaście lat temu armia USA stwierdziła, że nie ma sensu produkować kilku typów samolotów do różnych zadań. Opracowano założenia i zwodowano program Joint Strike Fighter który w zamyśle miał być jednym uniwersalnym lekkim i tanim samolotem mającym zastąpić wielozadaniowe myśliwce w lotnictwie, marynarce i korpusie piechoty morskiej.  Do projektu stanęły firmy Lockheed i Boeing , wygrała ta pierwsza i na tym dobre wieści się skończyły. Koszty zaczęły rosnąć lawinowo, a samolot, który miał być uniwersalny i dla wszystkich okazał się samolotem, z którego nikt nie jest zadowolony. Cena? Teoretycznie między 120 a 150 mln $. Już wręcz nie wypada mówić o cenach samolotów, które ma zastąpić, ale na przykład F-16 nowy spod igły to ok 19 mln $, Harrier ok 30 mln $, F-18 57 mln $. Ale to jeszcze nie koniec dobrych informacji. Bo JSF może być droższy. Projektując go zakładano duże zamówienia od sojuszników, których jednak niespecjalnie interesuje samolot za ponad 100 mln $. Cena, jeżeli uwzględnić koszty projektowania może, więc przekroczyć 300 mln $ sztuka. A co najśmieszniejsze za tą astronomiczną kwotę armia USA otrzyma samolot, który będzie miał mniejsze zdolności bojowe niż obecnie używane. Wersja pionowego startu i lądowania, która ma zastąpić samoloty Harrier w piechocie morskiej może zresztą w ogóle nie zaistnieć, bo ma kłopoty ze startem i lądowaniem.

     Marynarka wojenna? Kolejna studnia bez dna. USA użytkują obecnie 11 nuklearnych superlotniskowców. Są jedynym oprócz Francji (1 okręt) użytkownikiem tej klasy okrętów).  Cena zabawki 4,5 miliarda $. Ale to nie wystarcza. Lotniskowce muszą być jeszcze doskonalsze, czyli droższe. Nic to ze w ogóle na świecie nie ma i nie będzie przeciwników dla tej klasy okrętów (nawet ZSRR budowę uznał za nieopłacalną). Ważna jest modernizacja w imię modernizacji. Ostatni okręt klasy Nimitz to już 6,5 miliarda $. Nowa klasa okrętów Gerald Ford to już 9 miliardów sztuka (a mówimy o samym okręcie do tego należy doliczyć samoloty za ponad 100 milionów $ sztuka omówione w poprzednim akapicie). Niedawno marynarka wojenna zrezygnowała z projektowania nowych niszczycieli i krążowników postanawiając zamiast tego budować starszy typ. Nie było to jednak wynikiem racjonalnej kalkulacji kosztów tylko lawinowego wzrostu kosztów programu. Powstały niedawno statek patrolowania przybrzeżnego LCS kosztuje 700 milionów $. Dla porównania pełnomorska fregata Typ 23 (UK 2 razy większa od LCS) to koszt jakichś 150 mln funtów.

     Wojska lądowe? Tu koszty rozbite są pomiędzy więcej programów, co nie znaczy, że są mniejsze. Miliardy $ idą na kolejne mutacje wozów typu MRAP, które są w istocie pojazdami okupacyjnymi bez zastosowania bojowego. Korpus Marines forsował program samolotu Osprey (70 mln $ sztuka), które zastępują śmigłowce Sea Knight (6 mln $ sztuka). Itd., itp…

     Co z tego wynika? USA maja potężną i drogą armię, która z roku na rok jest potężniejsza i droższa. A która nie potrafi spacyfikować pojedynczego górzystego kraju. Koszty rosną lawinowo przez uporczywe dążenie do wymiany bardzo dobrego sprzętu na jeszcze lepszy. Na taka armię ani USA ani świata nie stać. I ta armia będzie musiała ulec okrojeniu. Jeżeli republikanie żądają od Obamy cięć bez podwyżki podatków to tam właśnie jest nadmiarowy tłuszcz. Obecnie USA przygotowuje się na wojnę z przeciwnikiem, który nie istnieje. I wydaje na te przygotowania pieniądze, których nie ma.  Na dłuższą metę jest to stan nie do utrzymania

Rozważania swobodne w okolicach liberalnych powiedzmy, że gospodarczo

marchewa79
deficyt    Ostatnio podczas lektury kilku książek trafiłem na rozliczne głosy niezadowolenia z prezydentury Clintona. Książki powstawały w latach 90, autorami byli amerykanie. Solidarnie wszystkim im nie podobał się prezydent, który był niezbyt odważny w rozwiązywaniu problemów międzynarodowych, osłabiał wojsko, nie obniżał podatków etc..

     Ja przypominam sobie ze w okolicach roku 2000 USA jako jeden z niewielu krajów świata osiągnęły nadwyżkę budżetową. Nadwyżkę! Lata 90 to rozwiązanie i to trwałe konfliktów w Irlandii, byłej Jugosławii, bardzo poprawiło się tez na linii Palestyna – Izrael, choć tu nigdy nie można oczekiwać cudów.

    Mimo to w opinii większości Clinton był jedynie obłudnym cudzołożnikiem.

     Potem przyszedł Bush Jr. O budżetowej superacie można zapomnieć, bo „dublia” obniżył podatki. Co w przyszłości powinno (teoretycznie) spowodować wzrost dochodów (wiecie krzywa Laffera i te sprawy) ale póki co radykalnie zwiększyło deficyt. Potem było WTC i Afganistan i Irak i deficyt rósł i rósł. O oczekiwanych zyskach z obniżki nikt już zdawał się nie pamiętać. Bush Jr. Zostawił po sobie USA z gigantycznym deficytem i dwiema rozgrzebanymi wojnami.

     Obama mógł w tej sytuacji zrobić niewiele. Powoli rakiem czmychać z Iraku i Afganistanu i ratować, co się da w kraju, który uwierzył, że zbilansowany budżet to problem, który zdarza się innym.

     Ciekawi mnie czy można dzisiaj w ogóle nazywać się gospodarczym liberałem, nie ma znaczenia przedrostek: ultra, soft czy jak tam, bez nawoływania do zrównoważenia budżetu? I to zrównoważenia, uwaga! bo będzie bolało, przez podwyżkę podatków? Czy nasi liberałowie w ogóle kiedykolwiek o tym myśleli? Dziś państwo pole manewru po stronie wydatkowej ma niewielkie powinno pracować nad dochodami. Na dłuższą metę wszystkim nam się to opłaci. Może warto ustalić priorytety najpierw równoważymy budżet, potem będziemy stymulować gospodarkę jak zarobimy na to? Ciekawe czy w realiach zachodniego świata to w ogóle możliwe?

© Zoon Politikon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci