Menu

Zoon Politikon

Czyli o polityce przede wszystkim choć nie tylko....

Wpisy otagowane : euro

Eurokryzys – amerykańskie korzenie

marchewa79
     Strefa Euro posiada dług publiczny na poziomie 86% PKB. USA "zaledwie" 94%. A jednak w ostatnim roku słowo "kryzys" kojarzono bez wyjątku z krajami europy. Agencje ratingowe (bez wyjątku amerykańskie) obniżały kolejnym krajom euro landu oceny wiarygodności. Niby w przypadku Grecji sprawa jest jasna. Ale już atak na Francję czy Włochy nie jest tak oczywisty.

     Jeszcze kilka lat temu dolar tracił na wartości a euro zwyżkowało. Powoli stawało się globalną "marką niemiecką".  Raperzy na teledyskach zaczęli zamiast dolarów szastać zwitkami euro banknotów a kilka niezbyt przychylnych USA krajów przemyśliwało zastąpienie w obrocie naftowym euro przez dolara. To USA lawinowo zadłużało się na wojnę w Iraku. Dług euro strefy był duży, ale pod kontrolą.
 
     Dowcip polegał na tym, że duże europejskie banki powoli i zręcznie gnurane były w bezwartościowych papierach dłużnych z USA. Były gnurane, bo agencje ratingowe dawały tymże arcydziełom finansowej inżynierii najwyższe oceny. Tąpnięcie po upadku Lehman Brothers umoczyło państwa w długach banków. To jednak dalej lokowało nie tylko euro strefę, ale i całą unię w o niebo lepszej sytuacji niż USA realizujące kosztowny program reformy zdrowotnej i zaangażowane w dwie równoległe wojny.

     Wtedy poszła Grecja. Nie żeby stanowiło to jakąś niespodziankę. Grecy oszukując UE zawsze stanowili "miękkie podbrzusze". Ale ratingi rozpoczęto na wyścigi obniżać całemu południu i umoczonym po kryzysie Irlandczykom nadając im mało romantyczną nazwę P.I.G.S. Rozhuśtano rynek walutowy i rynek handlu długiem państwowym. Nawet Niemcy mają problemy ze sprzedażą obligacji. USA takich problemów nie ma. Choć obiektywnie rzecz biorąc gospodarka UE pozostaje bez porównania atrakcyjniejsza od amerykańskiej. Kiedy USA angażuje się w niepotrzebne wojny UE inwestuje pieniądze w nowych członków i ekologię. Nie trzeba wybitnego logika by wskazać, że perspektywy Unii w następnej dekadzie są znacznie lepsze od Stanów Zjednoczonych. Na razie ratuje wszystko magiczna waluta światowa $. Jak długo?

     UE jest w kryzysie, ale znacznie płytszym niż się wydaje. To tylko kwestia przekroczenia Rubikonu. Powstrzymania turbo spekulacji przez podatek od transakcji finansowych, zrównoważenia budżetów (w UE jest to w mojej opinii możliwe w USA pozbawione szans), zwiększenia roli banku centralnego.  I delikatnego acz stanowczego wyzwolenia się spod władzy ratingowych gigantów, których oceny więcej niż z ekonomią mają wspólnego z psychologią tłumu.

Polak nie umie udawać Greka

marchewa79
     Z fascynacją przeczytałem dyskusję Pacewicz-Milewicz o sytuacji w Grecji. Bo też tak jak Pani Ewa Milewicz nie do końca rozumiem, o co grekom chodzi. Ani dlaczego uważają ze strajk jest lekarstwem na kryzys gospodarczy.

     Jest takie przysłowie ze syty głodnego nigdy nie zrozumie. I faktycznie zachowania Greków, od rządu począwszy na obywatelach skończywszy są rzeczywistością, której nie ogarniam. Najpierw była tłusta dekada, z olimpiadą, strefą euro i oszukiwaniem wszystkich kreatywną księgowością. Teraz przyszło zapłacić rachunek. Tyle ze w większości płacą go inni członkowie strefy euro. Ale Grekom to nie wystarcza. Teraz w referendum opowiedzą się za, lub przeciw dalszym oszczędnościom. Zrobi to naród, w którym oszukiwanie na podatkach jest narodowym sportem. Już do rangi dowcipów  urastają greckie statystyki motoryzacyjne dotyczące aut luksusowych czy przydomowych basenów. A mnie to wszystko i tak wydaje się mniej dokuczliwe niż nasze wielkie "schładzanie" lat 1998-2002. I nie rozumiem i zrozumieć nie potrafię, dlaczego Grecy nie potrafią zaakceptować tego ze życie ponad stan się skończyło. Że aby tak dostatnio egzystować trzeba jednak od czasu do czasu produkować i sprzedawać rzeczy inne niż piękne plaże i bogatą historię.

     Niemcy i Francuzi, którzy w większości wyłożyli pieniądze na ratowanie tego surrealistycznego kraju przed nagłym upadkiem przecierają oczy ze zdumienia. Nie dość że sami muszą się a konto Grecji zadłużać to jeszcze grecka klasa polityczna wespół ze społeczeństwem chce się teraz zadeklarować w zasadzie nieodpowiedzialna za własne czyny. Bo przecież wyrzeczenia mogą ponosić Irlandczycy, ale nie Grecy. Zaiste naród wybrany.

     Istnieje taki poziom gangreny przy którym nie pozostaje nic innego niż amputacja. Europa może żyć z 9 palcami. Czy Grecja (gratulujemy zakupu nowych czołgów i fregat) może żyć bez Europy? Przekonamy się.

Antycypacja kryzysu, czyli bestia nadchodzi

marchewa79
     Wszyscy wiedzą, że to nieuniknione. Czas rozliczeń. Przychodzi zapłacić rachunek za pożyczanie bez opamiętania przez dekady. Pytanie brzmi tylko jak wysoki będzie to rachunek. Ile lat potrwa i jakie kraje obejmie.

     Kryzys deficytów dotyczy wszystkich. Ale jednak widać wyraźną tendencję do podziału na osi północ – południe Europy. Grecja, Portugalia, Hiszpania, Włochy to kraje południa nie tylko w sensie geograficznym, ale i mentalnym. I widać tu typową dla południowców reakcję. Brak chęci oszczędzania i protest przeciw oszczędnościom wymuszonym. Irlandia, kraj północy wszystkie te ofiary znosi nader pokornie. I śmiem twierdzić, że z kryzysu wyjdzie wzmocniona.

     Fala cięć deficytów pozbawi ekonomię Europy paruset miliardów euro. Tu właśnie tkwi prawdziwe niebezpieczeństwo krótkoterminowe. Już widać ze bez wspomagania nawet wzrost PKB Niemiec kurczy się. W Grecji już mamy do czynienia z gospodarcza katastrofą a to dopiero początek. Brak instrumentu, jakim jest własna waluta powoduje, że nie ma możliwości dewaluacji zewnętrznej dla zwiększenia konkurencyjności. Pozostaje dewaluacja wewnętrzna polegająca na gwałtownej amputacji pokaźnej części sektora publicznego. Przyznam ze dziwi mnie ze przy prawie 7% spadku PKB politycy greccy jeszcze siedzą w gabinetach a nie wiszą na latarniach, ale wszystko jeszcze przed nami.

     Obecną depresję wywołali politycy. I ci sami politycy dziś nie wiedzą jak z niej wyjść. Na szczęście w sytuacji niepewności wielu wybiera rozwiązania najprostsze, jakim są cięcia wydatków. Rynek obligacji punktuje ostatnio tylko takie kroki. Mamy tutaj do czynienia z gwałtownym procesem przywracania równowagi w Europie i lada chwila w USA. Ale mniej pieniędzy na konsumpcje oznacza mniejsze zakupy za granicą. Na końcu tego łańcuszka są Chiny i Azja. To będzie dla nich ciężka dekada.1/5 eksportu Chin idzie do USA, podobna wartość do UE. A to tylko eksport bezpośredni. Waluta stopniowo aprecjuje swoją wartość. Wartość rezerw w dolarach i euro spada. Chiny są nadal prężne i potężne, ale przecież i one żyły na kredyt. Tyle ze na kredyt brany przez konsumentów w USA i Europie. Teoretycznie może tę lukę wypełnić popyt wewnętrzny. Ale czy na pewno? Czy Chiny, jako państwo wytrzymają spowolnienie gospodarcze? Czy te biliony w dolarowych obligacjach wystarcza, kiedy chińska klasa średnia ruszy na zakupy do Europy i USA?

    Przyszło nam żyć w ciekawych czasach.

Greckie ostrzeżenie

marchewa79
     Pogreek eurodczas gdy w Polsce trwa w najlepsze kampania prezydencka i zmagania z ustaleniem przyczyn katastrofy w Smoleńsku świat z niepokojem patrzy na Grecję. Grecy okazali się (póki co oczywiście bo konkurencja jest ogromna) największymi utracjuszami europy. Lata życia na kredyt i kreatywnej księgowości (brzmi znajomo?) przerwał kryzys finansowy w ubiegłym roku.

     Gdyby Grecja miała własna walutę to jej notowania poleciałyby w dół, jednak na waluty innych krajów europejskich miałoby to wpływ umiarkowany. Jednak wszystkie największe gospodarki Europy maja tę sama walutę. A to oznacza, że problem Grecji jest problemem całej UE i konieczność ratowania kraju ze wspólnej kasy. UE w panice sypnęła kredytami wyjątkowo szczodrze pomagając grekom kwotą 110 miliardów euro (tak dla porównania nasz budżet to wg. World Factbook po stronie wydatków w 2009 93,47 mld $). Niby łączy się to z koniecznością drastycznych oszczędności, ale po pierwsze grecy nie takie dotacje już defraudowali a po drugie każda próba działań oszczędnościowych w Grecji = automatyczne zamieszki. Przeciętny grek nie jest po prostu psychicznie pojąć, że życie na kredyt dobiegło końca a postawiony pod ścianą potrafi jedynie sięgnąć po przemoc.

     Grecja to kilka ważnych lekcji dla Polski. Trzeba i warto pilnować za wszelką cenę deficytu. Nasze konstytucyjne i ustawowe progi oszczędnościowe to jeden z nielicznych przypadków niezwykle dalekosiężnego i roztropnego myślenia polityków i trzeba ich za wszelka cenę bronić (ważne przy obsadzaniu nowego szefa NBP by był on człowiekiem do tego zdolnym).  Nie warto szybko przyjmować euro. W krajach bez roztropnej klasy politycznej przyjecie Euro to jak karta kredytowa z nieskończonym debetem. A w przypadku kłopotów nie ma jak ratować eksportu dewaluacją kursu. Dziś Polska bardzo cierpi na słabym złotym, ale ten sam słaby złoty to wygrana na loterii dla eksporterów i nasza najlepsza osłona przed kryzysem.  Obszar Euro jawi się, jako strefa utracjuszy, która tylko do pewnego momentu może być finansowana przez Francję i Niemcy.

     Komisja Europejska do cna skompromitowała się w Grecji. Przypomnijmy w 2004 roku przeciw Grecji otwarto tzw. procedurę nadmiernego deficytu. Skutek? Żaden. Kraj strefy Euro w sposób ciągły posuwający się po równi pochyłej i komisja nie mogła zrobić i nie zrobiła absolutnie niczego. Choć teoretycznie ma instrumenty. Ta sama procedura nadmiernego deficytu otwarta przeciw Polsce przy zmierzeniu stosunku naszego zadłużenia do PKB i porównaniu go z Grecją wydaje się z dzisiejszej perspektywy wręcz szykaną.

     Grecy rozmontowali wszystkie zabezpieczenia wspólnej polityki monetarnej. Jednak dla jej ratowania za wszelka cenę unika się wyrzucenia ich z klubu. Tymczasem nie wydaje się ze zrozumieli oni lekcję. Oszczędności są iluzoryczne a jak widać rzeczywiste ryzyko bankructwa prawie żadne. Kto by nie skorzystał? A następne ofiary kryzysu (de facto kryzysu własnej rozrzutności) czekają w kolejce. Hiszpania, Portugalia a nawet Włochy. Przed Euro ciężkie czasy. Koncept który jest emanacja niemieckiej zaradności może przegrać z południowym temperamentem.

© Zoon Politikon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci