Menu

Zoon Politikon

Czyli o polityce przede wszystkim choć nie tylko....

Wpisy otagowane : Sanders

Hilary Clinton kandydatka poprawna, aż za bardzo

marchewa79

c43152290Ciekawa sprawa w USA. W sondażach Donald Trump zaczyna wyprzedzać Hilary Clinton. Niespodzianka? Niekoniecznie.

Trump jest kandydatem kiepskim, ale uwielbianym przez media. Zawsze można liczyć na to, że walnie jakąś ciekawą gafę czy też brutalnie zaatakuje bogu ducha winnego dziennikarza. Clinton jest poprawna, establishmentowa i nudna. W dodatku Trump swoje wybory wygrał miażdżącą przewagą. Clinton, jeśli odjąć głosy partyjnej elity, swoje wygrywa o włos w dodatku bardzo często faulując. A Bernie Sanders zamierza walczyć do końca.

Niedawno Noam Chomsky powiedział ze amerykańska scena polityczna tak bardzo przesunęła się na prawo, że dzisiejsi centrowi demokraci w rodzaju Clinton jeszcze trzy-cztery dekady wcześniej bez trudu odnaleźliby się w centrum… partii republikańskiej. A Bernie Sanders odsadzany od czci i wiary za lewackie poglądy z dążeniem do powszechnej opieki zdrowotnej i wysokimi podatkami byłby bardzo umiarkowanym demokratą. Temu twierdzeniu nie można odmówić racji.

W tej sytuacji Clinton, której poparcie nie bazuje na jej cechach indywidualnych (była raczej mizerną sekretarz stanu a jako polityk i senator nie ma znaczących dokonań) a na instytucjonalnym wsparciu bazy partyjnej jest w wyścigu z charyzmatycznym Trumpem na straconej pozycji. Oczywiście sprzyja jej demografia. Mniejszości etniczne i spora część bogatszych białych wyborców ją popiera. Ale zubożała biała klasa średnia i biała biedota za Hilary nie przepada (delikatnie rzecz ujmując). A ci ludzie w odróżnieniu od elektoratu kolorowego (wiem, w USA uznano by zwrot „kolorowy” za rasistowski, ale nie ma dobrych synonimów) głosują bardzo regularnie i są zdyscyplinowani.

Jeżeli Clinton wygra prawybory (i mówimy tu o głosowaniu powszechnym a nie tym z superdelegatami) to nominacja wiceprezydenta będzie kluczowa. I tu pojawia się problem. Bo mając tak silnego i popularnego kontrkandydata jak Sanders, jeżeli nominuje kogokolwiek innego to właściwie ryzykuje rozłam w partii jeszcze przed kampanią. Nawet jeżeli zwolennicy Sandersa zastosują cichą obstrukcję, a ten nie wystąpi z entuzjastycznym endorsmentem na konwencji, będzie to oznaczać ni mniej ni więcej tylko utratę najbardziej entuzjastycznych młodych demokratycznych wyborców, na własne życzenie.

Duo Clinton-Sanders jest jednak marketingowym koszmarem z bardzo prostej przyczyny. Średnia wieku w tym teamie to ponad siedem krzyżyków. Aż prosi się, aby ten zestaw wykpić z pozycji geriatrycznych.  Ale u Trumpa (69 lat) nie jest lepiej natomiast on może dobrać jakiegoś żwawego młodego wiceprezydenta, który obniży średnią wieku. Z drugiej strony Bernie Sanders zjada żywotnością całą partię republikańską na śniadanie, więc na dwoje babka wróżyła. Natomiast wiek może być ciekawym argumentem z innej przyczyny. Do tej pory najstarszym prezydentem USA w momencie obejmowania urzędu był Ronald Reagan (69 lat). Zarówno Clinton (68) jak i Trump (69) w momencie inauguracji będą w podobnym wieku. Ryzyko chorób neurodegeneracyjnych zwłaszcza w drugiej kadencji jest jednak znaczne (Regan na Alzheimera zachorował już po zakończeniu prezydentury, jednak wiele osób uważa, że musiał mieć objawy już w latach 80). A jak wytłumaczyć, że w wypadku, kiedy z różnych przyczyn Hilary nie da rady zastąpi ją Bernie, który jest… 5 lat starszy. Sprawa nie jest łatwa i Trump na pewno ją wykorzysta, choć pewnie z racji własnego zaawansowanego wieku będzie robić to ostrożnie.

I wreszcie specyfika amerykańskich wyborów prezydenckich. Wyjaśnianie jak tam się głosuje wykracza dalece poza ramy dzisiejszej notki, więc poprzestańmy tylko na tym że jest to system pośredni, w którym (uwaga radykalne uproszczenie) głosy w poszczególnych stanach przypadają w całości zwycięskiemu kandydatowi. To wszystko sprawia, że kampania rozgrywa się tylko w kilku kluczowych stanach (tzw. „swing states”), w których żadna z partii nie ma przewagi. A tam może się zdarzyć wszystko i jednak warto mieć za sobą nie tylko Latynosów, ale i choć śladowe ilości charyzmy. Czego Ms. Clinton od zawsze brakowało. A to może ją drogo kosztować.

Inne moje notki o kampanii w USA:

Jeszcze o USA, czyli sprawa Donalda Trumpa

Bernie, kandydat niemożliwy, prezydent nieprawdopodobny, ale… Ameryka

© Zoon Politikon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci