Menu

Zoon Politikon

Czyli o polityce przede wszystkim choć nie tylko....

Wpisy otagowane : katastrofa-prezydenckeigo-samolotu

Wybory prezydenckie 2010 (13) - Rezurekcja PiS?

marchewa79
Komorowski    Intrygujące scenariusze układa nam życie. Jeszcze pogrzeby ofiar się nie zakończyły, ledwie zdjęto kiry z flag a już rozpoczęła się Wielka Gra o prezydenturę. A ściślej podglebie Wielkiej Gry. Role nawozu dla wszystkich graczy pełni Bronisław Komorowski.

     Komorowski nie ukrywajmy ma pecha. Jeszcze dwa tygodnie temu prezydenturę miał w kieszeni. Pozostało mu jedynie triumfalnie objechać kilka większych miast przed wyborami i czekać aż Lech Kaczyński przy współudziale sprawdzonego duetu Kamieński & Bielan wykończy się sam.
 
     Katastrofa w Smoleńsku jednak zmieniła wszystko. Nagle poczciwina Komorowski stał się dla wszystkich partii wrogiem nr 1. Swoistą piniatą w którą należy maksymalnie mocno walnąć kijem. A ona nie może oddać, bo wiadomo: żałoba, bezczeszczenie pamięci zmarłych etc... Andrzej Olechowsk, który desperacko walczy o przeżycie i rejestrację kandydatury (bariera 100 tyś. głosów może okazać się dla tak „popularnego” kandydata nie do przejścia) i z właściwą sobie erudycja zauważył jak bardzo naganna jest sytuacja, w której Komorowski sprawuje na raz funkcję Marszałka Sejmu i Prezydenta a jeszcze ośmiela się (o zgrozo!) kandydować w wyborach. Trzeba jednak zauważyć, że „przeoczył” co najmniej kilka faktów. Po pierwsze, bowiem Komorowski sprawuje Urząd Prezydenta nie, dlatego że tak chciał a dlatego, że taki jest jego konstytucyjny obowiązek jako Marszałka Sejmu. Trudno sobie teraz wyobrażać bałagan spowodowany koniecznością wyboru nowego Marszałka w złudnym poszukiwaniu czysto teoretycznej zasady fair play. Po drugie sytuacja, w której jeden z pretendentów ogłasza termin wyborów mogłaby być groźna gdyby rzeczywiście miał on realny wybór. Jednak Komorowski ten wybór ma minimalny, zamknięty w zakresie de facto 2 tygodni, sztywno ograniczony przepisami Konstytucji. Ów argument jest wiec zupełnie chybiony.

     Tragikomiczna jest wręcz akcja z podważaniem „prezydenckości” Komorowskiego. A to przemówienia, które wygłasza nie maja dość charyzmy (jego poprzednika widać miały). A to podejmowane lub niepodejmowane decyzje personalne są złe. Najzabawniejsze w tym wszystkim jest namawianie Komorowskiego do zawekowania ustawy o IPN w imię „dziedzictwa” Lecha Kaczyńskiego. Tak jak gdyby ś.p. Prezydentowi chodziło o cokolwiek innego niżeli przedłużenie kadencji politycznego sojusznika, również ś.p. Janusza Kurtki. Komorowski nie powinien rzekomo także wnioskować o obsadzenie stanowiska szefa NBP. Na siłę szuka, więc sposobu by odwlec te ważna wszak kwestię do momentu wyboru nowego Prezydenta. Wszystko to, ponieważ opozycja zaczęła bez pardonu podważać jego kompetencje do podejmowania decyzji. I to decyzji, których de facto nie podejmuje samodzielnie, ale przy współudziale Sejmu i Senatu.

     To wszystko stworzyło mniej lub bardziej iluzoryczna szansę na „reset” wizerunku PiSu. Lech Kaczyński, którego prezydentura w każdym niemal aspekcie zakończyła się spektakularna porażką (Ukraina, Gruzja, „tarcza antyrakietowa”, traktat Lizboński) i który zmierzał do wysokiej i kompromitującej przegranej w jesiennych wyborach, w ciągu kilku dni stał się homerycznym nieomal tragicznym herosem. Teraz PiS usiłuje, na tym nie do końca ukształtowanym micie, opowiedzieć własną historię szlachetnego brata bliźniaka przejmującego porzucone dziedzictwo. Mowa już o „dokończeniu” dzieła brata. W tym sensie katastrofa Smoleńska stała się szansa na rezurekcję konającego pomysłu IV RP.

     Czy to jednak się uda? Czy wystawienie człowieka, który widzi przeciwników jako tych, którzy „stoją tam gdzie stało ZOMO” ma szanse powodzenia? Chwilowe załamanie sondaży wydaje się wskazywać, że tak. Pamiętajmy jednak, że największym zagrożeniem dla tego martyrologicznego planu jest sam Jarosław Kaczyński. On sam nie zmienił się ani trochę i nie do końca wiadomo czy nawet tak wybitni sztabowcy jak Kamieński & Bielan zdołają przez całą kampanie utrzymać go z dala od mikrofonu.


Tekst stanowi głos w naszej blogowej debacie na Forum Debat.

Zapraszam.

Katastrofa, pytania i odpowiedzi.

marchewa79
pytajnik     Żałoba narodowa skończona, histeria pewnie jeszcze długo nie, zwłaszcza ze w tym tygodniu przed nami mnóstwo pogrzebów ważnych i mniej ważnych pasażerów Tu-154. Ja natomiast chciałbym podsumować tydzień po tragedii wypunktowanym własnym zestawem pytań i mniej lub bardziej kalekich, odpowiedzi.

1. Bohaterska śmierć? – niewątpliwie tragiczna ale czy bohaterska? Naród odmówił przyjęcia trywialnych okoliczności tej katastrofy, była mgła, piloci zaryzykowali lądowanie. Nikt nie strzelał, misja nie wiązała się z narażeniem życia, wejście na pokład nie wymagało specjalnej odwagi.

2. Pogrzeb IV RP? – na własne życzenie środowiska prezydenckiego prezydenckiego aby uroczystość uczynić jeszcze bardziej doniosłą (chodziło wszak nie zapominajmy o konkurowanie ze spotkanie Tusk – Pupin o tydzień wcześniejszym) zapakowano w samolot bez ładu i składu wszystkich pozostałych oficjeli z PiSowskiej nominacji. Cóż miał do Katynia np. Prezes NBP? Zapakowano także tych, którzy odmówić nie mogli, czyli całe dowództwo WP. O ile jednak generałowie oddawali hołd zamordowanym żołnierzom o tyle obecność dowódcy Marynarki Wojennej stanowiła już nadwymiarowy ozdobnik. A ilu było podobnie „przypadkowych” pasażerów? W jakimś stopniu wszyscy na pokładzie są ofiarami kampanii wyborczej.

3. Niczyja wina? – osobiście uważam ze zawinił BOR. I to zawinił w całej rozciągłości łamiąc wszystkie zasady logiki przy ochronie dygnitarzy. BOR nigdy nie powinien pozwolić lecieć tym wszystkim ludziom jednym samolotem. Powinien opracować procedury z minimalnymi warunkami lądowania dla prezydenckich samolotów. Powinien zakazać lotu całemu dowództwu WP używając jako argumentu katastrofy CASY. To ze tego nie uczyniono skłania mnie do opinii ze z formacji ochrony stał się BOR formacją „dworską”. Bardziej symbolem statusu niż rzeczywistym gwarantem bezpieczeństwa. I za ten stan podległej służby ktoś powinien odpowiedzieć.

4. Polska – Rosja, przełom? – raczej nie choć coś się niewątpliwie ruszyło. Postawa i Putina i Miedwiediewa dalece wykraczała poza to, czego mogliśmy oczekiwać. Myślę, że po latach „zimnej wojny” było to obu krajom potrzebne. Wciąż jednak mamy problemy na Ukrainie czy w Gruzji. Ale teraz wzajemna rozmowa będzie łatwiejsza. Dobrze byłoby spuentować ocieplenie tym, by pierwszą wizyta prezydenta – elekta była wizyta w Moskwie.

5. Wawel? – smutny wybór dla Warszawiaków, chyba nie do końca przemyślany z punktu widzenia rodziny. Niestety pokusa budowania mitologii była zbyt wielka. A mi się stale przewija przed oczami obraz wnuczki prezydenta, która za kilka lat będzie musiała 1 listopada płacić za wstęp by zapalić znicz na grobie dziadka.

6. Wyciszona kampania wyborcza? – jakoś w to nie wierzę. Wszystko zależy od tego, kogo wystawią PiS i SLD. Ale obawiam się scenariusza alternatywnego i kampanii wyjątkowo brutalnej.

Przezorny zawsze …?

marchewa79
Ubezpieczenie     Najbardziej zszokował mnie dziś nie pochówek na Wawelu, bo jest to tak naprawdę kwestia o drugorzędnym znaczeniu. Szokiem dnia dzisiejszego jest to, że prezydencki samolot nie był ubezpieczony. Rozumiem oszczędzanie na zakupie nowych maszyn, ale na ubezpieczeniu?

     W tej sytuacji wygląda na to, że krewni wielu rodzin (w tym niepracujące żony i dzieci) poza standardowym ochłapem z ZUSu i może 40 tyś. od Premiera, nie dostaną NIC.

     To sprawia ze zastanawiam się kto wpadł na pomysł nie ubezpieczania naszych samolotów?

Nie mamy takich pieniędzy, aby ubezpieczać te loty. Już dawno wraz z prawnikami zastanawialiśmy się nad finansowymi konsekwencjami katastrofy.
wysoki rangą oficer Sił Powietrznych

© Zoon Politikon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci