Menu

Zoon Politikon

Czyli o polityce przede wszystkim choć nie tylko....

Wpisy otagowane : PIS

Rubla nie zarobić

marchewa79

pexels-photo-208087Kończąca poprzedni wpis przysłowie okazało się teraz adekwatne dla Nowoczesnej jak i PO. Wziął prezes opozycję z zaskoczenia. Sprytne zagranie gabinetowe. Ale czy mamy do czynienia z „zaoraniem”? Zobaczymy.

Mamy tedy sytuację, że do głosowania idą dwa projekty „społeczne”. Całkowicie penalizujący aborcje i skrajnie ją liberalizujący. Ten pierwszy ma radykalnie większe społeczne poparcie wyrażone ilością uzyskanych głosów. I mamy Sejm złożony z partii albo popierających wariant całkowitego zakazu (z otwartymi granicami i opcją wyjazdu skrobankowego np. na Słowację, ale o polskiej hipokryzji piszę w innym miejscu) albo popierających obecny kompromis aborcyjny. Nawet Nowoczesna lawirowała.

Wynik? Do prac w komisji skierowano jedynie pierwszy projekt. Zarówno Nowoczesna jak i PO zaliczyły spory procent „dezerterów” w PO dodatkowo konserwatywne skrzydełko partii głosowało za odrzuceniem. Co spowodowało histerię w „opozycyjnych” mediach w rozmiarze nieproporcjonalnym do skali zagadnienia. Czy opozycja rzeczywiście dała się „zaorać”?

Niekoniecznie. Mamy obecnie trzy partie opozycyjne. Realizują różne wizje światopoglądowe. PSL to konserwatyści równie jak PiS uczepieni stuły. PO jest zlepkiem konserwatystów, których w PiS zniechęca autorytaryzm i liberałów, ale z wyraźnym przesunięciem w tę konserwatywną stronę. No i Nowoczesna. Nowoczesna sprawy po prostu wewnętrznie nie przepracowała. To jest pospolite ruszenie i zbieranina ludzi od Sasa do Lasa. Teraz w momencie zmiany przywództwa szczególnie wyraźnie to widać. Chciał Petru łowić po lewej stronie, chciała i Lubenauerowa. Ten statek jednak odpłynął. Co będzie zobaczymy. Raczej nic dobrego. Ewidentnie jednak N. okazała się dużo bardziej „mini PO” niż sami jej działacze chcieli przyznać (a jeśli nie widać różnicy…).

Co dalej? Trochę nieuzasadnionej paniki. Zawiódł mnie Schetyna wyrzucając konserwatystów z partii. Nic mu to nie da, a realne oczekiwanie, że Biernacki podniesie rękę za projektem zakładającym aborcje na życzenie byłoby skrajną naiwnością. Histeria w mediach zwłaszcza w Wyborczej była porażająca. To ona, bardziej niż cokolwiek innego, otworzy drogę do przegłosowania projektu zakazującego aborcji całkowicie. Bo do tej pory udało się domniemanym politycznym oporem ograniczać Kaczyńskiego. Teraz, kiedy zobaczy, że tego oporu nie ma (a wojenka w wygwizdywanie PO czy N. na czarnych protestach dokładnie do tego doprowadzi) gotów pozwolić na ostateczną „rechrystianizację”.

Spójrzmy sobie prawdzie w oczy Polacy są społeczeństwem konserwatywnym. Stać nas na 15% dla lewicy, ale nie na więcej. Jeśli ta lewica roztrwoniła swoje poparcie między Zandberga, SLD, Nowacką to może winić tylko samą siebie. Plucie na PO czy N. za to, że nie realizują celów politycznych partii Osobno czy towarzyszy z SLD jest mocno nietrafione. I musicie sobie moi drodzy odpowiedzieć czy chcecie zakazu aborcji w konstytucji. Bo jednym z rezultatów obecnej histerii będzie druzgocąca wygrana PiS a nie Osobno czy SLD. Nie ma w Polsce alternatywy dla PO czy Nowoczesnej. Nie ma też, co liczyć, że taka cudownie się pojawi. Ale ja mam takie wrażenie, że rządy PiS polskiej lewicy, jakość szczególnie nie przeszkadzają. Zaostrzenie prawa aborcyjnego również. Bo w końcu im gorzej dla innych tym lepiej dla nas. Oby się na tej filozofii Zandbergi i inni towarzysze nie przejechali.

Różne wizje rekonstrukcji rządu

marchewa79

pexels-photo-392031Znowu mamy jak zwykle. Czyli opinie po rekonstrukcji dzielą się na dwie grupy zależnie od opinii na temat Prezesa. Mamy zwolenników opcji „genialny strateg” i zwolenników opcji „szalony despota”. Pytanie czy w szerszym sensie coś nam to mówi o politycznej przyszłości? Poniżej postaram się przedstawić kilka historycznie umocowanych scenariuszy, które są możliwe w najbliższych dwóch latach.

1. Scenariusz na Marcinkiewicza - W zasadzie podobnie. Premier, który apeluje do klasy średniej a w tle puszczone do wyborcy PO oko, że to w zasadzie „trzeci gabinet Tuska”. Ta wizja jest jednak o tyle mało wiarygodna ze po pierwsze ignoruje dotychczasowe „dokonania” PiS w różnych dziedzinach, a po drugie ignoruje aspekt wewnętrzny partii. Klasa średnia ów rząd Tuska może i zaakceptuje, ale od tak ułożonego gabinetu zaczną się odklejać hunwejbini dobrej zmiany. Czciciele Macierewicza z „Gazety Polskiej” już rozpoczęli ostrzał propagandowy. Poza tym te specyficzne umizgi PRowe Marcinkiewicza to coś, czego Morawiecki chyba nie jest w stanie powtórzyć.

2. Scenariusz na Belkę - Czyli gabinet prezydencki. Rząd technokratycznych fachowców, ale w istocie mniejszościowy na łasce i niełasce partii gdzie „siła przewodnia” obsadza kluczowe nomen omen niegdyś „prezydenckie” resorty. Przypominam, że rząd Belki był próbą ucieczki do przodu i skapitalizowania na wejściu polski do UE. Przy założeniu tego scenariusza problemem staje się ciągłe napięcie miedzy technokratycznym rządem a pazernością partyjną. Przecież to nie będzie tak, że Morawiecki od ręki obsadzi strategiczne frukta znajomymi fachowcami. Partia nie zrezygnuje z konfitur a bez tych konfitur programy modernizacyjne mogą w ogóle nie ruszyć.

3. Scenariusz na Unię i ciepłą wodę w kranie, czyli na Tuska – wyciszenie sporów i uspokojenie sytuacji z Unią. Wycięto wszak wszystkich zadymiarzy. Teraz już tylko uśmiechnięty Morawiecki pojedzie do Brukseli i „załatwi” sprawę. A jak będzie źle to załatwi z Orbanem. Scenariusz zakłada ogromną wiarę w negocjacyjne umiejętności Premiera i ograniczoną intelektualnie zarówno Unię jak i Węgry. I pamiętajmy, że pewne problemy (zwłaszcza zdrowie) Tusk mógł jeszcze stosunkowo bezkarnie ignorować. Morawiecki nie może.

4. Scenariusz na Węgry – czyli totalne przejęcie państwa. Problem z Węgierskimi porównaniami jest taki ze nic się nie zgadza. Orban przejął kraj pogrążony w gigantycznym finansowym kryzysie, za który odpowiadała dzisiejsza opozycja. Kryzys był na tyle głęboki, że dostał carte blanche od narodu, którą wykorzystał nie tylko na to by wydobyć Węgry z zapaści, ale aby zbudować w kraju system Putinowski klientelistyczno/oligarchiczny. Ten system utrzymuje go dziś u władzy, ale pamiętajmy, że utrzymują go przy niej także autentyczne sukcesy. PiS przejmowało władzę na zupełnie innych zasadach. Mimo wszystkich negatywnych opinii opozycja jest u nas zdecydowanie mniej zużyta niż na Węgrzech a opcje na transfer majątku państwowego do rąk prywatnych kiepskie. Alergia społeczeństwa polskiego na oligarchizację jest duża i jakiekolwiek próby PiS dokapitalizowania własnych ludzi raczej nie skończyłyby się dobrze. Tu oczywiście nie chodzi o pensyjki prezesów czy o rady nadzorcze, co o np. przekazanie Biereckiemu banku Pekao. Wątpię czy wystąpiłaby zgoda na ten kaliber uwłaszczeń. Oczywiście można wskazać na to, że celem będzie ostateczna „reforma konstytucyjna” po 2019 roku. Ale o ile Orbanowi reforma była potrzebna do ugruntowania władzy to Prezes i tak rządzi poza ramami konstytucyjnymi. A jakakolwiek ruchawka w konstytucji zaburzyłaby starannie ułożony układ partyjnych interesów.

5. Scenariusz emerytalny – namaszczony delfin. W myśl tej koncepcji Prezes odnalazł w Morawieckim to, czego mu nie dał Ziobro. A Premierostwo jest etapem wstępnym do namaszczenia, jako nowego Prezesa. W to chce chyba wierzyć najbardziej Morawiecki senior. Realnie dla Prezesa polityka jest całym życiem i jedyna dostępna emerytura będzie na Powązkach.

6. Podsumowanie, czyli bez historycznych konotacji – notowania partii rządzącej szybują, ale po wielomiesięcznym spektaklu rekonstrukcyjnym trudno się spodziewać innego rezultatu. Rzeczywiście odsunięto większość „problemowych” ministrów. Pytanie o cenę. To nie jest rząd PiSowkiego twardego elektoratu. W dodatku w działanie rządu wpisany jest „pojedynek delfinów” Ziobro i Morawieckiego. A to Morawiecki będzie jeździł tłumaczyć się za Ziobrę w Brukseli. Problemów nie rozwiązano zamieciono je tylko pod dywan. Na ile skutecznie wykażą najbliższe miesiące. Pytanie na ile obecny Premier będzie sterowalny z Nowogrodzkiej i na ile jego ministrowie będą uwolnieni od tej specyficznej presji zdalnego uwiarygodniania się u Prezesa, która np. zniszczyła Waszczykowskiego. Zwłaszcza, że pozycja niektórych kluczowych zmienników (MSZ) jest równie krucha.

Pojawia się także pytanie czy opozycja mogła zrobić więcej? Uczciwie, nie wydaje mi się. Przebicie się z komunikatem w nawale informacji najpierw o grillowaniu Szydło a potem o nowym Premierze nie było raczej możliwe. Co udowodnił osobiści Petru ze swoim nowym „planem”. Gra opozycji powinna toczyć o zjednoczenie się pod wybory samorządowe. Genu autodestrukcji w PiS Morawiecki nie wyłączył a upokorzono wielu. Więc po miodowym miesiącu lato może być pochmurne. A żebrzących rączek przybywa. Więc na miejscu przeciwników PiS nie załamywałbym rąk.

Wszystkim odchodzącym i przychodzącym ministrom tradycyjnie wszystkiego najgorszego. Specjalne życzenia dla pani ex-minister Streżyńskiej żywej ilustracji przysłowia o tym jak to cnotę stracić i rubla nie zarobić.

Wielka odpowiedzialność

marchewa79

hero-307036_1280A kiedy Aleksander zobaczył wielkość swoich włości, zapłakał, gdyż nie było już więcej światów do podbicia

Rome Total War (cytat pochodzi pewnie skądinąd, ale nie potrafiłem namierzyć źródła)

Podpisy Prezydenta wieńczą proces „odzyskiwania” państwa przez ludzi Prawa i Sprawiedliwości. Pozostało pewnie oczywiści kilka drobnych rzeczy w stylu niezależnych mediów czy RPO lub NIK, ale to już okruszki. Co najważniejsze w przekonaniu wyborców partii rządzących faza podboju się zakończyła.

Waga tej kwestii dociera do partii rządzącej powoli. Wiele zamieszała zmiana Premiera. Ale najbliższy rok przyniesie pewnie smutną konstatację rodem z amerykańskich komiksów, że z wielką mocą przychodzi wielka odpowiedzialność. Dokładnie 100% odpowiedzialności. To jest fatalne dla obowiązującej narracji.

Do tej pory z niemałymi sukcesami Prawo i Sprawiedliwość swoją polityczna propagandę opierało na dychotomii My-Oni z silnie zarysowanym potężnym wrogiem. Teraz wroga pokonano. Prezes ze spacyfikowanym Prezydentem i potulnym nowym Premierem ma pełnię władzy. I wszystko będzie jego winą. Gorzką ironią jest to, że z początkiem roku przyłożyć PiSowi może protest lekarzy, za który ponosi chyba najmniejszą indywidualną odpowiedzialność spośród wszystkich spraw, jakie rozpętał w ostatnich latach. Z tym, że brak odpowiedzialności realnej nie zmieni całościowej odpowiedzialności politycznej. A nawis obietnic jest duży. W tle największa, że pieniędzy nie zabraknie. W końcu wymieniono broszkę na bankiera.

Co gorsza gdzieś w te majaczy Europa. Tam PiS dostał łatkę „right-wing party” a to określenie pachnie siarką. Mam poważne wątpliwości czy w ogóle jakakolwiek dyskusja z UE jest możliwa mimo niewątpliwych talentów Morawieckiego. A kurs na ostre starcie z Europą może być kosztowny nie tylko politycznie, ale przede wszystkim finansowo.

Prawo i Sprawiedliwość wkroczyło na ścieżkę establishmentową. To oni są łże-elitą. Otwartym pytaniem pozostanie czy kiedy propagandę wojny zastąpi propaganda sukcesu ciemny lud dalej będzie kupował. A może jednak nie wszystko kupi?

Nic się nie stało? Na pewno?

marchewa79

eu-flags

Unia opiera się na wartościach poszanowania godności osoby ludzkiej, wolności, demokracji, równości, państwa prawnego, jak również poszanowania praw człowieka, w tym praw osób należących do mniejszości. Wartości te są wspólne Państwom Członkowskim w społeczeństwie opartym na pluralizmie, niedyskryminacji, tolerancji, sprawiedliwości, solidarności oraz na równości kobiet i mężczyzn.

Artykuł 2 Traktatu o Unii Europejskiej

Na uzasadniony wniosek (…), Rada, stanowiąc większością czterech piątych swych członków po uzyskaniu zgody Parlamentu Europejskiego, może stwierdzić istnienie wyraźnego ryzyka poważnego naruszenia przez Państwo Członkowskie wartości, o których mowa w artykule 2. Przed dokonaniem takiego stwierdzenia Rada wysłuchuje dane Państwo Członkowskie i, stanowiąc zgodnie z tą samą procedurą, może skierować do niego zalecenia.

Artykuł 7 Traktatu o Unii Europejskiej

Maszyny ruszyły. Polska znalazła się w najgłębszym kryzysie polityki zagranicznej w XXI wieku. Bo dużo racji jest w nazywaniu art. 7 opcją nuklearną. W swojej całej rozciągłości może on doprowadzić do poważnej redukcji funduszy, jakie UE przeznacza na modernizację kraju oraz eliminacji Polski z większości istotnych kręgów decyzyjnych UE. Nie jest to jednak procedura krótka. Ale też nie wymaga jednomyślności, więc pomimo braku (zrozumiałego) wsparcia ze strony Węgier i możliwego braku wsparcia ze strony Czech i tak szansa na sankcje jest spora.

Żebyście mieli jasność drodzy czytelnicy cała strategia Morawieckiego wisi na wsparciu z UE. Wszystkie plany rozwojowe i infrastrukturalne tego i wielu następnych rządów. Sankcje UE mogą stanowić cios, z którego polska będzie podnosić się latami a gdyby przypadły w złej fazie cyklu koniunkturalnego, (na co niestety wskazuje polityczny kalendarz) skutki byłyby trudne do przewidzenia.

Tyle czarnych wizji póki, co ścieżka do tego daleka, (choć nie tak daleka jak PiSowi i jego zagończykom się wydaje). Pytanie czy bardzo względna kontrola nad sądami, jaką PiS uzyskał w zamian warta będzie tej politycznej ceny, jaką trzeba będzie zapłacić. Sygnały, jakie wysyła obecna u władzy klika nie są spójne. Z jednej strony na stanowisku premiera osadza rzekomo cudownego w sprawach gospodarczych korposzczurka z drugiej stawia go w sytuacji bez wyjścia, w której przez najbliższe pół roku 100% swojego czasu będzie musiał poświęcić na tłumaczenie się za granicą z regulacji, których jedynym beneficjentem będzie jego największy partyjny konkurent. Nie rozumiem idei w ramach, której Ziobro dostał od PiSu taki prezent, ale cóż niezbadane są ścieżki umysłu Prezesa.

Strategicznie oddala nas to wszystko od Europy. Burzy podstawy naszego bezpieczeństwa a także instytucjonalne podstawy naszego dobrobytu. To niestety zrozumiemy, kiedy już będzie za późno. Pozostaje mieć nadzieję, że każda arogancja władzy kiedyś doprowadzi do jej kresu.

P.s. Chciałem dopisać coś o Prezydencie, ale to co z nim zrobiono najpełniej opisał galopujący major na swoim blogu. Nie potrafię nic dodać. Adrianek wrócił na korytarz.

Becia won

marchewa79

Szydło Kaczyński #dobre 2 lata

„Na często zadawane pytanie, czy do (…) musiało dojść, jest tylko jedna logiczna odpowiedź. Widocznie musiało, skoro doszło"

Rozmowy kontrolowane

Po wielotygodniowym spektaklu spekulacji i hipotez Pani Premier wieczorkiem udała się do siedziby Partii na Nowogrodzką gdzie na ręce Prezesa pokornie i bez zbytecznych gestów złożyła dymisję. Już wracając współpracownicy przypomnieli jej (ani chybi po lekturze wpisów na Twitterze), że formalnie to właściwie dymisje to ona powinna złożyć Prezydentowi, ale nasza dzielna matka polka od pińćset z plusem nie okazała zbytniego zażenowania. Obojętnością doświadczonej kurtyzany, która niejedno w życiu widziała i ma świadomość swojej roli oraz tego, że za zbytnie opory alfons potrafi przylać. Prezydent też jakoś specjalnie się nie przejął, co wskazuje, że i on ma poczucie ponurej rzeczywistości.

Namaszczony następcą jest niejaki Morawiecki, niegdyś doradca Tuska (a co tam trzeba z lubością przypominać) obecnie mistrz Power Pointa i (główne we własnym przekonaniu) następca Eugeniusza Kwiatkowskiego. Jeszcze wcześniej dumny i sowicie opłacany namiestnik obcego kapitału w roli prezesa banku. W tej roli należycie usłużny i bezwzględnie skuteczny. Trzeba też przyznać, że mimo młodego wieku udało mu się nawet nieco podziałać w opozycji, co jego poprzedniczce nawet w latach 80 nie przyszło do głowy. No, ale mając takiego rodzica jak Kornel Morawiecki trudno zachować podobna neutralność. Trzeba jednak przyznać, że wśród kolegów partyjnych, u których karta opozycyjna jest raczej rzadkością (a czasami tę opozycję aktywnie zwalczali) stanowi pewien ewenement.

Naturalnym pytaniem, jakie się pojawia jest „po co”? W normalnych partiach politycznych Premiera w trakcie kadencji wymienia się tylko w dwóch przypadkach. Oczywistym, czyli śmierci lub choroby. I tym mniej oczywistym, czyli przegranych wyborach na szefa partii. Bo, o czym zdarza nam się zapominać w cywilizowanych demokracjach premier i szef partii rządzącej to jedno i to samo. Na to pytanie o logiczną odpowiedź trudno. Najlepszą wydaje się teza o walkach frakcyjnych. Po prostu frakcja starej Pani Premier przegrała z frakcją nowego Pana Premiera. Ewentualnie sam Prezes niczym leśniczy chciał pogonić towarzystwo. Otwarta jest kwestia długiego „grillowania” ustępującej Szydło. Ani to ładnie nie wyglądało ani było dobrym sygnałem. Cele musiały więc dalece wykraczać poza kwestie PR. Najbliższe miesiące pokażą pewnie bliżej jak wyglądały kulisy tej kolejnej, jeszcze lepszej zmiany.

Pytanie czy wraz z premierem zmieni się rząd. I tu odpowiedź jest zaskakująca, otóż podobno nie. Mimo tego ze nowy wyszczekany korpoludek na stołku ma zmienić nasz wizerunek w UE zostawiamy takich tytanów intelektu jak Macierewicz, Waszczykowski czy Szyszko. A co tam. I tu już w ogóle logika wysiadła z pociągu. Czy Prezes w ogóle wie, w co gra Prezes?

Na koniec zostaje ostatnia marionetka, czyli Prezydent. Już dawno minęły czasy „błogosławionego łona” dzisiaj coraz częściej bywa „sprzedawczykiem”. Czy nasza panna nikt wytarguje przynajmniej usunięcie Macierewicza? Wątpię.

Odchodzącym i przychodzącym w świątecznym duchu życzę wszystkiego najgorszego. Naprawdę okropnych rzeczy. Oby Polska odpłaciła wam wszystkim tym, czym przez wieki odpłacała wszystkim zdrajcom, targowiczanom i volksdeutschom.

© Zoon Politikon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci