Menu

Zoon Politikon

Czyli o polityce przede wszystkim choć nie tylko....

Wpisy otagowane : PIS

PiS czyli juma i geszeft

marchewa79

40328-200Niby wiadomo, że wygłodniałe zastępy akolitów naszej dzielnej władzy musiały dostać zapłatę za swoje usługi. Pozornie też rewolucja kadrowa w spółkach i spółeczkach to nic nowego. Ale jednak politycy PiS w swojej zachłanności na publiczne frukta przebijają już nie tylko PSL, ale nawet i towarzyszy z SLD. Problem nie polega jednak na skali jumy. Polega na jej oczywistej i ignorowanej bezprawności. Kto w końcu bogatemu zabroni.

Sprawa fundacji mającej pozornie dbać o wizerunek polski za granicą to wisienka na torcie. Już nikt nawet nie stara się udawać, że pieniądze wyprowadzano ze spółek w celu innym niż polityczny. Ot po prostu za ponad 100 milionów partia polityczna stworzyła sobie medialne „ramie zbrojne” I to ramię zbrojne będzie agresywnie, przy pomocy reklam, jako żywo przypominających propagandę z czasów późnego PRL „przekonywać” nas do działań rządu. Przy okazji kilku polityków PiS także z owego tortu się pożywi. Kto bogatemu (także w poparcie) zabroni.

Przy tej kasie niskie poparcie dla opozycji właściwie nie dziwi. W końcu mając kilkadziesiąt milionów obrzydzicie każdego. Myślicie, że zmiana liderów ze Schetyny i Petru na innych coś zmieni? A są jacyś ludzie, którzy wzięci w obroty propagandowej maszyny działającej wg. sprawdzonych moskiewskich metod wyjdą z tego czyści? Jak nie kochanka ma Maderze to alimenty, jak nie alimenty to ściąganie na sprawdzianie z 7 klasy. Zapytajcie się antyputinowskiej opozycji jak się robi takie rzeczy. Bo mamy już w Warszawie Budapeszt a idziemy w kierunku Moskwy.

Ale jest jeszcze jeden element systemu, którego nie udało się zrealizować a który zaistniał tak na Węgrzech jak i w Rosji. To wierni oligarchowie.  Tacy, co dołożą do partyjnej kasy i będą ścigać wrogów ludu. To wymaga jednak transferu środków na skalę miliardów a nie milionów. Póki, co nieco przeszkadza w tym antyprywatyzacyjny program. Ale jedna rzecz prywatyzacja a inna „repolonizacja”. Nadchodzące prawo medialne da sposobność wielu krewnym i znajomym prezesa wejść w butki Waltera i Solorza. Wszak dzisiejsze sukcesy PiS również mają u zarania ciekawy „prasowy” epizod. Wszystko odbędzie się zwyczajowo za pieniążki z państwowej kasy. Wszak obficie dokarmiane media „niezależne” już czekają w blokach startowych. Wkrótce „Trybuna Ludu” może zacząć uchodzić za umiarkowanie lewicowy i zasadniczo rzetelny dziennik.

W dwa lata z normalnego europejskiego kraju staliśmy się bezczelnie i w biały dzień rozkradaną dyktaturą ciemniaków. Łatwo, psiakrew, poszło.

Deprecha wczesnojesienna

marchewa79

o-DEPRESSION-facebookNie ukrywam ze smucą mnie i irytują wysokie notowania partii rządzącej. Nie, dlatego że jej nie lubię, (choć to też) i nie, dlatego że dają jej carte blanche do kolejnych „deform”, ale dlatego że nie ma chyba granicy chamstwa, obciachu, świństwa i zdrady, która nie zostałaby przekroczona w ubiegłym roku. I NIC!

Zignorujmy na moment grubsze (ustrojowe) tematy. Przecież miłościwie nam panujący reżim w ciągu ostatniego czasu zdołał nieudolnie ustawić przetarg na autobusy, czym w mediach chełpił się przedstawiciel MONu i po klęsce obiecał, że następnym razem ustawi lepiej. Mieć wcale dobrze udokumentowane podejrzenia o współprace z Rosją. Nieudolnie odkurzyć kwestię reparacji wojennych, co naraża nasze geopolityczne bezpieczeństwo w skali niespotykanej po 45 roku i pcha nas w łapy Putina. Przegrać w praktyce kwestię pracowników delegowanych, co odbije się czkawką na setkach tysięcy polskich robotników zagranicą. Nielegalnie wyciąć spory kawał Białowieży. Zawalić przetarg na samoloty dla VIPów w sposób nasuwający przypuszczenia dotyczące preferowania producenta powiązanego z ludźmi zatrudnianymi w komisji tzw. „smoleńskiej”. Itd.., itp. Lista ciągnie się w nieskończoność.

O co tu chodzi? Przecież nie o to, że nie podoba się narodowi Schetyna czy zagraniczne bunga, bunga Petru. Ot miłość do PiSu 40% wyborców trwa. Tylko znowu ja rozumiem zauroczenie, ale gdzie u diabła jest ten elektorat. Rozpoczęcie roku zaowocowało dość wściekłą tyradą znajomej nauczycielki o poziomie „burdelu” w oświacie wraz ze stwierdzeniem, że „u nas w szkole teraz to już zwolenników PiSu nie ma”. Podsłuchane knajpiane rozmowy na krótkim urlopie tez raczej nie były władzy przychylne.  Pewnie żyje w jakimś dziwnym bąbelku przeciwników rządu, ale na litość boską 40%!

A przecież nawet sztandarowa łapówka 500+ zaczyna być problematyczna, bo nagle trzeba się tłumaczyć z meandrów życia rodzinnego, rozwodów i konkubinatu. Rząd, czego się chwyci to spieprzy, ministrowi już nawet nie ukrywają geszefciarskiej natury własnych rządów, wojna z Pałacem Prezydenckim wyszła z fali walk na noże i weszła na etap płyt chodnikowych i sztachet. A mimo to okręt płynie i się rozpędza.

Rozumie ktoś z tego coś?

Miejsce w historii

marchewa79

info.elblag.pl-47504-Prezes-Kaczynski-dzisiaj-wPodobno jak spekuluje coraz więcej mediów dni Premier Szydło są policzone. Nie, dlatego żeby miała jakieś konkretne wpadki, ale dlatego że Prezes chce zostać Premierem. Pospekulujmy chwilę, dlaczego chce tak uczynić i czy to w ogóle możliwe.

Pozycja Szydło, jako Premiera jest może mocna poparciem sondażowym, ale jednak PiS jak już wielokrotnie pisałem to w sporej mierze inicjatywa prywatna. Szydło jest spoza kamaryli prezesa i stanowi raczej króliczka z kapelusza wyciągniętego po niespodziewanym wyborczym sukcesie Dudy. Jeżeli czytelnikom przypomina to rok 2005 i pewnego atrakcyjnego Kazimierza to jest to znakomity trop. I manewr wizerunkowo w obydwu przypadkach bardzo udany.

Ale też organizacyjnie manewr kosztowny. Krasowski niejednokrotnie pisał, że zarzadzanie z tylnego siedzenia nie jest tak proste jak się wydaje. To Premier ma w istocie polityczne instrumentarium. „Szeregowy poseł” dostęp do tego instrumentarium może uzyskać jedynie pośrednio. A posiadanie dwóch (a po usamodzielnieniu się Prezydenta nawet trzech) ośrodków decyzyjnych nie jest ani zdrowe ani wygodne. Sprawia, że spora część polityków szuka gwarancji własnej pozycji nie w Prezesie czy Premier a np. u pewnego „szeregowego zakonnika” z Torunia. W rezultacie mamy rząd z popularną Premier, ale złożony z nadmiernie samodzielnych i w praktyce nieusuwalnych ministrów. Którym Prezes stara się sterować jak zdanie kierowanym samolocikiem i coraz częściej mi nie wychodzi.

Ale to wszystko, mimo że organizacyjnie istotne i kłopotliwe nie ma jednak większego znaczenia, kiedy pomyślimy o kwestii ego. „Szeregowi posłowie” rzadko znajdują miejsce w podręcznikach historii. To nie im stawia się pomniki. A każdy polityk ma ego wielkości, co najmniej dużego autobusu. Wielki władca marionetek z Nowogrodzkiej ma je duuużo większe. Trudno mi sobie wyobrazić, jakim policzkiem dla niego jest to ze państwem oficjalnie rządzą niedorobiony prawnik z Krakowa i była szefowa jakiegoś domu kultury. Politycy dwunastego szeregu, których sam wyciągnął, odkurzył i nauczył jeść nożem i widelcem. Zwłaszcza, kiedy codziennie, kręcący własne lody, Mariusz et consortes mówią mu, jakim to jest genialnym politycznym graczem i strategiem. I kiedy widzi te kuchty spotykające się z Trumpem czy Merkel.

Czy więc zmiana nastąpi? Racjonalnych przesłanek brak. Ale wszystkie irracjonalne istnieją. Myślę, że Prezes poszuka swojego miejsca w historii. Biologii nie oszuka i więcej szans może nie być.

PO, jak zmienić partię ludzi sytych

marchewa79

Posypaly-sie-memy-po-trzesieniu-w-rzadzieNie da się ukryć, że w ostatnich latach PO obrosła tłuszczem. Lata u władzy przyciągnęły do partii zdecydowanie więcej oportunistów niż ideowców a same kanały mobilności w partii zaczęły się zatykać aż do poziomu zawału. Zawał nazywał się Nowoczesna i jest tematem na inną dyskusję. Teraz jednak wróćmy do PO. Parafrazując hasło partii, którą zajmowałem się na blogu wczoraj: czy inna PO jest możliwa? I czy jest potrzebna?

PO i PSL to jedyne w miarę „normalne” partie w Polsce. Normalne w takim sensie, że reprezentują coś więcej niż tylko zespół „wódz i jego drużyna”. Swoją drogą wykpiwany PSL okazuje się być jedna z najbardziej pluralistycznych wewnętrznie partii, która potrafiła wymienić kilkukrotnie lidera nawet w trakcie rządzenia i za każdym razem nie powodowało to ani rozłamu ani załamania. Ale to temat na inną notkę. Wróćmy do PO. Otóż PO w 2015 składało się niemal z samych „tłustych kotów”, którzy przez dwie rządowe i niekiedy cztery samorządowe kadencje zapomnieli jak to jest być głodnym. Dla partii to był i jest ogromny problem. Zamiast walki o władze zaczęła tonąć w małych geszeftach (patrz Sikorski i machloje na paliwie) oraz wzajemnej niechęci a wręcz nienawiści wielu działaczy.

Ewa Kopacz nie dała rady. Z wielu przyczyn, z których najważniejszą jest to, że jest ona politykiem rządowym a nie partyjnym. Dziś pewnie nie bez satysfakcji patrzy jak w tę samą pułapkę wpada Beata Szydło. Tusk natomiast PO osierocił w sposób bezprecedensowy tak przerywając wzajemne sieci powiązań ze partia jak się wydaje do dziś nie może się z sytuacji otrząsnąć. Rezultatem słabości Kopacz i absencji Tuska był rok 2015. A także to, co mamy dziś.

Trzeba sobie jasno powiedzieć: kalendarz wyborczy PO nie sprzyjał. Nastąpiła powtórka z roku, 2005 kiedy korelacja wyborów prezydenckich i parlamentarnych pozwoliła PiS zgarnąć całą pulę jednocześnie nie dając przeciwnikom szansy na wyhamowanie politycznej dynamiki wydarzeń. Ale też PO A.D. 2015 była partią słabą. Koszmarne przywiązanie do retoryki „anty-PiS” i brak jakiegokolwiek pozytywnego przekazu oraz kiepscy liderzy sprawiły, że polityczna próżnia wokół PO zaczęła się wypełniać nowymi groźnymi bytami. Co gorsza zarówno Kukiz jak i Nowoczesna oparte były o mało zużytych i politycznie i medialnie przywódców stanowiących osobowościową dominantę tak nad Komorowskim jak i Kopacz. Przywiązanie PO do oszczędnościowych strategii z lat kryzysu gospodarczego również okazało się tyleż szlachetne, co samobójcze.

Powyborcze PO trafiło w całości w ręce Grzegorza Schetyny. Jest takie angielskie słowo „henchman”, które oddaje rolę, jaką miał Schetyna za czasów rządów Tuska. Był on odpowiedzialny za partyjną dyscyplinę i większość „trudnych” porządkowych decyzji. Problemem Schetyny od zawsze była nijakość. Nie jest osobą o wybitnej publicznej charyzmie a w dodatku jego w istocie koncyliacyjny sposób zarządzania i rozwiązywania problemów jest efektywny, ale słabo wygląda w TV. Publiczne spektakle upokarzania realizowane przez Tuska, (których sam Schetyna przy okazji afery hazardowej został ofiarą) były w sensie komunikatu PR dużo bardziej produktywne. Jednocześnie to wszystko utrudnia „ściągnięcie cugli” w PO. Terenowe struktury dalej pozostają mało mobilne i koncentrują się na walce o (tym razem samorządowe) stołki. Stanowiska okupują partyjni emeryci, których już dawno powinno się odesłać na zieloną trawkę a dopływ świeżej krwi ogranicza się do nominowanych poselskich asystentów tudzież rodziny działaczy. W tej sytuacji „kryterium uliczne” wygrywają zbierani ad hoc w Internecie młodzi ludzie a obecność wśród nich polityków PO w krawatach i garniturach oraz niemal bez wyjątku dojrzałym wieku wywołuje uśmiech politowania. Na linię frontu medialnego idą z małymi wyjątkami, sami partyjni weterani ludzie obecni w polityce nierzadko od lat 90 ubiegłego wieku. Konkurencja oferuje więcej nowych twarzy. Może nie bardziej kompetentnych, ale na pewno mniej zgranych.

Jak w tej sytuacji reagować? Można oczywiście wybrać strategie cierpliwości i czekać aż ciało przeciwnika spłynie rzeką. I taka strategia ma swoje silne strony i rezultaty (patrz upadek Petru czy konflikt Duda-rząd). Nie daje ona jednak gwarancji, że to PO a nie np. Kukiz stanie się beneficjentem kolejnej politycznej zmiany. Zwłaszcza, że lokalne struktury w przeddzień wyborów samorządowych w wielu miejscach pozostają koszmarne. Wydaje się, że partia potrzebuje dopływu świeżej krwi w trybie nagłym. Ale na to gdzie szukać chętnych do transfuzji jeszcze trzeba będzie sobie odpowiedzieć.

Z drugiej strony PO zawodzi także w roli anty-PiSu. Po odsunięciu Stefana Niesiołowskiego nie ma w partii prawdziwych anty-PiSowskich radykałów. Nie takich mówiących o rozliczeniu PiS a o eradykacji tej partii z polityki. W kilka takich „pistoletów” warto byłoby zainwestować. Bo to one powinny gwarantować, że nie powtórzy się scenariusz „hodowania PiS” realizowany przez Tuska.

Czy PO może mieć ofertę polityczną np. dla KODu? Czy potrafi wciągnąć do poważnej polityki przynajmniej część owej rozpolitykowanej młodzieży chodzącej na protesty? Od odpowiedzi na to pytanie będzie zależeć być albo nie być Platformy.

Sukces PiSu niewątpliwy, choć niespodziewany

marchewa79

lew_rywin_450afpRobiłem sobie ostatnio analizę porównawczą, którą roboczo można by nazwać „aferową”. Otóż zaintrygowało mnie jak długo gabinety o silnym zapleczu i przywództwie czekały na swoją, nazwijmy ja roboczo „wielką aferę”. Po zastanowieniu do porównań użyłem dwóch kadencji parlamentu tej 2001-2005 z rządami SLD-PSL i tej z lat 2007-2011 czyli pierwszej kadencji PO-PSL. Dlaczego tych dwóch? Otóż, jako założenie przyjąłem, że porównuje „pełne” kadencje, co z punktu eliminowało rządy lat 89-91 i 2005-2007. Kadencja 1993-1997 wypadła z racji zbytniego oddalenia czasowego i skrajnie różnych uwarunkowań, afera Olina czy inne wydarzenia miały jednak mniej ekonomiczny a bardziej polityczny charakter. Kadencja 1997-2001 pomimo posiadania jednego gabinetu tez mi nie pasowała ze względu na brak stabilnego zaplecza i silnego przywództwa. Oraz uwarunkowania specyficzne z okresu transformacji podobne jak w latach 93-97. No i wreszcie druga kadencja PO-PSL w latach 2011-15 jest specyficzna, bo to jedyna druga kadencja w polskiej historii a więc uwarunkowania są skrajnie inne. Tyle moich reguł wewnętrznego cherrypickingu i możemy wracać do meritum.

Na start „kanclerz” Miller i jego rządy w latach 2001-2003. Zaplecze polityczne stabilne, pozycja przywódcy również, prezydent (przynajmniej w teorii) sprzyjający. Millera w powietrze wysadziły dwie afery. Głowna, czyli afera Rywina i Coup de grace w postaci afery starachowickiej. Rządy Leszek Miller rozpoczął w październiku 2001 roku. Na wybuch afery Rywina poczekaliśmy niecały rok do września 2002. Starachowice eksplodowały w marcu 2003 a więc po kolejnych 6 miesiącach. W maju 2004 nie było już rządu. Warto także odnotować ruchy kadrowe. Do afery Rywina odbyła się tylko jedna rekonstrukcja 3 ministrów.  Po jej wybuchu do końca trwania gabinetu wymieniono aż 12 osób.

Teraz kolej na Donalda Tuska. Gabinet powołano w listopadzie 2007 i od początku funkcjonował w warunkach kohabitacji, czyli przy opozycyjnym prezydencie. Wielką aferą jego pierwszej kadencji była afera hazardowa. Afera rozpoczęła się w październiku 2009 roku a więc po prawie dwóch latach rządów. Wyraźnie widać nauki wyniesione z upadku Millera. Widać je także w tym ze afera rządu nie wywróciła. Poziom dymisji w pierwszym gabinecie Tuska był więcej niż umiarkowany. W dwóch latach przed aferą odeszło jedynie 2 ministrów. Po aferze hazardowej Tusk pozbył się 8 osób a pamiętajmy, że rządził do końca kadencji, więc o 1,5 roku dłużej od Leszka Millera.

Rząd Beaty Szydło zbliża się do swojej drugiej rocznicy. I póki, co nie mamy do czynienia z żadnym wydarzeniem porównywalnych rozmiarów, co wskazane powyżej. Można oczywiście wskazywać na kwestie Misiewicza czy Szyszki gdzie decyzje mogły być motywowane i podejmowane w sposób bardzo dyskusyjny. Jednak nie wywołały one w żadnym razie skandali o porównywalnych rozmiarach. A to już samo w sobie jest sukcesem rządu PiS, który nie ukrywam dość mnie zaskakuje.  Zaskakuje, ponieważ pazerność wielu działaczy PiS na pieniądze jest wręcz legendarna a ich poziom obsadzenia państwowego mienia dyletantami bez wykształcenia znaczny.  Czy więc wielki geszeft Beaty szydło jeszcze przed nami? Czy może geszefty były, ale udało się je skutecznie rozbroić? Póki, co do rekordu Tuska jeszcze kilka miesięcy. Czekamy.

© Zoon Politikon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci